niedziela, 7 stycznia 2018

6


Gdybyś wiedział, że spełni się wszystko co chcesz, o co byś poprosił?

~~~~~~~~

Następny dzień w Hogwarcie nastał jak dla uczniów stosunkowo za szybko. Wstawali na pół nieprzytomni, z zamkniętymi jeszcze oczami. Wszyscy przeklinali pomysł późnego pójścia spać i bardzo brutalnej wczesnej pobudki na śniadanie.
W Wielkiej Sali toczyły się niezliczone rozmowy na temat wakacji, niewyspania i tego rocznego planu lekcji, który opiekunowie domów właśnie rozdawali każdemu uczniowi
-Boże mój – mruczała pod nosem Jasmin, patrząc na swój plan – przecież to głupota, żeby mieć dwie historie magii pod rząd i to w piątek, na dodatek na samym początku.
-Przynajmniej się wyśpisz przed transmutacją – uśmiechnął się do niej nad stołem Jared.
Nakładał sobie na talerz trzy tosty z czego każdy smarował innym dżemem. Szatę miał założoną nienagannie, gdyby nie brak krawata. Ani jednego zagniecenia na koszuli. Wyglądał jak człowiek w pełni wyspany i zadowolony z życia.
-Nie wiem skąd ta Twoja radość – powiedziała Jasmin, zgniatając plan i wrzucając go do torby.
-Bo Cię widzę w ten przepiękny słoneczny wrześniowy poranek – odpowiedział jej blondyn i podsunął jej pod nos talerz – tosta?
-Nie, dzięki – pokręciła głową Jasmin.
-Mogę ja? - rozległ się nad nimi niepewny głos.
Odwrócili się oboje jak na zawołanie i ujrzeli za sobą Dianę Potter.
-To zależy – posłał jej uśmiech Jared – czy wolisz dżem truskawkowy, brzoskwiniowy czy wiśniowy z kawałkami owoców?
-Nie lubię żadnego -uśmiechnęła się Diana.
-Zawsze możemy podać powidła śliwkowe – rzuciła Jasmin – jak możesz nie lubić dżemu?
-Cóż, myślę, że to kwestia kubków smakowych – powiedział z namysłem Jared – ale siadaj, moja droga, na stojąco więcej wchodzi, ale tylko alkoholu. Nie krępuj się, Jasmin zawsze jest wredna jak nie wypije porannej kawy.
Diana usiadła koło blondynki, rozglądając się z ciekawością po stole.
-Naprawdę nie lubisz tostów? - zapytała z ciekawością Jasmin, przechylając głowę.
-Wole croissanty - wzruszyła ramionami – z czekoladą.
-Croissanty? - koło Jareda usiadł Remus – naprawdę je dzisiaj dali?
-Wątpię, że są – mruknęła Jasmin – dają je w niedzielę.
Diana westchnęła cicho nalewając sobie kawy i dodając ogromną ilość mleka i cukru.
Remus obserwował ją uważnie.
-Wychowałaś się we Francji? - zapytał w końcu uprzejmie.
Diana spojrzała na niego niebieskimi oczami.
-Skąd to pytanie?
Remus uśmiechnął się. Uwielbiał pytania.
-Zamiłowanie do wczesnego, ale powolnego wstawania, rozglądanie się za croissantami i kawa z dużą ilością mleka oraz obcy akcent.
Diana spuściła oczy.
-To prawda – powiedziała po chwili milczenia – chodziłam do Beauxbatons.
-Dlaczego? - zapytała z ciekawością, ale ostrożnie Jasmin, żeby nie urazić koleżanki.
-Bo James się jej wstydził – rozległ się wesoły głos i Syriusz usiadł nieopodal Diany.
Dziewczyna walnęła go w ramię.
-Mama chciała, żebym odebrała inne wychowanie niż James – powiedziała Diana, uśmiechając się lekko – ale tęskniłam za Jamesem, dlatego postanowiłam się przenieść.
-Oczekiwałam jakiejś dramatycznej historii – westchnęła Jasmin.
-Przeżyłam smoczą ospę – mruknęła Diana – dramatyczne przeżycie.
Jared roześmiał się i spojrzał w kierunku drzwi Wielkiej Sali.
-Gdzie James? - zapytał Syriusza.
