środa, 18 maja 2016

Miniaturka XV - Rocznica

Rocznica.

2 maja 1999r.
Hogwart, błonia.

Na zielonych zalanych promieniami słońca błoniach stał czarny tłum. Nikt nic nie mówił. Zamilkły nawet ptaki. Tylko potężne drzewa Zakazanego Lasu szumiały niespokojnie. Na łagodnie opadających pagórkach, parę metrów od jeziora, które obijało słońce, mieścił się biały grobowiec. Nadal błyszczał, choć do postawienia go minęły dwa lata.
Napis na nim głosił.

Albus Persival Wulfryk Brian Dumbledore
ur. 7 lipca 1881 zm . 30 czerwca 1997

W około niego zgromadził się czarny tłum. Wiele osób trzymało w dłoniach białe lilie lub róże. Koło białego grobowca była płyta wykonana z czarnego marmuru z grawerowanymi tysiącami liter układającymi się w słowa:

OFIRAOM I WOJNY Z LODREM VOLDEMORTEM

A pod tym wiele nazwisk z tą samą datą.
30 czerwiec 1997 lub 2 maja 1998.

W tłumie było wiele osób, które zjawiły się tu dwa lata temu jak i rok.
W czarnym tłumie mimo piekącego słońca byli Shacklebolt, wszyscy Weasleyowie z nowym pokoleniem Billa, Teddy Lupin, madame Maxime ze swoimi uczniami, Tom, barman z Dziurawego Kotła, Arabella Figg, tak samo siwa jak zawsze, cały zespół Fatalnych Jędz, Ernie Prang, kierowca Błędnego Rycerza, madame Malkin, byli wszyscy nauczyciele z Hogwartu, wszyscy uczniowie, członkowie GD, byli nawet ci, którzy dopiero jakiegoś czasu zrozumieli swoje błędy. Były wszystkie szychy z Ministerstwa, byli zwykli ludzie, którzy nie wiedzieli co tak naprawdę się stało na tych błoniach. Byli ludzie, którzy choć zajmowali ważne stanowiska zostali tymi samymi ludzi, którymi byli zawsze. Kingsley, choć był Ministrem Magii stał z ludźmi, którzy kiedyś nazywali się Zakonem Feniksa. Teraz cała organizacja była nie potrzebna.
Ale w tym milczącym tłumie brakowało wiele osób. Za to ich nazwiska widniały na tej marmurowej płycie.
Syriusz Black, Nimfadora Tonks, Remus Lupin, Fred Weasley, Moody, Lavender Brown, Severus Snape czy Colin Creevey nigdy mieli nie uczestniczyć w tej smutnej uroczystości.
Z tłumu wyszedł Kingsley i podszedł do grobowca. Musnął go lekko palcami, przymykając oczy. Jego wargi poruszył się w cichym pozdrowieniu dla zmarłego. Potem wolnym krokiem podszedł do marmurowej płyty. Tam zgrabnie ukląkł na sekundę chyląc głowę. Jego czarna dłoń dotknęła kilku nazwisk, których najbardziej mu brakowało. Potem wstał i obrócił się w stronę milczącego tłumu.
-Wiecie czemu tu jesteśmy – zaczął – to dla nas, dla mnie dzień bardzo dziwny i niespokojny. Każdy kto był tu rok temu wie co mam na myśli. Ten, któremu zostało to oszczędzone nawet nie wie jakie ma szczęście. Dla naszego świata to wielka ulga stać tutaj dzisiaj, ale też wielka strata. Bohaterem uważam tych, którzy oddali życie za nas, a było ich wielu, wymienianie ich nazwisk jest dla mnie ujmą na honorze. Każdy powinien je znać. Każdy zna choć jedno, bo każdy kogoś stracił. Nie będę się rozwodził nad tym co było. To ciemny