sobota, 30 marca 2013

rozdział 39

Miał być jej największą siłą w walce z przeciwnościami losu.
Okazał się jej największą słabością.
Bez niego nie umiała nawet posłodzić herbaty...

~*~*~*~

Harry siedział w Pokoju Wspólnym i udawał, że układa taktykę do ostatniego meczu w roku. Jak można był się tego spodziewać Gryfoni grali przeciwko Ślizgonom.
Ślęczał nad pergaminami, na których był narysowany stadion i przemieszczające się na nim kropki z nazwiskami zawodników.
Myślami był jednak daleko.
Myślał o Hermionie.
Od tygodnia była przybita.
Nie wychodziła z dormitorium, nie było jej na posiłkach, przychodziła tylko na lekcje. Również tam siedziała z pochyloną głową i nie zgłaszała się do odpowiedzi. Najczęściej koło niej siedziała Parvati. Na eliksirach siedziała koło Dracona, ale nie rozmawiali, można powiedzieć, że ledwie co znosili swoją obecność. Raz miejsce koło niej zajął Terren za zaklęciach. Nie rozmawiali, jakby bali się reakcji Dracona.
Jednak Harry zauważył, że pod koniec lekcji Terren zostawił w książce Hermiony niedużą kartkę.
Uśmiechnął się wtedy. To dobrze. Hermiona musi mieć kogoś koło siebie.
Parvati więcej czasu spędzała z Diabłem, odkąd wyszło na jaw, że się spotykają.
On sam nie miał czasu. Jego czas zajmowały egzaminy, planowanie meczu i Ginny.
-Cześć, kochanie - usłyszał koło siebie cichy głos.
Podniósł głowę i zobaczył uśmiechniętą Ginny.
Dziewczyna władowała mu się na kolana i bez ceregieli pocałowała w usta.
Harry w pierwszym odruchu chciał ją zrzucić na ziemię i wrzasnąć na nią.
Jednak opanował się i odsunął ją delikatnie od siebie.
-Ginny, nie teraz - powiedział - muszę skończyć tą taktykę do jutra.
-Pomogę Ci - zaoferowała się rudowłosa.
-Nie, dzięki, chcę to sam ogarnąć. Mam nową taktykę, pokaże Ci jak już będę miał do końca gotowy szkic.
Nie wiedział, czemu, ale chciał się jej pozbyć. Jej głos był dziwny, irytował go, choć zawsze mu się podobał.
-Daj spokój - żachnęła się Ginny - zawsze mogłam zobaczyć, a teraz się wygłupiasz. Daj.
-Nie - powiedział stanowczo Harry.
Ruda spojrzała na niego dziwnie. Nagle jej brązowe oczy wydały mu się za ciemne. Za bardzo podkreślone kredką do oczu, a włosy za ogniste, za bardzo rzucały się w oczy.
Boże, co się ze mną dzieje?!
-Harry, no...
-Wybacz, Gin - przerwał jej Harry - przypomniałem sobie, że miałem wysłać list. Bill mi ostatnio odpisał.
-Okej - wzruszyła ramionami - pójdę z Tobą.
Cholera, nie odczepi się!
Harry potrząsnął głowa, zaskoczony własnymi myślami.
-Nie, jest już późno. A poza tym chcę nad tym jeszcze pomyśleć - kiwnął głową w stronę pergaminów, które złożył i odesłał do dormitorium - za jakieś pół godziny wrócę, okej? - zapytał i nie czekając na jej odpowiedź wyszedł z Pokoju Wspólnego.

***

Pansy siedziała w swojej sypiali, którą dzieliła z Dafne Greengrass, Milicentą Bulstrode i Tracey Davis.
Była coraz bardziej zirytowana, słuchając rozmów swoich przyjaciółek. Każda z nich chciała upolować kogoś z trójki Ślizgonów. Dafne marzył się Blaise, Tracey Terren. Chichotała, że ich imiona będą świetnie razem wyglądać. Pansy prychnęła cicho udając, że słucha.
Kiedyś bez trudu włączyła by się do rozmowy i marzyła o Draconie, ale teraz nie miała na to ochoty.
Draco był zakochany, a ona wyrosła z dziecinnego kochania się w nim. Owszem, miękły jej nogi na jego widok, ale wiedziała, że Draco nie jest dla niej i nigdy nie był.
Jego uśmiech powodował szybsze bicie serca, szczególnie, że tak uśmiechał się tylko do niektórych osób.
-Blaise jest zajęty, Daf - usłyszała swój chłodny głos.
-No i co z tego? - zaśmiała się blondynka - daj spokój, Pan, znasz go lepiej ode mnie. Wiesz, że szybko się nudzi.
-Draco Cię zabije jak rozwalisz ich związek - powiedziała Milicenta.
Pansy uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością.
-Draco jest ostatnio jakiś nie swój - mruknęła Tracey - wiesz coś o tym, Pansy?
Czarnowłosa wzruszyła ramionami.
-Nie, ale dużo czasu się uczy, wiecie, że zależy mu na ocenach - skłamała.
Dziewczyny pokiwał zgodnie głowami.
-Fajnie by było mieć Dracona, tylko dla siebie - westchnęła Tracey.
-Oj, tak, każda o tym marzy - westchnęła Dafne - dałabym się pokroić za jedną noc z nim. No ale, oczywiście to Pansy jest w tej dziedzinie mistrzynią.
-Pan, nigdy nie mówiłaś jaki on jest w łóżku - oburzyła się Tracey.
-Bo zabrakło jej słów, założę się, że po nocy z nim, nie mogła się ruszać ani mówić - powiedziała cierpko Milicenta.
Pansy uśmiechnęła się powoli.
-Nie udawaj skromniej, Daf - powiedziała - wiem, że z nim byłaś.
Dziewczyna zarumieniła się, gdy spojrzenia jej współlokatorek spoczęły na niej.
-Okej, dlatego mówię, że dałabym się pokroić za noc z nim.
-Dobra, Pansy mów jaki on jest! - powiedziała Tracey.
Pansy ześlizgnęła się z łóżka i pokręciła głową.
-Wypytajcie Daf, ona wie to samo co ja.
-No, ale Pan...
-Na razie - ucięła Pansy i zniknęła za drzwiami.
***

Boże, to jest jakieś pokręcone. Kiedyś Ginny była dla mnie wszystkim. Teraz zaczyna mnie irytować. Wkurza mnie tym, że cały czas chce mi pomagać, jakbym miał pięć lat. To facet powinien być tą silniejszą osobowością w związku, a nie dziewczyna. A ona jakby straciła w moich oczach...
Harry pokręcił głową.
Wcale nie miał odpisać Billowi, szukał tylko pretekstu by wyjść z Pokoju Wspólnego.
Ale teraz pomyślał, że może jednak do niego napisać. Zobaczyć jak się ma on i Fleur i czy odzywała się do nich ostatnio Andromeda, która zajmowała się po śmierci Tonks i Remusa, Teddy' m, jego chrześniakiem. Mały będzie miał już półtora roku. Harry uśmiechnął się na myśl o nim. Dawno tego szkraba nie widział.
Tak, to dobry pomysł by do niego napisać.
Skręcił w kolejny korytarz prowadzący do sowiarnii gdy wpadł na kogoś z impetem.
-Sorry - mruknął próbują podnieść się z ziemi.
Okulary mu spadły i nic nie widział.
-Nie patrzyłem gdzie idę.
-Cześć, Harry! - usłyszał znajomy głos - czekaj sekundę - usłyszał ciche zaklęcie - masz - ktoś dotknął jego ręki i włożył mu w nią okulary.
-Dzięki - powiedział zakładają szybko szkła.
Zobaczył koło siebie Parvati, która chowała właśnie różdżkę do kieszeni i Blaise' a, który stał krok bliżej i wyciągał w jego stronę rękę.
-Cześć - dodał i złapał Diabła za rękę, wstając z jego pomocą.
-Cześć, Wybrańcu - uśmiechnął się Blaise - nic Ci nie jest?
-Spotkanie trzeciego stopnia z posadzką przy pokonaniu Toma to pestka - uśmiechnął się Harry.
-No jasne, zapomniałem - skinął głową Blaise.
-Co z wami? - zapytał Wybraniec - szlajacie się gdzieś i nigdzie was nie widać.
-Uczymy się - powiedziała Parvati.
-Nie wnikam w to czego się uczycie - mruknął cicho Chłopiec, Który Na Nieszczęście Świata Przeżył
-Jakbym słyszał Draco - roześmiał się cicho Blaise - no cóż, co w rodzinie to nie zginie.
-Odezwał się nie spokrewniony z Draco - odciął się od razu Harry.
-Okej, wygrałeś. Właśnie, nie widziałeś go nigdzie? Zniknął nam przed dwoma godzinami.
-Nam? - wtrąciła zdziwiona Parvati.
-No mi i Pansy - wyjaśnił Blaise.
-Nie, nie wiedziałem go - pokręcił głową Harry - co z nim? - dodał.
Diabeł spochmurniał.
-Źle, stary - westchnął - bardzo źle.
-Chłopaki, chyba nie będziemy tutaj tak stać? - zapytała Parvati zerkając na przechodzących koło nich Gryfonów - Harry, gdzie szedłeś?
-Do sowiarnii.
-To idziemy - powiedziała dziewczyna i pociągnęła Blaise' za sobą - chodź, Harry.
Wybraniec kręcąc głową poszedł za nimi.
-Z Draco jest nie tak - powiedział Blaise - nie poznaję go, a zazwyczaj wiedziałem co mu chodzi po głowie.
-A Parkinson? - zapytał Gryfonka - może ona coś wie?
-Nie wiem, Pan ostatnio mało o nim mówi. Musiałbym z nią pogadać. Właśnie, skarbie, miałem Cię pytać, co z Mioną?
-Od tygodnia się do mnie nie odzywa.
Wszyscy troje pokręcili głowami.
-Szkoda - powiedział Harry - mnie też nie chce widzieć. Terren nie zbliża się do niej, a Malfoy ją olewa.
-Pogadałbym z nią z chęcią, zwłaszcza, że to ze mną miała najmniejszy kontakt, ale nie chce podpaść Draco - mruknął Diabeł.
-Idioci - mruknęła Parvati - uparci idioci.
-Święte słowa - mruknął Harry.
-Co o tym myślicie, chłopaki?
-Musimy wysłać kogoś do Hermiony - powiedział Blaise - podjęłabyś się tego, Parvati?,
-Mogę, ale nie wiem co z tego wyjdzie.
-Idźcie - powiedział Harry - załatwcie to jak najszybciej.
-Jutro - pokręciła głową Gryfonka - dzisiaj już nie dam rady.
-Dobra, trzymaj się Wybrańcu - mrugnął do niego Blaise
-Zwijamy się, Harry. Pogadamy jutro na obronie - powiedziała Parvati - Blaise miał mnie tylko odprowadzić do wieży.
-Okej.
Blaise uścisnął mu rękę i skinął głową.
-Dam Ci znać jak coś załatwię - powiedziała Parvati i musnęła szybko policzek Harry' ego ustami - a Ty - spojrzała na Diabła - nie bądź zazdrosny, Harry i tak będzie miał za to przechlapane.
Dziewczyna uśmiechnęła się do Wybrańca i razem ze swoich chłopakiem zniknęła za rogiem.
Harry pokręcił głową i skręcił do sowiarnii.
Czuł się lepiej po tym jak ich zobaczył.
Parvati zawsze lubił, po mimo tego katastrofalnego Balu w czwartej klasie. W piątek klasie dziewczyna była w GD i rozmawiali normalnie, w szóstej klasie byli w podobnej sytuacji ze względu na Rona i Lavender i ich pokręcony związek. W siódmej go nie było, ale gdy zaczęła się Bitwa, Parvati również na niej była. W tym roku Hermiona zaczęła się z nią przyjaźnić, co nie podobało się Ginny, i on też rozmawiał z Parvati. Czasami przed lekcjami jak z koleżanką, czasami gdy siedzieli na posiłkach, bo Parvati zazwyczaj siedział niedaleko Hermiony, więc to był nieuniknione. A teraz gdy Hermiona zaczęła tą historię z Malfoyem, to polubił ją jeszcze bardziej.
A Blaise...
Harry zazwyczaj go olewał.
Był tylko kumplem Malfoya, który też go olewał i nie wyzywali się tak jak z Draco.
Więc teraz był mu łatwiej gadać z Diabłem niż z młodym arystokratą.
Blaise był tłem dla Draco.
Ciemnoskóry, przystojny, wysoki i inteligentny. Był ponad wszystko. Rozchwytywany przez dziewczyny. Jednak z tego co wiedział Harry, Blaise nie zmieniał dziewczyn tak szybko jak jego najlepszy przyjaciel. Owszem kochał ich towarzystwo i czuł się z nim swobodnie, bo tego nauczyła go matka.
Teraz Blaise zaczął nabierać wyrazu.
Był wyszczekany, ale tylko pokazywał to tylko wtedy gdy musiał. Kulturalny i szarmancki. Niezły materiał na kumpla. Choć miał w sobie tą dawkę arogancji, która charakteryzowała arystokrację czy wysoko urodzonych. Miał w sobie pozostałości po próżności, skutki rozpieszczania do granic możliwości we wczesnym dzieciństwie. Harry zaczynał go lubić.
Odtworzył drzwi do sowiarnii.
Powitało go hukanie setek sów. Siedziały na żerdziach i gdy wszedł do pomieszczenia spojrzały na niego bursztynowymi oczami.
Wybraniec rozejrzał się, szukając swojej sowy.
-Hemin! - zawołał cicho.
Sowa sfrunęła mu na ramię, muskając mu policzek skrzydłem.
-Cześć, mała. Masz ochotę na wycieczkę? - zapytał.
Sowa zahukała radośnie.
-Poczekaj chwilę.
Zamienił kilka piór w pergamin, kałamarz z atramentem. A jedno z piór dostosował do pisania.
Usiadł pod ścianą i zaczął pisać.

