środa, 6 sierpnia 2014

Epilog


"Bo wszystko co mam to Wy."

***

Vegas

Promienie słoneczne oświetlały twarz kobiety siedzącej w ogrodzie i zagłębionej w lekturze. Od wielu lat to była jej odskocznia od rzeczywistości. Przez chwilę mogła poczuć się w innym świecie. Tak było i teraz. Zaczytana nie zwróciła uwagi, że ktoś zbliża się do drewnianej huśtawki, na której siedziała. Dopiero, gdy poczuła delikatne muśnięcie w czoło, oderwała oczy od lektury.
- Już wróciliście?
- Raczej dopiero.  – uśmiech wypłynął na usta mężczyzny. Hermiona stwierdziła, że to najwyższy czas powrócić do ostatniej rozmowy.
- Draco, bo tak sobie pomyślałam…
- Nie. – mężczyzna przerwał jej w połowie zdania.
- Ale nawet nie dałeś mi dokończyć, to czemu już się nie zgadzasz? – Hermionę bawiła cała ta sytuacja.  Draco był taki przewidywalny.
- Znam Cię na tyle, że wiem czego chcesz. I nadal mówię nie.
- Draco, posłuchaj. Ja naprawdę…
- Granger skończ do cholery! – chociaż mężczyzna powoli tracił cierpliwość, to nadal trzymał kobietę w żelaznym uścisku, opartą o jego klatkę piersiową.
- Od 10 lat jestem Malfoy kochanie. – Hermiona obróciła głowę, aby spojrzeć mężowi w oczy. Jej brązowe i rozbawione, jego błękitne i ciskające gromy. Jednak jedno ich łączyło, w ich spojrzeniach było widać bezgraniczną miłość.
- I za każdym razem jak jesteś w ciąży próbujesz swoich sił! Za pierwszym razem jak miał się urodzić Scorpius chodziłaś 3 miesiące i marudziłaś. Za drugim, dzięki Merlinowi nie musiałem słuchać tych głupot, bo urodziła się Abi. A teraz, gdy znów mam mieć syna, chodzisz i wymyślasz.  – arystokrata był nie ugięty.
- Kochanie masz rację we wszystkim co mówisz. – słysząc co mówi jego żona zaczął się śmiać.
- Lizustwo? No no, patrzę że jesteś zdeterminowana. Jednak nic Ci to nie da. Moja odpowiedź, nadal brzmi nie!
- Draconie, podaj mi jeden logiczny powód, czemu się nie zgadzasz?
- Jeden?! Ja Ci mogę milion podać, czemu nie zgodzę się na Twój kretyński pomysł.
- Mój pomysł wcale nie jest głupi.
- Nazwanie syna Harry nie jest głupie? Masz rację, to jest niedorzeczne. Zgodziłem się, aby Potter był naszym świadkiem i chrzestnym Scorpiusa. Ale na to nigdy się nie zgodzę. Wchodzę do pracy, Potter, jestem z rodziną na spacerze i kogo widzę? Pottera! Nie długo mi zacznie z lodówki wyskakiwać. Ja na sam dźwięk jego głosu dostaje epilepsji, a Ty chcesz żebym takim samym imieniem nazwał syna?! Zapomnij!

Hermiona słysząc argumenty męża wybuchła śmiechem. Wiedziała, że jej mąż nigdy się na to nie zgodzi. Ale próbować nie zaszkodzi. Gdy miała już zaproponować Draconowi, że może chociaż na drugie niech ich syn ma na imię Harry, oboje usłyszeli krzyk ich 3 letniej córki.
- Wuja!

Oboje spojrzeli w stronę domu i zobaczyli jak ich dzieci biegną w ich stronę, za rękę trzymając  Harrego.  Draco przewrócił oczami, a Hermiona znów wybuchła śmiechem. Jej pokręcone życie było teraz idealne. Bo czego jej więcej do szczęścia trzeba? Ma przyjaciół, cudowne dzieci, na świecie za 2 miesiące pojawi się jej kolejny syn, a do tego wszystkiego obok niej zawsze jest jej mąż, który kocha ją bezgranicznie. Od 12 lat, ani razu nie żałowała, że wyznała Draconowi prawdę. Bo dzięki niemu jest teraz szczęśliwa.


