poniedziałek, 16 listopada 2015

Miniaturka VIII - krótka histroria

To była krótka historia...

Spotkali się w jednym z najbardziej pożądanych klubów świata. Pulsujące światło i ogłuszająca, ale wprowadzająca w trans muzyka nie pozwalała na rozmowę czy głębokie spojrzenia w oczy. Wpadli na siebie przypadkowo. Ona przyszła odpocząć od pracy i nawału zajęć jakie miała na głowie w ciągu dnia. Chciała potańczyć, wypić coś, poflirtować trochę chociaż miała chłopaka, ale on nie musiał o tym wiedzieć. Był daleko i tylko to się liczyło. Tańczyła na samym środku parkietu w rytm pulsującej muzyki. Ubrana była w krótką niebieską mini i biały króciutki i prześwitujący top. Na to miała założoną czarną koronkową asymetryczną koszuleczkę. Wiedziała jakie spojrzenia ślą za nią faceci w klubie i była z tego bardzo zadowolona. Brązowe niegdyś włosy teraz były czarne i proste. Sięgały talii i pobudzały wyobraźnię każdego. Bursztynowe oczy podkreślone drapieżnie na czarno przyciągały spojrzenia. Dziesięciocentymetrowe czarne szpilki dopełniały seksowny strój. Była po kilku kieliszkach, ale ogarniała, wiedziała co się w oku niej dzieje. Większość drinków miała za friko. Tańczyła sama. Bardzo, ale to bardzo chciała wzbudzić w kimś dzisiaj zazdrość. Miała taki kaprys. Szukała odpowiedniej osoby. Znów polowała. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu.
On przyszedł do klubu z czystej nudy, bez konkretnego planu. Idąc do baru szukał kogokolwiek, kogoś kto go zainteresuje. Czegoś na co warto zwrócić uwagę i chwilę się pomęczyć. Jasne wręcz platynowe włosy były początkowo zaczesane gładko do tylu, ale teraz były rozsypane i tworzył przyciągający wzrok artystyczny nieład. Stalowoszare oczy patrzały chłodno i obojętnie. Na pełnych ustach igrał lekki zmysłowy uśmieszek, pełen ironii i samozadowolenia. Oj, tak wyglądał jak polujący lew, znający doskonale własne atuty. Co było szczerą prawdą. Jasne niebieskie jeansy były modnie powycierane na udach i kieszeniach. Z tyłu na lewej nogawce miał wyszytego białego orła. Czarna koszula z jedwabiu była po połowy rozpięta, na to miał narzuconą czarną marynarkę. Podszedł do baru, skinął na barmana i już miał drinka. Upił powoli łyka i obrócił się w stronę parkietu. Tysiące ciał i ogrom emocji. Pewnie nie jedna para nie znająca swoich imion, wyląduje dzisiaj w łóżku i więcej się nie spotkają. On też miał na to coraz większą ochotę i miał zamiar zapamiętać to imię, tak dla zasady.
Lustrował wzrokiem kilka dziewczyn, ale jak dla niego to nie było nic ciekawego. Za krótkie nogi, małe piersi, krzywy nos, rude włosy, zajęta (to nie było problemem, ale nie miał ochoty na rozróbę) za DUŻO tapety, nie ten krój brwi. Spojrzał w bok. Blondyna z odrostami na pół głowy, nie. Ruda, loczki i piegi. Nie do końca. Ciemny blond, no no no... nie, ma ślad na lewej ręce po obrączce. Czekoladowe włosy, mniam, ale nie, ten wzrok jest zaćpany.
O, O, KURWA!
Zlustrował dziewczynę od stóp do głów.
Czarne wysokie szpilki, długie opalone nogi, smukła talia, długie czarne włosy, króciutka mini, zaokrąglone biodra, piękny tyłek, biała bluzeczka i ten bardzo interesujący koronkowy dodatek. Czy nie wspominał o tym, że koronki to to co on lubi najbardziej?
Czarne wysokie szpilki, długie opalone nogi (idealne żeby objąć jego biodra), smukła talia (ciekawe czy byłby w stanie objąć ją dłońmi), długie czarne włosy, (jego ręka wpleciona w nie, gdy dziewczyna dochodzi, siedząc mu na udach) króciutka mini, (szybko się jej pozbędzie), zaokrąglone biodra, (oj, tak zostaną jej ślady) piękny tyłek, (będzie miał dzisiaj dużo do roboty) biała bluzeczka(boże, jakie ona skrywa piersi) i ten bardzo interesujący koronkowy dodatek. Czy nie wspominał o tym, że koronki to to co on lubi najbardziej?
Ideał. Brak obrączki czy pierścionka zaręczynowego. Tylko platynowa obrączka na lewym kciuku z różową obwódką. Żaden menel się koło niej nie kręci.
Hej, panienko, dzisiaj będziesz moja.
Obserwował jak uśmiecha się do barmana i bierze dżin z lodem i cytryną. Wypija kilkoma łykami i przesuwa językiem po ustach. Oj tak, będziesz moja skarbie.
Odchodzi w stronę parkietu, seksownie kręcąc biodrami. Na jej tyłku skupia się połowa badziewia w klubie, a ona ma to gdzieś. Zaczyna się bardzo ciekawa piosenka...

