poniedziałek, 28 września 2015

...

bierzesz gorącą kąpiel, żeby nie czuć wewnętrznego chłodu...


~*~*~


chcielibyście jeszcze przeczytać coś ode mnie?

sobota, 10 stycznia 2015

Miniaturka VI - Co by było gdyby... część V/ostatnia

Nigdy nie uwolnisz się od przeszłości, ona zawsze wraca.


Hermiona zamarła z ręką na klamce.
Miała zamknięte oczy.
Przed oczami stanął jej Andre
Znała swojego syna jak nikt inny na świecie i gdyby miała zdolności plastyczne umiałaby go narysować w pamięci.
Jej jedyny syn miał blond włosy, ale przecież to nic nie znaczy. Miał również niebieskie oczy, ale to nic nie znaczy. Klasyczne rysy, zawsze myślała, że mężczyzna, który oddał nasienie, musiał być bardzo przystojny. Bo czego, jak czego, ale urody nie można było Draconowi odmówić.
Dopóki nie spotkała Alessandro, marzyła czasami, że pozna dawcę, ale nigdy nie myślała, że pozna go w ten sposób...
-Granger? - do jej podświadomości wbił się jego cichy głos.
Nie odpowiedziała.
Odwróciła się powoli i wróciła do fotela, który przed chwilą opuściła. Usiadła w nim i ukryła twarz w dłoniach.
Po chwili usłyszała jak Malfoy siada w drugim fotelu. Usłyszała szczęk szkła i jego głos.
-Wypij, Granger.
Podniosła głowę.
Stawiał przed nią szklankę Ognistej.
Hermiona, która jak zawsze nie przepadała za tym trunkiem, teraz sięgnęła po szklankę z wdzięcznością.
Upiła łyk i skrzywiła się lekko.
Nigdy by nie pomyślała, że Malfoy może być ojcem jej dziecka.
Zastanawiała się nad charakterem Andre i coraz bardziej widziała w nim blondyna siedzącego koło niej.
Andre był uparty, miał to po niej, ale czy na pewno?
Ten upór i pewność w jego ruchach, gracja i wdzięk nawet w wieku jedenastu lat. Takie coś nie zdarzało się często. Cechowało to arystokrację, do której z pewnością należał Draco Malfoy.
-Nigdy bym się nie spodziewała... - mruknęła.
-Nikt by się nie spodziewał - powiedział trzeźwo Draco – przypadki chodzą po ludziach.
-Malfoy - syknęła Hermiona – chciałam mieć dziecko, ale nie chciałam go z tobą, gdybym spotkała Alessandra trzy lata wcześniej on byłby ojcem Andre, a nie przypadkowy facet.
-Ale nim nie jest - uciął Draco. - Trzeba sprawdzić czy mam rację i Andre jest moim synem czy nie.
-A jeśli nim jest? - zapytała Hermiona. – To co wtedy?
Draco nie odpowiedział od razu.
- Jeśli tak... to jest ostatnim Malfoyem, a to zobowiązuje.
-Do czego?
-Na pewno do zmiany nazwiska.
-Na pewno nie – powiedziała stanowczo Hermiona, krzyżując ramiona na piersi – nazywa się Granger-Vigneron i tak zostanie.
-Jeśli zostanie przy tym nazwisku nie przejmie po mnie spadku – odciął się Draco.
-Jestem zdolna utrzymać dziecko i zapewnić mu życie na poziomie – warknęła Hermiona. - Obejdzie się bez twoich pieniędzy.
-Spadek to nie tylko pieniądze, ale również Malfoy Manor i parę innych posiadłości, i pełen skarbiec Gringotta biżuterii i dzieł sztuki.
-A jeśli tego nie przejmie?
-Zakładasz, że to mój syn? - zapytał Draco, spoglądając na nią.
-Pytam, bo chcę wiedzieć jakie mamy możliwości.
-Jeśli tego nie przejmie to wszystko przepadnie. Fortuna może przejść tylko na Malfoya, nie mogę tego przepisać komuś innemu.
-Przepadnie? - podjęła Hermiona, odstawiając szklankę na dębowy stolik.
-Ministerstwo.
-Czemu nie zatroszczysz się o następcę?
Draco skrzywił się i dolał sobie Ognistej.
-Jestem bezpłodny od ośmiu lat – mruknął cicho.
-Jak? - zapytała delikatnie Hermiona.
-Skutek klątwy Voldemorta, gdy wykryli ją w moim organizmie było za późno na szukanie antidotum, które jak myślę nigdy nie istniało.
Hermiona spojrzała w ognień.
Przez dłuższą chwilę panowała cisza.
-Andre to twoja ostatnia nadzieja? - zapytała w końcu.
Draco wstał i podszedł do okna. Spojrzał na błonia i sięgnął pamięcią do lat szkolnych, gdy przemierzał je niezliczoną ilość razy.
-Nie wiem, co o mnie myślisz, Granger – powiedział, nie patrząc na nią – mogę się jedynie domyślać, ale gdy skończyła się wojna chciałem założyć normalną w miarę szczęśliwą rodzinę. Miałem do tego możliwości, ale najpierw chciałem wyjść na prostą, dlatego zacząłem grać. Chciałem się uspokoić. Gdy byłem na badaniach do drużyny wykryli zaklęcie i dowiedziałem się o skutkach. Byłem wtedy zaręczony...
-Nie wiedziałam – powiedziała cicho Hermiona.
-Mało kto wiedział – przyznał jej rację Draco. – Astoria była idealną kandydatką, piękna, bogata arystokratka. Nas było coraz mniej. Chciałem być wobec niej szczery, dlatego powiedziałem jej, że jestem bezpłodny. Odeszła. Jak każda rodzina czystej krwi nie może pozwolić sobie na to, aby pozostać bez dziedzica. Tłumaczyła mi to, potrafiłem ją zrozumieć. Zawsze potrafiliśmy się dogadać. Była płytka, ale życie nauczyło ją współczucia i empatii. Zostałem sam z niczym. Nie mogłem ożenić się z żadną kobietą czystej krwi, a nic innego nie wchodziło w grę. Musiałem myśleć o spadku. Wszystko co zarobiłem i co mogłem przeniosłem na inne konto u Gringotta, ale większość rzeczy musi zostać w skarbcu Malfoyów.
-Co ma do tego Andre? - zapytała Hermiona.
-Andre... musi przejąć nazwisko i spadek – powiedział Draco i wrócił na miejsce koło kominka.
-I nic poza tym?
-Oczywiście chce go poznać prywatnie, żeby z czasem poznał prawdę, kto jest jego ojcem. Dopóki nie będzie mu się działa krzywda nie będę się wtrącał w jego wychowanie, jeśli nasze kontakty ułożą się pomyślnie, drzwi do mojego domu zawsze będą dla niego otwarte.
-A jeśli to nie jest twój syn? - zapytała Hermiona, spoglądając na niego.
Draco zasępił się.
-Nie wiem.