~*~*~*~*~*~

Żegnamy się z tym opowiadaniem i z blogiem. 
Chcemy podziękować wszystkim czytelnikom i każdemu z osobna. Za każdy komentarz, za każdy przeczytany rozdział, bo tak naprawdę tworzyliście ten blog razem z nami. Dawaliście nam motywację do pisania. 
Epilog jest naszym wyobrażeniem jak zakończyła się ta historia, a co działo się przez te wspomniane 12 lat, które nie jest opisane? To już zależy od Was i waszej wyobraźni. Każdy niech ułoży sobie swoją historię. 
Jesteśmy naprawdę wdzięczne Wam za wszystko nasze kochane!
Nox bardzo dziękuje Realistce.
Vegas za to dziękuję, za każde miłe słowo, za każdy komentarz i za tak miłe przyjęcie mnie!
Trzymajcie się!
Całują Nox i Vegas!


piątek, 25 lipca 2014

przerywnik

http://dracohermionaundomyheart.blogspot.com/

polecam :)

pozdrawiam
N.

ps. w lipcu notka nie pojawi sie.
wybaczcie, ale wena jest psotna...

sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 8

Oszukać los to tylko blef...
Ich Troje

Nox

Draco był w stanie lekkiego oszołomienia.
Przed chwilą z jego mieszkania, a także łóżka wyszła kobieta, z którą spędził niesamowitą noc. I to nie była byle jaka kobieta tylko Hermiona Granger. Jego marzenie i przekleństwo od dwóch lat. To co mu powiedziała wywróciło jego poukładany świat do góry nogami.
Zawsze uważał, że odeszła z własnej woli, że jej się znudził, że go nie kochała, że był tylko jej zabawką. Nie mógł uwierzyć, że dał się tak nabrać. Tak podejść zwykłej bezbronnej Gryfonce. I to dwa razy! Raz za czasów Hogwartu, gdy się w niej zakochał. Jednego dnia była mu obojętna, a następnego... nie umiał się bez niej obejść. I drugi raz, gdy odeszła łamiąc mu serce i wracając po dwóch latach, piękna i wybuchowa, z prawdą na ustach.
Nie chciał jej słuchać, ranił ją i to świadomie, broniąc swojego serca, żeby znów się nie rozpadło. Jednak ona jak zawsze dopięła swego, powiedziała mu co miała do powiedzenia, zrobiła to z klasą, siedząc półnaga na nim i znów zniknęła, nie wiadomo gdzie.
Blondyn wstał i udał się do kuchni w poszukiwaniu eliksiru na kaca. Znalazł go, wypił dwie dawki i poczuł się jak młody bóg. Potem poczłapał do łazienki, żeby wziąć prysznic.
Gdy gorące strumienie wody spływały po jego ciele, myślał nad tym co usłyszał.
Czy naprawdę nie odeszła z własnej woli?
Czy jej też to złamało serce?
Przed oczami stanęły mu dowody, że uczestniczyła w ich życiu z daleka. Jajo, kwiaty, spotkania...
Może i ona tęskniła?
Nie potrafiła wytrzymać odległości i to skłaniało ją do szybkich wizyt u przyjaciół. Rozpaczliwe próby, żeby o niej nie zapomnieli, żeby się rozejrzeli.
Zniknęła znów.
Jeśli znał ją tak dobrze jak mu się wydawało, to wróci, nigdy nie odpuszczała, gdy jej na czymś zależało.
Wróci do niego, bo jak sama powiedziała kochała go.
Uśmiechnął się lekko do siebie.
Czy naprawdę miał prawo w to wierzyć?
Naprawdę do niego wróci?
Nagle uderzyła go myśl, tak gwałtownie, że uniósł głowę, pozwalając by woda zalała mu oczy.
Przecież nie działała sama!
Te podchody Terren'a....
Toast na baletach... te rozmowy z Blaise', pełne insynuacji...
Terren jak zawsze działał bez jego zgody, ale dla jego dobra.
-No Terry, czeka nas dzisiaj poważna rozmowa... - mruknął sam do siebie, szczerząc zęby.