sextasy...
way-y-y to fuck-fuck-fuck...
touch
feel
lick
touch... my ass
feel... my lips
smell... my skin
lick... my hips
sextasy

Z chęcią skarbie, już nie długo.
Dziewczyna zaczyna tańczyć. Te dłonie przesuwające się po biodrach i po chwili tuż nad głową.
Dopił drinka i wtopił się w tłum tańczących. Kilka dziewczyn rzuciło mu bardzo jedno znaczące spojrzenia. "Weź mnie, tu i teraz". Zignorował je lekko rozbawiony. Jego cel był tuż przed nim.

Poczuła w tali czyjeś dłonie, które po chwili zsunęły się na jej biodra i tam zostały. Chciała się obrócić, zaciekawiona kto jest na tyle bezczelny, ale uniemożliwiono jej ten ruch. Dłonie na jej biodrach zacisnęły się. Poczuła woń zmysłowych męskich perfum i głos koło ucha.
-Bez pytań, skarbie, tak? - poczuła na szyi gorący oddech i zapach mięty pomieszany z whisky.
Mmm, idealnie.
Skinęła głową i przesunęła obejmujące ją dłonie na uda.
Miała gdzieś, że ma faceta, że w tym momencie zaczyna go zdradzać. Musiała mieć tego faceta, którego dłonie czuła na udach. Musiała wiedzieć jak smakują jego usta i jak posługuje się językiem. Musiała go mieć, inaczej nie odzyska spokoju. Siła jaką emanował była powalająca. Ciężar dłoni na udach, rozpalał wyobraźnię.
Poczuła, że przyciąga ją do siebie,żeby ich ciała ściśle do siebie przylegały. Był wysoki, wiedziała o tym, był wysportowany i miał na sobie jedwab. Tyle wyczuła tylko się w niego wtulając. Jego biodra były wąskie. Hmm, a jakby objąć je nogami, jego język na szyi, dawno tego nie czuła. Obróciła się w jego objęciach i spojrzała mu w oczy.
Pierwsza jej myśl to stal.
Druga o ja pierdole, człowieku....
Trzecia o kurwa jego pierdolona w dupę mać.
Uśmiechnęła się figlarnie i z premedytacją rozpięła jeszcze jeden guzik jego koszuli.
Bez skrępowania zsunął dłonie na jej pośladki.
Doskonale.
Przysunęła się bliżej i zaczęła ruszać biodrami w rytm muzyki.
Dziewczyno, jesteś moja, pomyślał z uśmiechem.
Jego dłoń wsunęła się pod materiał jej mini. Pod spodem miała cieniutkie stringi. Patrząc w jej oczy, zacisnął dłoń na cienkim sznureczku i pociągnął lekko. Rozchyliła usta i przymknęła oczy.
Nagle pomyślał, że już gdzieś to widział, ale nie. Gdyby tak było wiedziałby jak ta dziewczyna się nazywa, jaka jest jej ulubiona pozycja i znał na pamięć każdy szczegół jej ciała i sypialni.
Sugestywna piosenka skończyła się i zaczął remix twista. Uniósł brew. Twista odważyło się tańczyć kilka dziewczyn jakie znał. On sam uważał, że to najbardziej erotyczny taniec, rumba czy salsa się przy tym chowa. Ten stary, oryginalny twist. Bliskość ciał, uda dziewczyny między jego udami i jego dłonie na jej udach i pośladkach.
Roześmiała się i odrzuciła głowę. Ukazała głęboki dekolt i kuszące piersi.
Dziewczyno, wiesz co robisz i wiesz jak skończy się ten wieczór.
Przetańczyli jeszcze kilka piosenek i pochylił się nad czarnowłosą.
-Drinka? - szepnął jej do ucha.
-Z chęcią – uśmiechnęła się.
Przecisnęli się do baru.
Cały czas trzymał dłoń na jej plecach. Dla zasady. Jest jego i nikogo więcej. Była seksowna, nieźle tańczyła i ten uśmiech. Dziewczyna musi wylądować w jego łóżku.
Podeszli do baru, ale wypatrzyli tylko jedno miejsce wolne. Dziewczyna pociągnęła go w tamtą stronę. Popchnęła go na wysokie krzesło barowe. Gdy rzucił jej oburzone spojrzenie ( był wychowany i kobieta, szczególnie kobieta z nim, nie będzie stać w jego towarzystwie) uśmiechnęła się i władowała mu na kolana twarzą do niego. Zaśmiał się jej do ucha i objął w tali.
-Co pijesz? - zapytał swobodnie.
-Wódkę z colą i cytryną – powiedziała.
-Dwa razy – rzucił do barmana.
-Bez pytań? - zapytała, przekrzywiając głowę.
-Bez pytań, bez zobowiązań – skinął głową.
-Okej, w takim razie podaj mi jakiś pseudonim, chyba, że mam cię nazywać Tajemniczym Przystojnym Nieznajomym?
-Nie obraził bym się – zaśmiał się – czemu nie zapytasz o imię?
-Bo mi go nie podasz – odpowiedziała figlarnie – jestem Jean– dodała.
-Imię? - uniósł brew.
-Babki siostry ze strony ojca .
Skinął głową udając, że się zastanawia.
-Luke – powiedział po chwili i zaśmiał się w duchu, podając odmianę imienia ojca.
-Baaardzo miło mi poznać – powiedziała przeciągając lekko samogłoskę.
-Wzajemnie – dodał i podał jej drinka, dziękując barmanowi skinieniem głowy - Zdrowie babki siostry ze strony ojca – powiedział poważnie.
-Zdrowie naszych pięknych mężczyzn – odpowiedziała.
Stuknęli się szkłem i wypili kilka łyków.
Rozmawiali chwilę o nic nie znaczących szczegółach. Już mieli wracać na parkiet, gdy złapał dziewczynę za rękę i obrócił w swoją stronę. Spojrzał jej krótko w oczy i wpił w jej usta. Nie planował tego ani nie żałował. Jean nie zaskoczona, odwzajemniła pocałunek. Rozchyliła usta i pozwoliła mu wsunąć do nich język. To był dobry ruch. Całował niesamowicie. Wsunął jej palce we włosy i przyciągnął bliżej by pogłębić pocałunek.
Odsunął się od niej po bardzo długiej chwili. Uśmiechała się i miała wilgotne usta od pocałunku.
Wrócili na parkiet bez słowa.
Tańczyli bardzo blisko siebie. Miał nieodparte wrażenie, że dziewczyna nie jest tak na co dzień. Nie zachowuje się, tak nie ubiera. I co najgorsze tęskni za tym, bo zabrania jej tego opinia, która jest dla niej bardzo ważna.
Dziewczyna wiła się wokół niego. Był co raz bardziej podniecony. Wiedział, że musi mieć tą dziewczynę i musi zacząć działać.
Zastosował chwyt, który znali ludzie od dekad, każda kobieta wiedziała co się za tym kryje.
-Zmienimy otoczenie? - zapytał w przerwie między piosenkami.
Spojrzała mu na chwilę w oczy i skinęła głową.
Poszli w stronę wyjścia. Szybko wzięła krótką skórę i wyszli. Było koło drugiej w nocy. Szli rozświetlonymi ulicami Londynu, szukając taksówki. W końcu znaleźli jedną i bez ceregieli władowali się do niej.
-Dokąd? - zapytał kierowca.
Spojrzeli na siebie i Luke rzucił adres.
Starszy facet skinął głową i ruszył.
Jean spojrzała na niego figlarnie i usiadła mu na kolanach. Oplotła jego szyję ramionami i zaczęli się całować. Taksówkarz spojrzał na nich we wstecznym lusterku i westchnął cicho.