okres w naszej historii, czas wielkich błędów i strat. Materialnych jak i wśród ludności. Wśród tych co przeżyli mamy ludzi co dostali miano Bohatera. Wiele osób z którymi rozmawiałem po wydarzeniach sprzed roku, mówi, że nie poczuwa się do tego. Cytuję : „Robiłem co musiałem, Kingsley. To żadne bohaterstwo, podejrzewam, że każdy bał się panicznie o siebie i tych, których kochał. Chciał przeżyć i zobaczyć bliskich. Żałuje, że im to się nie udało.” Zgadzam się z tym. Każdemu teraz doskwiera brak jakiejś osoby. Wiecie to na pewno Czujecie to. Ja również. Zginęło wieli moich przyjaciół i jestem dumny, że nimi byli. Kto nie znał młodego Blacka czy jednego z rudzielców - skinął głową w stronę pani Weasley i George' a, którzy mieli łzy w oczach – Molly, mi też go brakuje. Kto nie miał osób takich jak oni to miał pecha. Jest to dzień bardzo przygnębiający nas wszystkich jak i jest w nim radość. Nie wszystkie rany się zagoiły. Blizny w naszej pamięci pozostaną na zawsze. Radość to coś czego nie do się zobaczyć. Ale my ją czujemy. To ulga. Ulgę, że te wszystkie okropieństwa się skończyły. Wśród nas jest teraz wiele osób, które nigdy się nie pozbierają po śmierci bliskich. Nie będę wymieniał ich imion i nazwisk przez zwykły szacunek do nich. Każdy, absolutnie każdy odczuwa teraz kogoś brak. Cierpi każda matka, ojciec, syn, córka, każda siostra i brat, przyjaciel, żona, kochanka, kumpel z klasy czy dziewczyna zmarłego. Jestem wśród nich. Pogrążony w żałobie razem z wami. Tak, tak już słyszę te głosy, krytyków. „Jasne, ktoś mu ułożył tą mówkę, żeby wywołać łzy u zebranych.” To nie prawda. Wśród zmarłych są moim przyjaciele. Cieszę się tylko, że nie straciłem matki czy syna, bo ci odeszli już dawno. Rozumiem, więc ból jaki teraz czujecie. Na pewno są tacy co przyszli tu z czystej ciekawości albo uważali, że tak trzeba. Teraz przeszkadza im słońce i myślą tylko o tym, żeby iść do domu i odpocząć. Zastanawiają się kiedy on na Merlina skończy?! Więc patrzcie.
Kingsley wyciągnął różdżkę, machnął nią i jego idealnie skrojony garnitur od Armaniego zniknął. Był w szortach i zwykłej koszulce.
-Nie sądzę żeby to przeszkadzało Albusowi czy Remusowi – powiedział głośno – mógłbym mówić o tych ludziach aż zdarł bym gardło, bo nie ma takich słów, które oddadzą to co czuję. Dlatego teraz, gdy skończyłem tę mówkę, która może was denerwować usiądę koło tej płyty i zamknę oczy.
Kingsley naprawdę usiadł.
-I będę myślał o tych, których mi brakuje. Kto chce nich idzie, kto chce nich zostanie za mną. Nikogo za nic nie potępię, bo to wolny kraj. Nie ma stron. Proszę tylko siadajcie w większej odległości od grobowca by reszta mogła składać kwiaty.
Kingsley zamilkł. Spuścił głowę i zamknął oczy. Na jego ustach błąkał się lekki uśmiech.
Ludzie patrzeli na niego jak na wariata. A on dalej siedział i myślał.
Nagle ten tłum liczący tysiące osób zaczął się rozrzedzać.