~*~*~*~

Kobiety czasami posuwają się bardzo daleko i poświęcają wiele wysiłku,
by zaspokoić pragnienie zemsty.
Agatha Christie

Hermiona po wyjściu od Dracona, udała się do siebie, żeby wziąć prysznic, zjeść śniadanie i ubrać się przyzwoicie.
Kończyła kawę i myślała o tym, że powinna porozmawiać z Harry'm. Odkąd Ron nie żył minęło kilka dni, w których odbył się pogrzeb. Ginny musiała się domyślać, że Klątwa osłabła. Musiała być wściekła, ale i rozbita. Taki przeciwnik zawsze jest groźny, nie zawsze panuje do sobą.
Już, już miała wychodzić, gdy pojawił się Prorok Codzienny.
Stwierdziła, że może poświęcić kilka minut na przeczytanie prasy.
I dobrze zrobiła.
Na pierwszej stronie widniało zdjęcie niesionej trumny z tłustym napisem „POGRZEB RONALDA WEASLEY'A”, a pod tym mniejszą czcionką „wywiad z Ginerwą Weasley na str. 3”
-No nie wierzę – mruknęła Hermiona, otwierając gazetę.

Ronald Weasley, wieloletni przyjaciel Harry'ego Pottera, zdobywca Orderu Merlina Pierwszej Klasy, bohater Wojny o Hogwart, zmarł 25 maja, w niewyjaśnionych od tej pory okolicznościach. Pogrzeb odbył się 27 maja. Żegnały go tłumy.
Nadal nie wiadomo co przekreśliło życie tego wspaniałego człowieka. Przypomnijmy, że został znaleziony martwy wczesnym wieczorem na terenie posiadłości jego brata, George' a, (23 lata). Aurorzy, którzy natychmiast pojawili się na miejscu zaalarmowali przez George' a zabezpieczyli miejsce, jednak nie otrzymali żadnych wskazówek ani śladów przestępstwa.
Naszym zdaniem został tu podrzucony” powiedział nam Ernie McMillan,zastępca szefa Biura Aurorów „nie ma żadnych śladów, tropu zabójcy, nic. Ośmielam się powiedzieć, że to zbrodnia doskonała”
Śmierć Rona sprawiła, że w żałobie pogrążone jest całe nasze społeczeństwo, nikt nie może uwierzyć w to, że odszedł. Jego rodzina nie wypowiada się na ten temat. Udało nam się ustalić, że Bill Weasley osobiście zajął się sprawą śmierci brata. Jedynie siostra ofiary zgodziła się z nami porozmawiać. Zob str. 3.
Nie udało nam się również porozmawiać z Harry'm Potterem. Nie odpowiedział również na naszą sowę.
Do sprawy wrócimy.

-Cuchnie mi to Ritą – stwierdziła Hermiona, przewracając stronę, aby przeczytać wywiad z Ginny.


Spotykamy się w skromnym domu Ginerwy Weasley, który pogrążony jest w żałobie. W salonie na kominku stoi zdjęcie Ronalda, a przed nim czarna świeca.
PC – skąd ten symbol? - pytam siadając na wskazanym fotelu, przede mną stoi filiżanka kawy i ciasteczka.
GW – tylko tyle mogę dla niego zrobić.
PC – kiedy dowiedziała się pani o śmierci brata?
GW – dostałam Patronusa od brata, że znaleźli Rona na jego posesji. Myślałam, że to żart. On tak ma. (Georeg Weasley prowadzi sklep z magicznymi dowcipami przyp. Red.) Jednak gdy pojawiłam się u niego, zobaczyłam grupę Aurorów, znam ich bardzo dobrze, dlatego wpuszczono mnie na miejsce zbrodni.
PC – to na pewno był dla pani cios.
GW – myślałam, że to już koniec koszmaru, że po śmierci Voldemorta już nigdy nie będę musiała patrzeć na śmierć kogoś bliskiego...
PC – wie pani kto to mógł zrobić?
GW – Ron nie miał wrogów, był szanowany w naszym społeczeństwie, ludzie go uwielbiali, uratował tyle istnień, mało kto mógł go pokonać w walce. Zabójca na pewno nie stanął z nim twarzą w twarz.
PC – A więc nie wie pani kto jest sprawcą?
GW – nie mam pojęcia kto mógł to zrobić, miał się niedługo ożenić...
PC – To dla świata nowa informacja, kto był jego wybranką?
GW – oczywiście, że nowa. Ron nie lubił się chwalić swoimi planami. Jego narzeczona jest załamana. Kochała go tak bardzo...
PC – Pani brat przysiągł, że znajdzie mordercę, co pani na to?
GW – znajdzie go, a ja mu w tym pomogę.
PC – samosąd?
GW – samosąd był działką Śmierciożerców, my zaprowadzimy go przed Ministra i będziemy się domagali najwyższej kary.
PC – Dożywocie w Azkabanie?
GW – Pocałunek Dementora.

