sobota, 14 maja 2016
niedziela, 31 stycznia 2016
Miniaturka XIV - Are
Are
-
Wiesz - westchnęła Hermiona - przez pół roku nie było mnie w
kraju...
-To
gdzie byłaś? - zapytała tylko Pansy.
-W
- zawahała się z odpowiedzią - w Norwegii...
-Co?
- przerwała jej ostro Pansy- przecież ty nienawidzisz zimna!
Uśmiechnęła
się ponuro.
-Niech
to zostanie u mnie. Byłam w Norwegii i wiesz, spotkałam faceta...
-Zdradziłaś
Draco? - zapytała chłodno brunetka - Draco?
Hermiona
wzruszyła ramionami.
-On
też miał wiele przez ten czas - odpowiedziała tylko.
-Co
dalej?
-Ten
facet... Are - uśmiechnęła się lekko - on był przeciwieństwem
Draco - powiedziała jakby nieświadomie - Miał chyba jakieś
powiązania z arystokracją. Był pewny siebie i nonszalancki. Ciemne
włosy, naprawdę czarne oczy, wysoki, przystojny i ten chłód w
oczach. Tylko to ich łączyło. Miał w sobie taką władzę i
autorytet... Ta siła... Ale potem zaczęłam dostrzegać coś czego
nie widziałam wcześniej. Siła była tylko sprytnymi czarami,
władzę miał. bo miał to jego ojciec i cała rodzina. Pewny siebie
był tylko do ludzi niższych społecznie od niego. Nonszalancja to
była zwykła pycha, że jest kimś lepszym. A autorytet.. no cóż,
widziałam jak rozmawiał z tamtejszym Ministrem... był przerażony
i jąkał się jak niemowlę. Nie tego szukałam. Poza tym -
westchnęła ciężko - przez te pół roku spałam z nim tylko raz.
Naprawdę. Ale niczego nie czułam. Wiem, że to głupota ci o tym
mówić... nie powinnam...
-Mów!
- powiedziała z naciskiem Pansy.
-Ja...
Pan, ja naprawdę... nie wiem. Na Arego leciała prawie każda
kobieta, a ja go miałam, ale miałam go gdzieś. Wszędzie
rozpowiadano jaki to on jest dobry w łóżku, a mnie nie umiał
rozpalić! Po prostu, robił to samo co każdy facet, a... - Hermiona
pokręciła głową zrezygnowana - ja nic nie czułam.
-Hermiono
Jean Granger - powiedziała Pansy - posłuchaj mnie uważnie, bo
więcej nie powtórzę i nie jest to dla mnie łatwe. Draco był moją
pierwszą wielką miłością. Byłam i nadal jestem jego
przyjaciółką, ale również jego byłą. Żaden facet nie działa
na kobiety tak jak Draco. Żaden. A ty miałaś coś czego nie miała
żadna jego dziewczyna czy nawet ja - dodała nieskromnie Pansy, ale
każdy kto znał Dracona wiedział, ile dla niego znaczy Pansy -
miałaś jego serce. Tak, dziewczyno, na wyciągnięcie ręki. Draco
nigdy, przenigdy nie wariował na punkcie żadnej dziewczyny tak jak
na tu odbiło na twoim punkcie. Choć jestem jego byłą i szczęśliwą
mężatką, to Draco zawsze zostanie dla mnie wzorem faceta. Nikt nie
umie się kochać tak jak robi to Draco, nikt. Miałam wiele facetów
po nim i przed. Każda, która wyszła z jego sypialni nie czuła
tego samego z innym facetem. Ten dotyk i chłód w oczach... - Pansy
pokręciła głową - tego się nie zapomina.
-A
Harry? - zapytała bezwiednie Hermiona
-Granger
- zmarszczyła brwi Pansy - byłaś z Harrym, wiesz jaki jest i wiesz
jaki jest Draco. Byłaś z nim i wiesz jak się kocha w takim samym
stopniu jak ja. Ten chłód w oczach, opanowanie nawet wtedy, gdyty
krzyczysz i jego palce na skórze, zresztą znasz to. A ten facet z
Norwegii, Are... to tylko marna kopia Draco. On nigdy nie tracił
rezonu ani zimnej krwi jak rozmawiał z ludźmi swojego stanu,
baronem, królem czy cholera wie kim. Draco ma większą władzę niż
minister i jego ojciec za swoich najlepszych lat. Czy musiałaś
marnować pół roku życia żeby się o tym przekonać?