Cześć, Bill!
Wiem, że dawno się nie odzywałem. Jednak siódma klasa
to nie przelewki. Hermiona goni mnie do nauki. Od poniedziałku
zaczynają się egzaminy, a ja muszę jeszcze ogarnąć taktykę do meczu.
Gramy ze Ślizgonami i jak wygramy, to mamy Puchar. Nie mogę się
na tym skupić. Te egzaminy rozwalają cały mój system. Nie będę Ci
zrzędził, sam przez to przechodziłeś, więc wiesz jak to jest.
Właściwie to chciałem wiedzieć jak się ma Ted Junior.
Dawno nic o nim nie słyszałem, a głupio mi napisać do Andromedy.
Nie odzywała się od Was? Napisz coś jak wiesz. Chciałby wiedzieć co
się dzieje z moim chrześniakiem.
A co z Wami? Jak Fleur i reszta rodziny? Jak się trzyma George
i Molly to wszystkim? Wiem, że to oni najbardziej to przeżyli. Wybacz,
jeśli to nadal boli, w końcu to też Twój brat.
A Percy? Nadal sprawdza poziom kociołków i ich denek?
Słyszałem, że poznał jakąś dziewczynę. To prawda? Aż nie mogę
uwierzyć!
Nie wiem czy Ron Ci się chwalił ale zerwała z nim Hermiona.
Nie chcę być wredny, ale nigdy nie popierałem do końca tego związku.
Okej, kończę.
Pozdrów Fleur. No i Molly, Artura i całe rodzeństwo jak będziesz
je widział.
Trzymaj się.
Harry.

Przejrzał list i stwierdził, że może być.
Dał go Hemin.
-Zanieś to Billowi - powiedział cicho - leć bezpiecznie.
Sowa zahukała z godnością i wyleciała przez okno.
Harry patrzył za nią dopóki nie zniknęła za Zakazanym Lasem. Słońce było jeszcze wysoko na niebie. Parne powietrze zapowiadało burzę.
Na błoniach świeciły pustki, uczniowie uczyli się w zamku przed egzaminami.
Dlatego dziwił się gdy zobaczył samotną postać wychodzącą z zamku.
Zmrużył oczy, żeby lepiej widzieć. Skoro na boisku może dostrzec małego znicza z dużej odległości to teraz też sobie poradzi.
Postać skierowała się w stronę jeziora.
-Parkinson! - zawołał.
Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała w górę.
-To Ty, Potter? - wrzasnęła.
-Tak, gdzie idziesz?
-Jak najdalej od idiotów! A co, chcesz iść ze mną?! - krzyknęła Ślizgonka.
Harry uśmiechnął się, czego nie mogła zobaczyć.
Humor mu się polepszył, nie wiedział czemu.
-Czekaj na mnie! Zaraz będę! - krzyknął do niej.
-Ale szybko! Nie mam czasu!
Zobaczył, że dziewczyna siada na ławce w pobliżu zamku.
Z uśmiechem wybiegł z sowiarnii.