XXX

Hermiona wróciła do domu kilka godzin później, po gruntowym przemyśleniu sprawy.
Andre miałby przed sobą wiele możliwości jeśli byłby Malfoyem. Wiele drzwi otwierało się przed nim na nowo w świecie magii, a tego pragnęła dla niego najbardziej.
-Hermiona? - zapytał Alessandro. – Co się stało?
Oparła się o framugę drzwi w salonie i spojrzała na męża.
Alessandro był jej mężem, partnerem i przyjacielem od dziesięciu lat, uważała go za ojca Andre i kochała go jak nikogo na tym świecie.
Jak przyjmie wiadomość, że być może Andre znalazł ojca? Że być może ktoś zastąpi jego miejsce?
-Andre coś nawywijał? - zapytał Alessandro, podchodząc do niej.
W jego zielonych oczach pojawił się niepokój.
-Nie, z nim wszystko dobrze – powiedziała automatycznie.
-Więc? - dopytywał się.
-Chyba znalazłam ojca Andre – powiedziała niepewnie Hermiona, uważnie obserwując męża.
Jego rysy stężały.
-Jak to?
-Malfoy wpadł na trop – powiedziała cicho – ale to jeszcze nie jest pewne, trzeba zrobić badania DNA...
-Znasz go? - zapytał Alessandro.
-Znam, ale nigdy za nim nie przepadałam – Hermiona spojrzała mu w oczy – Alessandro... nigdy nikt nie zajmie twojego miejsca w moim życiu. Andre pewnie myśli tak samo.
Skinął powoli głową i rozluźnił się trochę.
-Opowiedz mi wszystko – poprosił.

XXX

Dwa tygodnie później Hermiona czekała pod szpitalem na Malfoya.
Próbki do badań wzięła od Andre trzy dni po rozmowie z Draco.
Ustalili z Alessandro, że jeśli badania potwierdzą ich przypuszczenia Andre przejmie spadek Malfoya i jeśli się zaprzyjaźnią, za parę lat powiedzą mu prawdę. Potem wszystko będzie zależało od Andre. Jego decyzją będzie czy uzna ojca czy nie.
-Cześć – usłyszała za plecami.
Obróciła się i zobaczyła Dracona w zwykłych dżinsach i kurtce.
-Cześć - powiedziała.
Musieli zachowywać się jak dorośli ludzie, jeśli mieli załatwić to w miarę spokojnie.
-Stres? - zapytał Draco, otwierając przed nią drzwi kliniki.
-Ogromny – mruknęła Hermiona – nie mów, że jesteś spokojny.
-Nie jestem - przyznał Draco, kierując się w stronę recepcji.
-Nie tutaj – powiedziała Hermiona – idziemy od razu do doktora Skettla, umówiłam nas.
-Im szybciej tym lepiej.
Szli długim korytarzem, aż stanęli przed drzwiami z tabliczką "doktor Lukas Skettel'
Spojrzeli na siebie.
Hermiona odetchnęła głęboko i zapukała do drzwi.

