niedziela, 31 stycznia 2016

Miniaturka XIV - Are

Are

- Wiesz - westchnęła Hermiona - przez pół roku nie było mnie w kraju...
-To gdzie byłaś? - zapytała tylko Pansy.
-W - zawahała się z odpowiedzią - w Norwegii...
-Co? - przerwała jej ostro Pansy- przecież ty nienawidzisz zimna!
Uśmiechnęła się ponuro.
-Niech to zostanie u mnie. Byłam w Norwegii i wiesz, spotkałam faceta...
-Zdradziłaś Draco? - zapytała chłodno brunetka - Draco?
Hermiona wzruszyła ramionami.
-On też miał wiele przez ten czas - odpowiedziała tylko.
-Co dalej?
-Ten facet... Are - uśmiechnęła się lekko - on był przeciwieństwem Draco - powiedziała jakby nieświadomie - Miał chyba jakieś powiązania z arystokracją. Był pewny siebie i nonszalancki. Ciemne włosy, naprawdę czarne oczy, wysoki, przystojny i ten chłód w oczach. Tylko to ich łączyło. Miał w sobie taką władzę i autorytet... Ta siła... Ale potem zaczęłam dostrzegać coś czego nie widziałam wcześniej. Siła była tylko sprytnymi czarami, władzę miał. bo miał to jego ojciec i cała rodzina. Pewny siebie był tylko do ludzi niższych społecznie od niego. Nonszalancja to była zwykła pycha, że jest kimś lepszym. A autorytet.. no cóż, widziałam jak rozmawiał z tamtejszym Ministrem... był przerażony i jąkał się jak niemowlę. Nie tego szukałam. Poza tym - westchnęła ciężko - przez te pół roku spałam z nim tylko raz. Naprawdę. Ale niczego nie czułam. Wiem, że to głupota ci o tym mówić... nie powinnam...
-Mów! - powiedziała z naciskiem Pansy.
-Ja... Pan, ja naprawdę... nie wiem. Na Arego leciała prawie każda kobieta, a ja go miałam, ale miałam go gdzieś. Wszędzie rozpowiadano jaki to on jest dobry w łóżku, a mnie nie umiał rozpalić! Po prostu, robił to samo co każdy facet, a... - Hermiona pokręciła głową zrezygnowana - ja nic nie czułam.
-Hermiono Jean Granger - powiedziała Pansy - posłuchaj mnie uważnie, bo więcej nie powtórzę i nie jest to dla mnie łatwe. Draco był moją pierwszą wielką miłością. Byłam i nadal jestem jego przyjaciółką, ale również jego byłą. Żaden facet nie działa na kobiety tak jak Draco. Żaden. A ty miałaś coś czego nie miała żadna jego dziewczyna czy nawet ja - dodała nieskromnie Pansy, ale każdy kto znał Dracona wiedział, ile dla niego znaczy Pansy - miałaś jego serce. Tak, dziewczyno, na wyciągnięcie ręki. Draco nigdy, przenigdy nie wariował na punkcie żadnej