***

Draco czekał na Granger w sali, w której mieli mieć próby.
Wszystko co powiedział mu wczoraj Terren dokładnie przemyślał i postanowił.
Da szansę Granger.
Pragnął jej, był w niej zakochany, nie umiał tego ukrywać nawet przed sobą. Myśl, że mogłaby być znów z innym facetem była przygnębiająca. Doprowadzała go do szału. Świadomość, że jakiś facet mógł jej dotykać, kochać się z nią... Wiedział, że to nie na nią jest wściekły, ale na całą męską populację Hogwartu.
Od kiedy Dominique postanowiła, że ma uczyć Granger mieli dwie próby.
Na pierwsze wszystko szło nie tak.
Granger nie chciała się do niego zbliżyć, jakby podświadomie czuła, że on tego nie chce. Gryfonka szybko opanowała kroki, ale nie mogli się zgrać w tańcu i Draco musiał mocno nad sobą panować, żeby nie zacząć na nią wrzeszczeć.
Po tej próbie myślał o tym co stracił.
Kiedyś mógł dotykać Granger bezkarnie. Mogli zachowywać się w swoim towarzystwie swobodnie i rozmawiać o wszystkim.
Teraz w ich relacjach pojawiła się niezręczność.
Już nie mogli sobie od tak dogryzać czy śmiać się.
Zachowywali się jakby byli na pierwszej randce. Skrępowani i niepewni.
Na drugiej próbie zrozumiał, że wybaczył Granger.
Jej ciało, otulone jedynie czerwoną krótką sukienką było piękne i ponętne. Pożądał go.
Ale nie tylko tego.
Ubóstwiał jej szczery uśmiech, którego nie widział od dłuższego czasu. Cały czas miał w pamięci jej długie nieposkromione loki i jasne bursztynowe oczy. Delikatne rysy, które znał na pamięć i może nie do końca idealną budowę ciała, ale piękną i gibką.
Na tej próbie postawił wszystko na jedna kartę.
To on był nauczycielem Granger i on dyktował zasady.
Opierając się na jej listach do Terrence' a prowokował jak najwięcej kontaktu fizycznego.
A Granger nie wiedziała co się dzieje.
Na każdy jego dotyk, nawet lekkie muśnięcie reagowała. Czuł jak stara się opanować drżenie ciała, ale nie umie.
Dla niego również było to niesamowite doświadczenie. Był podniecony, ale panował nad sobą bo tego chciał i musiał.
Owszem, przeszkadzało mu to, że nie mógł jej mieć, ale wiedział, że może to wytrzymać.
Pod koniec próby uśmiechał się jak kot, który dostał pełną miseczkę śmietany.
Wiedział, że Granger żałuje tego co zrobiła i wiedział również, że dziewczyna coś do niego czuła. Nie wiedział, czy tak jak sądził Terren kochała go. Tak właściwie wynikało z jej listów.
Draco jednak bał się w to uwierzyć, nie sądził, że może mieć takie szczęście.
Myślał, że taka miłość zdarza się raz na tysiąc lat.
Czemu miała się przytrafić właśnie jemu?
On, który nie mógł się poszczycić zbyt wieloma dobrymi uczynkami ani dobrym zachowaniem. Jedynie co miał to wygląd, urok osobisty i pieniądze, no i wszystkie dziewczyny Hogwartu u swoich stóp.
Czemu więc Granger, która mogła mieć Pottera, nadzieję tego świata, Kruma, najlepszego szukającego świata czy wielu innych facetów, kochała właśnie jego?
Nie znał odpowiedzi na to pytanie i obawiał się jej.
Teraz gdy czekał na Granger postanowił, że przerwie to irytujące i dziecinne milczenie między nimi i pogada z nią.
Przygotował się do tej próby bardzo dobrze.
Postawił na niedbały urok.
Próba była idealnym pretekstem.
Ubrał ciemne dżinsy, które ledwie trzymały mu się na biodrach, wiedział, że wiele dziewczyn na to leci, a Granger nie była jedyna i pragnęła jego ciała.
Czarna koszula z długim rękawem, które podwinął do łokci. Nie lubił pokazywać Mrocznego Znaku, ale Granger wiedziała, że go ma i nic nikomu nie powie, poza tym w świetle prawa był niewinny. Trzy ostatnie guziki pod szyją zostawił odpięte. Odsłaniały umięśniony tors w kolorze mleka. Mimo, że było lato to on był albinosem i łatwo się nie opalał. Kontrast między jasną skórą, a ciemny ubraniem zawsze dodawał mu uroku. Każdy tak uważał.
Włosy potargał i darował sobie żel i zaklęcie utrwalające, naturalność miała być dzisiaj jego atutem. Skropił się ulubionymi i bardzo drogimi perfumami. Nie było czuć ich na kilometr. Miały subtelny zapach i czuć go było dopiero wtedy gdy ktoś podszedł bardzo blisko. A Granger nie miała innego wyjścia tylko podejść do niego bardzo blisko. Na tym polegał taniec.
Zamierzał użyć wszystkich swoich walorów by Granger chciała z nim pogadać. Odgruzował swój najlepszy uśmiech i wszystkie triki na kobiety jakie znał.
Granger musi być jego.
Był, do cholery Malfoyem i miał mieć wszystko czego zapragnął!
Teraz z niecierpliwością czekał na swoją partnerkę.
Po chwili usłyszał jej kroku na korytarzu i weszła do sali.
Miała na sobie jak zawsze szatę szkolną.
Skinął jej głową, starając się zgromadzić wokół siebie jak najwięcej czaru i uroku osobistego.
-Zaczynamy? - zapytała cicho.
Unikała tego wzroku.
-Tak, ściągaj ten worek - powiedział i zaraz tego pożałował.
Miał ją uwieść, a nie wkurzyć.
Ona chyba była przygotowana na taki komentarz, bo nic nie powiedziała tylko zdjęła szatę.
Draco zachłysnął się powietrzem.
Miała na sobie jeszcze krótszą mini niż w "Studio". Była czarna i ledwie zakrywała jej pośladki. Wysokie szpilki sprawiały, że jej nogi zdawały się sięgać nieba. Ciemnozielona bluzka miała głęboki dekolt.
Widywał wiele dziewczyn w takim stroju, ale żadna nie zrobiła na nim takiego wrażenia jak Granger.
-Co z tamtą sukienką? - zapytał odruchowo - bardziej się nadaje do tanga.
-Jest brudna - mruknęła po prostu - możemy zaczynać, chcę się dzisiaj jeszcze trochę pouczyć.
Dopiero teraz na niego spojrzała i Draco od razu zobaczył, że jej źrenice rozszerzyły się nieznacznie. Oddech stał się na chwilę szybszy.
Powstrzymał cisnący mu się na usta uśmiech.
Wiedział jak robić wrażenie na kobietach.
-Okej, zaczniemy od czegoś innego - powiedział uważnie obserwując jej reakcję.
-Czyli?
-Zaufanie - powiedział.
Dziewczyna oderwała wzrok do jego torsu i zacisnęła usta.
-Przecież wiesz, że Ci ufam - powiedziała cicho.
-Wiem - skinął głową - podejdź tutaj.
Hermiona przeszła tanecznym krokiem pół sali i stanęła koło niego.
-Co dalej?
-Obróć się - polecił jej z uśmiechem Ślizgon.
Wykonała zadanie z cichym westchnieniem.
Draco odszedł półtora metra dalej.
-Zaufaj mi i pochyli się w moja stronę i nie patrz.
-Malfoy, co to za szopka?
-Granger - zaczął z uśmiechem - jestem w tym momencie Twoim nauczycielem i masz mnie słuchać. Jestem na dodatek Prefektem i mogę odjąć punkty każdemu. Nawet Tobie.
Prawie widział jak wywraca oczami.
-No dalej, skarbie, czas nam leci - dodał.
Czuł się świtanie, dawno się tak nie bawił.
-Malfoy? - zapytała cicho Gryfonka.
-Tak?
-Nie kłam - powiedziała i pochyliła się do tyłu.
Gdy zorientowała się, że nie ma go tuż za nią krzyknęła krótko i przygotowała się na zderzenie z podłogą.
To jednak nigdy nie nastąpiło.
Parę cali nad posadzką wylądował w silnych ramionach.
Dopiero po chwili zrozumiała co się stało.
Draco klęczał na podłodze, a ona tonęła w jego objęciach.
Pochylał się nad nią i ze spokojem zaglądał jej w oczy. Widział jak powoli znika w nich strach. Parę kosmyków opadło mu na oczy. Dopiero teraz zobaczyła, że nie ma na nich żelu, ani nie są pod wpływem magii.
-Nadal mi ufasz - szepnął - a myślałem, że to niemożliwe.
-Zaufałam Ci jakiś czas temu - powiedziała i spojrzała w bok - i nie przestałam.
-Mam nie kłamać? - zapytał cicho, pomagając jej wstać.
Zachwiała się i Draco całkiem odruchowo złapał ja w talii.
-Nigdy nie byłam Twoim skarbem - mruknęła - więc nie mów tak.
-Nie możesz tego wiedzieć - powiedział spokojnie - wracajmy do próby.
-Oczywiście.
-Nikki dała mi płytę z muzyką, ale ile można słuchać tego samego. Znalazłem coś innego do tango, może Ci się spodoba.
-Co to jest? - zapytała Hermiona podchodząc do okna.
-Nic ciekawego, ale zawsze jakieś odbicie od tego co było do tej pory. Okej, chodź do mnie - powiedział i wyszedł na środek sali.
-Bez muzyki? - uniosła powątpiewająco brew.
-Tak, muszę Ci coś pokazać - powiedział Draco i skinął na nią.
Z tłumionym westchnieniem podeszła do niego.
-Kojarzysz ten ruch pod koniec z obrotem?
-Ten, którego nie możemy ogarnąć? Tak.
-Można to zrobić inaczej. Chodzi o zmianę jednego ruchu, ale czasami tak lepiej wychodzi.
-Jak?
-Przenosisz ciężar ciała z jednej nogi na druga stopniowo - Draco zademonstrował to - rozumiesz? Szybki ruch i obrót.
-Okej, chyba tak - mruknęła uważnie obserwując jego ruchy.
-Dobra, zaczniemy od początku - Draco puścił muzykę.
Zajęli pozycje wyjściowe i zaczęli tańczyć.
Gryfonka załapała pokazany jej trik i po raz pierwszy zatańczyli bez potknięcia i pomyłki.
-Okej, to już mamy, a teraz zgranie się w czasie - powiedział zadowolony Draco.
Uważnie obserwował reakcję dziewczyny na jego wzrok, zapach, głos i dotyk.
Po półgodzinie miał wnioski.
Gdy na nią patrzył uciekała wzrokiem.
Gdy czuła jego zapach jej serce biło mocniej.
Gdy słyszała jego głos jej oczy błyszczały, by po chwili zgasnąć.
Gdy jej dotykał, drżała.
Zauważył, że dziewczyna naprawdę się stara.
Unikała jednak jak najbardziej kontaktu fizycznego z nim. A przecież to był bardzo ważne w tańcu.
-Granger, obejmij mnie mocniej - powiedział w końcu z westchnieniem - ja nie gryzę, no chyba, że o to poprosisz w łóżku. Taniec polega na dotyku, a nie na unikaniu go, szczególnie tango.
-Nie rób mi wykładów z tańca, Malfoy - warknęła.
Draco uśmiechnął się.
Może i wszystkiego żałowała, ale nie wiedziała, że on czytał jej listy i nie miała pojęcia, że on przestał się na nią wkurzać.
-A po za tym to Ty mnie unikasz od tygodnia, ja Ci tylko schodzę z drogi.
-Szkoda, że nie robiłaś tego przez ostatnie siedem lat - odciął się Draco.
Dziewczyna nie odpowiedziała tylko podeszła do torby, w której miała wodę i napiła się, siadając na ławce.
-Granger, MUSISZ mnie dotykać, choćbym nie wiem jak Ci się to nie podobało - Draco podszedł do niej i nachylił się nad nią.
-Wal się, Malfoy - wycedziła Hermiona.
-Propozycja? - uśmiechnął się arogancko Draco.
-Chciałbyś - prychnęła.
-Nie masz pojęcia jak bardzo - powiedział do siebie blondyn - wstawaj, Granger, to nie przerwa.
Hermiona rzuciła mu wściekle spojrzenie i wstała gwałtownie. Zachwiała się i wpadła na Draco, który złapał ja w talii.
-Sorry - zmieszała się - za szybko wstałam.
-Jasne - powiedział obojętnie, choć miał swoje podejrzenia.
-Co teraz?

***

Dalej ćwiczyli, ale Draco zauważył, że Gryfonka ma problem z utrzymaniem równowagi. Najpierw pomyślał, że woda w jej torbie to nie woda.
Jednak po dłuższym zastanowieniu doszedł do wniosku, że to nie to.
W czasie tańca zauważył, że Granger schudła.
Dobre parę kilogramów jej brakowało. To nie było to ciało co pamiętał.
Kiedyś jej ciało było seksownie zaokrąglone.
Miał okazję się o tym parę razy przekonać.
A teraz dużo z tego straciła. Owszem, nadal bił od niej ten blask co zawsze, ale jakby przygasł.
Zachodził w głowę co jej jest i nie wpadł na nic ciekawego.
Odrzucił możliwość gwałtownego odchudzania, anoreksji, czy depresji.
Jednak gdy po raz trzeci podczas pięciu minut musiał ją ratować przed upadkiem, zaniepokoił się.
-Granger, co z Tobą? - zapytał z lekki gniewem.
-Nic - mruknęła - możemy kontynuować?
Draco jakby na przekór machnięciem różdżki wyłączył muzykę.
-Nie żeby mnie to zbytnio interesowało, ale pijesz czasami eliksir antykoncepcyjny, albo bierzesz pigułki? - zapytał.
-A co Ci do tego? - syknęła i wyrwała mu się.
-Nie wiem czy zauważyłaś, ale ostatnio spałaś z kimś i to ma swoje skutki - mruknął, uważnie obserwując jej reakcję.
Najpierw na jej twarzy pojawiło się zdziwienie, potem strach, smutek i końcu złość.
-Nie jestem aż tak głupia - prychnęła i odeszła od niego - po prostu jestem zmęczona - powiedziała przekopując torbę w poszukiwaniu czegoś do picia - i nie udawaj, że się o mnie martwisz, bo i tak nie uwierzę.
-Co Ty o mnie wiesz - mruknął i podszedł do niej.
-Za dużo - podniosła butelkę do ust i napiła się.
-Nie bądź wredna i daj trochę - rzucił sucho.
Zauważył wahanie w jej zachowaniu, ale podał mu butelkę.
Draco wziął kilka łyków.
To nie była sama woda. Był w tym jakiś eliksir. Znał ten smak, tylko nie umiał to niego dopasować nazwy i nie wiedział, czy jest groźny dla zdrowia czy nie.
Z obojętną miną oddał dziewczynie wodę.
Schowała ją.
-Dalej - mruknęła i wyszła na środek sali.
Draco odruchowo poszedł za nią.
I dobrze,że to zrobił, bo Gryfonka osunęła się na ziemię.
Z bijącym z przerażenia sercem pobiegł do niej i przewrócił ją na plecy. Miała zamknięte oczy. Położył jej rękę na szyi by wyczuć puls. Był słaby, ale regularny.
-Zemdlała - mruknął do siebie - koniec próby.
Podszedł do jej torby i jeszcze raz spróbował wody.
Przesunął językiem po podniebieniu, próbując wyczuć smak.
-Granger - jęknął gdy rozpoznał eliksir - Ty idiotko!
Schował jej szatę do torby, wziął ją na ramię i podszedł do nieprzytomnej dziewczyny.
-Idziemy, Tygrysico - wziął Gryfonkę na ręce i wyszedł z sali.