-Był w łazience jak wychodziłem – wzruszył ramionami czarnowłosy.
Jedli w milczeniu śniadanie, wyczekując przyjścia reszty przyjaciół, gdy na Sali pojawił się Dumbledore i zatrzymał swoje miejsce za stołem nauczycielskim, ale nie usiadł.
-Moi drodzy! - zawołał, a sala ucichła – mam dla was kilka wiadomości, których nie zdążyłem przekazać wczoraj. Po pierwsze patrole korytarzy po ciszy nocnej zostaną podwojone, będziemy bardziej dbać o wasze bezpieczeństwo. Będą nas musieli w tej misji wesprzeć Prefekci. Za ten chciałbym ogłosić, że w tym roku Prefektów Naczelnych mianowałem czworo.
Prawie wszyscy siódmoklasiści wstrzymali oddech. Prefekt Naczelny ma wiele przywilejów.
-Pod uwagę brałem całe sześć lat nauki, odpowiedzialność, rzetelność i sumienność, oraz sprawiedliwość w wykonywaniu swoich obowiązków , a razem chłodną logikę i nie podejmowania decyzji pod wypływem chwili czy emocji. Czwórka ta zgłosi się do opiekunów po odznaki i zapozna się ze swoimi obowiązkami. Lily Evans, Lucjusz Malfoy, David Boorman i Jared Ford.
Jaredowi wypadł z dłoni tost, ale nawet tego nie zauważył.
-Po drugie proszę uważać na szklarnię numer pięć, ponieważ wczoraj jeden z uczniów wszedł do niej bez pozwolenia i obecnie znajduje się w szpitalu świętego Munga.
-Ciekawe kto był na tyle głupi, żeby wchodzić do piątej szklarni.... - mruknęła pod nosem Rose, siadając koło Remusa.
Koło siostry usiadł James z bardzo poważną jak na niego miną.
-Z naszego dormitorium zniknęło jedno łóżko – powiedział bezbarwnie, nalewając sobie ogromny kubek kawy.
-Jak to „zniknęło jedno łóżko...” - zapytał ostro Remus.
-Petera – powiedział cicho James – to on wszedł do szklarni i został zaatakowany przez diabelskie sidła, które zaczęły go dusić i w panice złapał się pierwszego co miał pod ręką. Mandragory.
Twarze jego przyjaciół pobladły. Nie przepadali za Peterem. Był mały, gruby, powolny i strasznie mlaskał, ale był z ich roku, razem chodzili na te same zajęcia i razem mieszkali. Nie życzyli mu takiego losu.
-To straszne – szepnęła Jasmin - jak mógł tam wejść, wiedział co się tam kryło.
-Nie wiadomo czy wróci w tym roku – mruknął James, spoglądając ponuro na stół nauczycielski.
Zapadła ciężka cisza, której nikt nie kwapił się przerwać.
Dopiero po bardzo długiej chwili Jared ocknął się z szoku po tym co usłyszał. Wstał, poprawił szatę i skierował swoje korki w stronę wyjścia, gdzie pojawiła się akurat Lily.
Dziewczyna otwierała usta, żeby go przywitać, gdy Jared złapał ją za ramię i wyciągnął z Wielkiej Sali zanim ktokolwiek to zauważył.
-Jared! - syknęła Lily – co jest do cholery?!
-Zostaliśmy Prefektami Naczelnymi – powiedział po prostu, uznając, że tak będzie najlepiej.
-Co takie? - prychnęła Lily – to niemożliwe.
-Właśnie, dlatego zrzekam się tego na rzecz innego Gryfona.
-Przecież to niemożliwe, żeby dwójka ludzi z tego samego domu została Naczelnymi.
-Właśnie to przed chwilą ogłosił Dumbledore – powiedział Jared - a ja nie chcę być Prefektem. Nigdy nie chciałem.
-Nie można zrezygnować z Prefektury – zaprotestowała Lily – wiesz, że nie można.
-Nie? - uśmiechnął się Jared - zawsze musi być ten pierwszy raz.

***

Gdy zabrzmiał dzwonek na lekcje, uczniowie zgromadzeni w Wielkiej Sali zaczęli ją pośpiesznie opuszczać, żeby nie spóźnić się na pierwsze w tym roku zajęcia.