dziewczyny tak jak na tu odbiło na twoim punkcie. Choć jestem jego byłą i szczęśliwą mężatką, to Draco zawsze zostanie dla mnie wzorem faceta. Nikt nie umie się kochać tak jak robi to Draco, nikt. Miałam wiele facetów po nim i przed. Każda, która wyszła z jego sypialni nie czuła tego samego z innym facetem. Ten dotyk i chłód w oczach... - Pansy pokręciła głową - tego się nie zapomina.
-A Harry? - zapytała bezwiednie Hermiona
-Granger - zmarszczyła brwi Pansy - byłaś z Harrym, wiesz jaki jest i wiesz jaki jest Draco. Byłaś z nim i wiesz jak się kocha w takim samym stopniu jak ja. Ten chłód w oczach, opanowanie nawet wtedy, gdyty krzyczysz i jego palce na skórze, zresztą znasz to. A ten facet z Norwegii, Are... to tylko marna kopia Draco. On nigdy nie tracił rezonu ani zimnej krwi jak rozmawiał z ludźmi swojego stanu, baronem, królem czy cholera wie kim. Draco ma większą władzę niż minister i jego ojciec za swoich najlepszych lat. Czy musiałaś marnować pół roku życia żeby się o tym przekonać?
-O czym? - prychnęła Hermiona, bo ton Pansy zaczął ją wkurzać, a po za tym dziwnie się poczuła jak powiedziała do niej Granger. Dawno nie używała tego nazwiska.
-Kochasz go.
-Kogo?!
-Nie udawaj idiotki, bo nią nie jesteś! Po jaką cholerę jechałaś na drugi koniec świata? Po to żeby uciec od Draco, od władzy jaką miał w całej Anglii! Czy to nie tego chcesz do faceta? Władzy, żeby zapanował nad tobą? Dziewczyno, Draco jest tym draniem, którego potrzebujesz! Niepotrzebny ci żaden Are, Mare czy Villemo!* (imię nadawane i chłopcom i dziewczynką) tylko Draco!
-Pan, ja...
-Dziewczyno, czemu się wahasz?
-Kiedyś, kiedyś - zaczęła powoli - Draco powiedział mi, że uwielbia się bawić. Że żadna dziewczyna go nie usidli i że szybko się nudzi. Dlaczego mi ma się udać?
-Dobra, Granger. Zaczynasz dramatyzować. Draco Ccę kocha...
Hermiona zaśmiała się.
-On?! Draco i kochanie kogokolwiek? Pansy, proszę cię! On nie widzi świata po za czubkiem własnego nosa! Liczy się tylko szanowny Pan Malfoy na Malfoy Manor i jego cholerna arystokratyczna duma!
-A nie za to go kochasz? - zapytała spokojnie Pansy patrząc w jej oczy.
Z twarzy Hermiony spełzł uśmiech. Ramiona opadły, a oczy zgasły. Przez kilka chwil unikała spojrzenia Pansy, a potem spojrzała w jej chłodne zielone oczy.
-Właśnie za to – szepnęła, w jej oczach zabłysły łzy.