Połowa oburzanych czarownic i czarodziejów odeszło w stronę zamku, by deportować się do domów i tam narzekać na ministra. A reszta została. Nastoletnie dzieci kłóciły się szeptem z rodzicami, że chcą zostać.
-Niepełnoletnim zapewnimy bezpieczny powrót do domu siecią Fiuu – zagrzmiał głos Kingsleya.
Rozległo się kilka oburzanych głosów.
-Nie wolno podważać słów Ministra, głupcze! - warknął głos, w którym Kingsley rozpoznał George' a
-Proszę państwa! - rozległ się magicznie wzmocniony głos Harry' ego Pottera – przysięgam, że każdy kto chce zostać i jest niepełnoletni zostanie odstawiony do domu pod opieką moją lub moich zaufanych przyjaciół. Żaden budynek nie jest bardziej chroniony niż Hogwart. Zaufajmy przyszłemu pokoleniu! Dziękuję!
Harry jakby dla przykładu zmienił swój strój na wygodniejszy i usiadł za Kingsleyem. Walnął go w plecy z uśmiechem, a potem również pochylił głowę i nie odzywał się. Zaraz po nim usiadł Ron, Hermiona, Ginny, George w końcu z uśmiechem na ustach i spokojem w oczach. Bill z Fleur i małą Victorią. Teddy Lupin w skupieniu wspominając rodziców znanych mu tylko z opowiadań dorosłych, siedział tuż koło ojca chrzestnego, Harry' ego Pottera. Charlie Weasley siadający koło Hagrida i Graupa. Percy muskający dłonią nazwisko zmarłego brata, a w jego okularach odbijały się słone łzy. Luna jak zawsze blada i poważna siedziała koło Parvati Patil, która płakała nad swoją przyjaciółką, Lavender. Padma, jak zawsze dumna tuż koło siostry, ale z jej oczu płynęły łzy. Neville, siedzący po drugiej stronie Harry' ego jako trzeci, który stracił rodziców przez Voldemorta. Pani Figg siedząca w zamyśleniu. Członkowie GD siedzieli w grupie po cichu wspominając ofiary. Uczniowie, którzy uczestniczyli w II Bitwie siadali w grupkach lub sami by pomyśleć o zmarłych. Pan Weasley obejmujący żonę. Cichy siedzący tłum był ogromny. Z czasem milkł i tylko był. Tylko łzy płynęły z oczu o różnorakich kolorach. Coraz więcej osób pochylało głowy w zadumie nad ofiarami. Co jakiś czas ktoś wstawał by położyć kwiaty pod pomnikiem lub koło marmurowej płyty. Gdy zaczęło zmierzchać, zapłonęły pochodnie. Ustawiono krąg wokół milczącego tłumu. W tłumie był nawet Draco Malfoy. Zignorował prośby matki i został. Na początku siedział sam. Potem dołączyli do niego przyjaciele i znajomi, a także dawni wrogowie. Blaise Zabini, Pansy Parkinson. Nott i parę innych osób. Przez jakiś czas siedział koło niego bliźniak Weasleyów, by pokazać, że mu wybaczył. Potem odszedł w milczeniu do rodziny. Wiktor Krum siedział z całą drużyną Bułgarii, koło niego siedzieli Irlandczycy, równie milczący. Ostatnie Mistrzostwa poszły w zapomnienie.
Słońce zaszło i nastały ciemności rozjarzone tylko pochodniami.
I wtedy, gdy zegar wskazywał godzinę drugą z groszami Harry Potter zaczął śpiewać. Najpierw cicho sam, a potem dołączyły do niego inne osoby. I po błoniach zamku niosły się słowa, które ktoś napisał dawno temu. Których autor nie żył już dawno.