~*~*~*~

-Jesteśmy na miejscu – mruknął kierowca.
Oderwali się od siebie. W jego oczach był głód.
-Dzięki – powiedział opanowany i dał taksówkarzowi 50 funtów – reszta twoja – dodał i zanim kierowca zdążył coś powiedzieć już ich nie było.
Stanęli przed willą.
-Twoja? - zapytała tylko.
-Aha – mruknął szukając kluczy do furtki.
Znalazł je w końcu, zwinnie otworzył i puścił Jean przodem.
Usłyszała trzask metalu i był tuż koło niej. Czuła jego dłoń na pośladkach. Podeszli do ogromnych drzwi. Nie rozróżniała kolorów bo było za ciemno.
Otworzył drzwi i weszli w mrok.
-Chodź – powiedział ochryple i nawet nie zapalając światła wbiegli na piętro.
Czwarte drzwi na lewo zamknęły się z hukiem, gdy uderzyło o nie ciało Jean. To Luke przyparł ją do ściany i zaczął namiętnie całować. Nie bawił się w delikatność, po prostu zerwał z niej ubranie. Została w samych stringach i szpilkach, ale śmiało patrzała mu w oczy. Oplotła mu biodra jedną nogą, Luke zrozumiał natychmiast sugestię i podniósł ją. Oplotła go nogami i tak jak myślał zrobiła to bez trudu. Westchnęła, gdy zaczął ją całować po szyi. Obrócił się i zaniósł ją do łóżka. Położył ją na chłodnej pościeli i zaraz był nad nią. Rozerwała mu koszulę, nie zwracając uwagi na to, że to jedwab i że jest on cholernie drogi. Odrzuciła ją. Spadła na podłogę z cichym szumem. Przesunęła palcami po jego torsie, zostawiając na nim różowe ślady paznokci. Całował ją po szyi i wiedziała, że zostaną po tym ślady, ale miała to gdzieś. Nic nie było ważne, tylko ten facet tuż nad nią, jego język na jej skórze i chłodne palce oraz jej wrażliwe na jego dotyk ciało.
Zaczęła się szarpać z jego paskiem od spodni.
-Cholera – warknęła, gdy nie chciał się rozpiąć.
Przestał całować jej piersi i zaśmiał się.
-Pomogę Ci, skarbie – szepnął cicho i szybko uwolnił się ze spodni.
Został tylko w bokserkach. Jego usta sunęły po jej szyi, obojczykach, piersiach i brzuchu. Na dłużej zatrzymał się przy jędrnych półkulach, które ledwie mieściły mu się w dłoniach, potem bardzo zainteresował go jej pępek. Jęknęła cicho i zacisnęła palce na jego włosach. Jego cichy śmiech niósł się po pokoju i nikł w mroku. Wygięła się w łuk, gdy dotknął językiem jej wrażliwego podbrzusza. Zmusił ją, żeby leżała spokojnie, jego dłonie podążały śladem języka. Gorący oddech, zastępował chłód delikatnych palców.
Krzyknęła cicho, gdy zerwał jej stringi.
-Luke – westchnęła.
Zaczął masować jej uda i nie dał jej tego co chciała.
Usłyszał jej mruczy pod nosem i to na pewno nie były ody pod jego adresem. Raczej wymyślne przekleństwa.
-Poczekaj – szepnął z ustami tuż koło jej uda.
Jęknęła i wiedział, że ona nie chce czekać. Uśmiechnął się w duchu. Dawno nie miał tak niecierpliwej dziewczyny w łóżku, wiedział, że chciała go już teraz, w tym momencie. Była gotowa i bardzo chętna, a on chciał się pobawić.
Powoli z premedytacją zaczął całować jej stopy, kostki, kolana, uda by przejść do bioder.
-Cham – warknęła.
-Dziękuję – mruknął i musnął delikatnie jej wejście by zaraz się odsunąć.
Wbiła mu paznokcie w ramiona i wiedział, że śladów nie pozbędzie się przez tydzień jak nie dłużej. I po raz pierwszy mu się to spodobało.