~*~*~*~

-Pan... ja, ja się boję - szepnęła Hermiona chwilę po tym jak się uspokoiła i przestała płakać.
Położyła głowę na kolanach Pansy.
-On uwielbia zabawę i spontaniczność... Boję się, że on mnie kiedyś zostawi. Owszem, jest tym draniem, którego mogłabym kochać, ale...
-Granger, zrozum... - westchnęła Pansy - on już taki będzie. Jeśli cię zostawi to tylko po to żeby ci pokazać, że on cierpiał jak cię nie było. Ale nie zrobi tego.
-Skąd ta pewność? - mruknęła Hermiona.
-Bo sama myśl, że miałby Cię znów stracić go przeraża.

piątek, 15 stycznia 2016

[*]

Alan Rickman


1946 - 2016

stał się gwiazdą i teraz świeci na niebie jako najjaśniejsza z nich...

Na wiele lat zostanie w mojej pamięci.

sobota, 9 stycznia 2016

Miniaturka XIII - Zaklęcie

 +18+

-Malfoy! - zawołała Hermiona, goniąc go korytarzem, na którym pałętało się parę osób.
-Nie teraz, Granger. – odpowiedział.
Gryfonka zdziwiła się. Już dawno nie odnosił się do niej w taki sposób.
-Malfoy, czekaj! - zawołała jeszcze raz i dogoniła go.
Draco stanął bokiem do niej.
-Tygrysico, Blaise coś chce, później do ciebie wpadnę – powiedział, nie patrząc na nią.
-Draco, co się dzieje?
-Blaise na mnie czeka.
-Nie kłam, Diabeł jest z Parvati – powiedziała zniecierpliwiona i stanęła z nim twarzą w twarz.
Zachłysnęła się powietrzem.
-Draco... - wyszeptała – kto ci to zrobił?
Delikatnie uniosła jego głowę i odsunęła włosy z oczu i skroni. Oczy miał zakrwawione i wiedziała, że to ślady po ciosach, zaklęcia nie dały rady zlikwidować rozbitych krwinek. Wargę miał rozcięta i zaczerwienioną, nie chciała się zagoić. Na skroni, miał wyryte słowo, Hermiona wiedziała, że to zaklęcie nie było legalne. Litery barwiły się na czerwono, odcinając się od jego mlecznej skóry i układały się w napis "szmata".
Draco znów miał na sobie maskę. Uniósł arogancko głowę jeszcze wyżej.
-A jak myślisz? - zapytał chłodno -twój były.
Hermiona wyciągnęła różdżkę i dotknęła nią lekko ust Draco i wyszeptała zaklęcie. Opuchlizna zniknęła.
-Zamknij oczy – szepnęła łagodnie.
-Nic to nie da – syknął, upokorzony.
-Draco, proszę – powiedziała błagalnie.
Rzucił jej urażone spojrzenie i zamknął swoje szare oczy. Kolejne zaklęcie i Draco otworzył oczy.
-Trochę lepiej – powiedziała i odsunęła jego włosy ze skroni – nie ruszaj się.
Nie dotknęła napisu, wiedziała, że to zaboli. Przesunęła nad nim w powietrzu palcem, jakby chciała coś sprawdzić.
-Przyjdź do mnie za godzinę – powiedziała stanowczo – proszę cię, Draco.
-Po co? - wzruszył ramionami.
-Przyjdź – powiedziała wspinając się na palce, musnęła jego wargi ustami i odbiegła.

***

-Ron! - rozległ się ostry ton w pokoju wspólnym Gryfonów.
Rudzielec siedział koło komina razem z Harry' m i siostrą.
-Czego chcesz, Granger? - zapytała Ginny.
Hermiona zignorowała ją. Byli w pokoju tylko we czwórkę.
-Jak mogłeś, Ron? - warknęła wściekła - co cię do cholery, napadło?
-Tak lepiej wygląda – uśmiechnął się paskudnie Ron – a co, poskarżył ci się?
Hermiona podeszła do niego i gwałtownie pochyliła się nad nim, wbijając mu boleśnie nogę w krocze. Złapała go za koszulkę i przybliżyła do swojej twarzy. Ron miał okazję zobaczyć jej kształtne piersi pod luźną bluzką i znów żałował, że ona już nie jest jego. Hermiona spojrzała mu prosto w oczy, które błyszczał gniewem.
-Nigdy więcej nie dotykaj mojego faceta, rozumiesz? - wysyczała mu cicho do ucha – nie waż się tknąć mojego Draco, bo cię zabiję, a wiesz, że jestem do tego zdolna.
-Nie podoba ci się taki? - wycharczał Ron.
Hermiona docisnęła nogę i na dodatek wbiła mu paznokcie w szyję.
-Draco jest mój – powiedziała – nie odbierze mi go nikt, a już na pewno nie takie beztalencie jak ty.
Gryfonka wyciągnęła różdżkę i wyszeptała zaklęcie.
Ron zgiął się w pół.
Poczuł jak w jego krocze wbija mu się nóż.
Miał czuć się tak już zawsze gdy spróbowały dotknąć Draco lub kochać się.
-Rusz go, a dokończę – szepnęła Hermiona i wyszła trzaskając drzwiami.