-No błagam – zaśmiała się Hermiona, odrzucają gazetę.
Jednak to naświetliło jej sprawę, Ginny ma podejrzanego i chce go znaleźć, więc w jej sprawy nie będzie się mieszać.
Lepiej dla mnie pomyślała Hermiona.
Czas na odwiedziny u Harry'ego.

~*~*~*~

Jak wielkie musi mieć serce,
jeśli to właśnie dla nas poświęca swoje szczęście.

-Terren!
Blondyn poderwał się jak oparzony.
W drzwiach jego tarasu stał Draco.
-Merlinie, musisz mnie straszyć? - mruknął Terren, znów układając się w hamaku.
-Musimy pogadać – powiedział stanowczo Malfoy.
-No okej, siadaj – Higgs odepchnął się nogą od drzewa i hamak zaczął się bujać.
-To raczej ważne – syknął Draco, siadając w fotelu i częstując się Ognistą.
-Słucham – powiedział poważnie Terren, przewracając stronę książki „Jak wytresować smoka?”
Jeden ruch różdżką jego gościa i książka wylądowała w oczku wodnym.
Gospodarz westchnął i spojrzał na Dracona.
-Czego?
-Widziałeś się z Granger?
Terren zmarszczył brwi.
-Zależy co masz na myśli.
-Pytam – wycedził przez zęby Draco – czy widziałeś się z Granger w tym miesiącu?
-Nooo – zaczął wolno Terren przeczesując włosy palcami – w sumie tak.
Serce Malfoya zabiło mocniej. Nie wiedział czy ze złości czy napięcia.
-Po co? I jakim cudem?
Terren przez dłuższą chwilę nie odzywał się, potem wstał z hamaka i usiadł naprzeciw przyjaciela, nalewając sobie Ognistej.
-Tak, widziałem się z nią – powiedział nie patrząc mu w oczy – rozmawiałem kilka razy. Zaplanowałem kilka waszych spotkań.
-Po co? - zapytał z naciskiem Draco.
-Chciała tego. Spotkałem ją jakiś tydzień temu nad Tamizą, wyglądała inaczej niż zawsze, ale dzięki moim zdolnościom, poznałem ją i nakłoniłem, żeby ze mną porozmawiała. Powiedziała mi prawdę – Terren spojrzał na niego – sądzę, że tobie też.
-Tak – potwierdził Draco.
-Właśnie – skinął głową blondyn – prosiłabym pomógł jej wrócić. Pomogłem. Reszta zależy od ciebie, co z tym zrobisz.
-Nie wiem – mruknął Malfoy – mam mętlik w głowie.
-Nie dziwie się. Jak powiedziała ci prawdę?
- Złapała mnie u Nate'a. Upiła mnie i zaciągnęła do łóżka, a dzisiaj rano powiedziała mi prawdę i znów zniknęła.
-Wróci – powiedział krótko Terren.
-Tak myślałem - uśmiechnął się Draco.
-Co z tym zrobisz?
-To co powiedziała brzmi absurdalnie, ale wierzę jej.
-Mówi prawdę.
-Wiesz gdzie jest? - zapytał cicho Draco.
-Rozejrzyj się, Draco – uśmiechnął się lekko Terren – jak mogła przewidzieć każdy twój ruch, nie będąc blisko. Poza tym daj i sobie i jej czas. Wróci jak uzna to za słuszne.
-Nie wiesz co się z nią działo? - zapytał zamyślony były szukający.
-Nie wiem, wiem tylko, że była cały czas w Anglii.
-W takim razie źle szukaliśmy.
-Draco, ona uciekała przez rok przed Czarnym Panem i jej nie znaleźli.
-I to mnie martwi – mruknął Draco.
Terren tylko się uśmiechnął.

~*~*~*~

Prawdziwych przyjaciół na palcach jednej ręki zliczę,
to oni gdy umrę zapalą mi znicze.