XXX

-Otwórz w końcu tę cholerną kopertę – powiedział zdenerwowany Draco sekundę po tym jak wyszli ze szpitala.
-Tu waży się przyszłość Andre.
-Nie tylko jego – syknął Draco – otwórz na Merlina!
Hermiona drżącymi palcami rozdarła białą kopertę i wyciągnęła z niej arkusz papieru.
Draco zaglądał jej przez ramię.
Hermiona czuła, że nogi ma jak z waty i kręci jej się w głowie.
-To nie jest na moje nerwy... - mruknęła, gdy słowa tańczyły jej przed oczami.
-To mój syn – szepnął Draco, który doczytał się prawdy szybciej niż Hermiona – Granger, to mój syn!
Ludzie, którzy przechodzili koło nich spojrzeli zdziwieni.
-A jednak... - powiedziała Hermiona, a potem była już tylko ciemność.

XXX

Draco prowadził jedną z ostatnich lekcji nauki latania. Ślizgoni radzili sobie całkiem nieźle jak na ich wiek. Okiem znawcy mógł zobaczyć, że dwie osoby mają w sobie wrodzony talent. Albus Potter i jego syn, Andre. Chłopcy znali się od kilku lat przez swoich rodziców i teraz rozprawiali o najnowszym modelu Błyskawicy, który wyszedł w tamtym roku.
-Albus! Andre! - krzyknął.
Chłopcy spojrzeli w jego stronę.
Draco był ogólnie lubianym nauczycielem, szczególnie przez chłopców. Wymagającym, ale sprawiedliwym. Na dodatek był opiekunem Slytherinu...
-Zostańcie ze mną, reszta ma wolne – powiedział.
Obserwował jak uczniowie kierują się w stronę zamku, a dwójka jego wychowanków zbliża się do niego.
-Potter, zapewne wiesz, że twój ojciec grał w szkole, prawda? - zapytał, spoglądając na małego chłopca z burzą czarnych włosów.
-Tak, jako szukający.
-Masz zadatki na szukającego tak jako on – uśmiechnął się Draco, na co buzia chłopca poczerwieniała – jeśli dobrze pójdzie w przyszłym roku dołączysz do drużyny.
Albus uśmiechnął się oszołomiony.
-Naprawdę pan tak uważa? - zapytał.
-Jeśli będziesz się bardzo starał i tego chcesz, to oczywiście – zapewnił go. – A ty, Andre, lubisz latać?
-Tak, proszę pana – odpowiedział grzecznie chłopiec – ale nie mam tego po matce.
Draco uśmiechnął się lekko. "Ma to po mnie".
-Mam przyjemność znać twoją matkę i muszę się z tym zgodzić – przyznał mu rację – może po ojcu...
-Nie znam - uciął rozmowę Andre.
-Może kiedyś poznasz – dodał mu otuchy Draco i pozwolił chłopcom odjeść.
Wczoraj Granger napisała mu, że Andre może zmienić nazwisko jak będzie na to gotowy.
Wszystko układało się po jego myśli.

XXX

Siedem lat później.