***

Zapalił światło w dormitorium i zatrzasnął drzwi.
Podszedł do sofy i ułożył na niej delikatnie dziewczynę.
-Granger - mruknął.
Nic.
-Granger - potrząsnął delikatnie jej ramieniem.
Nie poruszyła się.
-Tygrysico, nie mam czasu, ani pomysłów - westchnął i podniósł się.
Przyniósł z łazienki ręcznik.
-Aguamenti - mruknął cicho.
Z jego różdżki trysnęła woda na ręcznik. Zmoczył go lekko i przyłożył do czoła Gryfonki. Zauważył u niej gęsią skórkę.
-Super, gorączka.
Sięgnął po koc, leżący w nogach sofy i okrył nim nieprzytomną brunetkę. Jednym ruchem różdżki rozpalił w kominku, choć był prawie czerwiec. Drugim machnięciem przysunął sofę do kominka. Gdy i to nie pomogło, podszedł do barku i wyciągnął najmocniejszy alkohol jaki miał. Odkręcił butelkę i podsunął pod nos dziewczyny.
Po kilku sekundach zmarszczyła nos i kichnęła. Nie otworzyła jednak oczu.
-Weź tą wódkę, człowieku - mruknęła.
-Jak się czujesz? - zapytał tylko, odstawiając butelkę na stolik.
-Jest mi zimno.
Pokiwał ponuro głową.
-Wiedziałem, że tak będzie. Nie zasypiaj, okej?
-Ale ja chcę - mruknęła tonem niezadowolonego dziecka.
Gdyby nie był tak zdenerwowany to mógłby się nawet uśmiechnąć.
-Granger, dwie minuty, dobrze? Potem możesz zasnąć.
Pokiwała głową. Usłyszała jak Draco mruczy coś pod nosem, głośny trzask, który rozszedł się echem po jej czaszce wywołując ból i znów cichy głos Draco i jeszcze jeden. Jakiś skrzeczący.
Znów dwa ogłuszające trzaski w nierównych odstępach czasu i poczuła, że Draco jest koło niej.
Czuła jego perfumy.
-Granger...
-Minęły już dwie minuty? - zapytała niewyraźnie - zimno mi...
-Tygrysico, posłuchaj mnie - powiedział poważnie - jesteś w stanie?
-Mhm...
-Musisz to wypić, jest ohydne i paskudnie pachnie, ale pomoże Ci.
Jego słowa z opóźnieniem docierały do jej mózgu.
Było jej bardzo zimno i miał dreszcze, do tego ten nieznośny ból głowy.
-Tygrysico?
-Muszę?
-Tak. Obiecuję, że od tego przejdę Ci dreszcze i poczujesz się lepiej. Ufasz mi, tak?
Nie odpowiedziała bo nie widziała w tym sensu, ani nie mogła. Nie umiała dobrać słów.
-Pomóż mi... - wychrypiała niewyraźnie.
Draco dopiero po chwili zrozumiał o co jej chodzi, gdy uniosła się trochę nad sofą.
-Czekaj - mruknął odstawiając na stolik szklankę, którą trzymał w dłoni.
Z wielką pomocą Draco usiadła na sofie. Blondyn musiał ją podtrzymywać, żeby nie upadła.
-Wypij to, skarbie.
Nie otwierają oczu sięgnęła po szklankę i skrzywiła się gdy uniosła ją do ust.
-Ble - jęknęła.
Draco uśmiechnął się leciutko.
-Wypij.
Z niezadowoloną miną wypiła do połowy.
-Wszystko - powiedział Draco.
-To jest ohydne - jęknęła.
-Dziewczyno, błagam, wypij. Przejdzie Ci wszystko, tylko musisz to wypić.
-Nie chcę.
Osunęła się w jego ramionach.
-Granger - przywołał swój najbardziej stanowczy głos na jaki było go stać - proszę Cię, wypij to cholerstwo.
Widział, że odpływa. Antidotum zaczynało działać, ale jeśli nie wypije wszystkiego, to będzie źle.
Zasypiała, choć trzęsła się jak w febrze. A to nie dobrze, dreszcze powinny ustać tak samo jak zimno, a jej skóra była rozpalona jak piec, czyli miała gorączkę.
-Kochanie, wypij, a potem będzie dobrze - powiedział zmieniając to na błagalny i uwodzicielski.
-I ten krasnoludek w mojej głowie, przestanie rąbać drzewo? - zapytała na półprzytomnie.
-Przestanie.
Z westchnieniem podniosła znów szklankę do ust.
-Robię to dla Ciebie.
Draco skinął głową, choć nie mogła tego widzieć.
-Teraz się połóż - powiedział cicho gdy naczynie było puste.
Pozwolił się jej delikatnie osunąć na sofę i okrył ja kocem.
Usiadł na podłodze koło niej i czekał.
Temperatura jej ciała musiała zmaleć, takie było działanie antidotum.
Jeśli w ciągu pięciu minut jej stan się nie poprawi to musi ją wziąć do Skrzydła Szpitalnego.
-Aniołek - powiedziała niewyraźnie.
-Co? - zapytał zaskoczony Draco.
-Aniołek - wymamrotała - widzę.... aniołka. Lata.
-Jak wygląda? - zapytał cicho chłopak.
Miała halucynacje. To był zły objaw, bo temperatura wzrastała. Nie mogła teraz zasnąć. Nie mogła, bo już by się nigdy nie obudziła.
-Jak wygląda - powtórzył - kochanie, jak wygląda?
-Jest mały - odpowiedziała ledwie słyszalnie - śmieje się... ma skrzydełka... śliczne szare oczka... prawie białe włosy...
Ślizgon pokręcił głową.
Jakby naprawdę go widziała.
-Ma czerwone usta... - mówiła bardziej do siebie niż do niego - uśmiecha się do mnie... jest wolny...
wyciąga do mnie rękę...
-Nie dotykaj go - szepnął jej do ucha Draco z zamkniętymi oczami.
Nie wiedział czemu to mówi, może po to żeby nie zasnęła, albo bał się o nią. Był pewny tylko tego, że Granger nie może zasnąć i musi do niej mówić, albo ona do niego.
-Inaczej ucieknie - wymruczał jej do ucha cicho - teraz się nie boi, bo jesteś daleko od niego, ale jest bardzo płochliwy. Co teraz robi?
-Lata koło mnie.... i dalej się śmieje...
-Mów do niego, może Ci odpowie.
-Cześć, aniołku - szepnęła posłusznie w pustą przestrzeń.
Draco dotknął jej dłoni i prawie się oparzył. Miała bardzo wysoką gorączkę, tak na oko 40 stopni. Czarodzieje mieli bardzo wysoki stopień odporności fizycznej. Ich temperatura dochodziła w krytycznych sytuacjach do 45 stopni i przeżywali to. Ale wtedy byli pod profesjonała opieką.
-On nie odpowiada.
-Musisz go zachęcić - odpowiedział odruchowo.
-Hej,Aniołku, chodź do mnie... nie bój się...
Blondyn obserwował jej zachowanie, modląc się do Merlina by to przeżyła.
Miała zamknięte oczy i była cała spocona. Trzęsła się jak z zimna, a on nie mógł nic zrobić. W pokoju było przynajmniej 30 stopni, a koło kominka 40.
Jemu koszula przyklejała się do ciała do potu, a Gryfonka trzęsła się z zimna.
-Przyszedł do mnie - zaśmiała się - usiadł mi na ramieniu.
Podniosła rękę jakby chciała dotknąć czegoś na swoim ramieniu. Natrafiła jednak na nicość.
-Uciekł - powiedziała smutna.
-Mówiłem, że się boi, nie bój się będę koło Ciebie.
-Będziesz moim Aniołem? - zapytała sennie.
Draconowi serce zabiło mocniej.
Wiedział, że dziewczyna jest na półprzytomna i nie wie co mówi i do kogo, ale on właśnie tego pragnął. Być Aniołem dla Granger.
-Jeśli tylko tego chcesz...
-Chcę - szepnęła stanowczo.
-Więc będę Twoim Aniołem, tak długo jak będziesz tego chciała - wyszeptał jej do ucha, czując ból w... no właśnie w czym?
A może właśnie tak boli serce?
-Aniołku... - powiedziała sennie.
-Słucham Cię, kochanie?
-Zostań przy mnie, zimno mi.
-Jestem tuż obok - Draco dotknął jej policzka, który był trochę chłodniejszy - już niedługo będziesz mogła zasnąć.
Pokiwała leciutko głową.
Odetchnął z ulga. Kontaktowała i temperatura jej spadała.
Była na najlepszej drodze do życia.
Ślizgon powstrzymał się od jadowitej gadki na temat niewłaściwego użycie eliksirów.
Granger wzięła Eliksir Bez Apetytu.
Zazwyczaj był stosowany, gdy ktoś musiał schudnąć dla własnego zdrowia. Mówiono o nim również Eliksir Modelki. Powodował, że nie chciało się jeść. Stosowało się go co dwa dni po jednej kropli. Przez to apetyt zmniejszał się i waga ciała spadała.
Jednak od każdego eliksiru można się uzależnić, nawet od tego.
Wiedział dlaczego Granger go brała.
Nie była głupia i nie myślała o tym, żeby schudnąć, bo nie miała z czego.
Ona stosowała go żeby nie odrywać się od nauki. Zdenerwowanie objawiało się u niej wymiotami i nie mogła jeść i chciała temu jakoś zapobiec. Ale do cholery są inne eliksiry od tego! A Granger nie jest głupia i zna skutki uboczne przedawkowanie eliksirów.
Co ona sobie, do cholery wyobrażała?!
-Aniołku... - usłyszał jej głos - zimno mi, a obiecałeś, że mi przejdzie.
-Jeszcze parę minut i będzie lepiej - obiecał jej - możesz już zasnąć.
Wstał i przyniósł jeszcze jeden gruby koc i okrył ją.
-Dalej masz krasnoludka w głowie?
-Nie, chyba już skończył zmianę - powiedziała na półprzytomnie, ale poważnie.
-Spróbuj zasnąć, jestem tuż obok jeśli będziesz czegoś potrzebowała.
Skuliła się i zakopała po koce.
Po kilki minutach zasnęła.
Draco odetchnął z ulgą. Odczekał dziesięć minut i poszedł wziąć prysznic.
Wrócił do dormitorium w spodniach dresowych i bokserce, bo w pomieszczeniu było nadal gorąco. Usiadł koło kominka i zaczął czytać, co jakiś czas zerkając na śpiącą dziewczynę.