Hermiona stanęła przed drzwiami Harry'ego i nacisnęła dzwonek.
Denerwowała się tym spotkaniem, ale wiedziała, że musi to zrobić. Poza tym tęskniła za nim.
Drzwi otworzył się i stanęła w nich Pansy w samym szlafroku.
-Kurwa – wyrwało się Hermionie.
Tego się nie spodziewała.
-A więc to prawda – powiedziała jak zawsze opanowana Pansy.
-Cześć – powiedziała cicho Hermiona.
Pansy zmierzyła ją spojrzeniem, nadal trzymając gościa w progu.
-Zadam ci tylko jedno pytanie i jeśli źle na nie odpowiesz nie pozwolę ci pogadać z Harry'm.
-Słucham – powiedziała spokojnie Hermiona.
Wiedziała, że Pansy jej tak szybko nie odpuści tych dwóch lat.
- Draco wie, że wróciłaś?
-Tak – powiedziała z czystym sumieniem – wyszłam od niego godzinę temu.
-Masz szczęście – mruknęła Pansy z nikłym uśmiechem – właź.
Poprowadziła ją korytarzem w głąb domu.
-Harry! - zawołała głośno pani Potter – Harry!
-Co? - krzyknął zaspany głos z piętra.
-Chodź, mamy gości!
-Kto? - rozległ się jęk.
-Powiedz – mruknęła cicho Pansy w stronę Hermiony, otwierając lodówkę.
-Cześć, Harry! - zawołała cicho Gryfonka.
-HERMIONA?! - rozległ się wrzask i coś odgłos spadania czegoś ciężkiego.
-Spadł z łóżka? - zapytała z niedowierzaniem Hermiona.​
-Zdarza się najlepszym – mruknęła pani Potter, wyciągając sok pomarańczowy – pomożesz mi?
-W czym? - zdziwiła się Hermiona.
Pansy wyprostowała się i spojrzała na nią krzywo.
-Sniadania sama mu robić nie będę.
Hermiona roześmiała się.
-Powiedz tylko co i zrobię.
-Zawsze zachwalał twoją jajecznicę – stwierdziła Pansy.
W tym samym momencie na progu kuchni stanął Harry. Rozczochrany, w samych bokserkach.
-Hermiona – powiedział jedynie i przytulił przyjaciółkę – dobrze, że wróciłaś.
-Nigdzie nie odchodziłam – powiedziała Gryfonka, uznając, że czas powiedzieć prawdę.
-Nie było cię dwa lata.
-Byłam. Tylko, że Ron...
-Słyszałaś o jego śmierci? - przerwał Hermionie Harry.
-Tak, dzięki temu, że nie żyje, ja mogłam wrócić.
-Co takiego? - zapytała Pansy.
-Mogę zacząć od początku? - warknęła Hermiona.
-Najlepiej by było.
-Zniknęłam zaraz po Balu. Spotkałam się z Ronem, prosił mnie o to na Balu. Mieliśmy pogadać o naszych relacjach, jednak to była pułapka. Czekał na mnie razem z Ginny. Rzucili na mnie Klątwę Hery i Zazdrości.
-Matko... - szepnęła Pansy i nogi się pod nią ugięły.
Harry złapał ją w ostatniej chwili
-Nie mogłam się zbliżać do Draco, nie mogłam do dotykać ani kontaktować się z nim. Musiałam zniknąć bez słowa. Taki był ich cel. Przez dwa lata obserwowałam was, nie mogę z wami rozmawiać, bo na pewno dowiedział by się o tym Draco.
-A więc to jajo, kwiaty....
-Tak, to moja robota. Przy okazji, Harry, tak się cieszę, że się ożeniłeś – szepnęła Hermiona – Pansy, wiem, że nigdy nie było między nami idealnie....
-Daj spokój – mruknęła Pansy – było to było.
-Chciałam wrócić, jedynie myśl, że Draco będzie cierpiał mnie powstrzymywała. Po tym jak Ron umarł, Klątwa osłabła. Wpadłam na Terren'a. On pomógł mi wrócić, przekazać prawdę Draco. Właśnie powiedziałam wszystko Draconowi i uznałam, że wy też powinniście wiedzieć.
-Co na to Draco? - zapytał Harry.
-Nie wiem – wzruszyła ramionami Hermiona – musi nad tym pomysleć. Pójdę do niego za parę dni, zobaczymy.
-Oby... -zaczął Wybraniec.
-Draco to Draco, on zawsze robi po swojemu – wtrąciła się Pansy.
Hermiona skinęła głową.
Przez chwilę panowała cisza.
-Wróciłaś na stałe? - zapytał Harry.
-Raczej tak – Hermiona przeczesała włosy - wszystko zależy od niego.
-Obojętnie co on powie, zostań – poprosił Harry.
-Zobaczymy – powiedziała cicho Hermiona.