-Dlaczego po tym jak skończyłem szkolę muszę do niej wracać? - mruczał pod nosem Andre, idąc za matką i ojcem przez błonia.
-Bo musisz się czegoś dowiedzieć – powiedziała łagodnie jego matka.
-Czego?
-Lubisz Malfoya? - zerknęła na niego Hermiona.
-Nauczyciela latania? - uśmiechnął się Andre. – To przez niego tu jesteśmy?
-Tak, prosił nas o spotkanie – zgodziła się Hermiona.
-Żaden nauczyciel nie rozumiał mnie tak jak on – powiedział cicho Andre.
-Masz okazję z nim porozmawiać – uśmiechnął się Alessandro.
-Cześć – usłyszeli głos z oddali.
Na spotkanie wyszedł im nauczyciel latania. Automatycznie udali się na długi spacer po błoniach.
Przez ostatnie siedem lat Draco utrzymywał kontakty z Hermioną i Alessandro. Polubił ich i zaprzyjaźnił się z nimi. Alessandro zaakceptował to, że Draco jest ojcem Andre. Wiedział, że przybrany syn kocha go i to mu wystarczało.
Hermiona za to bała się reakcji Andre, wiedziała, że jest wybuchowy. Po ojcu.
-Dzień dobry, profesorze – uśmiechnął się Andre.
-Cześć, młody – powiedział Draco, spoglądając na niego - Hermiona, Alessandro.
Uśmiechnęli się do niego.
-Andre, mamy ci coś do powiedzenia i do zaproponowania – zaczęła Hermiona.
Chłopak spojrzał na matkę, na jego czole pojawiła się zmarszczka.
-Wiesz, że nie jestem twoim ojcem – powiedział Alessandro.
Andre skinął głową, wiedziało o tym od dawna.
-Dowiedziałam się, kto jest twoim ojcem, zupełnie przypadkiem – dodała Hermiona – gdybym wiedziała wcześniej twoje życie wyglądałoby inaczej.
-Nie bez powodu jest tutaj mój nauczyciel latania, prawda? - zapytał cicho Andre.
-Nie – zgodziła się łagodnie Hermiona - Draco jest twoim ojcem.
-Wiedział pan? - zapytał z przyzwyczajenia Andre.
-Draco - powiedział blondyn. – Tak, wiedziałem. Chcieliśmy żebyś dorósł i dowiedział się o tym po skończeniu szkoły.
-Dlaczego? - zapytał w miarę spokojnie Andre.
-Skandal - powiedział Alessandro. – Draco jest ostatnim dziedzicem Malfoyów i jest bezpłodny.
-To jak...?
-In vitro – powiedziała Hermiona – Alessandro uznał cię za swoje dziecko tuż po naszym ślubie, gdy miałeś trzy lata. Draco jak byłeś w pierwszej klasie wpadał na to, że możesz być jego synem. Sprawdziliśmy to i okazało się, że to prawda.
-Nie traktowałem cię inaczej, nie faworyzowałem – odezwał się Draco. – Chciałem, żebyś mnie poznał jako człowieka, nauczyciela i trenera, a w końcu...
-...przyjaciela – wpadł mu w słowo Andre.
Draco skinął głową i spojrzał ponad jeziorem na Zakazany Las.
-To twoja decyzja, jeśli uznasz Draco za ojca przejmiesz jego spadek i...
-Mamo – przerwał jej Andre – od początku, ze szczegółami.
Usiedli nad jeziorem i Hermiona zaczęła opowiadać synowi jego historię, a co jakiś czas uzupełniali ją Alessandro i Draco.

XXX

Andre rok po ukończeniu szkoły przyjął nazwisko ojca.
"Prorok Codzienny" rozpisywał się o tym tygodniami.
Początki były trudne. Hermiona zawsze była dla niego matką, a Alessandro ojcem. Dlatego do ojca mówił po imieniu. Łączyła ich pasja do quidditcha i zamiłowanie do książek. Co i raz odkrywali jak dużo mają wspólnego. Lubili tę samą kuchnię, kawę, kolory. Mieli te same przyzwyczajenia, które odkryli dopiero wtedy, gdy Andre zamieszkał z ojcem latem. Dzielił swój czas między rodziców a ojca.
Draco cieszył się, że syn nie jest czystej krwi. Przejął jego majątek, ale sam nie musiał martwić się tym, żeby wyjść za maż i nie popełnić mezaliansu.
Blaise Zabini, gdy dowiedział się, że Draco ma syna, zjawił się u niego w domu z butelką Ognistej i słowami "stary, dzięki mnie masz dziedzica".
Andre planował studia medyczne.
Chciał pomagać ludziom, jednak nigdy nie odmawiał ojcu, gdy ten chciał pograć w quidditcha.
Hermiona, widząc syna kłócącego się z Draco o każdy faul w Mistrzostwach Świata dziękowała Merlinowi za spostrzegawczość Draco.
Gdyby nie on, Andre nie znałby ojca...
Gdyby nie przypadek, Draco zostałby sam...
Gdyby...
A tak wszystko jest dobrze.

~*~*~*~

beta : Muscardinus

Witam!

Ostatnia część.
Mam nadzieję, że Was zadowoli.