***
* - mojego autorstwa.

Hej!

mam nadzieję, że długość notki Was zadowala.
Nie wiem za to jak wygląda pod względem gramatyki itp., bo niej jest zbetowana.

Wybaczcie, że tak późno, ale święta to mnie nie rozpieszczają.
Dziękuję za wszystkich wiadomości na gg, jak i życzenia powrotu do zdrowie, czuję się zobowiązana poinformować, że zdrowieję, opornie mi to idzie, ale jestem na drodze ku lepszemu :)

Mam kilka uwag.
Jeśli jeszcze raz zobaczę pod notką nominację, albo prośbę o wejście na taki, a taki blog to możecie być pewni, że nie odpowiem na żadną nominację z tych, które będą pod notką i nie wejdę na danego bloga. Miejsce takich rzeczy jest w „Spamie”, a nie tutaj.

To by było na tyle.

Wesołych, spokojnych Świąt no i mokrego... e no, w każdym razie wesołych i bogatego zajączka!


Do piątku, Nox

piątek, 22 marca 2013

rozdział 38

Patrycji.
Bo nadal mnie wspierasz.
Kocham.
~*~*~*~
Nigdy nie chciałam zobaczyć cię smutnego
Myślałam że chcesz tego samego dla mnie
Bartelone – Kocham
~*~*~*~
Draco znalazł Terrence'a na błoniach. Siedział po drugiej stronie jeziora, tam gdzie wszystko się zaczęło; Malfoy nie mógł o tym wiedzieć, ale to właśnie w tym miejscu Hermiona rozmawiała tydzień temu z przyjacielem. Boże, od tego czasu naprawdę minął tylko tydzień? A wydawałoby się, że cała wieczność.
Blondyn siedział na brzegu jeziora i co jakiś czas wrzucał kamienie do wody. To właśnie on z ich trójki był najbardziej sentymentalny.
Ona pisała o mnie? – zapytał Draco, siadając obok.
Terren nawet na niego nie spojrzał. Nadal w utartym schemacie rzucał kamykami.
Tak.
Jak...
Jak długo wiem o tym, że cię kocha? – wpadł mu w słowo Terren.
Coś tak jakby.
Podejrzewałem to od dawna. Ona też to wiedziała od jakiegoś czasu, ale nie chciała się do tego przyznać. Nawet przed samą sobą. Podświadome czuła to, od kiedy się pokłóciliście po tym artykule.
A świadomie? – zapytał cicho Smok.
Nie wiem – powiedział Terren – nie wiem wszystkiego, ale wydaje mi się, że po tym, jak nam o wszystkim powiedziałeś.
Czasami mam ochotę cię zabić – mruknął Draco.
Terren obrócił głowę w jego stronę.  Jego zielone oczy były smutne.
Wybacz jej.
Malfoy westchnął ciężko.
Wiem, że zrobiłem ci najgorsze świństwo i mnie nienawidzisz, ale wybacz przynajmniej jej.
Właśnie to jest to, Terry.
Higgs skrzywił się. Nienawidził tej odmiany swojego imienia.
Co? – zapytał.
Jej nie umiem wybaczyć – mruknął ledwie słyszalnie. – Tobie tak.
Czemu? – zdziwił się przyjaciel.
Wiesz, że nie lubię się dzielić – zaczął cicho – właściwe nie byłem z nią nigdy, ale sama myśl, że ona jest z innym facetem, doprowadzała mnie do szału. Jednak gdybym był na twoim miejscu... zrobiłbym to samo.
A to o kobietach mówią, że to słaba płeć – mruknął tylko Terren.
Prefekt uśmiechnął się lekko.
Milczeli chwilę. Terren wiedział, że Draco chce go o wiele zapytać, ale boi się odpowiedzi.
Widziałeś się z nią od tego czasu? – zapytał w końcu.
Tylko raz – odpowiedział szczerze Terren – na korytarzu, w przelocie.
Kim ona dla ciebie jest?
Gdy kazałeś mi jej pilnować.... myślałem o niej, jak o twojej kolejnej dziewczynie, ale wiedziałem, że ci na niej zależy. Z czasem polubiłem ją. Stwierdzenie, że jesteśmy przyjaciółmi, jest w tej sytuacji trochę ryzykowne. Potem zaczęła do mnie przychodzić, kiedy była na ciebie wściekła, a to się często zdarzało.
Oboje uśmiechnęli się; oczy Draco pozostały jednak smutne.
I ta kretyńska sytuacja – Terren pokręcił głową. – Nigdy nie myślałem o niej w tej kategorii... Ale jak mnie pocałowała... wybacz, stary – dodał, widząc grymas Malfoya.
Mów dalej, chcę znać prawdę – mruknął tylko szukający.
Wiesz, jak ona działa na facetów – rzucił tylko Terren. – Niby nigdy nic, ale jak czegoś pragnie, to potrafi. Nie chciałem tego – dodał szczerze. – Owszem, uświadomiłem sobie, że jej pragnę, ale nie chciałem wylądować z nią w łóżku przez wzgląd na ciebie.
Oszczędź mi szczegółów – odezwał się prefekt.
Terrence skinął głową.
Ale stało się. Dopiero na drugi dzień zrozumiałem, co nią kierowało. Pragnęła ciebie, Draco. A że nie mogła cię mieć, to przyszła do mnie. Zawsze jej cię przypominałem. Mówiła, że jesteśmy podobni z wyglądu, te same funkcje, zainteresowania. Podświadomie myślała o takim rozwiązaniu. Skłóciła naszą trójkę, by nigdy nie narazić ciebie.
Na co? – prychnął Draco.
Ona wie, że chcesz mieć kiedyś dzieci. Hyperion ci to uniemożliwił, jeśli chodzi o nią.
Mów dalej.
Więc stwierdziła, że przyjdzie do mnie – mówił cicho Terren, wpatrując się w ciemną toń jeziora – lubi mnie, przypominam jej ciebie, łatwo jej było myśleć, że jest z tobą. Nie pomyślała tylko o tym, że będziesz wściekły na mnie. Tego akurat nie planowała. Wiedziała, że jej tego nie wybaczysz. Zna cię. Wiedziała, że jeśli się pogodzicie, żadne z was nie utrzyma rąk przy sobie i narazi ciebie.
A ona? Przecież będzie cierpieć.
To ani razu nie przemknęło jej przez głowę. Skupiła się tylko na tobie.
Powiedziała ci to?
Nie.
To skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz? – zapytał prosto z mostu Draco.
A po co miałbym kłamać? Chcę żebyście się pogodzili. Jak chcesz, to mogę ci pozwolić wejść do mojego umysłu. Zobaczysz, że mówię prawdę.
Draco skinął głową, zgadzając się z nim.
Tylko – zachichotał cicho Terren – nigdy nie pomyślała, że się w tobie zakocha.
Przez twarz Dracona przemknął lekki uśmiech. A więc myślała o nim. Tylko o nim. Skupiła się na tym, żeby nigdy nie musiał przez nią cierpieć w przyszłości. Założyła, że nie zależy mu tak mocno i się z tego otrząśnie, znajdzie inną kobietę, która będzie go godna. A to, że sama coś straci...
Nie myślała, że straci – powiedział cicho Higgs. – Nie dopuszczała do siebie tej myśli. Chciała, żebyś nie był narażony na Klątwę.
Daj mi pomyśleć w spokoju – ochrzanił go Draco.
Siedzieli w milczeniu. Draco udawał, że myślał, a Terrence dał mu spokój i w milczeniu wyłapywał jego myśli.
Obserwował spokojnie jezioro. Co jakiś czas na powierzchni pojawiała się macka wielkiej kałamarnicy. Najwidoczniej ktoś powrzucał do jeziora kawałki chleba i kałamarnica zbierała je.
Terren nie potrzebował oklumencji, by wyłapać niektóre myśli przyjaciela. Najpierw w jego głowie panował wielki chaos, potem się uspokajało. Gdy Draco zaczął myśleć o Hermionie, Terry zaczął nucić pod nosem, żeby zagłuszyć jego myśli.
Zamknij się, próbuje myśleć.
To myśl ciszej – odciął się kumpel.
Malfoy, mrucząc pod nosem dał mu spokój, a Terren śpiewał głośniej.
– I used to think that I could not go on, and life was nothing but an awful song...– Czy ty musisz słuchać takich śmieci?
Zamknij się, to klasyka. Wybijasz mnie z rytmu. But now I know the meaning of true love, I'm leaning on the Everlasting Arms. *
Terren, kurwa! Zmień repertuar!
No dobra, nie denerwuj się tak. Ostatnio zrobiłeś się jakiś drażliwy...  You can't tell me it's not worth dying for, You know it's true...*– Boże mój – jęknął Draco  szturchnął go w ramię. –  To już Kelly jest lepszy!
  – Nie znasz się – podsumował go z godnością przyjaciel. – Everything I do, I do it for you.
  – I tak ci nie wierzę – syknął.
   Terrence zaczął chichotać, ale śpiewał dalej.
  – Look into you heart…
  – Za jakie grzechy...
  – You will find, there's nothing left to hide.
  – Przestań! – warknął Draco, ale kąciki ust mu drgały, a oczy zaczynały błyszczeć od powstrzymywanego śmiechu.
  – Mama zawsze mówiła, że ładnie śpiewam. Take me as I am - take my life.
  – Pięknie – mruknął prefekt bez sarkazmu – ale zamknij się.
   Higgs uśmiechnął się przekornie i śpiewał dalej.
   Szukający z niechęcią musiał przyznać, że Terren umie śpiewać, wczuwał się w piosenkę. Malfoy, pomimo że narzekał na to, czego słucha przyjaciel, znał tą piosenkę i wiedział do czego porównać jego wykonanie. Terrence nieźle udawał Briana Adamsa.
  – I would give it all I would sacrifice. Don't tell my it's not worth fighting for.  I can't help it there' s nothing I want more. You know it's true. Everything I do, I do it for you.
  – Myślałeś kiedyś o muzyce jak o rozwiązaniu na przyszłość? – zapytał całkiem poważnie Draco.
   Terren zaśmiał się.
  – Daj spokój – powiedział tylko – powiedz lepiej, do czego doszedłeś.
  – Nie dałeś mi myśleć! – wytknął mu prefekt.
   Przyjaciel wywrócił oczami.
  – A co innego umiesz? – zapytał Draco, zmieniając temat.
  – Co mam umieć?
  – Śpiewać.
   Terren wzruszył ramionami. Czuł, że nad przepaścią jaka ich dzieliła, zaczyna się pojawiać cienki most i on chciał go za wszelką cenę utrzymać. Nie mógł pozwolić, by ta pajęcza sieć się zerwała.
  – A co byś chciał?
  – Coś nastrojowego. Jakiegoś typowego smenta.
   Poszukał w pamięci czegoś na specjalnie okazje.
  – I've been meaning to tell you...* znasz to?
  – Tak, ale znajdź coś innego.
  – Młodsze, starsze?
  – Obojętnie.
   Musiał więc znów szperać w pamięci i szukać zamulających piosenek.
  – Okej, a to... Someone told me long ago, there's a calm before the storm, I know it's been coming for some time..*
  – Nie to – narzekał Draco.
  – Zdecyduj się, człowieku, to nie granie na życzenie. Okej, a to... Every breath you take, and every move you make, every bond you break every step you take...*
  – Nie, ten facet miał nie po kolei w głowie.
  – Kurwa, to czego TY słuchasz? Chopina?!
  – No znajdź coś, bo nie mogę myśleć – mruknął Draco.
   Coś w tym było. Na próbie z Lucasem i Dominique zauważył, że lepiej mu się myśli
o Granger przy muzyce.
   Terren znów zamyślił się na chwilę i zaczął inną piosenkę.
  – Over and over I look in your eyes. You are all  desire... Pasuje ci?
  – Latin? Dawaj - uśmiechnął się Draco.
   Właściwie już przemyślał wszystko, ale chciał usłyszeć, jak śpiewa Terren. Bo, na Merlina, ma facet talent.
  – You have captured me. I want to hold you,  I want be to close to you. I never want to let go.
I wish that this night would never end.  need to know.
Could I hold you for a lifetime
Could I look into your eyes
Could I have this night to share this night together
Could I hold you close beside me
Could I hold I have this kiss forever
Could I hold I have this kiss forever, forever.