Zaczął pieścić leniwie jej łechtaczkę językiem. Szarpnęła się gdy znów się odsunął, w jej mniemaniu stosunkowo za szybko.
-Proszę... - westchnęła gdy znów zaczął całować jej piersi. - proszę cię, Luke...
-Ćśśś, skarbie – szepnął.
-Dlaczego mi to robisz? - jęknęła, gdy jego język niespiesznie sunął po jej obojczyku.
-Zobaczysz. Zaufaj mi. Obiecuję, że nie pożałujesz.
Sytuacja powtarzała się kilka razy. Pieścił ją i zaczynała czuć pierwsze skurcze, chciała tylko dojść, ale właśnie wtedy się odsuwał. Jakby nagle przypomniał sobie, że nie poświęcił ani jednej sekundy innym częściom jej ciała i chciał to nadrobić.
Pojawiły się skurcze, kolejne i wiedziała, że zaraz się odsunie. Nie da jej tego czego pragnie.
-Luke, błagam.. - jęknęła – Boże! - krzyknęła gwałtownie, gdy niespodziewanie wsunął w nią dwa palce – O Bożę, Luke!
Uśmiechnął się z satysfakcją.
Nauczył się tego jakiś czas temu i dalej nie przestało go fascynować.
Powolne, leniwe pieszczoty, po dwóch rundach nie do zniesienia dla dziewczyny, bo po kilku ruchach przychodzą skurcze i pojawia się początek orgazmu. Kilka rund, gdy dziewczyna się wije pod nim i błaga o więcej, a potem raptowna zamiana. Dziewczyna dochodzi na miejscu.
Poruszał palcami jeszcze parę chwil i wycofał się.
Podciągnął się i już patrzał ze spokojem w jej oczy. Były zamglone i przymknięte, usta miała rozchylone i oddychała szybko.
-Jesteś bezczelny, wiesz? - szepnęła.
-Wiem, skarbie, wiem – powiedział i pocałował ją namiętnie w usta.
Ot tak, po prostu jakby znali się od lat i byli razem dobry kawałek czasu.
Niespiesznie poznawał jej usta, ciało, reakcje na jego dotyk, ale nie posunął się dalej. Gdy padła jej niema prośba, że teraz to ona chce coś dać jemu, pokręcił głową z uśmiechem i powiedział „To mój czas, kochanie, nie będziesz chciała innego faceta po mnie”
I miał rację. Wystarczył lekki dotyk, a już płonęła. Szybko załapała, że uwielbia na to patrzeć. Jak jej oczy gasną, bo nie dostała tego czego pragnęła i o co prosiła. Widzieć jej zawiedzioną minę, gdy przerywał kolejny pocałunek.
Błagała, prosiła i obiecywała.
Jakby waliła głową w mur.
-Luke – jęknęła, gdy palił ją nieznośny ogień i nie mogła go ugasić. Jej ciało było tak rozluźnione i rozpieszczone, że nie mogła się ruszyć. - Luke, błagam, proszę, chcę.. proooszę, no proszę...
-Chce znać twoje imię.
-Możemy o tym pogadać jutro?
-Obiecujesz? - zapytał.
-Tak - jęknęła i poczuła, że ściągnął bokserki. Otarł się o jej wejście.
Gdzieś podświadomie wiedziała, że jest idealnie zbudowany. Długi i gruby. Zawsze uważała, że lepszy seks z facetem, który ma penisa grubości jej nadgarstka niż długości jej ramienia.
Jak będzie tym razem?
-Na pewno? - dopytywał się.
-Przysięgam... błagam, chcę cię... już... nie mogę... Luke... daj mi...
Zlitował się widząc jak wije się pod nim i pragnie właśnie jego.
Wiedział, że od teraz będzie każdego faceta porównywać właśnie do niego.
W końcu był Bogiem Seksu.
Wszedł w nią powoli i do końca.
-O Boże – usłyszał jej szept – słodki Jezu, Luke!
Uśmiechnął się.