***

-Malfoy!
Draco obrócił się powoli.
Za nim stał Rudzielec.
-Czego?
-Jak tam skroń? - uśmiechnął się wrednie Ron.
-Świetnie – uśmiechnął się lekko Draco i odsunął włosy z czoła.
Ron otworzył szerzej oczy. Nie było śladu po zaklęciu. A miało nie zejść! Miał mieć je już zawsze.
-Zdziwiony? - uśmiechnął się blondyn – moja kobieta się tym zajęła – dodał podkreślając moja.
Podszedł bliżej Gryfonka i uśmiechnął się bezczelnie.
-Wiesz jak mi to wynagrodziła? - wyszeptał cicho – przez całą noc nie zmrużyłem oka. Bardzo mi współczuła – mówił dalej Draco, a Ron nie był zdolny do żadnego ruchu – nie masz pojęcia jak głośno krzyczała moje imię w czasie orgazmu. Albo jak prosiła bym kochał się z nią szybciej. Jak błagała o to żebym ją wziął jak najszybciej, bo jest już mokra i nie może czekać. Wiesz, co mi się spodobało najbardziej? Jak mnie przepraszała, tyle, że ustami – Draco uśmiechnął się wrednie – szybko się tego nauczyła. I zawsze się jej podobało. Jest bardzo inteligenta, nie uważasz? I ten język... A, zapomniałbym o najlepszym – wyszeptał cicho - Zawsze będzie już moja, ma mój znak na piersi i pośladku. Była zadowolona jak go robiłem, szczególnie na pośladku. Wiesz czym go zrobiłem? Ustami. I utrwaliłem zaklęciem. – Draco odsunął się i niby przypadkiem odsunął koszulę na bok i Ron zobaczył ślady zębów na jego ramieniu i malinki na szyi schodzące na obojczyki i pierś – tak – potwierdził, gdy zobaczył jego spojrzenie – zeszła na sam dół z pocałunkami. Zawsze spełniała moje życzenia, Weasley. Miałem ją w każdej pozycji, w każdym miejscu, na wszystkie sposoby i zawsze błagała o więcej. Każda twoja wyuzdana myśl o niej dla mnie jest codziennością. Ale co tym możesz o tym wiedzieć? Nigdy jej nie miałeś.
Odsunął się od Gryfonka.
-Wiesz co teraz robi? - zapytał cicho – śpi w moim dormitorium. A wiesz co zrobi gdy do niej wrócę? Opiszę ci to bardzo wyraźnie. Tylko się uśmiechnie i zaciągnie znów do łóżka, mówiąc, że nie może się doczekać i chce mnie poczuć jak najmocniej i jak najszybciej. Zacznie mnie całować po całym ciele nie omijając żadnego skrawka, a ja jej na to pozwolę. Potem zamienimy się rolami, to ja będę całował jej usta, piersi i będę schodził w dół, słuchając jej jęków, gdy będzie prosiła o więcej. Zacznę całować jej uda, by dojść do jej łechtaczki i wtedy krzyknie moje imię i zaciśnie palce na moich włosach. Będę ją pieścił tak długo aż dojdzie krzycząc „zabiję cię, jeśli teraz odejdziesz”. Potem zacznę się z nią kochać. Powoli, bo wiem, że mam na to całą noc. Będę patrzył w jej zamglone oczy, czując jak wbija mi paznokcie w plecy, błagając o jeszcze. Gdy zacznie jęczeć z rokoszy, zwolnię tempo by poczuć jak obejmuje mnie nogami i wejdę w nią najgłębiej jak się da, a ona tylko westchnie. Potem pozwolę jej przejąc stery. Przewróci mnie na plecy i zacznie się ze mną kochać tak jak uwielbia. Szybko i bez hamulców. Zobaczę jak dochodzi, masując jej pośladki, będę czuł jak jej wilgotne od naszego potu włosy muskają moje ciało. Potem będę się z nią kochał jeszcze kilka razy, aż nie zacznie usypiać, ze zmęczenia. Wtedy zrobi to samo co robi od tygodni. Uklęknie przede mną i weźmie w usta. Zacznie mnie pieścić i ssać, bo wie, że to uwielbiam i jej też sprawia to mnie małą radość. Będzie czuła jak robię się coraz twardszy w ustach. Potem znieruchomieje i poprosi mnie o coś. Chwilę później zaśnie wtulona we mnie, ale zanim to zrobi wyszepcze mi do ucha „ kocham cię, Draco”. Wiesz, jaki zostawiłem jej znak? Na piersi ma wytatuowanego smoka, na pośladku moje imię, a w ustach nadal czuje smak mojej spermy, po tym jak prosiła, żebym spuścił się jej w usta.
Draco uśmiechnął się do niego bezczelnie, widząc zazdrość w oczach Gryfona.
-Żal dupę ściska, że już nie jest z tobą i woli mnie? - zapytał cicho - wcale nie jest mi przykro z tego powodu, Weasley. A teraz wybacz, ale ktoś na mnie czeka.
Posłał mu ostatni wredny uśmiech i odszedł w stronę swojego dormitorium.
A tam naprawdę czekała na niego Hermiona, gotowa spełnić każde jego marzenie.