-O
czym? - prychnęła Hermiona, bo ton Pansy zaczął ją wkurzać, a
po za tym dziwnie się poczuła jak powiedziała do niej Granger.
Dawno nie używała tego nazwiska.
-Kochasz
go.
-Kogo?!
-Nie
udawaj idiotki, bo nią nie jesteś! Po jaką cholerę jechałaś na
drugi koniec świata? Po to żeby uciec od Draco, od władzy jaką
miał w całej Anglii! Czy to nie tego chcesz do faceta? Władzy,
żeby zapanował nad tobą? Dziewczyno, Draco jest tym draniem,
którego potrzebujesz! Niepotrzebny ci żaden Are, Mare czy Villemo!*
(imię nadawane i chłopcom i dziewczynką) tylko Draco!
-Pan,
ja...
-Dziewczyno,
czemu się wahasz?
-Kiedyś,
kiedyś - zaczęła powoli - Draco powiedział mi, że uwielbia się
bawić. Że żadna dziewczyna go nie usidli i że szybko się nudzi.
Dlaczego mi ma się udać?
-Dobra,
Granger. Zaczynasz dramatyzować. Draco Ccę kocha...
Hermiona
zaśmiała się.
-On?!
Draco i kochanie kogokolwiek? Pansy, proszę cię! On nie widzi
świata po za czubkiem własnego nosa! Liczy się tylko szanowny Pan
Malfoy na Malfoy Manor i jego cholerna arystokratyczna duma!
-A
nie za to go kochasz? - zapytała spokojnie Pansy patrząc w jej
oczy.
Z
twarzy Hermiony spełzł uśmiech. Ramiona opadły, a oczy zgasły.
Przez kilka chwil unikała spojrzenia Pansy, a potem spojrzała w jej
chłodne zielone oczy.
-Właśnie
za to – szepnęła, w jej oczach zabłysły łzy.
~*~*~*~
-Pan...
ja, ja się boję - szepnęła Hermiona chwilę po tym jak się
uspokoiła i przestała płakać.
Położyła
głowę na kolanach Pansy.
-On
uwielbia zabawę i spontaniczność... Boję się, że on mnie kiedyś
zostawi. Owszem, jest tym draniem, którego mogłabym kochać, ale...
-Granger,
zrozum... - westchnęła Pansy - on już taki będzie. Jeśli cię
zostawi to tylko po to żeby ci pokazać, że on cierpiał jak cię
nie było. Ale nie zrobi tego.
-Skąd
ta pewność? - mruknęła Hermiona.
-Bo
sama myśl, że miałby Cię znów stracić go przeraża.
piątek, 15 stycznia 2016
[*]
Alan Rickman
1946 - 2016
stał się gwiazdą i teraz świeci na niebie jako najjaśniejsza z nich...
Na wiele lat zostanie w mojej pamięci.
sobota, 9 stycznia 2016
Miniaturka XIII - Zaklęcie
+18+
-Malfoy!
- zawołała Hermiona, goniąc go korytarzem, na którym pałętało
się parę osób.
-Nie
teraz, Granger. – odpowiedział.
Gryfonka
zdziwiła się. Już dawno nie odnosił się do niej w taki sposób.
-Malfoy,
czekaj! - zawołała jeszcze raz i dogoniła go.
Draco
stanął bokiem do niej.
-Tygrysico,
Blaise coś chce, później do ciebie wpadnę – powiedział, nie
patrząc na nią.
-Draco,
co się dzieje?
-Blaise
na mnie czeka.
-Nie
kłam, Diabeł jest z Parvati – powiedziała zniecierpliwiona i
stanęła z nim twarzą w twarz.
Zachłysnęła
się powietrzem.
-Draco...
- wyszeptała – kto ci to zrobił?
Delikatnie
uniosła jego głowę i odsunęła włosy z oczu i skroni. Oczy miał
zakrwawione i wiedziała, że to ślady po ciosach, zaklęcia nie
dały rady zlikwidować rozbitych krwinek. Wargę miał rozcięta i
zaczerwienioną, nie chciała się zagoić. Na skroni, miał wyryte
słowo, Hermiona wiedziała, że to zaklęcie nie było legalne.