~*~*~*~

W spełniających się marzeniach najpiękniejsze jest to, że są wyczekane, wytęsknione.
Upragnione.

Minęło kilka dni od burzliwej rozmowy Hermiony i Dracona.
Hermiona czekała na odpowiednią chwilę by pokazać się u Dracona.
Pech albo szczęśliwy traf chciał, że spotkali się zupełnie przypadkowo nad Tamizą. Oboje stanęli jak sparaliżowani. Obserwowali się nawzajem. Hermiona nie spodziewała się tego spotkania i dała się zaskoczyć, dlatego milczała. Draco nie wiedział co jej powiedzieć, które zdania ze wszystkich kłębiących się w głowie wybrać jak pierwsze.
Jednak nie odezwał się.
Przed oczami stanęły mu wspomnienia z Hogwartu, te wspólne, dobre i złe. Dwa lata pustki bez niej. Dopiero teraz zrozumiał jak puste było jego życie. Nie było w nim jej, a ona była całym jego światem.
Nie wiedział dlaczego to robi, jaki to ma sens i czy wybiera dobrze.
Zrobił krok w jej stronę i następny, potem jeszcze jeden.
I objął ją, tak po prostu jakby nigdy nie wypuścił jej z rąk, jakby to było naturalne.
Wtuliła się w niego, skrywając twarz na jego ramieniu.
-Wróciłaś – powiedział w końcu.
-Tak.
Wahał się zanim zadał pierwsze pytanie.
-Miałaś kogoś przez ten czas?
-Nie.
-Spotkałaś się z kimś?
-Nie.
-Przespałaś się?
-Nie.
-Pocałowałaś innego?
-Nie.
Gdy kolejny pytanie nie padło, podniosła głowę i spojrzała w jego szare oczy.
-Byłeś tylko ty, Draco. I zawsze będziesz.

~*~*~*~*~*~

Jestem!

Wybaczcie mi tak długie zniknięcie. Jednak najpierw porwał mnie świat realny i wszystkie jego zamieszania. Koniec roku, kłótnie, imprezy i tak dalej. Przyznaję się bez bicia.
Gdy nadszedł czas by wrócić, uciekła Wena. Stąd tak zwłoka.
Wróciłam na razie sama, bo Vegas, wredna czarownica siedzi w pracy, a ja przekonałam się, że jak w końcu usiadłam do rozdziału to Wena się do mnie uśmiechnęła i powstał rozdział.
Vegas wróci w następnym rozdziale, który powinien się na pewno jeszcze w lipcu, choć nie umiem powiedzieć kiedy dokładnie to nastąpi.

Czekam na Wasze opinie!

Pozdrawiam,
Nox.

niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 7


Osoba, która wraca, nigdy nie jest są samą, która odeszła...