Hogwart, Hogwart, Pieprzo – Wieprzy Hogwart,
Naucz nas choć trochę czegoś!
Czy kto młody z świerzbem ostrym,
Czy kto stary z łbem łysego.
Możesz wypchać nasze głowy
Farszem czegoś ciekawego,
Bo powietrze je wypełnia,
Muchy zdechłe, kurzu wełna.
Naucz nas, co pożyteczne,
Pamięć wzrusz, co ledwo zipie,
My zaś będziemy wkuwać wiecznie,
Aż się w próchno mózg rozsypie!”

Potem rozległ się zbiorowy śmiech.
W końcu to również dzień radości.
Zaczęły się wspomnienia.
Wiele łez popłynęło, ale było też wiele śmiechu.
Potem, gdy zaczął wstawać świt ludzie znów umilkli patrząc na niego z zachwytem, że mogą go oglądać.
I właśnie wtedy pojawiła się ma myśl.
My jeszcze żyjemy – wykorzystajmy to życie.
Nie wiadomo co nas jutro spotka.
Bo oni by tego nie chcieli.
A my będziemy żyć również za nich.
Bo my nie zapomnimy.

Potem wszyscy wstali i poszli w stronę zamku na śniadanie czekające na nich w Wielkiej Sali.
Zostawili za sobą grobowiec i marmurową płytę zasypaną białym kwieciem. Zostawili za sobą wygniecioną trawę i dogasające pochodnie. Zostawili za sobą czarne dni i wspomnienia złego.
Wiedzieli, że wrócą tu za rok by znów tu usiąść, żeby nie zapomnieć. Żeby znów wspominać to co złe by mieli siłę, przez cały rok na lepsze uczynki i życie.
Odchodzili zostawiając za sobą echo dawno wypowiedzianych słów.
A nad nie wybijał się jeden głos.
Ostatecznie dla należycie zorganizowanego umysłu śmierć to tylko początek nowej wielkiej przygody”*

* - Cytat zaczerpnięty z „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” , słowa Albusa

niedziela, 31 stycznia 2016

Miniaturka XIV - Are

Are

- Wiesz - westchnęła Hermiona - przez pół roku nie było mnie w kraju...
-To gdzie byłaś? - zapytała tylko Pansy.
-W - zawahała się z odpowiedzią - w Norwegii...
-Co? - przerwała jej ostro Pansy- przecież ty nienawidzisz zimna!
Uśmiechnęła się ponuro.
-Niech to zostanie u mnie. Byłam w Norwegii i wiesz, spotkałam faceta...
-Zdradziłaś Draco? - zapytała chłodno brunetka - Draco?
Hermiona wzruszyła ramionami.
-On też miał wiele przez ten czas - odpowiedziała tylko.
-Co dalej?
-Ten facet... Are - uśmiechnęła się lekko - on był przeciwieństwem Draco - powiedziała jakby nieświadomie - Miał chyba jakieś powiązania z arystokracją. Był pewny siebie i nonszalancki. Ciemne włosy, naprawdę czarne oczy, wysoki, przystojny i ten chłód w oczach. Tylko to ich łączyło. Miał w sobie taką władzę i autorytet... Ta siła... Ale potem zaczęłam dostrzegać coś czego nie widziałam wcześniej. Siła była tylko sprytnymi czarami, władzę miał. bo miał to jego ojciec i cała rodzina. Pewny siebie był tylko do ludzi niższych społecznie od niego. Nonszalancja to była zwykła pycha, że jest kimś lepszym. A autorytet.. no cóż, widziałam jak rozmawiał z tamtejszym Ministrem... był przerażony i jąkał się jak niemowlę. Nie tego szukałam. Poza tym - westchnęła ciężko - przez te pół roku spałam z nim tylko raz. Naprawdę. Ale niczego nie czułam. Wiem, że to głupota ci o tym mówić... nie powinnam...
-Mów! - powiedziała z naciskiem Pansy.