Kilka słów od Nox
wiem, miniaturka jest dość wulgarna i Draco jest ukazany od tej „złej” strony, jednak wena nie wybiera o czym mam pisać, tylko daje co leci.

czwartek, 31 grudnia 2015

Miniaturka XII - Alarm niebieski

Alarm niebieski


-Draco!
Był późny wieczór. Draco był jeszcze w firmie. Przez otwarte okno wpadało świeże kwietniowe powietrze. Sięgał właśnie po wystygłą kawę, gdy do jego gabinetu wpadł Blaise. Jego oczy błyszczały niepokojem i podekscytowaniem.
-Co się stało? - zapytał Draco, przecierając oczy jak małe dziecko.
Na jego lewej ręce błyszczała obrączka. Był zmęczony. Odkąd wrócił z urlopu tydzień temu w firmie panował chaos i wszystko było na niego głowie.
-Hermiona – zaczął Blaise.
-Co?!
-Hermiona jest w szpitalu. Zaczęła rodzić – powiedział szybko Blaise – chodź, jest przy niej Vati i Terren.
Draco rzucił wszystko i wyszedł z gabinetu zaraz za Blaise' m.
Musieli wyjść z głównego budynku i pójść w jakiś zaułek by móc się deportować do Munga.
-Co z nią? - zapytał zdenerwowany Draco.
Właśnie miało się urodzić jego pierwsze dziecko, miał zostać ojcem.
-Nie wiem, Parvati, była u niej tak jak prosiłeś, żeby nie zostawała sama – relacjonował Blaise – no i się zaczęło. Parvati wzięła ją do Munga, wiesz, że jest tam Terren. Potem wpadła na chwilę do domu i powiedziała, że mam cię ściągnąć i zniknęła. Terren jest z Hermioną, bada ją.
-Kiedy się zaczęło? - zapytał tylko Draco.
-Jakieś dziesięć minut temu.
Wybiegli z budynku i skręcili w lewo. Spojrzeli na siebie krótko i deportowali się w tym samym momencie.

~*~*~*~

Wpadli do św, Munga i Draco od razu podszedł do recepcji. Nie zważał na tłok panujący na korytarzu, ani zazdrosne spojrzenia mężczyzn czy pełne uwielbienia kobiet. Wyszedł w końcu prosto z biura, miał na sobie najlepszy garnitur Armaniego z kolekcji wiosennej.
Gdy podszedł do informacji, dziewczyna siedząca za biurkiem zarumieniła się na jego widok. Była to ładna blondynka, ale Draco nawet nie zwrócił na to uwagi. Czarujący pełen obietnic uśmiech też zignorował.
-W czym mogę panu służyć? - zapytała lekko.
Blaise, który deptał Draco po piętach wywrócił oczami.
-Moja żona została tu przywieziona. Gdzie jest? - zapytał natychmiast blondyn.
Uśmiech spełzł z twarzy recepcjonistki.
-Pana nazwisko? - zapytała już z pełnym profesjonalizmem.
-Malfoy. Hermiona Malfoy – rzucił w roztargnieniu.
Dziewczyna sprawdziła coś w papierach.
-Tak, pani Malfoy jest na Sali Porodowej, zajmuje się nią uzdrowiciel Higgs. Proszę poczekać.
-Gdzie. To. Jest? - wycedził Draco.
-Drugie piętro, sala 35.
Już go nie było, za nim podążał Blaise.