Pozdrowienia,
Nox

wtorek, 6 stycznia 2015

Miniaturka VI - Co by było gdyby... część IV



11 lat później

Przeszłość bardzo często do nas wraca

Draco nigdy nie sądził, że jeszcze kiedyś się tu znajdzie.
Odkąd był tu ostatni raz minęło 15 lat z hakiem, ale nic się nie zmieniło.
Do przybycia tutaj zmusiły go okoliczności.
Stara McGonagall poprosiła go o pomoc po tym jak profesor Hooch odeszła na zasłużoną już emeryturę. To, że zgodził się objąć stanowisko nauczyciela latania w Hogwarcie stało się przypadkiem. Na jednym z treningów przed Mistrzostwami Świata spadł z miotły. Wylądował w Mungu na oddziale pozazaklęciowym ze złamaną ręką. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że na pozycji ścigającego potrzebował idealnie sprawnej ręki, a po rehabilitacji nie wrócił do pełnego zdrowia. Mógł latać, ale nie mógł grać zawodowo. Cała drużyna była w szoku, słysząc o jego odejściu z powodów zdrowotnych, ale nie miał innego wyjścia.
Odszedł dwa miesiące przed Mistrzostwami, znalezienie kogoś na jego miejsce w tak krótkim czasie nie było możliwe.
Draco próbował wrócić, próbował grać dalej, ale pogorszył tylko stan ręki i uniemożliwił sobie powrót. Jego rodzina sprowadziła najlepszych magomedyków, najlepszych rehabilitantów mugoli i nic, ręka pozostała częściowo bezwładna. Nie przeszkadzało mu to w życiu codziennym, ale nie mógł trzymać tłuczka wystarczająco mocno, aby grać.
Dlatego dzisiaj, pierwszego września siedział za stołem nauczycielskim w Hogwarcie i przyglądał się jak McGonagall wprowadza do Wielkiej Sali gromadę pierwszoroczniaków.
Z obojętną miną przyglądał się przydziałowi. Padło kilka znajomych nazwisk, jak: Weasley, Potter, Abbott, Parkinson, Nott, Zabini, a nawet Goyle. Przyglądał im się z lekką ironią jak i pewnością, do których domów trafią i tak jak myślał: Gryffindor, Slytherin,  Ravenclaw, Slytherin, Slytherin, Slytherin i Slytherin. Nic się nie zmieniło.
Tylko dwa przydziały wzbudziły u niego szok, bo zdziwienie to za mało powiedziane.
Spodziewał się tutaj Pottera, bo cały świat rozpisywał się o tym, że Potter doczekał się drugiego syna, ale nigdy by się nie spodziewał, że Albus Severus Potter trafi do Slytherinu!
Drugi szok przeżył, gdy McGonagall wyczytała syna Granger.
Andre Granger-Vigneron trafił do Ravenclawu. To go nie zdziwiło, wiedział, że dziecko Granger musi być inteligentne, to było akurat dla niego do przyjęcia. Jednak nigdy nie spodziewał się dwuczłonowego nazwiska brzmiącego z francuskiego jak i wyglądu chłopca...
Miał blond włosy, nie był to ten popularny pszenny blond, ale idealnie platynowy blond. Rysy twarzy proste i (znał się na tym do diabła!) bardzo arystokratyczne, o co było w tych czasach coraz trudniej. Miał dobry wzrok i dostrzegł, że oczy chłopca mienią się niebieskim. Blada cera dopełniała obrazu.
Patrzył na syna Granger i nie wierzył.
Patrzył na niego i … widział samego siebie.
-Longbottom! - syknął - Longbottom!
Neville siedzący koło niego, drgnął i spojrzał na niego.
-Z kim Granger ma dziecko? - wysyczał, nie odrywając wzroku od chłopca, który szedł w kierunku stołu Ravenclawu.
-Nie wiem – Neville wzruszył ramionami – ona sama nie wie. Zaszła wtedy w ciążę przez in vitro, cały świat o tym szumiał.
Draconowi rozjaśniło się w głowie.
Sam był wtedy zdziwiony.
-Ale dwa nazwiska?
-Jak Andre miał 3 lata wyszła za mąż. Alessandro uznał dziecko za swoje. Mieszkali we Francji, ale Hermiona chciała, żeby uczył się tutaj - wyjaśnił Neville.
-Nigdy bym się nie spodziewał – mruknął Draco.
Neville wzruszył ramionami, ale nie odpowiedział.
Nie musiał.
Draco już myślał o czymś innym.

XXX

21 października, Londyn

-Hermiono! - rozległ się krzyk z kuchni.
Hermiona oderwała się od pracy w gabinecie i przeszła do kuchni, żeby spojrzeć na męża, który mieszał coś w garnku.
-Alessandro? Co się stało?
-List do ciebie – uśmiechnął się znad łyżki, którą właśnie wyciągnął z ust – z Hogwartu.
-Co ten dzieciak znów nawywijał – mruknęła Hermiona, sięgając po list, ale na jej ustach błądził czuły uśmiech.

Panno Granger!

Chciałabym, żeby zjawiła się pani w Hogwarcie jak najszybciej.
Nauczyciel latania, Draco Malfoy, pragnie z panią porozmawiać.
Nie podał mi powodu, ale był bardzo wzburzony.

Minerwa McGonagall

Hermiona odłożyła list ze zmarszczonym czołem.
-Co jest? - zaniepokoił się Alessandro.
Popchnęła list w jego stronę. Przeczytał go i spojrzał na nią.
-Czego ten – zerknął w list – Draco Malfoy chce od naszego syna?
-Nie wiem – powiedziała wojowniczo Hermiona i rzuciła okiem na zegarek – ale zaraz się dowiem.