Vegas

Promienie słoneczne próbowały się przedostać przez zaciągnięte zasłony w sypialni Dracona. Właściciel mieszkania przebudził się i jęknął cicho. Wypity wczorajszego dnia alkohol dał się we znaki, pozostawiając po sobie syndrom dnia poprzedniego. W skrócie mówiąc arystokrata miał kaca i czuł niesamowitą chęć napicia się czegokolwiek. Zastanawiał się co jest silniejsze. Jego lenistwo czy suchość w ustach. Po chwili podniósł się do pozycji siedzącej i nadal z zamkniętymi oczami na wyczucie znalazł w otwartej szufladzie eliksir na kaca.
Gdy otworzył oczy, ujrzał siedzącą na fotelu w jego koszuli Granger, która przy otwartym oknie paliła papierosa. Myślał, że jego umysł nadal płata mu figle, spowodowane nadmierną ilością alkoholu ostatniego wieczora. Jednak, gdy dotarł do niego zapach tytoniu pomieszany z mocnymi perfumami, których od lat używała dawna gryfonka wiedział, że to jednak nie jego wybujała wyobraźnia.
- Co ty tu robisz? – spytał z delikatną chrypą, która spowodowała pojawienie się dreszczy u Hermiony.
- Siedzę. – odpowiedziała nad wyraz pewnie, zważając na sytuację w jakiej się znalazła.
- A myślałem, że kankana tańczysz. – odrzekł z ironią. – Wiesz o co pytam.
- O to czy faktycznie byłam tak głupia, że po wspólnej nocy zostałam do rana i nadal tu jestem?
- 10 punktów dla Gryffindoru, panno Granger.
- Nie pasuje ci ten ton, Malfoy.
- Skąd ty możesz wiedzieć co mi teraz pasuje, a co nie?
- Mówiłam, że wiem więcej niż ci się zdaje. – atmosfera robiła się coraz bardziej napięta.
- A ja wspominałem, że gówno mnie to obchodzi. Ubierz się grzecznie i spierdalaj tam gdzie byłaś przez dwa lata. – starał się mówić spokojnie, ale w jego głosie był wyczuwalny żal.
Widziała, że te słowa i dla niego nie są proste do wypowiedzenia.
- Teraz, gdy klątwa minęła możesz mnie cmoknąć. Wysłuchasz mnie czy ci się to podoba czy nie. – Hermiona nadal nie poruszyła się nawet o centymetr.
Była pewna swego i zamierzała doprowadzić swój plan do końca. Mimo wszystko.
- Czy ty głucha jesteś kobieto?! Wypierdalaj! – Draco nie panował nad sobą.
Nie pozwoli znów się zabawić swoimi uczuciami. Raz go zraniła, a drugi raz on sobie z tym nie poradzi.
- Nie tym razem, kotku - rzekła z uśmiechem na ustach Granger.
Osoba postronna mogłaby stwierdzić, że jest wariatką i to niespełna rozumu. Malfoy powoli tracił cierpliwość i już chciał podnieść się z łóżka, aby wytłumaczyć jej gdzie dokładnie są drzwi, ale nie zwrócił uwagi na jedną rzecz. Hermiona trzymała w dłoni różdżkę. Dowiedział się o tym dopiero, gdy machnęła w jego stronę, a on został przywiązany do drewnianego zagłówka łóżka.
- Ty jesteś normalna?! Rozwiąż mnie! – krzyknął wyprowadzony z równowagi.
To nie było tak, że nie podobała mu się ta wizja, z chęcią by z niej skorzystał, gdyby sytuacja była inna i jakby to ona była związana.
- Nie krzycz, bo cię zaknebluje. A wiesz, że nie żartuję. Grzecznie posłuchasz co mam ci do powiedzenia i cię rozwiąże. – powiedziała spokojnym głosem, jakby nie słyszała co mówił do niej blondyn.
Wstała ze skórzanego fotela i podeszła do łóżka wolnym krokiem. Blondyn przyglądał się jej z wściekłością i zainteresowaniem. Był ciekawy do czego się posunie, aby wyznać mu prawdę.
- Zemszczę się, zobaczysz.
- Mam nadzieję, że w równie ciekawy sposób. – powiedziała z uśmiechem, siadając na nim.
Była pewna swego. Pewna tego, że gdy on pozna prawdę, wszystko się odmieni.
- Mów. Masz minutę.
- Jak widzisz i czujesz to nie ja jestem związana, więc nie ty ustalasz warunki.
- Przez te dwa lata polubiłaś ostry seks? Wiązania? A może jakieś pejcze do tego?
- Nie miałam okazji sprawdzić, bo nie nauczyłeś mnie za wiele. – odpowiedziała pewnie, a widział w jej oczach, że mówi prawdę.
Ona nie potrafiła kłamać. Wszystko było zawarte w jej oczach. Draco postanowił wrócić do głównego tematu.
- Po co ten cyrk? Przypadkowe spotkania? Wolontariat?
- Możesz nazwać to jak chcesz. Cyrk? – prychnęła oburzona. – Ja bym to nazwała próbą zwrócenia twojej uwagi. Nie przerywaj mi. – warknęła zła, gdy ten otwierał już usta, aby rzucić zapewne jakimś uszczypliwym komentarzem. – Tak, odeszłam. A wiesz dlaczego? Bo kochałam i nadal kocham. Bo nie chciałam, aby moja obecność sprawiała ci ból. Wróciłam, gdy w końcu Klątwa została złamana, gdy osoba, która ją rzuciła zmarła.
- Ćpałaś jak spałem? – spytał z niedowierzaniem Draco. O czym ona do kurwy nędzy mówiła?!
- Nie. Pamiętasz jak po balu wyszłam sama? Ron poprosił mnie wtedy o spotkanie. Uwierzyłam, że chce się pogodzić, że chce naprawić naszą przyjaźń. Czekał na mnie razem z Ginny. Nie wiedziałam o co chodzi, ale okazało się, że to zemsta. Za wszystko. Rzucił na mnie wtedy Klątwę, że nie mogłam się do C\ciebie zbliżyć. Zmusili do odejścia. Nawet nie wiesz ile kosztowało mnie życie w ukryciu. Ile łez, smutku, rozpaczy. Gdy widziałam jak ty spadasz na dno. Nie masz pojęcia, ile razy dziękowałam Merlinowi za przyjaciół, którzy ci pomogli. To były dwa najgorsze lata mego życia. Uwierz, że nigdy tak bardzo nie cierpiałam. Ostatnio, gdy przeczytałam o śmierci Weasleya pojawiła się dla mnie nadzieja. Być może złudna. Nie wiem. Jednak to ona popchnęła mnie do tego, aby o ciebie zawalczyć. Wiem, że wszystko zniszczyłam, że jesteś teraz rozbity. Jednak jestem pewna jak niczego, że nigdy nie przestałam cię kochać. – nie hamowała już płynących łez. Tyle czasu czekała aby móc mu to powiedzieć. – Teraz, gdy znasz już prawdę, nie pozostaje mi nic innego jak zostawienie cię samego. To jest twoja decyzja co z tym zrobisz.
Po czym nie czekając na jego reakcję jednym machnięciem różdżki zlikwidowała magiczne więzy i teleportowała się z cichym trzaskiem. Draco sam nie umiał powiedzieć co się wydarzyło przed chwilą. Po Hermionie w jego sypialni została tylko sukienka, szpilki i zapach jej perfum.