~*~*~*~

Gdy wpadli na drugie piętro zobaczyli Parvati i Pansy, która chodziła niespokojnie po korytarzu.
-Co.. - zaczął Draco, ale zatrzymał się gwałtownie słysząc wrzask Hermiony.
-Draco, Draco – zaczęła Pansy – spokojnie, to normalne przy porodzie.
Draco nie słuchał jej, tylko wszedł do Sali.
Natychmiast podszedł do niego jakiś pielęgniarz.
-Tutaj nie wolno, niech pan poczeka... - powiedział i zaczął go bezceremonialnie wypychać na korytarz.
-To moja żona – warknął Draco - chcę ją zobaczyć.
-Jak się pan nazywa?
-A jakie to ma znaczenie?!
Lekarz, który przewodził zabiegowi podniósł głowę. Na oczy opadły mu blond włosy. W oku oczu pojawiły się lekki zmarszczki.
-Jake – powiedział - wpuść go, to jej mąż.
-Na pewno? Ordynator nie będzie zadowolony jeśli to nie on...
-To moja żona – warknął Draco już wkurzony – Hermiona Jean Granger - Malfoy. Chcę. Ją. Zobaczyć.
Pielęgniarz odsunął się.
-Granger! - zapytał Draco i już był przy jej łóżku, widząc jej nienaturalnie bladą twarz.
Lekarze spojrzeli na niego zdziwieni, kto mówi do żony po nazwisku. I to panieńskim? Draco zignorował to i pochylił się w stronę żony.
Zaciskała powieki i zęby. Widać właśnie chwycił skurz.
-Terren, co z nią? - zapytał nie odrywając od niej wzroku.
-Dobrze, jeszcze kilka skurczy i powinno się zacząć – uspokoił go Terren.
-Granger, słyszysz mnie? - zapytał cicho.
Hermiona obróciła głowę w jego stronę. Jej oczy błyszczały, ale gdy zobaczyła męża pojawił się w nich gniew.
-Nigdy, rozumiesz? - warknęła – nigdy więcej!
-Co? - wykrztusił zdezorientowany Draco.
Odpowiedział mu wrzask.
-Granger... - jęknął bezradny.
-Draco, nic jej nie jest – pocieszał go Terren – to normalne.
-Nigdy więcej – powiedziała z trudem łapiąc powietrze – nigdy więcej mnie nie dotkniesz. Rozumiesz? To Twoja wina!
Miejsce zdezorientowania na twarzy Draco, zastąpił lekki uśmiech.
-Jasne, Granger. Sama będziesz o to błagać.
Dziewczyna powstrzymała kolejny krzyk i walnęła go w ramię.
-Nienawidzę cię.
-Wiem, Słońce – szepnął jej do ucha – jak tylko urodzisz i staniesz na nogi... dziewczyno, żyłem w poście dziewięć miesięcy. To będzie orgia...
Hermiona uśmiechnęła się z trudem.
-Jesteś chory, Malfoy.
-Też Ccę kocham, Tygrysico.
Potem tylko krzyczała z bólu.