~*~*~*~

Kolejnych kilka godzin to mieszanina jęków, szeptów, przyspieszonych oddechów, krzyków i śmiechu. Ciał oblanych potem, mokrych czarnych włosów, przyjemności i rozkoszy.

~*~*~*~

Wstawał kolejny dzień.
Jean wtuliła się mocniej w Luke' a.
-Bez pytań i bez zobowiązań? - mruknęła.
-Takie było założenie – zgodził się.
-A co teraz?
-Pomyślę jak się wyśpię – mruknął sennie.
-Nie ma tak, skarbie – szepnęła mu do ucha i usiadła mu na udach.
Chociaż padał ze zmęczenia to wciąż był gotowy i podniecony.
-Jeszcze jedna runda? - zapytał zdziwiony.
Uśmiechnęła się.
Osunęła się na niego powoli i zaczęła poruszać biodrami w leniwym rytmie.
Westchnął zadowolony i złapał ją za biodra, przyciągając bliżej. Odrzuciła głowę do tyłu i poczuł jej włosy na udach. Pociągnął za nie lekko i jęknęła.
-Grzeczna dziewczynka – mruknął.
Pokręciła głową i przyspieszyła tempo.
Zacisnął dłonie na jej biodrach i przytrzymał. Nie ruszała się patrząc mu w oczy. A potem poczuł jak się na nim zaciska.
Zaskoczony, zaczerpnął gwałtownie powietrza.
-No proszę, profesjonalistka – powiedział z uznaniem.
-Jakbyś nie wiedział.
-Za pierwszym razem doszłaś po minucie – zarzucił jej.
-Też trzeba umieć.
Zapadła cisza przerywana jedynie ich oddechami.
W końcu rozległ się cichy gardłowy krzyk Luke' a, a potem jęk Jean, gdy doszła chwilę po nim.
-Chcę to powtórzyć – szepnęła – setki razy.
-Pogadamy jutro – powiedział przewracając się na plecy i przyciągnął ją do siebie.
Przełożyła nogę przez jego biodra i położyła mu głowę na piersi. Objął ją jedną ręką, a drugą niespiesznie sunął od jej piersi do biodra.
Zasnęli wsłuchani w bicie dwóch serc.