Litery barwiły się na czerwono, odcinając się od jego mlecznej
skóry i układały się w napis "szmata".
Draco
znów miał na sobie maskę. Uniósł arogancko głowę jeszcze
wyżej.
-A
jak myślisz? - zapytał chłodno -twój były.
Hermiona
wyciągnęła różdżkę i dotknęła nią lekko ust Draco i
wyszeptała zaklęcie. Opuchlizna zniknęła.
-Zamknij
oczy – szepnęła łagodnie.
-Nic
to nie da – syknął, upokorzony.
-Draco,
proszę – powiedziała błagalnie.
Rzucił
jej urażone spojrzenie i zamknął swoje szare oczy. Kolejne
zaklęcie i Draco otworzył oczy.
-Trochę
lepiej – powiedziała i odsunęła jego włosy ze skroni – nie
ruszaj się.
Nie
dotknęła napisu, wiedziała, że to zaboli. Przesunęła nad nim w
powietrzu palcem, jakby chciała coś sprawdzić.
-Przyjdź
do mnie za godzinę – powiedziała stanowczo – proszę cię,
Draco.
-Po
co? - wzruszył ramionami.
-Przyjdź
– powiedziała wspinając się na palce, musnęła jego wargi
ustami i odbiegła.
***
-Ron!
- rozległ się ostry ton w pokoju wspólnym Gryfonów.
Rudzielec
siedział koło komina razem z Harry' m i siostrą.
-Czego
chcesz, Granger? - zapytała Ginny.
Hermiona
zignorowała ją. Byli w pokoju tylko we czwórkę.
-Jak
mogłeś, Ron? - warknęła wściekła - co cię do cholery, napadło?
-Tak
lepiej wygląda – uśmiechnął się paskudnie Ron – a co,
poskarżył ci się?
Hermiona
podeszła do niego i gwałtownie pochyliła się nad nim, wbijając
mu boleśnie nogę w krocze. Złapała go za koszulkę i przybliżyła
do swojej twarzy. Ron miał okazję zobaczyć jej kształtne piersi
pod luźną bluzką i znów żałował, że ona już nie jest jego.
Hermiona spojrzała mu prosto w oczy, które błyszczał gniewem.
-Nigdy
więcej nie dotykaj mojego faceta, rozumiesz? - wysyczała mu cicho
do ucha – nie waż się tknąć mojego Draco, bo cię zabiję, a
wiesz, że jestem do tego zdolna.
-Nie
podoba ci się taki? - wycharczał Ron.
Hermiona
docisnęła nogę i na dodatek wbiła mu paznokcie w szyję.
-Draco
jest mój – powiedziała – nie odbierze mi go nikt, a już na
pewno nie takie beztalencie jak ty.
Gryfonka
wyciągnęła różdżkę i wyszeptała zaklęcie.
Ron
zgiął się w pół.
Poczuł
jak w jego krocze wbija mu się nóż.
Miał
czuć się tak już zawsze gdy spróbowały dotknąć Draco lub
kochać się.
-Rusz
go, a dokończę – szepnęła Hermiona i wyszła trzaskając
drzwiami.
***
-Malfoy!
Draco
obrócił się powoli.
Za
nim stał Rudzielec.
-Czego?
-Jak
tam skroń? - uśmiechnął się wrednie Ron.
-Świetnie
– uśmiechnął się lekko Draco i odsunął włosy z czoła.
Ron
otworzył szerzej oczy. Nie było śladu po zaklęciu. A miało nie
zejść! Miał mieć je już zawsze.
-Zdziwiony?
- uśmiechnął się blondyn – moja kobieta się tym zajęła –
dodał podkreślając moja.
Podszedł
bliżej Gryfonka i uśmiechnął się bezczelnie.
-Wiesz
jak mi to wynagrodziła? - wyszeptał cicho – przez całą noc nie
zmrużyłem oka. Bardzo mi współczuła – mówił dalej Draco, a
Ron nie był zdolny do żadnego ruchu – nie masz pojęcia jak
głośno krzyczała moje imię w czasie orgazmu. Albo jak prosiła
bym kochał się z nią szybciej. Jak błagała o to żebym ją wziął
jak najszybciej, bo jest już mokra i nie może czekać. Wiesz, co mi
się spodobało najbardziej? Jak mnie przepraszała, tyle, że ustami
– Draco uśmiechnął się wrednie – szybko się tego nauczyła.