~*~*~*~

-Kto jest ojcem?
Na to pytanie poderwali się wszyscy.
Draco został wygoniony z Sali, gdy Hermiona zaczęła rodzić.
Teraz stał razem z Pansy, Parvati, Potterem i Blaise' m nie zdolny nic powiedzieć.
Patrzał na pielęgniarkę trzymającą w ramionach małe zawiniątko.
-Sądzę, że to pan – uśmiechnęła się lekko kobieta i podeszła do niego – pani Malfoy powiedziała, że jej męża nie można przegapić. A więc pan Malfoy?
-Tak – mruknął słabo Draco.
-Proszę – kobieta podała mu zawiniątko – to chłopiec, gratulacje.
Draco wziął niepewnie dziecko i spojrzał na nie. Miało zamknięte oczka i był cały pomarszczony. Kilka włosów na głowie miało odcień mokrej platyny. Paluszki miał mniejsze niż sobie to wyobrażał. Na odsłoniętej szyi było widać dwa malutki pieprzyki w pionie. Dziedzictwo Malfoy' ów.
-Jest taki mały – wyrwało mu się bezwiednie.
-Jest zdrowy – powiedziała pielęgniarka – 3,1 kg i 52 cm. Idealny.
-No, Malfoy – mruknął Harry – masz swojego dziedzica.
Draco nie słuchał go.
Patrzał tylko na dziecko w swoich ramionach i nie mógł uwierzyć, że to jego syn. Jego pierwszy syn. I miał nadzieję, że nie ostatni.
-Hej, mały – szepnął – Granger może mówić co chce, ale jesteś nieodrodnym synem swojego ojca. Malfoy Junior. Scorpius Draco Malfoy.
Nagle o czymś sobie przypomniał.
-Co z Granger?
Pielęgniarka spojrzała na niego pytająco.
-Chodzi mu o żonę – mruknęła Pansy, kręcąc głową nad głupotą Draco.
-Dobrze, musi odpocząć, zaraz zostanie przeniesiona na salę ogólną.
-Mogę ją zobaczyć?
-Oczywiście, tylko proszę mi dać dziecko. Musi zostać umyte i przebadane – powiedziała spokojnie pielęgniarka – Przyniosę go do matki, proszę się nie bać.
-Dobrze.
-I panie Malfoy, doktor Higgs prosiłby zajrzał pan do jego gabinetu. To drugi gabinet na lewo w następnym korytarzu.
-Wiem gdzie to jest, dziękuję, siostro – skinął głową Draco i oddał jej dziecko.
Kobieta uśmiechnęła się, skinęła głową reszcie i odeszła.
-Pójdziemy już, Draco – powiedziała cicho Pansy – poradzisz sobie?
-Jasne – powiedział w roztargnieniu blondyn.
-Wpadniemy jutro – dodał Blaise.
Draco uścisnął szybko rękę jemu i Harry' emu. Nie obyło się przy tym bez gratulacji. Pocałował Pansy w policzek, uścisnął Parvati dziękując jej za opieką nad Hermioną i został sam.
Szybkim krokiem poszedł w stronę gabinetu.

~*~*~*~

-Terren? - zapytał otwierając drzwi.
Przy biurku siedział blondyn ze znużeniem pocierając oczy.
-Wejdź, Draco – powiedział cicho.
-Stało się coś? - zapytał zaniepokojony Draco, siadając na przeciwko niego.
-Nie, jestem zmęczony po dyżurze – mruknął Terren i wyciągnął z biurka butelkę Ognistej – nie obrazisz się, co?
-Nie, ale wybacz nie napiję się z tobą, zaraz chcę iść do Granger.
-Wiem – powiedział Terren i nalał sobie pełną szklankę – chcę ci tylko powiedzieć, że Hermiona będzie osłabiona po porodzie. Nie, nic jej nie jest – dodał szybko widząc minę Draco – to normalne. Jeśli dalej będzie miała swoje humorki to wytrzymaj to. To się zdarza po porodzie, szczególnie pierwszym. I przez następne trzy miesiące masz się do niej nie zbliżać...
-Co?! - jęknął Draco.
-Przykro mi, stary – uśmiechnął się lekko Terren – ale przed porodem musieliśmy wykonać standardowe cięcie...
-Terren, mógłbyś mówić tak, żebym zrozumiał?
-Oczywiście, wybacz. Hermiona jest bardzo szczupła, więc przed urodzeniem musieliśmy naciąć jej pochwę. I nie zaczynaj wrzeszczeć. Inaczej było by o wiele gorzej.
-Czyli jak? - zapytał Draco.
-Mam powiedzieć tak żebyś rozumiał i zabrzmi to gruboskórnie czy slangiem lekarzy?
-Żebym zrozumiał.
-Okej, po prostu w czasie porodu pochwa rozszerza się i może nastąpić rozerwanie, dlatego każdą kobietę trzeba naciąć...
Draco uniósł brew.
-No dobra -westchnął Terren – co się stanie jak spróbujesz przecisnąć arbuza przez otwór wielkości cytryny?
-Rozerwie się.
-Bingo, geniuszu. Nie będę ci tego dalej tłumaczył, bo nie mam na to siły. Daj jej spokój na trzy miesiące, znoś jej humory, jeśli będzie je miała i powstrzymaj się przed robieniem kolejnych dzieci przez następne dwa lata i będzie dobrze.
-Czemu dwa lata?
-Bo Hermiona musi się ogarnąć i jej macica musi wrócić do normalnych rozmiarów. A teraz wypad!
-Dzięki- mruknął z sarkazmem Draco, ale wstał posłusznie.
-Gdzie będzie Hermiona? - zapytał.
-Na czwartym piętrze. Zatrzymamy ją przez dwa dni i potem możesz ją zabrać do domu, jakby coś było nie tak to daj znać.
-Okej, dzięki, Terren.
-Jasne, a teraz daj mi pracować.