~*~*~*~

Luke obudził się gdy słońce już zachodziło.
-Jean? - zapytał, mrużąc oczy przed jasnością.
Cisza.
Sięgnął rękę w bok i natrafił tylko na chłodną pościel.
-Jean? - wychrypiał.
Nic.
Usiadł, krzywiąc się lekko. Głowa go napierdalała jakby wczoraj obalił z cztery Ogniste.
Na szafce nocnej były kartka złożona na pół z pochyłym napisem
Luke”
Sięgnął po nią i rozłożył ją. W środku było kilka zadań.

Tajemniczy Nieznajomy.
Dziękuję, za niezapomnianą noc i kilka dobrych lekcji.
Pamiętasz, że chce to powróżyć? Mam nadzieję. Czekam w tym
samym klubie dzisiaj wieczorem. Odważysz się?
P.S
Chciałeś poznać moje imię,
Draconie Lucjuszu (Luke 'u )Malfoy.
Oto one : Hermiona Jean Granger.


sextasy...
dotknij...
poczuj...
powąchaj...
liż...
dotknij mojego tyłka...
poczuj moje usta...
powąchaj moja skórę...
liż moje biodra..


Kilka słów od Nox
to jedna z pierwszych miniaturek Dramione jakie napisałam.
Chciałam ją wrzucić na bloga wcześniej, ale jakoś nie miałam na to odwagi.
Coś podobnego możecie znaleźć na blogu Roni (tajemnice Hogwartu.blogsopt.com). To jest pierwowzór tamtej historii, ponieważ Roni widziała moją miniaturkę jako pierwsza.


~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Tak sobie pomyślałam, że wrzucę Wam tutaj wszystkie miniaturki, które kiedyś pisałam i wysyłałam później na maila :)

za tydzień następna.

Pozdrowienia,
Nox

wtorek, 20 października 2015

Miniaturka VII cz.2 - w życiu nie ma happy endów...

Gdy ktoś odchodzi na zawsze, odchodzi bez pożegnania...


XxXxXx




Czekając aż się zjawi, obróciła się tyłem do drzwi, by opanować swoje emocje. Bywała w tym domu setki razy i znała go jak własny. Towarzyszyły jej mieszane uczucia, gdy stała przed nim i gdy wiedziała, że nie jest tu już mile widziana.
-Miona? - usłyszała zachrypnięty głos za swoimi plecami.
Znieruchomiała na chwilę, odetchnęła głęboko i obróciła się w jego stronę.
Spojrzała w szaro-zielone tęczówki, mężczyzny który kiedyś był centrum jej życia. Zalały ją uczucia, które tłumiła w sobie od roku. Poczucie niesprawiedliwości, gniewu i rozgoryczenia. Pozwolił jej odejść, w rocznicę ich związku przygotowała kolację, jego ulubione spaghetti, wino, świece. Ubrała się w najlepsze ciuchy. Specjalnie założyła koronki, wstążeczki i szpilki tak jak lubił.
Czekała cztery godziny.
Zgasiła świece.
Wino wypiła sama.
Poprawiła wódką.
Sama ściągnęła koronki i wstążeczki, sama położyła się spać.
Sama również się obudziła.
Po dwóch tygodniach zrozumiała, że nie wróci.
Że została sama. Że nie będzie drugiej rocznicy, że nie będzie więcej czułych słówek ani jego.
Zapadł się pod ziemię.
Chodziła po mieście, ale nigdy na niego nie wpadła.
Ściągnęła łańcuszek od niego, kolczyki i wszystkie pamiątki schowała głęboko w szafie.
Ale nie zapomniała.
Nie zapomniała przez rok, nie zapomniała nawet wtedy, gdy oświadczył się jej ktoś inny.
I teraz stojąc przed nim, zrozumiała, że nie zmieniło się nic.
Nie zapomniała.
Nadal kochała.
Jego ciało nadal ją przyciągało, a tęczówki nadal były najpiękniejszymi na świecie.
Nadal był najważniejszy.
-Hermiona? - powiedział, gdy milczała.
Rzadko używał jej pełnego imienia.
-Draco - powiedziała w końcu.
-Co Cię sprowadza? - zapytał.
-Potrzebuję od Ciebie zgody - powiedziała.
-Zgody? Na to? - zapytał, nie rozumiejąc.
Wzięła głęboki oddech.
-Może wejdziesz? - zapytał widząc, że zapowiada się na dłuższą rozmowę.
-Nie - zaprzeczyła gwałtownie - posłuchaj, wychodzę za mąż i...
-Wychodzisz za mąż? - przerwał jej ostro - za kogo?
Spojrzała mu w oczy jakby chciała go przeprosić.
-Terrence Higgs.
- Terren? - Draco zabrakło słów.
Jego przyjaciel, jego były najlepszy przyjaciel.
-Tak - powiedziała łagodnie - Terren. Nie lubię do tego wracać, ale potrzebuje od Ciebie zgody.
-Jakiej zgody? - warknął - podjęłaś decyzję.
Hermina zignorowała jego prowokację. Zawsze tak robił jak chciał coś ugrać. Tym razem mu się nie uda.
-Dałam Ci swojego czasu łańcuszek...
-Chcesz go z powrotem? - zapytał jakby brzydził się tym, że po roku chce zwrotu błyskotki.
-Gdybym ją chciała, przyszłabym wcześniej - warknęła - rzuciłam na nią zaklęcie. Zaklęcie Wierności, które nie pozwala mi podpisać aktu małżeństwa.
-Wierności? - prychnął Draco - spodziewałaś się zdrady?
-Nie - powiedziała cicho, patrząc mu w oczy - dałam Ci ten łańcuszek razem z przysięgą wierności.
Draco dawno nie widział jej brązowych oczu. Dopiero teraz zobaczył w nich rozpacz i niesprawiedliwość. Po chwili wszystko znikło. Jakieś światełko w nich zgasło.
-Proszę, daj mi go na chwilę i już mnie nie ma. Tylko po to tu przyszłam - powiedziała unikając jego wzroku.
Patrzył na nią jakby widział ją pierwszy raz w życiu. Jej oczy były ciemniejsze niż zawsze. Włosy wróciły do dawnej długości. Sięgały prawie bioder. Była chudsza niż kiedyś, ale figurę nadal miała piękną.
-Hermiona... - zaczął - ja...
-Draco, nie chcę do tego wracać - powiedziała stanowczo - daj mi ten łańcuszek i mnie nie ma.
Westchnął cicho i sięgnął do karku.
Spod bluzy wyciągnął srebrny łańcuszek z mieniącą się zawieszką w kształcie litery "M".
Hermiona natychmiastowe poznała ten łańcuszek. Sama mu go dała.
Nadal go nosił.
Jakaś struna w jej sercu, o której nie miała pojęcia, że jeszcze żyje, drgnęła mocno, powodując ból. Wspomnienia napłynęły tak szybko...