-Ja... Pan, ja naprawdę... nie wiem. Na Arego leciała prawie każda kobieta, a ja go miałam, ale miałam go gdzieś. Wszędzie rozpowiadano jaki to on jest dobry w łóżku, a mnie nie umiał rozpalić! Po prostu, robił to samo co każdy facet, a... - Hermiona pokręciła głową zrezygnowana - ja nic nie czułam.
-Hermiono Jean Granger - powiedziała Pansy - posłuchaj mnie uważnie, bo więcej nie powtórzę i nie jest to dla mnie łatwe. Draco był moją pierwszą wielką miłością. Byłam i nadal jestem jego przyjaciółką, ale również jego byłą. Żaden facet nie działa na kobiety tak jak Draco. Żaden. A ty miałaś coś czego nie miała żadna jego dziewczyna czy nawet ja - dodała nieskromnie Pansy, ale każdy kto znał Dracona wiedział, ile dla niego znaczy Pansy - miałaś jego serce. Tak, dziewczyno, na wyciągnięcie ręki. Draco nigdy, przenigdy nie wariował na punkcie żadnej dziewczyny tak jak na tu odbiło na twoim punkcie. Choć jestem jego byłą i szczęśliwą mężatką, to Draco zawsze zostanie dla mnie wzorem faceta. Nikt nie umie się kochać tak jak robi to Draco, nikt. Miałam wiele facetów po nim i przed. Każda, która wyszła z jego sypialni nie czuła tego samego z innym facetem. Ten dotyk i chłód w oczach... - Pansy pokręciła głową - tego się nie zapomina.
-A Harry? - zapytała bezwiednie Hermiona
-Granger - zmarszczyła brwi Pansy - byłaś z Harrym, wiesz jaki jest i wiesz jaki jest Draco. Byłaś z nim i wiesz jak się kocha w takim samym stopniu jak ja. Ten chłód w oczach, opanowanie nawet wtedy, gdyty krzyczysz i jego palce na skórze, zresztą znasz to. A ten facet z Norwegii, Are... to tylko marna kopia Draco. On nigdy nie tracił rezonu ani zimnej krwi jak rozmawiał z ludźmi swojego stanu, baronem, królem czy cholera wie kim. Draco ma większą władzę niż minister i jego ojciec za swoich najlepszych lat. Czy musiałaś marnować pół roku życia żeby się o tym przekonać?
-O czym? - prychnęła Hermiona, bo ton Pansy zaczął ją wkurzać, a po za tym dziwnie się poczuła jak powiedziała do niej Granger. Dawno nie używała tego nazwiska.
-Kochasz go.
-Kogo?!
-Nie udawaj idiotki, bo nią nie jesteś! Po jaką cholerę jechałaś na drugi koniec świata? Po to żeby uciec od Draco, od władzy jaką miał w całej Anglii! Czy to nie tego chcesz do faceta? Władzy, żeby zapanował nad tobą? Dziewczyno, Draco jest tym draniem, którego potrzebujesz! Niepotrzebny ci żaden Are, Mare czy Villemo!* (imię nadawane i chłopcom i dziewczynką) tylko Draco!
-Pan, ja...
-Dziewczyno, czemu się wahasz?
-Kiedyś, kiedyś - zaczęła powoli - Draco powiedział mi, że uwielbia się bawić. Że żadna dziewczyna go nie usidli i że szybko się nudzi. Dlaczego mi ma się udać?
-Dobra, Granger. Zaczynasz dramatyzować. Draco Ccę kocha...
Hermiona zaśmiała się.
-On?! Draco i kochanie kogokolwiek? Pansy, proszę cię! On nie widzi świata po za czubkiem własnego nosa! Liczy się tylko szanowny Pan Malfoy na Malfoy Manor i jego cholerna arystokratyczna duma!
-A nie za to go kochasz? - zapytała spokojnie Pansy patrząc w jej oczy.
Z twarzy Hermiony spełzł uśmiech. Ramiona opadły, a oczy zgasły. Przez kilka chwil unikała spojrzenia Pansy, a potem spojrzała w jej chłodne zielone oczy.
-Właśnie za to – szepnęła, w jej oczach zabłysły łzy.