Over and over I've dreamed of this night
Now you` re here by my side
You are next to me
I want to hold you and touch you and taste you
And make you want no one but me
I wish that this kiss could never end
Oh baby please

Could I hold you for a lifetime
Could I look into your eyes
Could I have this night to share this night together
Could I hold you close beside me
Could I hold you for all time
Could I could I have this kiss forever
Could I could I have this kiss forever, forever

I don’t want any night to go by
Without you by my side
I just want all my days
Spent being next to you
Lived for just loving you
And baby, oh by the way

Could I hold you for a lifetime
Could I look into your eyes
Could I have this night to share this night together
Could I hold you close beside me
Could I hold you for all time
Could I could I have this kiss forever
Could I could I have this kiss forever, forever *


   Gdy skończył śpiewać, milczeli jakiś czas.
   Draco, bo myślał nad słowami piosenki. Terren, bo gardło mu wysiadało. Dawno nie śpiewał.
  – Żałujesz?
  – Czego? – zapytał lekko zachrypniętym głosem Terrence.
  – Tamtej nocy.
  – Tak – powiedział cicho – jeśli czytałeś to co napisałem....
  – Czytałem – wtrącił Draco
  – To wiesz – ciągnął Higgs, jakby mu nikt nie przerwał – że oboje czuliśmy się z tym paskudnie. Nie wiem, kto był po tym bardziej rozgoryczony...
  – Czemu? – zapytał od razu Draco – za słaba dla ciebie? – dodał trochę złośliwie, ale ponuro.
  – Nie – pokręcił głową kumpel – jest niezła, ale...
  – Dokończ.
  – To świństwo – mruknął lekko zawstydzony.
  – Poświecę się.
  – Okej, sam chciałeś. Jak się kochaliśmy... w czasie orgazmu to twoje imię krzyczała... – powiedział Terren i spojrzał Draconowi prosto w oczy – nie wzywała Boga tak, jak wiele kobiet, czy tego, z kim się kochała, tylko ciebie.
   Malfoy odwrócił wzrok.
  – Jaka jest? – zapytał cicho.
   Czuł się podle. Nigdy nie sądził, że będzie musiał o to pytać kumpla. Był pewien, że może mieć każdą.
  – Namiętna – powiedział Terren – ale serio, jeżeli mam ci opisywać każdy cal jej ciała, to wybacz, ale nie.
  – Nie, dzięki.
  – Wkurzony, że to nie ciebie wybrała? – zapytał kilka minut później prefekt.
  – Nie – wzruszył ramionami Terrence – no dobra, może trochę – dodał, widząc kpiące spojrzenie Draco – ale wolę, żeby była z tobą. I odpowiadając na twoje pytanie, chcę tego, bo ona tego chce.
   Znów zapadło milczeniu. Ale to było inne milczenie, niż dotychczas. Nie było w nim niezręczności czy napięcia.
  – Wybaczysz jej? – zapytał w końcu Terren.
  – Cały czas pytasz o nią, nie interesuje cię, czy tobie odpuszczę?
  – Szczerze, to mniej mi na tym zależy. Ona ma być szczęśliwa – powiedział cicho.
  – Czemu ci tak na niej zależy? – zapytał lekko zdenerwowany Draco.
  – Smoku, zrozum – westchnął jego rozmówca – gdyby to do ciebie przychodziła codziennie, zawsze  w rozsypce, co byś zrobił? Ona cały czas płakała i mówiła o tobie. Teraz wolałbym, żeby była szczęśliwa.
   Draco westchnął.
  – Właśnie to jest ironia losu – mruknął.
  – Co masz na myśli?
  – Tobie mogę wybaczyć. Jestem na najlepszej drodze do tego – zaśmiał się ponuro – ale ona... Nawet mi nie powiedziała, że tego żałuje.
  – A te listy ci nie wystarczą?
  – Nie wiem – mruknął prefekt – dają do myślenia, ale... zobaczę, co będzie. A z drugiej strony...
  – Co?
  – Wybaczyłem ci – powiedział.
   Terren skinął lekko głową.
   Draco uśmiechnął się słabo. Zawsze zapominał, że Terren jest arystokratą, ale teraz to było widać, ta skłonność do niechęci, by podziękować, aroganckie spojrzenie, czy uniesiona wysoko głowa. Arystokrata w każdym calu.
  – Nic dziwnego, że wybrała ciebie – mruknął cicho, tak cicho, że przyjaciel tego nie usłyszał. – Ale – dodał głośniej – wybaczyłem ci, lecz nie zapomniałem. Nigdy nie zapomnę.
   Terren w żaden sposób nie skomentował jego wypowiedzi. Nie patrząc na niego powiedział tylko jedno:
  – Dziękuję.
   Milczeli długo, oboje pogrążeni w myślach.
  – Chodź, Terry – mruknął w końcu Draco. –  Nie ma co tu siedzieć.
   Chłopak skinął głową i wstał.
   Poszli do zamku, już pogodzeni.

***


fragmenty piosenek :
R.Kelly – I believe I can fly
Bryan Adams – Everything I do
Hungry eyes - Eric Carmen - Dirty Dancing
Creedence Clearwater Revival – Have You Ever Seen Rain
The Police – Every Breath you take
Enrique Iglesias ft. Whitney Houston - Could I Could I Have This Kiss Forever


***
Wkurzajcie się ile chcecie, ale jestem chora i mam dość. Mam bałagan w życiu i muszę to ogarnąć.
Krótko, bo krótko, ale jest. Mam również małe problemy techniczne.
Obiecałam, że będzie? I jest.


Do piątku.
Nox.