~*~*~*~*~*~


Hermiona siedziała na ławce w parku. Ściągała właśnie łańcuszek z literką "D". Schowała go do srebrnego pudełeczka. Ściągnęła również pierścionek z palca serdecznego i również włożyła do pudełeczka. Wyciągnęła takie samo z torebki i uśmiechnęła się.
Teraz może czekać na Draco.
Zjawił się chwilę później i usiadł koło niej na ławce.
Hermiona nawet na niego nie spojrzała.
-Miona? - zapytał zaniepokojony.
Pokazała mu nagi dekolt, nie ozdobiony niczym. Potem machnęła ręką bez obrączki.
-Miona, co się stało?
Sięgnęła do torebki i dała mu srebrne pudełeczko.
Draco wziął je niepewnie do ręki. Znał je. Sam kupił je dla Hermiony.
-Dlaczego? - zapytał pobladły.
-Otwórz - powiedziała chłodno, patrząc na niego z ukosa.
Spojrzał na nią, a potem otworzył.
Przez chwilę nie wiedział na co patrzy.
Hermiona roześmiała się i spojrzała na niego.
-Wszystkiego najlepszego, Słoneczko - powiedziała z uśmiechem, przytulając go.
Oszołomiony Draco, przytulił dziewczynę, patrząc na zawieszkę w kształcie literki "M".
-Kocham Cię - szepnęła mu do ucha.
-Dziewczyno, dostałem zawału!
Hermiona tylko się roześmiała.


"Czasem graniczę ktoś przekracza, a w życiu? nie ma powrotów,
czas przecież nigdy nie zawraca..."