Jaredowi dopisywało szczęście. Mieli właśnie zacząć transmutację z profesor McGonagall, opiekunem ich domu. Chciał zrzec się czegoś co mu się nigdy nie należało. Do sali dotarł jako pierwszy. Wszedł do pustego pomieszczenia, a raczej tak mu się wydawało. Na biurku siedział chudy szary kot.
-Pani profesor? - zapytał cicho blondyn – mógłbym z panią porozmawiać?
Kot spojrzał na niego i po chwili przy biurku siedziała jego nauczycielka.
-O co chodzi panie Ford? - -zapytała szorstko.
-Dyrektor ogłosił, że zostałem Prefektem Naczelnym – zaczął Jared – a ja nie chcę nim być.
-Nie gadaj głupot – warknęła McGonagall – to zaszczyt i ogromne osiągnięcie.
-Nie chce tego - powiedział twardo Jared – nie chcę nim być.
-Nie można zrezygnować z tej posady – powiedziała chłodno McGonagall – nikt nigdy tego nie zrobił i nie pozwolę na to, żebyś splamił honor Gryfonów.
Jared westchnął. Nie sądził, że to będzie takie trudne. Nie chciał tego i myślał, że jeśli poprosi to nie będzie musiał tego przyjmować. Widać nie ma tak łatwo.
-Przykro mi, panie Ford – powiedziała niespodziewanie McGonagall – to zaszczyt, ale i ogromna odpowiedzialność i nie Ty pierwszy się pod nią złamiesz.
Blondyn spojrzał na nią.
-Nie można odmówić odznaki? - zapytał, żeby się upewnić.
-Nie.
-Ale jak każdy przywilej można go stracić, prawda?

***

Transmutacja minęła w spokojnej atmosferze, nie licząc spadających pięć razy z pulpitu Jareda książek i małego pożaru na ławce Ślizgonów, gdzie któryś z nich nieumyślnie podpalił swoją szatę. McGonagall była cierpliwą i sprawiedliwą kobietą, ale takie rzeczy wytrącały ją z równowagi. Gdy ksiązki Jareda spadły po raz szósty, z jej różdżki wystrzeliły czerwone iskry.
-Panie Ford, proszę zostać po lekcji – powiedziała przez zaciśnięte zęby.
-Tak, pani profesor.
Lily i Rose spojrzały na siebie zdziwione, Jared nigdy nie był tak grzeczny na lekcjach. Lily miała niemiłe wrażenie, że naprawdę chce stracić odznakę w każdy możliwy sposób.

***

Jared dołączył do nich dopiero na eliksirach, dobre dziesięć minut po rozpoczęciu lekcji, gdzie Slughorn zdążył im już wytłumaczyć na czym polega Wywar Żywej Śmierci i kazał im zacząć go warzyć. Gdy blondyn wszedł do klasy, nauczyciel nie był zachwycony.
-Przepraszam, panie profesorze – powiedział Jared – profesor McGonagall przesyła panu notkę w tym temacie – dodał podając starszemu mężczyźnie zwitek pergaminu zalakowany przez McGonagall.
Slughorn złamał pieczęć, przeczytał co było napisane na pergaminie, zachichotał i kazał mu usiąść. Jared miał wrażenie, że zrobiono z niego idiotę.
-Co się stało? - syknął Syriusz mu do ucha, gdy tylko usiadł koło niego w ławce.
-Nic - mruknął Jared – usłyszałem pogadankę na temat odpowiedniego zachowania na lekcji i obiecałem poprawę.
-Robiłeś to celowo? - zapytała Jasmin, pochylając się ku niemu.
-Nie -wywrócił oczami blondyn – moje nerwy nie wytrzymują takiego stanowiska i chyba dostałem depresji.
Remus i Syriusz parsknęli śmiechem w swoje kociołki i dali mu spokój.

***

Lily dopiero gdy wracali z lunchu miała sposobność zadać Jaredowi pytanie, które dręczyło ją od śniadania.
-Jared – zagadnęła go w drodze na pierwszą lekcję obrony przed czarną magią w tym roku - dlaczego tak bardzo nie chcesz tej odznaki?
-Lily – westchnął Jared – nigdy nie chciałem być prefektem. Są ludzie, którym na tym o wiele bardziej zależy niż mi i bardziej na to zasługują.