I zawsze się jej podobało. Jest bardzo inteligenta, nie uważasz? I
ten język... A, zapomniałbym o najlepszym – wyszeptał cicho -
Zawsze będzie już moja, ma mój znak na piersi i pośladku. Była
zadowolona jak go robiłem, szczególnie na pośladku. Wiesz czym go
zrobiłem? Ustami. I utrwaliłem zaklęciem. – Draco odsunął się
i niby przypadkiem odsunął koszulę na bok i Ron zobaczył ślady
zębów na jego ramieniu i malinki na szyi schodzące na obojczyki i
pierś – tak – potwierdził, gdy zobaczył jego spojrzenie –
zeszła na sam dół z pocałunkami. Zawsze spełniała moje
życzenia, Weasley. Miałem ją w każdej pozycji, w każdym miejscu,
na wszystkie sposoby i zawsze błagała o więcej. Każda twoja
wyuzdana myśl o niej dla mnie jest codziennością. Ale co tym
możesz o tym wiedzieć? Nigdy jej nie miałeś.
Odsunął
się od Gryfonka.
-Wiesz
co teraz robi? - zapytał cicho – śpi w moim dormitorium. A wiesz
co zrobi gdy do niej wrócę? Opiszę ci to bardzo wyraźnie. Tylko
się uśmiechnie i zaciągnie znów do łóżka, mówiąc, że nie
może się doczekać i chce mnie poczuć jak najmocniej i jak
najszybciej. Zacznie mnie całować po całym ciele nie omijając
żadnego skrawka, a ja jej na to pozwolę. Potem zamienimy się
rolami, to ja będę całował jej usta, piersi i będę schodził w
dół, słuchając jej jęków, gdy będzie prosiła o więcej.
Zacznę całować jej uda, by dojść do jej łechtaczki i wtedy
krzyknie moje imię i zaciśnie palce na moich włosach. Będę ją
pieścił tak długo aż dojdzie krzycząc „zabiję cię, jeśli
teraz odejdziesz”. Potem zacznę się z nią kochać. Powoli, bo
wiem, że mam na to całą noc. Będę patrzył w jej zamglone oczy,
czując jak wbija mi paznokcie w plecy, błagając o jeszcze. Gdy
zacznie jęczeć z rokoszy, zwolnię tempo by poczuć jak obejmuje
mnie nogami i wejdę w nią najgłębiej jak się da, a ona tylko
westchnie. Potem pozwolę jej przejąc stery. Przewróci mnie na
plecy i zacznie się ze mną kochać tak jak uwielbia. Szybko i bez
hamulców. Zobaczę jak dochodzi, masując jej pośladki, będę czuł
jak jej wilgotne od naszego potu włosy muskają moje ciało. Potem
będę się z nią kochał jeszcze kilka razy, aż nie zacznie
usypiać, ze zmęczenia. Wtedy zrobi to samo co robi od tygodni.
Uklęknie przede mną i weźmie w usta. Zacznie mnie pieścić i
ssać, bo wie, że to uwielbiam i jej też sprawia to mnie małą
radość. Będzie czuła jak robię się coraz twardszy w ustach.
Potem znieruchomieje i poprosi mnie o coś. Chwilę później zaśnie
wtulona we mnie, ale zanim to zrobi wyszepcze mi do ucha „ kocham
cię, Draco”. Wiesz, jaki zostawiłem jej znak? Na piersi ma
wytatuowanego smoka, na pośladku moje imię, a w ustach nadal czuje
smak mojej spermy, po tym jak prosiła, żebym spuścił się jej w
usta.
Draco
uśmiechnął się do niego bezczelnie, widząc zazdrość w oczach
Gryfona.
-Żal
dupę ściska, że już nie jest z tobą i woli mnie? - zapytał
cicho - wcale nie jest mi przykro z tego powodu, Weasley. A teraz
wybacz, ale ktoś na mnie czeka.
Posłał
mu ostatni wredny uśmiech i odszedł w stronę swojego dormitorium.
A
tam naprawdę czekała na niego Hermiona, gotowa spełnić każde
jego marzenie.
Kilka
słów od Nox
wiem,
miniaturka jest dość wulgarna i Draco jest ukazany od tej „złej”
strony, jednak wena nie wybiera o czym mam pisać, tylko daje co
leci.
czwartek, 31 grudnia 2015
Miniaturka XII - Alarm niebieski
Alarm
niebieski
-Draco!