piątek, 15 marca 2013

rozdział 37

~*~*~*~
Z dedykacją dla Patrycji. Za to, że jesteś. Za wszystko :*
~*~*~*~

On był w każdym jej śnie, pojawiał się nocą, gdy zamykała oczy. Czuła jego obecność jakby stał obok niej, czuła go w sercu. *
Blaise siedział koło Pansy w Pokoju Wspólnym i czekał niecierpliwie na Draco. Smok mówił, że nie wychodzi na długo, ale jego nieobecność trwała już dobrą godzinę. Był czwartek i Diabeł był umówiony.
– No i gdzie on się szlaja?! – syknął, po raz kolejny tracąc cierpliwość.
– Udaje, że myśli – powiedziała spokojnie Pansy.
Przyzwyczaiła się do czekania. Draco, tak jak koty, chadzał własnym ścieżkami i nikt nie wiedział do końca, co dzieje się w głowie młodego Malfoya.
– To niech myśli tutaj! – warknął Diabeł. – Zna ten zamek na pamięć, jak chciał pozwiedzać zabytki, to mógł mi powiedzieć, pomógłbym mu trafić do Munga!
– Blaise – westchnęła Pansy – spokojnie, wiesz jaki on jest.
– Wiem i to mnie najbardziej wkurza; to, że jest taki...
– Hej! – usłyszeli koło siebie znajomy głos. – Kogo obgadujecie?
Na oparciu jego fotela przysiadł właśnie Draco Malfoy.
– W końcu, Smoku! – wykrzyknął Diabeł, powstrzymując się przed jadowitą gadką. – Mam ci to oddać.
– Co? – zainteresował się Malfoy Junior.
– To od Terry’ego – powiedziała Pansy i wywróciła oczami, widząc grymas na twarzy blondyna.
– Prosił, żebyśmy ci to dali – wtrącił Blaise.
Pansy wyciągnęła w jego stronę kilka kopert.
– Nie wiemy, co to jest – rzuciła mu na kolana plik listów. – Powiedział jedynie, że masz czytać tak, jak są poukładane.
– Co to jest za szopka? – zapytał z lekkim prychnięciem Draco i dotknął długimi palcami pliku kartek.
– Nie wiem – pokręciła głową Pansy.
– Powiedział jedynie, że jeśli po tym nie będziesz chciał go znać, to to zrozumie, ale chciał żebyś z nim pogadał, jak to przeczytasz. Chyba naprawdę mu na tym zależy – dodał Diabeł
i wstał. – Zwijam się, bo i tak jestem spóźniony. Pansy, nie pozwól im się pozabijać, jak coś, to daj znać, wrócę.
Skinął im głową i zniknął za drzwiami Pokoju Wspólnego.
Dwójka Ślizgonów siedziała przez chwilę w milczeniu.
– Pansy?
– Co?
– Czemu wszyscy chcą, żebyśmy się pogodzili? – zapytał cicho Draco.
– Może dlatego, że teraz nie jesteście sobą? – zapytała nieco zimno Pansy i odeszła bez słowa do swojego dormitorium.
Młody Malfoy z niechęcią rozwiązał pakiecik, obwiązany zieloną wstążką. Listów było osiem.
– Co to jest? – mruknął do siebie Draco.
Jednym sprawnym ruchem ręki otworzył pierwszą kopertę i wyciągnął z niej pergamin. Kartka była złożona na pół. Rozłożył ją. Ktoś musiał pisać list w pośpiechu. Dopiero po chwili rozpoznał charakter pisma.

         
   Terren,
        wiem, że nie powinnam do Ciebie pisać, ale to jest
    silniejsze do mnie. Harry ma na pieńku z Ginny i nie chcę
    go w to znów plątać. Parvati jest zajęta Blaisem. Draco
    mnie nienawidzi, a ja muszę z kimś pogadać.
        Po tym wszystkim co się stało, ma prawo być na
    mnie wściekły, więc nie jestem na niego zła. Żałuję dwóch
     rzeczy.
        Po pierwsze: zabrał mi Ciebie; pilnuje Cię i nie
    mogę z Tobą nawet pogadać… ale może to i dobrze, bo nie
    wiem, czy utrzymałabym ręce przy sobie.
        Po drugie: żałuję ze względu na niego, Ty chyba
    tak samo, prawda?
    Możesz się już więcej do mnie nie odezwać, ale wiesz
    dlatego to zrobiłam, prawda? Jesteś synem Uberto, musisz
    wiedzieć. Wiedziałeś to już wtedy, gdy opatrywałam Ci
    rany. Wiesz, że kochałam się z Tobą między innymi
    dlatego, że bardzo mi go przypominasz.
        Zabij mnie za to, ale to mnie do tego przekonało.
    Jesteście do siebie tak podobni z charakteru, że nie mogłam
    się powstrzymać.
        Musiałam to komuś powiedzieć. Cieszę się, że
    odważyłam się to powiedzieć Tobie.
    Kocham Cię, ale wiesz, że jesteś dla mnie najlepszym
    przyjacielem.
    Proszę Cię, odpisz mi, bo nie chcę stracić Was obu.
            Hermiona
        P.S. Co z nim?


Draco powoli odłożył list na stolik.
Jego podejrzenia był słuszne. Zrobiła to, bo są podobni. Mimo, że w liście tylko raz padło jego imię, to wiedział, że Granger pisała o nim. Prawie mechanicznie sięgnął po następny list.

            Terren,
        wiedziałam, że to zrozumiesz.
    Byłeś tego pewien i dlatego do tego dopuściliśmy.
    Pamiętasz, jak mówiłam, że jesteś moim Aniołem?
    Zrobiłeś to, chociaż wiedziałeś, że będzie na Ciebie
    wściekły. Zawsze będziemy przyjaciółmi, nawet
    jeśli on tego nie chce.
    Męczy mnie tylko jedno.
    Dlaczego? Co Tobą kierowało? On jest dla Ciebie
    ważny, to Twój przyjaciel. Czemu to dla mnie
    zrobiłeś? Przecież mogłeś go stracić!
    Nie wyrzucam Ci tego, po prostu dopiero teraz
    zaczynam rozumieć, co zrobiłam. Co straciłam.
    Bo straciłam, prawda?
        Mówił mi to już dawno, ale wtedy nie
    wiedziałam, co jest dla mnie najważniejsze.
        Terren, wiesz, że bardzo mi na Tobie
    zależy, ale  on... przeraża mnie to co czuję.    
    To się nie nadaje do tego, żeby umieścić to w liście
Opowiem Ci, jak w końcu będziesz mógł ze mną
porozmawiać.
        Trzymaj się, on Ci wybaczy.
            Hermiona.


Blondyn przeczytał ten list dwa razy. Dłonie trzęsły mu się z emocji.
Co miała na myśli, pisząc "Bo straciłam, prawda?" Co straciła? Czego jej brakowało? Co czuła?
Przypomniał sobie, jak kiedyś jej to powiedział.

(wspomnienie)
Nadal dotykając jej twarzy, podał jej pergamin.
– Nie wiesz co straciłaś, Granger – powiedział cicho zimnym tonem i odwrócił się.
– Malfoy!
Zatrzymał się, ale nie obrócił się w jej stronę. Nawet na nią nie spojrzał.
– Ślizgoni się zmieniają, ale nie ty. Zawsze będziesz wrednym i bezczelnym ignorantem. Jak twój ojciec.
Poznała go na tyle, że wiedziała, iż tą ostatnią uwagą go zrani.
– Bo ja się nie zmieniam. Dla nikogo – powiedział chłodno – a już na pewno nie dla ciebie – dodał jeszcze zimniej i trzasnął drzwiami.
(koniec wspomnienia)

No dobra, ale czy naprawdę wzięła to sobie do serca? Czy chodziło jej o to, że przez noc
z Terrencem straciła jego, Dracona?
Dość trudno w to uwierzyć.
Niepewnie sięgnął po trzeci list.

            Terren,
        to mogłoby się wydawać śmieszne, gdyby
    nie  było straszne.
     On mi się nawet śni, a znasz mnie i wiesz, że to
     nie są grzeczne sny. Ani trochę. Budzę się w
     środku nocy i myślę o nim. Jaki jest naprawdę,
     co umie...
        Wiem, że to się robi żałosne, bo piszę o tym
     do Ciebie, ale nie wiem, co z tym zrobić. Nikt
     tego nie zrozumie.
        On pewnie by mi pomógł, ale nie chce nawet
     na mnie patrzeć. To boli, Terren. Niby to ja
     zrobiłam świństwo jemu. Znaczy, nigdy nie byliśmy
     razem, ani nic, ale wiem, co do mnie czuł. A przynajmniej
     podejrzewam.
        Co mam robić, Terren?
    On pojawia się w każdym moim śnie, wszystko mi
     o nim przypomina. Prawie cały czas myślę, co by było
     gdybym się z nim nie pokłóciła. Albo gdybym nie
     zaczęła z nim rozmawiać. Nie poznałabym wtedy Ciebie,
    ani nie czułabym tego, co teraz czuję. Nie byłabym sobą.
        Może jestem niewsypana i dlatego piszę takie
    bzdury, ale nie potrafię tego znieść.
    Jaką stratę poniosę teraz?
    Wcześniej utraciłam Ginny i Rona, czy teraz ceną
    będzie on?
    Szczerze, przeraża mnie to...
        Kocham,
            Hermiona.

O mało się nie uśmiechnął, gdy skończył czytać.
Zobaczył na pergaminie ślady małych kropelek. Łzy. Płakała, pisząc to. Bała się o przyszłość.
Przyszłość, w której mogła więcej nie spotkać właśnie jego.
Granger, co ty ukrywasz? Czy oboje byliśmy aż takim ślepi i nie widzieliśmy, zdaje się, oczywistego?
Rozerwał czwartą kopertę. Na prawie całej powierzchni było widać ślady łez.

          
  Terren,
        ja chcę go zobaczyć. Nic mnie nie obchodzi
     cały świat. Pewnie się z tego nie spowiadał, ale miałam
     małe starcie z Ronem. Pomógł mi, choć w ogóle nie powinien.
     Objął mnie przy nim, jakby to było dla niego codziennością.
     Był świetny w tym, co robił. Cholera, chcę żeby tak było już
    zawsze! Czemu marzenia się nie spełniają, Terren?
        Pomógł mi o wiele bardziej, niż na to zasługiwałam.
    Dopiekł Ronowi tak, że ten o mało co nie wyskoczył ze skóry.
    Żeby go jeszcze bardziej wkurzyć, zaczął mnie całować
    i rozbierać na jego oczach. Odpłynęłam, Terren.
    Teraz wiem, że to jest to.
    Pragnę go i żaden sen tego nie ukoi. Nigdy nie będę go
    mieć. Na pewno wiesz o Klątwie Hyperiona i wiesz jak
    się zachowywały  kobiety, które kochały potomków Blacka.
    Mnie też zaczyna przerastać opcja, że on nigdy nie będzie
    mój, w żaden sposób.
    Nie chce ze mną rozmawiać, nie chce mnie widzieć, nie
    chce mnie wysłuchać. Mogę na niego tylko patrzeć, ale to
    nic nie daje.
        Zniosłabym to o wiele lepiej, gdybyśmy chociaż
    rozmawiali. Nadzieja matką głupich....
    Terren, zwal to wszystko na mnie, pogódźcie się, muszę
    się z Tobą zobaczyć, inaczej oszaleję.
        Odzywa się chociaż do Ciebie?   
            Hermiona


List upadł mu na kolana, ale nawet tego nie zauważył.
Boże, Granger, jak mogliśmy być tak ślepi? Czemu nie mogliśmy o tym pogadać? Dobra, kłóciliśmy się, ale bez przesady. Powiedziałem ci, że cię pragnę. Czemu nie zrobiłaś tego samego?
Powiedziałaś kiedyś, że nie chcesz się we mnie zakochać, ale czy pożądanie jest lepsze?
Prawie się uśmiechnął. Hermiona Granger, księżniczka Gryffindoru, najbardziej chłonny umysł od czasów Wielkiej Czwórki, przyjaciółka Harry’ego Pottera i jedna z trójki, która pokonała Czarnego Pana pragnęła właśnie jego, Dracona Malfoya największego Casanovę Hogwartu od czasów Syriusza Blacka, wrednego i pozbawionego sumienia Ślizgona
z paskudą przeszłością, syna śmierciożercy. Czy to nie ironiczne?
Sięgnął po kolejny list. Pismo było ledwie czytelne. Musiała być roztrzęsiona, pisząc to. Cały był we łzach.