XXX

Draco miał właśnie udać się pod prysznic, gdy rozległo się głośne pukanie do jego komnat.
-Proszę!
Drzwi otworzyły się i stanęła w nich Hermiona Granger, zła Hermiona Granger.
-Granger – powiedział zdziwiony Draco – nie spodziewałem się ciebie tak wcześnie.
- Czego chcesz, Malfoy, od mojego syna? - warknęła Hermiona.
-Wejdź, Granger, musimy pogadać – powiedział spokojnie Draco.
Hermiona zamknęła z hukiem drzwi i spojrzała na niego wyczekująco.
Wskazał jej fotel koło kominka, a sam usiadł w drugim.
-Co się stało? Czy Andre coś zrobił? - zapytała Hermiona.
-Nie, twój syn dobrze sobie radzi, jest grzeczny – odpowiedział Draco. – Uspokój się Granger, to nie z powodu jego nauki cię tu wezwałem – dodał, widząc, że aż drży ze złości.
-A z jakiego powodu? - zapytała już trochę spokojniejsza Hermiona.
-Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale kto jest ojcem, Granger?
-Nie wiem, nigdy się tego nie dowiedziałam – powiedziała. - Poza tym, co cię to interesuje?
-Bo widzisz, z ciekawości sprawdziłem to i JA chyba wiem, kto jest ojcem.
-Skąd możesz to wiedzieć? - prychnęła Hermiona, wstając - to był anonimowy dawca.
Draco odczekał aż dojdzie do drzwi.
-Jedenaście lat temu oddałem nasienie do jedynego banku w Londynie. Dwudziestego marca, a ty urodziłaś dziewięć miesięcy później.
Hermiona zamarła z ręką na klamce.


~*~*~*~
beta : Muscardinus

Dzień dobry!

Czekam na Wasze komentarze :)
A na ostatnią część zapraszam w sobotę.

Do zobaczenia,
Nox

środa, 31 grudnia 2014

Miniaturka VI - Co by było gdyby... część III

Z czego się śmiejesz? O Tobie mówi ta bajka, lecz pod zmienionym imieniem.”
Horacy


Kilka miesięcy później


Draco Malfoy dawno otrząsnął się z tego wstrząsającego zdarzenia jakim był Wieczór Kawalerski Blaise'a i kaca jaki go męczył przez trzy dni po tym wydarzeniu tak, że pomagał mu tylko sok pomarańczowy.
Pochłonęła go praca, gra w quidditcha, praca, gra, praca i gra. Przecież Draco był zawodowcem, grał na pozycji ścigającego w jednej z najlepszych amerykańskich drużyn, Gwiazd ze Sweetwater. Nazwą może nie imponowały, ale grą w ostatnich dwóch sezonach i owszem. Z ostatniego miejsca w tabeli wbili się szturmem do pierwszej piątki i nie marnowali okazji, by jeszcze poprawić swoją pozycję. Gdyby nie koniec sezonu wiosennego, to pewnie zajęliby miejsce na podium.
Draco pocieszał się tym, że następny sezon będzie ich.

Aktualnie przebywał w swoim mieszkaniu na przedmieściach Londynu.
Bywał w nim sporadycznie, bo tylko kilka razy w roku, gdy akurat nie grał na wyjazdach czy nie trenował. Quidditch był całym jego życiem i nie chciał tego zmieniać. Nawet do pięknych kobiet nie ciągnęło go tak jak do gry i adrenaliny jaką niósł ze sobą ten sport.
Teraz, około godziny 8 obudził się całkiem z przyzwyczajenia i nie mógł już zasnąć. Powinien być na treningu za pół godziny. Miał tylko jeden problem. Sezon się skończył, nie będzie treningu. Był w Londynie i musiał czymś zająć czas. Nie mógł spędzić dwóch miesięcy w łóżku i nic nie robić.
Spojrzał na biały rzeźbiony sufit i przekrzywił głowę. Czy on zawsze był taki popękany?
Tak, zawsze. To był ten czas, gdy Pansy bawiła się w projektantkę wnętrz i postawiła na głowie jego mieszkanie. Na pytanie „dlaczego?” odpowiedziała, że musi się uczyć.
Draco nic po niej nie zmieniał. Było ładnie, funkcjonalnie i nowocześnie. Tak jak mu odpowiadało.
Wstał dopiero wtedy, gdy do okna zapukała sowa z poranną pocztą. Otworzył jej okno i wpuścił ją do środka. Już miał je zamknąć, gdy godnym podziwu pikowaniem wpadła do pokoju jeszcze jedna sowa, tym razem z Prorokiem.
Draco zgarnął i pocztę, i gazetę, po czym przeszedł do kuchni. Przeszukał zawartość szafek i znalazł kawę oraz cukier. Gdy ujrzał wnętrze lodówki zdecydował, że musi nauczyć się robić jajecznicę.
Dwadzieścia minut później siedział przy kuchennym stole i zabierał się do śniadania.
W Ameryce przyzwyczaił się do tego, że jadał na tarasie, ale pogoda w Londynie uniemożliwiała mu to, dlatego musiał zadowolić się kuchnią.
Rozłożył się na krześle i otworzył gazetę od razu na sporcie.
-Zjednoczeni na górze tabeli, tak, Potter zawsze miał nosa do szczęścia... Armaty znów na ostatnim miejscu – mruczał pod nosem – czego można się spodziewać po ulubionej drużynie Weasleya... Nawet dziecka nie umiał Granger zrobić, żeby z nim została...
Zamknął gazetę i sięgnął po kawę. Traf chciał, że położył ją pierwszą stroną do góry i opluł ją kawą, gdy zobaczył nagłówek.
-Że co takiego? - wychrypiał, osuszając siebie i gazetę różdżką – Skeeter znów w akcji?
Wszystko wskazywało na to, że jednak nie.
Marszcząc czoło, zaczął czytać artykuł.