Był
późny wieczór. Draco był jeszcze w firmie. Przez otwarte okno
wpadało świeże kwietniowe powietrze. Sięgał właśnie po
wystygłą kawę, gdy do jego gabinetu wpadł Blaise. Jego oczy
błyszczały niepokojem i podekscytowaniem.
-Co
się stało? - zapytał Draco, przecierając oczy jak małe dziecko.
Na
jego lewej ręce błyszczała obrączka. Był zmęczony. Odkąd
wrócił z urlopu tydzień temu w firmie panował chaos i wszystko
było na niego głowie.
-Hermiona
– zaczął Blaise.
-Co?!
-Hermiona
jest w szpitalu. Zaczęła rodzić – powiedział szybko Blaise –
chodź, jest przy niej Vati i Terren.
Draco
rzucił wszystko i wyszedł z gabinetu zaraz za Blaise' m.
Musieli
wyjść z głównego budynku i pójść w jakiś zaułek by móc się
deportować do Munga.
-Co
z nią? - zapytał zdenerwowany Draco.
Właśnie
miało się urodzić jego pierwsze dziecko, miał zostać ojcem.
-Nie
wiem, Parvati, była u niej tak jak prosiłeś, żeby nie zostawała
sama – relacjonował Blaise – no i się zaczęło. Parvati wzięła
ją do Munga, wiesz, że jest tam Terren. Potem wpadła na chwilę do
domu i powiedziała, że mam cię ściągnąć i zniknęła. Terren
jest z Hermioną, bada ją.
-Kiedy
się zaczęło? - zapytał tylko Draco.
-Jakieś
dziesięć minut temu.
Wybiegli
z budynku i skręcili w lewo. Spojrzeli na siebie krótko i
deportowali się w tym samym momencie.
~*~*~*~
Wpadli
do św, Munga i Draco od razu podszedł do recepcji. Nie zważał na
tłok panujący na korytarzu, ani zazdrosne spojrzenia mężczyzn czy
pełne uwielbienia kobiet. Wyszedł w końcu prosto z biura, miał na
sobie najlepszy garnitur Armaniego z kolekcji wiosennej.
Gdy
podszedł do informacji, dziewczyna siedząca za biurkiem zarumieniła
się na jego widok. Była to ładna blondynka, ale Draco nawet nie
zwrócił na to uwagi. Czarujący pełen obietnic uśmiech też
zignorował.
-W
czym mogę panu służyć? - zapytała lekko.
Blaise,
który deptał Draco po piętach wywrócił oczami.
-Moja
żona została tu przywieziona. Gdzie jest? - zapytał natychmiast
blondyn.
Uśmiech
spełzł z twarzy recepcjonistki.
-Pana
nazwisko? - zapytała już z pełnym profesjonalizmem.
-Malfoy.
Hermiona Malfoy – rzucił w roztargnieniu.
Dziewczyna
sprawdziła coś w papierach.
-Tak,
pani Malfoy jest na Sali Porodowej, zajmuje się nią uzdrowiciel
Higgs. Proszę poczekać.
-Gdzie.
To. Jest? - wycedził Draco.
-Drugie
piętro, sala 35.
Już
go nie było, za nim podążał Blaise.
~*~*~*~
Gdy
wpadli na drugie piętro zobaczyli Parvati i Pansy, która chodziła
niespokojnie po korytarzu.
-Co..
- zaczął Draco, ale zatrzymał się gwałtownie słysząc wrzask
Hermiony.
-Draco,
Draco – zaczęła Pansy – spokojnie, to normalne przy porodzie.
Draco
nie słuchał jej, tylko wszedł do Sali.
Natychmiast
podszedł do niego jakiś pielęgniarz.
-Tutaj
nie wolno, niech pan poczeka... - powiedział i zaczął go
bezceremonialnie wypychać na korytarz.
-To
moja żona – warknął Draco - chcę ją zobaczyć.
-Jak
się pan nazywa?
-A
jakie to ma znaczenie?!
Lekarz,
który przewodził zabiegowi podniósł głowę. Na oczy opadły mu
blond włosy. W oku oczu pojawiły się lekki zmarszczki.
-Jake
– powiedział - wpuść go, to jej mąż.
-Na
pewno? Ordynator nie będzie zadowolony jeśli to nie on...