            Terren,
        co mam robić?
    On mnie nienawidzi. Brzydzi się mną. Nie chce nawet
    na mnie spojrzeć. Moja wina, ale ja nie wytrzymuję tego
    wszystkiego. Mam dość. Chcę, żeby był przy mnie.
    Cały czas o nim myślę. Jak mam się z nim pogodzić?
    Co zrobić, żeby zobaczył, że żałuję tego wszystkiego?!
    Przecież wiesz, że on jest najważniejszy. Myślałam, że   
    to Harry był dla mnie wszystkim, ale Wybraniec blednie
    w porównaniu z nim. Wszystko jest inne, niż było. On
    jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko.
    Każda dziewczyna, która do niego podejdzie...
    Nienawidzę ich.
        Mówił, że zawsze mogę do niego przyjść, jeśli coś
    będzie nie tak, jednak teraz nie chce mnie widzieć. Jego
    stosunek do mnie jest jeszcze gorszy, niż przez te
    pieprzone sześć lat szkoły.
    A śmiem myśleć, że byłam dla niego ważna....
    Zdrada to najgorsze, co może być. Boli najbardziej.
    Chyba lepiej by było, gdybym nigdy nie zaczęła z nim
    rozmawiać. Nikt by nie cierpiał tak, jak teraz.
        Pomóż mi, Terren.
            Hermiona.


Nawet nie myśląc, sięgnął po szósty list.

            Terren,
        nienawidzę go! Nienawidzę go za to, co czuję
    do niego. Mam dość! Nie mogę już znieść jego
    śmiechu w moich snach, ani milczenia w rzeczywistości.   
    Boje się, że on już nigdy się do mnie nie odzewie. Wiesz,
    jak mnie to przeraża? Wtedy już nic nie będzie ważne!
    Tylko on.
        Zachowuję się jak histeryczka, co? Niestety, on
    cały czas siedzi mi w głowie! Nie mogę się uczyć! Cały
    czas o nim myślę! Do płaczu doprowadza mnie każda
    myśl o nim. Dzisiaj w Wielkiej Sali spojrzał na mnie jakbym
    była niczym. Wcześniej to była obojętność lub drwina,
    a teraz nic, zupełnie nic. Tak, jak zawsze mogłam czytać w jego
    oczach, to teraz nie widzę w nich nic. Znów ma tą przeklętą
    maskę, za którą zawsze się chowa! Nie wiem, czy jest na mnie
    zły, czy się mną brzydzi, czy może zaczyna chcieć usłyszeć
    chociaż wyjaśnienia.
        Wolałabym, żeby zaczął znów się ze mną kłócić.
    Żeby znów mnie nienawidził. To wszystko jest lepsze
    od obojętności!
        Terren, Ty wiesz co czuję, prawda?
    Wiesz. Od jakiegoś czasu to podejrzewasz.
    Słyszałeś o tym powiedzeniu?
    "Dążymy zawsze do tego, co zabronione i pragniemy
      tego, co zakazane"
    Czemu ci pieprzeni Grecy mieli zawsze rację?!   
        Terren, on... co z nim? Napisz, co się z nim
    dzieje, bo inaczej oszaleję.   
            Miona.



Oj, Granger, a myślałem, że tylko ja nie wiem co robić. Ale ty jesteś w jeszcze większym dołku.
Draco przeczesał włosy. Skoro w niecały tydzień po tym, jak się pokłócili, Granger czuje się tak podle, to co teraz z nią się dzieje?
Z drżeniem rąk sięgnął po siódmy list.

            
Terren,
        ktoś musi to usłyszeć. Ktoś musi wiedzieć, co
    czuję, zanim oszaleję. Ktoś musi znać prawdę. Zachowaj
    ten list. Jak już zwariuję, to będzie niezły dowód.
        Okej, a teraz słuchaj i zapamiętaj to.
    Kocham go. I nic ani nikt tego nie zmieni.
    Żadne świństwo, jakie bym o nim usłyszała tego nie
    zmieni. Wiem o nim takie rzeczy, za które zabiłby
    każdy. Znam jego tajemnice. Wiem o nim prawie wszystko.
        A on mnie nienawidzi. Czy mogłam zrobić coś
    głupszego, niż wybaczyć wrogowi wszystkie łzy, cały ból
    i żal i na dodatek się w nim zakochać?
        Nie wiem, gdzie jest szczyt głupoty, ale chyba
    jestem blisko niego.
    Kocham tego cholernego drania, rozumiesz? Harry
    by mnie zabił, gdyby się o tym dowiedział. Nie chcę
    myśleć, co by zrobiła większość dziewczyn w szkole
    na wieść o tym.   
    Moja mama mówiła, że kocha się pomimo czegoś.   
    A ja go kocham za to, że istnieje. Że jest taki jaki jest,
    że ma gdzieś zasady, za wszystko i za nic.
    To się szybko nie zmieni. Jeśli on się do mnie nie
    odezwie do końca szkoły, to dostanę szału.
    Bo potem już nigdy go nie zobaczę, on sam o to
    zadba najlepiej.
        Terren, boje się, że on już nigdy się do
    mnie nawet nie uśmiechnie. Kocham go...
            Miona

    

Gdy skończył czytać, serce waliło mu jak oszalałe. Owszem, powiedział kiedyś Granger, że nie pozwoli na to, żeby wylądowali w łóżku, bo nie chce jej sprawiać bólu, jednak chyba jeszcze nie było takiej sytuacji, że Klątwa Hyperiona więziła i potomka Blacków i ich partnerów.
On sam cierpiał, bo nie mógł mieć Granger. Doprowadzało go to do szału. Jednakże nigdy nie poświęcił ani jednej myśli na to, że Gryfonka może czuć to samo.
Sytuacja bez wyjścia. Szach mat.
Mógł mieć Granger, gdyby był pozbawionym wszystkich uczuć sukinsynem, ale nie chciał tego, sama myśl o tym odrzucała go.
Granger go kochała. Kochała go, nadal kocha. Dlatego ani razu nie próbowała mu niczego wyjaśniać ani nie wchodziła mu w drogę. Wiedziała, że on też cierpi. Nie chciała mu jeszcze więcej dokładać i to dlatego uciekła do Terrena.
Uratowała ich oboje.
Gdyby zaczęła go uwodzić, uległby jej bardzo szybko, a wtedy obydwoje byliby skazani na ból. On, bo mimo wszystko zawsze chciał mieć dzieci, a ona, bo już nigdy nie czerpałaby przyjemności z seksu. Jej ruch był desperacki, ale w gruncie rzeczy dobry.
Gdyby się nie pokłócili i nie spędziłaby nocy z Terrencem, to już dawno by jej uległ. Przestałby się kontrolować w czasie niewinnego pocałunku i kochaliby się.
– Granger – westchnął nieświadomie i sięgnął po ostatni list.

            Draco,
        przeczytaj to.   
    Możesz być na mnie wściekły, że pokazałem Ci
    te listy, ale zrozum, ona jest dla mnie ważna.
    Nigdy nie chciałem Ci jej odebrać ani walczyć
    z Tobą. Była przybita, gdy się pokłóciliście.
    Wszyscy popełnialiśmy błędy, nie sądzisz?
    Ja nie powinienem jej ulegać, ona mogła tego
    nie zaczynać, a Ty porozmawiać z nią
    wcześniej.
        Smoku, ona Cię kocha. Czy to się
    już w ogóle nie liczy? Wiem, że nie jest Ci
    obojętna. Jednak jeśli tylko się nią bawiłeś
    i sprawdzałeś swoją silną wolę, to rozwalę Ci
    ten pusty łeb.
    Zraniliśmy Cię oboje, Miona i ja.
    Mnie możesz mieć gdzieś i nawet mnie zabić,
    ale pogadaj z nią. Te listy Cię nie ruszają?
    Gdy je dostawałem, był środek nocy, a papier był
    cały mokry od jej łez. Większość z nich wylała
    na Ciebie, nie na mnie.
    Kocham ją, nie będę tego ukrywał, ale kocham
    ją jak siostrę. Trochę wredne i ironiczne.
    Spałem z nią i siostra? Ale tak jest, Smoku.
        Zawsze na pierwszym miejscu stawiała
    Ciebie. Zawsze o Ciebie pytała, gdy byliście
    pokłóceni.
    Oboje tego żałujemy, ale ją to męczy za bardzo.
    Pogadaj z nią. Wiem, że jej zdrada boli. Cholernie
    boli, ale sam mówiłeś, że jest kobietą Twojego życia.
        Czy teraz przestała nią być, tylko dlatego, że przespała
    się ze mną? Draco, nie żyjemy w średniowieczu i nie
    odebrałem jej dziewictwa. Zresztą, sam mówiłeś, że
    nawet nie chcesz dziewic.
        Ona zasługuje na więcej. Nie chciała mnie,
    nie chciała Pottera, Kruma, Wiewióra, czy wielu
    innych. Żadnemu z nas nie powiedziała, że nas
    kocha, a przyznała się do tego, że kocha Ciebie.
         Zabij mnie i znienawidź do końca życia,
    ale jej wybacz. Błagam Cię o to przez wzgląd na
    to, co było i naszą zachwianą już i tak przyjaźń.
            Terren.
   P.S. Jestem na błoniach, jeśli będziesz chciał
    pogadać.

***

* - z internetu, nie pytajcie skąd, bo nie mam pojęcia.

No więc tak... :D
zabijcie mnie, ale musicie czekać do piątku na kontynuację.
Dziękuję za kolejne nominacje. Odpowiedzi szukajcie w notce o Liebster Award.
Dziękuję Roni, za przypominanie kiedy są nowe notki.
Dziękuję Alex za wszystkie rozmowy na gg.

Już z Beta :) Dziękuję, Camme.

Owszem, uwielbiam Enrique.
Zaufanie to coś czego nie można kupić w sklepie, ale jesteśmy na najlepszej drodze do pogodzenia się. ;p a to tak co do komentarzy.

Zapraszam do komentowania!

Pozdrawiam,
Nox

After all this time? Always.

Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...