Hermiona Granger matką!
Jak dowiedzieli się nasi reporterzy, znana z ocalenia świata i niecodziennej inteligencji Hermiona Granger (lat 24) została matką!
Jest to szokujące dla naszego społeczeństwa, ponieważ panna Granger jest niezamężna, nic nie wiemy również o jej związku, czy choćby przelotnym romansie.
Jednak to prawda. Potwierdził to sam Harry Potter, wychodząc ze szpitala Św. Munga krótko po 9 rano, 9 czerwca.
Tak, Hermiona urodziła dziecko, nie chciała tego ukrywać przed światem, nie jest z nikim związana, dziecko będzie wychowywała sama, to jej decyzja, jednak jej ciężki stan nie pozwala na dalsze rozmowy”
Zapytany o ciężki stan odpowiedział „a pan jakby się czuł, gdyby urodził pan dziecko po 8 godzinach męczarni i skurczy porodowych?”
Poinformował nas również, że jego przyjaciółka nie jest obecnie z nikim związana. Poddała się zabiegowi in vitro. Sprawdziliśmy co to oznacza. In vitro to mugolski sposób na bezpłodność. Kobieta zostaje poddana zabiegowi in vitro (wprowadzenie do macicy zapłodnionej już komórki jajowej w warunkach laboratoryjnych) dzięki czemu może zajść w ciążę w przypadku, gdy partner jest bezpłodny lub go brak, jak w przypadku Hermiony Granger.
To innowacja dla nas” powiedział dyrektor św. Munga „nigdy wcześniej nie wiedzieliśmy o takim rozwiązaniu. Jest to marzenie nie jednej pary czarodziejów, którzy są bezdzietni. Na pewno zrobimy z tej wiedzy użytek.”
Hermiona Granger pokazała drogę wielu czarownicom, które pragną dzieci.
Niestety, nie udało nam się porozmawiać ze świeżo upieczoną matką, a personel szpitala nie udzielił nam żadnych informacji.
I dla nas, i dla matki pozostaje tajemnicą, kto jest ojcem dziecka, ponieważ nasienie pochodzi od anonimowego dawcy.
Co wyrośnie z dziecka, które nie zostało poczęte z miłości, a które jest pozbawione ojca?
Będziemy o tym informować.”

-No tego jeszcze nie było – mruknął zdziwiony Draco, odkładając gazetę. – Może i Granger dała nadzieję czarodziejom, ale jej samej pewnie nikt nie chciał, skoro dziecko nie ma ojca.
Uśmiechnął się drwiąco.
Ciekawie będzie dowiadywać się jak radzi sobie Granger.

XXX

Witajcie!

Kolejna część już dzisiaj z racji tego, że jutro Sylwester i Nox wychodzi i nie wie kiedy wytrzeźwieje, żeby wstawić kolejną notkę.

Co jeszcze mogę wam powiedzieć w tym roku? :)
Cieszę się, że pomimo tego, iż tak często Was opuszczałam wciąż tu jesteście i za to Wam dziękuję.
Mam nadzieję, że będziecie tu zaglądać również w przyszłym, nowym roku.
A więc...
Najlepszego, Kochani!
Żeby ten rok był lepszy niż poprzedni, żeby więcej nas nauczył, żebyśmy znaleźli czas dla najbliższych, bo o to w tych czasach co raz trudniej, żebyśmy nie podejmowali decyzji zbyt pochopnie.
Pogoń za tym, czego pragniemy może być mordercza i odbierać nam siły, tylko po to, żeby na koniec okazało się, że to czego pragniemy mieliśmy tuż pod nosem, dlatego uważajcie na marzenia :)
Mogą być bliżej niż się wydaje.
Żeby spełniły się wszystkie marzenia, te najbardziej upragnione, tego Wam życzę w przyszłym roku :)
Do siego roku!

Pozdrawiam,
Nox

czwartek, 25 grudnia 2014

Miniaturka VI - Co by było gdyby... część II

Bała się, że ten człowiek mógłby kiedyś zniknąć z jej życia...