~*~*~*~

-Pan... ja, ja się boję - szepnęła Hermiona chwilę po tym jak się uspokoiła i przestała płakać.
Położyła głowę na kolanach Pansy.
-On uwielbia zabawę i spontaniczność... Boję się, że on mnie kiedyś zostawi. Owszem, jest tym draniem, którego mogłabym kochać, ale...
-Granger, zrozum... - westchnęła Pansy - on już taki będzie. Jeśli cię zostawi to tylko po to żeby ci pokazać, że on cierpiał jak cię nie było. Ale nie zrobi tego.
-Skąd ta pewność? - mruknęła Hermiona.
-Bo sama myśl, że miałby Cię znów stracić go przeraża.

piątek, 15 stycznia 2016

[*]

Alan Rickman


1946 - 2016

stał się gwiazdą i teraz świeci na niebie jako najjaśniejsza z nich...

Na wiele lat zostanie w mojej pamięci.

sobota, 9 stycznia 2016

Miniaturka XIII - Zaklęcie

 +18+

-Malfoy! - zawołała Hermiona, goniąc go korytarzem, na którym pałętało się parę osób.
-Nie teraz, Granger. – odpowiedział.
Gryfonka zdziwiła się. Już dawno nie odnosił się do niej w taki sposób.
-Malfoy, czekaj! - zawołała jeszcze raz i dogoniła go.
Draco stanął bokiem do niej.
-Tygrysico, Blaise coś chce, później do ciebie wpadnę – powiedział, nie patrząc na nią.
-Draco, co się dzieje?
-Blaise na mnie czeka.
-Nie kłam, Diabeł jest z Parvati – powiedziała zniecierpliwiona i stanęła z nim twarzą w twarz.
Zachłysnęła się powietrzem.
-Draco... - wyszeptała – kto ci to zrobił?
Delikatnie uniosła jego głowę i odsunęła włosy z oczu i skroni. Oczy miał zakrwawione i wiedziała, że to ślady po ciosach, zaklęcia nie dały rady zlikwidować rozbitych krwinek. Wargę miał rozcięta i zaczerwienioną, nie chciała się zagoić. Na skroni, miał wyryte słowo, Hermiona wiedziała, że to zaklęcie nie było legalne. Litery barwiły się na czerwono, odcinając się od jego mlecznej skóry i układały się w napis "szmata".
Draco znów miał na sobie maskę. Uniósł arogancko głowę jeszcze wyżej.
-A jak myślisz? - zapytał chłodno -twój były.
Hermiona wyciągnęła różdżkę i dotknęła nią lekko ust Draco i wyszeptała zaklęcie. Opuchlizna zniknęła.
-Zamknij oczy – szepnęła łagodnie.
-Nic to nie da – syknął, upokorzony.
-Draco, proszę – powiedziała błagalnie.
Rzucił jej urażone spojrzenie i zamknął swoje szare oczy. Kolejne zaklęcie i Draco otworzył oczy.
-Trochę lepiej – powiedziała i odsunęła jego włosy ze skroni – nie ruszaj się.
Nie dotknęła napisu, wiedziała, że to zaboli. Przesunęła nad nim w powietrzu palcem, jakby chciała coś sprawdzić.
-Przyjdź do mnie za godzinę – powiedziała stanowczo – proszę cię, Draco.
-Po co? - wzruszył ramionami.
-Przyjdź – powiedziała wspinając się na palce, musnęła jego wargi ustami i odbiegła.

***

-Ron! - rozległ się ostry ton w pokoju wspólnym Gryfonów.
Rudzielec siedział koło komina razem z Harry' m i siostrą.
-Czego chcesz, Granger? - zapytała Ginny.
Hermiona zignorowała ją. Byli w pokoju tylko we czwórkę.
-Jak mogłeś, Ron? - warknęła wściekła - co cię do cholery, napadło?
-Tak lepiej wygląda – uśmiechnął się paskudnie Ron – a co, poskarżył ci się?
Hermiona podeszła do niego i gwałtownie pochyliła się nad nim, wbijając mu boleśnie nogę w krocze. Złapała go za koszulkę i przybliżyła do swojej twarzy. Ron miał okazję zobaczyć jej kształtne piersi pod luźną bluzką i znów żałował, że ona już nie jest jego. Hermiona spojrzała mu prosto w oczy, które błyszczał gniewem.
-Nigdy więcej nie dotykaj mojego faceta, rozumiesz? - wysyczała mu cicho do ucha – nie waż się tknąć mojego Draco, bo cię zabiję, a wiesz, że jestem do tego zdolna.
-Nie podoba ci się taki? - wycharczał Ron.
Hermiona docisnęła nogę i na dodatek wbiła mu paznokcie w szyję.
-Draco jest mój – powiedziała – nie odbierze mi go nikt, a już na pewno nie takie beztalencie jak ty.
Gryfonka wyciągnęła różdżkę i wyszeptała zaklęcie.
Ron zgiął się w pół.
Poczuł jak w jego krocze wbija mu się nóż.
Miał czuć się tak już zawsze gdy spróbowały dotknąć Draco lub kochać się.
-Rusz go, a dokończę – szepnęła Hermiona i wyszła trzaskając drzwiami.