-To
moja żona – warknął Draco już wkurzony – Hermiona Jean
Granger - Malfoy. Chcę. Ją. Zobaczyć.
Pielęgniarz
odsunął się.
-Granger!
- zapytał Draco i już był przy jej łóżku, widząc jej
nienaturalnie bladą twarz.
Lekarze
spojrzeli na niego zdziwieni, kto mówi do żony po nazwisku. I to
panieńskim? Draco zignorował to i pochylił się w stronę żony.
Zaciskała
powieki i zęby. Widać właśnie chwycił skurz.
-Terren,
co z nią? - zapytał nie odrywając od niej wzroku.
-Dobrze,
jeszcze kilka skurczy i powinno się zacząć – uspokoił go
Terren.
-Granger,
słyszysz mnie? - zapytał cicho.
Hermiona
obróciła głowę w jego stronę. Jej oczy błyszczały, ale gdy
zobaczyła męża pojawił się w nich gniew.
-Nigdy,
rozumiesz? - warknęła – nigdy więcej!
-Co?
- wykrztusił zdezorientowany Draco.
Odpowiedział
mu wrzask.
-Granger...
- jęknął bezradny.
-Draco,
nic jej nie jest – pocieszał go Terren – to normalne.
-Nigdy
więcej – powiedziała z trudem łapiąc powietrze – nigdy więcej
mnie nie dotkniesz. Rozumiesz? To Twoja wina!
Miejsce
zdezorientowania na twarzy Draco, zastąpił lekki uśmiech.
-Jasne,
Granger. Sama będziesz o to błagać.
Dziewczyna
powstrzymała kolejny krzyk i walnęła go w ramię.
-Nienawidzę
cię.
-Wiem,
Słońce – szepnął jej do ucha – jak tylko urodzisz i staniesz
na nogi... dziewczyno, żyłem w poście dziewięć miesięcy. To
będzie orgia...
Hermiona
uśmiechnęła się z trudem.
-Jesteś
chory, Malfoy.
-Też
Ccę kocham, Tygrysico.
Potem
tylko krzyczała z bólu.
~*~*~*~
-Kto
jest ojcem?
Na
to pytanie poderwali się wszyscy.
Draco
został wygoniony z Sali, gdy Hermiona zaczęła rodzić.
Teraz
stał razem z Pansy, Parvati, Potterem i Blaise' m nie zdolny nic
powiedzieć.
Patrzał
na pielęgniarkę trzymającą w ramionach małe zawiniątko.
-Sądzę,
że to pan – uśmiechnęła się lekko kobieta i podeszła do niego
– pani Malfoy powiedziała, że jej męża nie można przegapić. A
więc pan Malfoy?
-Tak
– mruknął słabo Draco.
-Proszę
– kobieta podała mu zawiniątko – to chłopiec, gratulacje.
Draco
wziął niepewnie dziecko i spojrzał na nie. Miało zamknięte oczka
i był cały pomarszczony. Kilka włosów na głowie miało odcień
mokrej platyny. Paluszki miał mniejsze niż sobie to wyobrażał. Na
odsłoniętej szyi było widać dwa malutki pieprzyki w pionie.
Dziedzictwo Malfoy' ów.
-Jest
taki mały – wyrwało mu się bezwiednie.
-Jest
zdrowy – powiedziała pielęgniarka – 3,1 kg i 52 cm. Idealny.
-No,
Malfoy – mruknął Harry – masz swojego dziedzica.
Draco
nie słuchał go.
Patrzał
tylko na dziecko w swoich ramionach i nie mógł uwierzyć, że to
jego syn. Jego pierwszy syn. I miał nadzieję, że nie ostatni.
-Hej,
mały – szepnął – Granger może mówić co chce, ale jesteś
nieodrodnym synem swojego ojca. Malfoy Junior. Scorpius Draco Malfoy.
Nagle
o czymś sobie przypomniał.
-Co
z Granger?
Pielęgniarka
spojrzała na niego pytająco.
-Chodzi
mu o żonę – mruknęła Pansy, kręcąc głową nad głupotą
Draco.
-Dobrze,
musi odpocząć, zaraz zostanie przeniesiona na salę ogólną.
-Mogę
ją zobaczyć?
-Oczywiście,
tylko proszę mi dać dziecko. Musi zostać umyte i przebadane –
powiedziała spokojnie pielęgniarka – Przyniosę go do matki,
proszę się nie bać.