Harry spojrzał na nią jakby oznajmiła, że rezygnuje z magii.
-Że co proszę? - zapytał w końcu.
-Harry, a co w tym złego? - zapytała lekko zirytowana. – Chcę mieć dziecko tylko dla siebie, nie chcę, żeby ktoś ingerował w jego wychowanie, nie chcę widzieć jak cierpi.
-Hermiona, wychowywałem się w dziwnej rodzinie i wiem, że gdybym miał jeszcze jedną możliwość, chciałbym się wychowywać w pełnej rodzinie, z ojcem i matką.
-A ja wiem, że dziecko może wyrosnąć na wartościowego człowieka nawet bez ojca.
-Będzie mu do końca życia czegoś brakowało - powiedział z uporem, który go tak cechował.
-W moim przypadku nie będzie mu niczego brakowało – powiedziała stanowczo Hermiona.
-Jak to sobie wyobrażasz? - zaatakował ją Harry. – Dasz się zaszczepić, niewiedząc jaki jest ten człowiek, nie znając jego charakteru?
-Wszystko zależy od wychowania – odparowała Hermiona.
Harry spojrzał na nią, przekrzywiając głowę.
Znał tę kobietę dobrych dziesięć lat i wiedział, że jak się na coś uprze, to musi to osiągnąć.
-Nie powiem, że mi się ten pomysł podoba, ale będę cię wspierał w każdym szaleństwie tak jak ty mnie – powiedział z krzywym uśmiechem.
-Dziękuję, Harry – powiedziała cicho – te słowa naprawdę wiele dla mnie znaczą.
-Czego się nie robi dla przyjaciół...

xxx

Ludzie bardzo często dowiadują się o czymś za późno...

Hermiona dopięła swego. Trzy miesiące później, rano z zainteresowaniem oglądała wnętrze muszli klozetowej, zwracając kolację.
Gdy była pewna, że torsje ustały, usiadła powoli i odetchnęła, opierając się o ścianę,
"W końcu" pomyślała, a w sercu rozlało jej się przyjemne ciepło "będę miała dziecko".
Dla pewności, pół godziny później zrobiła test ciążowy, który potwierdził jej przypuszczenia. W euforii wysłała sowę do Harry'ego.

"Udało się, udało!
Zbieraj na prezent dla Juniora!"


xxx

Czas płynął jej bardzo szybko.
Nie zrezygnowała z pracy, jedynie ograniczyła ją. Pochłaniało ją urządzanie i ustrajanie pokoju dziecięcego, kupowanie ciuszków i smoczków.
Harry i Ginny, choć kręcili głową nad jej pomysłem, wspierali ją.

Dopiero w piątym miesiącu Hermiona przekonała się naprawdę, co to znaczy być w ciąży. Nocne wstawanie do toalety i wymioty po każdym posiłku. Dziwne zachcianki jak banany w czekoladzie czy budyń czekoladowy z arbuzem i ogórkiem.
Poza tym dziecko rozwijające się w jej brzuchu było bardzo delikatne, szkodził mu nawet najmniejszy wysiłek fizyczny. Musiała zacząć dbać o siebie jak nigdy przedtem, żeby nie narażać dziecka. Ciągnęło ją niesamowicie do kawy i muzyki, czego Ginny konsekwentnie jej zakazywała, bo dziecku szkodzi kofeina i nie można go nastawiać na dany gatunek muzyki z góry, bo to jakby programować mu życie.
Hermiona mruczała pod nosem na Ginny, ale nie protestowała, bo wiedziała, że pod tym znajduje się prawdziwa troska o nią i o dziecko.

xxx

kilka miesięcy wcześniej...

Jeśli wszystkie Twoje pomysły wydają się idealne, dopij wódkę i idź spać.


-A kto nie wypije, czeka go kara! - wrzasnął Blaise.
-Diable – wybełkotał Draco - ja już nie daję rady...
-Pij! Pij za moje ostatnie dni wolności! - mruczał pijany Blaise. – W sobotę usidli mnie Greengrass i koniec z piciem i panienkami! Pij, bo spotka cię kara Diabła!
Draco potrafił wiele, ale dzisiaj uczeń pokonał mistrza. Po piętnastu minutach słuchania bełkotu zasnął snem sprawiedliwych.

xxx

Wszystko co dajesz - wraca.

-Przypomnij mi dlaczego tu jesteśmy – powiedział Draco, stojąc przed bankiem.
-Ponieważ przegrałeś i czeka cię kara – uśmiechnął się diabelnie Blaise.
-To znaczy?
-Zasnąłeś na moim wieczorze kawalerskim i musisz oddać spermę do banku.

~*~*~*~

beta Muscardinus

Witam!

Późno, ale każdy wie jak trudno się w Wigilię wyrobić.
Mam nadzieję, że kontynuacja przypadnie Wam do gustu.
Skoro są Święta...
Życzę Wam jednego, spełnienia tych najbardziej skrytych marzeń, tych z głębi serca, o których nikomu nigdy nie mówiliście, tych najbardziej upragnionych.

Widzimy się w Sylwestra.

Pozdrawiam,
Nox

After all this time? Always.

Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...