sobota, 5 grudnia 2015

Miniaturka XI - Strażnik szczęścia

Czy warto było kochać tak, aż do bólu?
Czy warto było starać się tak przez całe życie jak ja?

XxXxXx

Patrzył na nią uważnie, jakby chciał przeczytać wszystkie jej myśli, jakby od tego zależało jego dalsze życie.
Stała przed nim wpatrując się w niego swoimi ślicznymi zielonymi oczami. Loczek, ten sam co zawsze wyglądał jakby miał zaraz opaść jej na oczy, ale nigdy tego nie zrobił.
Patrzał w jej oczy tak intensywnie.
-Skąd mam wiedzieć? - zapytał - po tylu latach muszę mieć pewność, chciałbym tego najbardziej na świecie, ale muszę mieć pewność.
Spuściła wzrok i podeszła do niego tak blisko, że prawie dotykali się. Podniosła głowę i spojrzała w jego orzechowe oczy. Otworzyła usta i wyszeptała cicho dwa słowa, których zupełnie się nie spodziewał.
-Expectro Patronum.
Za jej placami pojawił się jej opiekun. Gdy zobaczył go, serce mu zamarło. Widział swoją kopię, swoją wersję animaga.
Potężny jeleń z ogromnymi rogami przechadzał się za jej plecami.
Spojrzał na nią i wyraz jej oczu sprawił, że serce zabiło mu dwa razy szybciej.
-Przecież...
-Jesteś strażnikiem - powiedziała - strażnikiem mojego szczęścia, żeby nikt mi go nie odebrał.
-Od jak dawna? - zapytał patrząc jej jak zaczarowany w oczy, chciał się nasycić ich widokiem.
-Odkąd pierwszy raz się pojawił. Zrozumiałam kim jest i zrozumiałam co dla mnie znaczy, co Ty znaczysz.
Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, taki którego nigdy nie skierowała w jego stronę, ten najpiękniejszy.
-Kocham Cię, James - powiedziała cicho - mój patronus jest Tobą.
Jej zielone oczy rozbłysły jeszcze bardziej gdy z czułością odsunął jej włosy z twarzy.
-Jesteś dla mnie wszystkim, Lily - wyszeptał - jesteś początkiem i końcem mojego świata.
Nie odpowiadała.
Jej oczy mówiły wszystko czego nie potrafiła mu powiedzieć.
A on wiedział, że odnalazł swoją przystań. Wrócił do domu, choć niedługo ta sama miłość, która błyszczała w zielonych oczach tak jak dała mu wszystko, wszystko miała mu odebrać.
Nawet życie.

~*~*~*~

Zawsze kochałam ten parring.
I tak teraz po pracy przyszło mi do głowy takie małe coś.
Może wam się spodoba.

pozdrowienia i trafionych prezentów od Mikołaja ;)

Nox

After all this time? Always.

Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...