~*~*~*~*~*~


-Masz - powiedział oschle Draco - czaruj.
Hermiona ocknęła się ze wspomnień.
Draco już nie jest jej...
Wyciągnęła różdżkę i złapała błyskotkę.
-Też musisz go trzymać - powiedziała cicho.
Draco złapał za misterny łańcuszek.
Poczuł jak przez srebro przechodzi magia. Przez chwilę miał wrażenie, że Hermiona znów jest jego. Przez jego ciało przeszło uczucie ciepła i czułości, które nie towarzyszyły mu od roku.
Potem wszystko zniknęło.
Hermiona schowała różdżkę i puściła łańcuszek.
-Dziękuję- powiedziała Hermiona.
Odwróciła się i wyszła na dwór.
-Miona!
Spojrzała na niego przez ramię.
Patrzył na nią uważnie. Tak jak kiedyś.
-Wyzdrowiałaś?
Hermiona podniosła brew.
-Anemia? Kręgosłup?
-Kręgosłup w porządku. A anemia nawraca. Żyje - wzruszyła ramionami.
-Jesteś szczęśliwa? -zapytał cicho.
Uśmiechnęła się.
-Pytasz czy jestem tak szczęśliwa jak z Tobą?
Draco zawahał się przez chwilę, a potem kiwnął głową.
-Nie będę was porównywać.
-Ale...
-Draco- przerwała mu - odszedłeś. Czekałam na Ciebie. Bardzo długo czekałam. Ale którego dnia zrozumiałam, że nie wrócisz. Kochałam Cie. Sam wiesz jak bardzo. Ale jest ktoś kogo kocham bardziej.
-On? - głos Draco przeciął powietrze jak nóż.
-Nie - pokręciła głową - ja sama. Kocham siebie bardziej. Nie chcę więcej cierpieć i czekać aż wrócisz. Byłam z Tobą szczęśliwa, ale nie będę czekać na coś co już nie wróci.
Odwróciła się i odeszła.
Draco nie zawołał za nią.
Nie spodziewała się tego.
Nigdy nie wołał.
Nigdy nie prosił, żeby wróciła.
A ona zrozumiała, że czas nie goi ran, że nic się nie zmieniło, że mimo iż była zaręczona, Draco nie opuścił jej serca.
Dalej należało do niego.


To nie tak, że nie umiem żyć bez Ciebie.
Owszem, umiem.
Tylko się boję.
A życie polega przecież na pokonywaniu własnego strachu...


XxXxXx


Podoba się?
Nox

wtorek, 13 października 2015

Miniaturka VII cz.1

Najtrudniej jest pogodzić się z przeszłością, zaakceptować fakt, że to co było nigdy nie wróci.
Nic już nie będzie takie samo.


XxXxXx




Ciemnowłosa kobieta stała przed furtką domu. Spoglądała na niego z napięciem.
Musiał być w domu. Musiał. Ta wizyta nie mogła pójść na marne. Za dużo ją to kosztowało.
Zdecydowanym ruchem odsunęła zasuwę od furtki, która przesunęła się z cichym jękiem. Pchnęła furtkę i weszła na podwórko. Przeszła wyłożoną białą kostką ścieżka do drzwi frontowych. Po dwóch schodkach weszła na ganek. Obrzuciła wzrokiem okna i nieruchome firanki.
Nie ma nikogo? Ten dom zawsze był pełny ludzi.
Odetchnęła dwa razy i zapukała.
Raz Merlinowi śmierć.
Z głębi domu dało się słyszeć szczekanie psa i czyjeś kroki.
Odetchnęła jeszcze raz, gdy rozległ się dźwięk przekręcanego klucz w zamku i szczęk otwieranych drzwi.
W progu stanęła czarnowłosa kobieta w ciemno niebieskiej sukience do połowy ud. Zmrużyła zielono-szare oczy widząc gościa.
-Nie jesteś tu pożądaną osobą - warknęła i odsunęła się z progu, by zamknąć drzwi.
-Nie Twój interes - odparowała ciemnowłosa.
-Jak najbardziej mój, bo to mój kuzyn - uśmiechnęła się ironicznie pani domu.
-Zawołaj go, albo zacznę krzyczeć, nie mam czasu - powiedziała zmęczonym głosem kobieta.
-Po tym co mu zrobiłaś...
-Widać wybielił siebie - weszła jej w słowo ciemnowłosa - a powiedział co zrobi mi? Wątpię - dodała szyderczo.
Pani domu nie odezwała się, mierząc wzrokiem kobietę przed drzwiami.
-On cierpi - powiedziała w końcu.
-Trudno mi w to uwierzyć - prychnęła i oparła się o futrynę - mamy zacząć krzyczeć?
Gdy czarnowłosa nie odpowiedziała, nabrała powietrza i otworzyła usta.
-Zamknij się. Zawołam go - warknęła i trzasnęła drzwiami.
Ciemnowłosa uśmiechnęła się ponuro.
czekała ją najtrudniejsza rozmowa z tym mężczyzną.


~*~*~*~


Chcecie więcej?

niedziela, 11 października 2015

so cold...

Życzę Ci, żebyś patrząc w Zwierciadło Ain Eingarp, nigdy nie zobaczył ludzi, których kochasz...






Nox


poniedziałek, 28 września 2015

...

bierzesz gorącą kąpiel, żeby nie czuć wewnętrznego chłodu...


~*~*~


chcielibyście jeszcze przeczytać coś ode mnie?

After all this time? Always.

Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...