***

-Malfoy!
Draco obrócił się powoli.
Za nim stał Rudzielec.
-Czego?
-Jak tam skroń? - uśmiechnął się wrednie Ron.
-Świetnie – uśmiechnął się lekko Draco i odsunął włosy z czoła.
Ron otworzył szerzej oczy. Nie było śladu po zaklęciu. A miało nie zejść! Miał mieć je już zawsze.
-Zdziwiony? - uśmiechnął się blondyn – moja kobieta się tym zajęła – dodał podkreślając moja.
Podszedł bliżej Gryfonka i uśmiechnął się bezczelnie.
-Wiesz jak mi to wynagrodziła? - wyszeptał cicho – przez całą noc nie zmrużyłem oka. Bardzo mi współczuła – mówił dalej Draco, a Ron nie był zdolny do żadnego ruchu – nie masz pojęcia jak głośno krzyczała moje imię w czasie orgazmu. Albo jak prosiła bym kochał się z nią szybciej. Jak błagała o to żebym ją wziął jak najszybciej, bo jest już mokra i nie może czekać. Wiesz, co mi się spodobało najbardziej? Jak mnie przepraszała, tyle, że ustami – Draco uśmiechnął się wrednie – szybko się tego nauczyła. I zawsze się jej podobało. Jest bardzo inteligenta, nie uważasz? I ten język... A, zapomniałbym o najlepszym – wyszeptał cicho - Zawsze będzie już moja, ma mój znak na piersi i pośladku. Była zadowolona jak go robiłem, szczególnie na pośladku. Wiesz czym go zrobiłem? Ustami. I utrwaliłem zaklęciem. – Draco odsunął się i niby przypadkiem odsunął koszulę na bok i Ron zobaczył ślady zębów na jego ramieniu i malinki na szyi schodzące na obojczyki i pierś – tak – potwierdził, gdy zobaczył jego spojrzenie – zeszła na sam dół z pocałunkami. Zawsze spełniała moje życzenia, Weasley. Miałem ją w każdej pozycji, w każdym miejscu, na wszystkie sposoby i zawsze błagała o więcej. Każda twoja wyuzdana myśl o niej dla mnie jest codziennością. Ale co tym możesz o tym wiedzieć? Nigdy jej nie miałeś.
Odsunął się od Gryfonka.
-Wiesz co teraz robi? - zapytał cicho – śpi w moim dormitorium. A wiesz co zrobi gdy do niej wrócę? Opiszę ci to bardzo wyraźnie. Tylko się uśmiechnie i zaciągnie znów do łóżka, mówiąc, że nie może się doczekać i chce mnie poczuć jak najmocniej i jak najszybciej. Zacznie mnie całować po całym ciele nie omijając żadnego skrawka, a ja jej na to pozwolę. Potem zamienimy się rolami, to ja będę całował jej usta, piersi i będę schodził w dół, słuchając jej jęków, gdy będzie prosiła o więcej. Zacznę całować jej uda, by dojść do jej łechtaczki i wtedy krzyknie moje imię i zaciśnie palce na moich włosach. Będę ją pieścił tak długo aż dojdzie krzycząc „zabiję cię, jeśli teraz odejdziesz”. Potem zacznę się z nią kochać. Powoli, bo wiem, że mam na to całą noc. Będę patrzył w jej zamglone oczy, czując jak wbija mi paznokcie w plecy, błagając o jeszcze. Gdy zacznie jęczeć z rokoszy, zwolnię tempo by poczuć jak obejmuje mnie nogami i wejdę w nią najgłębiej jak się da, a ona tylko westchnie. Potem pozwolę jej przejąc stery. Przewróci mnie na plecy i zacznie się ze mną kochać tak jak uwielbia. Szybko i bez hamulców. Zobaczę jak dochodzi, masując jej pośladki, będę czuł jak jej wilgotne od naszego potu włosy muskają moje ciało. Potem będę się z nią kochał jeszcze kilka razy, aż nie zacznie usypiać, ze zmęczenia. Wtedy zrobi to samo co robi od tygodni. Uklęknie przede mną i weźmie w usta. Zacznie mnie pieścić i ssać, bo wie, że to uwielbiam i jej też sprawia to mnie małą radość. Będzie czuła jak robię się coraz twardszy w ustach. Potem znieruchomieje i poprosi mnie o coś. Chwilę później zaśnie wtulona we mnie, ale zanim to zrobi wyszepcze mi do ucha „ kocham cię, Draco”. Wiesz, jaki zostawiłem jej znak? Na piersi ma wytatuowanego smoka, na pośladku moje imię, a w ustach nadal czuje smak mojej spermy, po tym jak prosiła, żebym spuścił się jej w usta.
Draco uśmiechnął się do niego bezczelnie, widząc zazdrość w oczach Gryfona.
-Żal dupę ściska, że już nie jest z tobą i woli mnie? - zapytał cicho - wcale nie jest mi przykro z tego powodu, Weasley. A teraz wybacz, ale ktoś na mnie czeka.
Posłał mu ostatni wredny uśmiech i odszedł w stronę swojego dormitorium.
A tam naprawdę czekała na niego Hermiona, gotowa spełnić każde jego marzenie.

Kilka słów od Nox
wiem, miniaturka jest dość wulgarna i Draco jest ukazany od tej „złej” strony, jednak wena nie wybiera o czym mam pisać, tylko daje co leci.

After all this time? Always.

Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...