-Wybrali Ciebie - zauważyła Lily – myślę, że musiałeś im czymś przypaść do gustu.
-To nie ja powinienem zostać Prefektem Naczelnym - powiedział chłodno Jared – nie obraź się, Ruda, ale nie chcę o tym mówić – dodał i przyśpieszył kroku, żeby dogonić Huncwotów, którzy byli kilka kroków przed nimi.
-Lily, a Ciebie co tak zamurowało? - szturchnęła ją Jamin.
-Nazwał mnie Ruda – powiedziała zdziwiona Lily – nie powiedział tak od trzeciej klasy.
-Może naprawdę się stresuje tą odznaką – powiedziała cicho Diana, idąca krok za nimi.
-Diana, to więcej przywilejów niż obowiązków – machnęła ręką Rose.
- Z tego co czytałam – zaczęła Diana – to pilnowanie szlabanów, dawanie korków, patrolowanie korytarzy, pomaganie pierwszorocznym w zadomowieniu się w zamku i pilnowanie by nigdzie nie dochodziło do przemocy i niewłaściwego traktowania uczniów ze względu na pozycję społeczną czy status krwi.
Lily, Rose i Jasmin patrzyły na nią wielkimi oczami, więc Diana wzruszyła ramionami.
-Tak to wyglądało w Beauxbatons.
-U nas to tylko pilnowanie korytarzy i wlepianie szlabanów i karnych punktów – mruknęła Jasmin, najbardziej skoro do rozrabiania z całej trójki.
-Szkoda – powiedziała łagodnie Diana – bo mi w pierwszej klasie było bardzo trudno i chciałabym, żeby ktoś starszy mi pomagał przynajmniej trafić na śniadanie.
Dziewczyny spojrzały na siebie zaskoczone.
-Przecież jak kogoś poprosisz to Ci pomoże – powiedziała Rose.
Diana uśmiechnęła się.
-Teraz już tak, ale na początku nie było łatwo.
Umilkły, bo dotarły pod klasę pana Pottera. Pod drzwiami stał cały siódmy rocznik w całej okazałości. Nikt nie chciał tego przegapić. Lily dostrzegła pod oknem Jamesa w towarzystwie najlepszych przyjaciół, z niezbyt zachwyconą miną.
-Jak to jest, gdy wiesz, że będzie Cię uczył tata? - zapytała obracając głowę w stronę Diany.
-Wiesz, że musisz się uczyć dwa razy więcej – powiedziała z uśmiechem Diana - nie będziemy mieli taryfy ulgowej.
Drzwi klasy otworzyły się i wyszedł teraz już profesor Potter i zaprosił ich do środka.
James i Diana niezbyt chętnie usiedli w drugim rzędzie wiedząc, że ojciec tego od nich oczekuje.
- Witajcie! - powiedział Ash Potter, gdy wszyscy usiedli – zapewne wszyscy zastanawiacie się jak będę traktował tą klasę, gdyż są w niej moje dzieci... a więc, będę traktował siódmy rok tam samo jak każdy inny, nie będzie żadnych forów, będę was słuchał jeśli będziecie mieli coś do powiedzenia, ale nie będę tolerował w klasie nienawiści względem siebie czy traktowania kogoś z góry, będę za to surowo karał. Dopuszczam nieprzygotowania do lekcji tylko wtedy gdy trafi ktoś do skrzydła szpitalnego, będzie miał pisemne usprawiedliwienie od opiekuna domu lub przyjdzie mi osobiście powiedzieć o problemach. Jeśli uznam, że był to powód do nieprzygotowania nie zostaną z tego wyciągnięte konsekwencje, nikt też nie dowie się jaki był powód. Wiem, że z poprzednimi nauczycielami zaszliście dosyć daleko, ale chciałabym zacząć z wami bardzo trudny temat.
Uczniowie wstrzymali oddech po tym przemówieniu, które zrobiło na nich ogromne wrażenie.
- Czy ktoś z was słyszał o zaklęciu Patronusa?
Kilka osób w klasie spojrzało po sobie z krzywymi uśmiechami.
Ash Potter dostrzegł te uśmiechy i sam również się uśmiechnął.
-Myślę, że to będzie ciekawy rok dla nas wszystkich. Tak więc, kto chce zacząć?

***

Przepraszam.
Przyjmiecie mnie jeszcze raz?