-Dobrze.
-I
panie Malfoy, doktor Higgs prosiłby zajrzał pan do jego gabinetu.
To drugi gabinet na lewo w następnym korytarzu.
-Wiem
gdzie to jest, dziękuję, siostro – skinął głową Draco i oddał
jej dziecko.
Kobieta
uśmiechnęła się, skinęła głową reszcie i odeszła.
-Pójdziemy
już, Draco – powiedziała cicho Pansy – poradzisz sobie?
-Jasne
– powiedział w roztargnieniu blondyn.
-Wpadniemy
jutro – dodał Blaise.
Draco
uścisnął szybko rękę jemu i Harry' emu. Nie obyło się przy tym
bez gratulacji. Pocałował Pansy w policzek, uścisnął Parvati
dziękując jej za opieką nad Hermioną i został sam.
Szybkim
krokiem poszedł w stronę gabinetu.
~*~*~*~
-Terren?
- zapytał otwierając drzwi.
Przy
biurku siedział blondyn ze znużeniem pocierając oczy.
-Wejdź,
Draco – powiedział cicho.
-Stało
się coś? - zapytał zaniepokojony Draco, siadając na przeciwko
niego.
-Nie,
jestem zmęczony po dyżurze – mruknął Terren i wyciągnął z
biurka butelkę Ognistej – nie obrazisz się, co?
-Nie,
ale wybacz nie napiję się z tobą, zaraz chcę iść do Granger.
-Wiem
– powiedział Terren i nalał sobie pełną szklankę – chcę ci
tylko powiedzieć, że Hermiona będzie osłabiona po porodzie. Nie,
nic jej nie jest – dodał szybko widząc minę Draco – to
normalne. Jeśli dalej będzie miała swoje humorki to wytrzymaj to.
To się zdarza po porodzie, szczególnie pierwszym. I przez następne
trzy miesiące masz się do niej nie zbliżać...
-Co?!
- jęknął Draco.
-Przykro
mi, stary – uśmiechnął się lekko Terren – ale przed porodem
musieliśmy wykonać standardowe cięcie...
-Terren,
mógłbyś mówić tak, żebym zrozumiał?
-Oczywiście,
wybacz. Hermiona jest bardzo szczupła, więc przed urodzeniem
musieliśmy naciąć jej pochwę. I nie zaczynaj wrzeszczeć. Inaczej
było by o wiele gorzej.
-Czyli
jak? - zapytał Draco.
-Mam
powiedzieć tak żebyś rozumiał i zabrzmi to gruboskórnie czy
slangiem lekarzy?
-Żebym
zrozumiał.
-Okej,
po prostu w czasie porodu pochwa rozszerza się i może nastąpić
rozerwanie, dlatego każdą kobietę trzeba naciąć...
Draco
uniósł brew.
-No
dobra -westchnął Terren – co się stanie jak spróbujesz
przecisnąć arbuza przez otwór wielkości cytryny?
-Rozerwie
się.
-Bingo,
geniuszu. Nie będę ci tego dalej tłumaczył, bo nie mam na to
siły. Daj jej spokój na trzy miesiące, znoś jej humory, jeśli
będzie je miała i powstrzymaj się przed robieniem kolejnych dzieci
przez następne dwa lata i będzie dobrze.
-Czemu
dwa lata?
-Bo
Hermiona musi się ogarnąć i jej macica musi wrócić do normalnych
rozmiarów. A teraz wypad!
-Dzięki-
mruknął z sarkazmem Draco, ale wstał posłusznie.
-Gdzie
będzie Hermiona? - zapytał.
-Na
czwartym piętrze. Zatrzymamy ją przez dwa dni i potem możesz ją
zabrać do domu, jakby coś było nie tak to daj znać.
-Okej,
dzięki, Terren.
-Jasne,
a teraz daj mi pracować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
After all this time? Always.
Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...
-
Diabeł tkwi w szczegółach. ~*~*~*~ Rozdział z dedykacją dla Naaatuuu. Bo jako jedyna rozwiązała Klątwę. ~*~*~*~ Herm...
-
„ Ab ovo” * Horacy ~*~*~*~ Było czwartkowe popołudnie. Lekcje się już skończyły i zmęczeni uczniowie odpoczywali po prawie całym ...
-
Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...