~*~*~*~

Inne cele w życiu, inne plany i pragnienia
Muszę wszystko pozmieniać, tak jak czas wszystko zmienia
To co było nie wróci, wiem, choć czasem mam nadzieję
Po co mam więc pamiętać, ktoś by powiedział "stare dzieje"
Jeden Osiem L – Jak zapomnieć

Nox

Harry siedział na tarasie swojego domu. Słońce świeciło mu prosto w oczy, ale brunet nie przymknął powiek, pozwalając by ostre promienie słońca wpadały mu w źrenice i kaleczyły jego oczy. Zawsze, gdy zbyt długo patrzył w słońce, wracał do wspomnień.
Teraz poświęcał swój czas na myślenie o swojej przyjaciółce. Nie widział jej od dwóch lat.
Zniknęła, zniknęła tak po prostu. Musiał przyznać nieskromnie, że znał ją lepiej niż Draco. Był przekonany od początku, że Hermiona zniknęła, bo miała ważny powód. To był desperacki krok z jej strony. Harry czuł to. Gdyby chciała, żeby ją znaleźć, pozwoliłaby na to. Tak samo było w czasie szukania horkrusków. Wtedy Hermiona ich ochraniała i dlatego nigdy nie zostali odnalezieni.
Hermiona chciała zniknąć, choć nie wiedział dlaczego. Na Balu była taka radosna i wesoła, tak szczęśliwa...
Co ją skłoniło do ucieczki?
Przez jakiś czas myślał, że to Draco, ale blondyn zarzekał się, że niczym jej nie uraził. I Wybraniec mu wierzył. Draco szukał jej i dalej ją kochał.
Wydarzenia ostatniego czasu były nie zrozumiałe dla nikogo.
Harry rozumiał, że Hermiona pojawiła się znów w ich życiu, pojawiła się w życiu Dracona, czyli niedługo wróci. Znał ją przecież tak dobrze...
Te kilka spotkań, o których mówił Draco nie były przypadkowe, ona musiała mieć w tym swój cel.
Hermiona niczego nie robiła bez planu
-Harry! Harry! - rozległ się głos w głębi domu i trzasnęły drzwi frontowe.
-Taras! - krzyknął brunet i oderwał wzrok od klującego w oczy słońca.
W drzwiach na taras stała jego żona, Pansy Potter.
Długie ciemne włosy opadały jej na ramiona i plecy, zielone oczy patrzyły chłodno na świat, jednak autoironia dodawała jej uroku. Ubrana w czarne spodnie i jedwabną zieloną bluzkę, kobieta spełniona zawodowo, właśnie wróciła z pracy.
-Cześć – uśmiechnął się Harry, wstając by ja przytulić.
-Cześć – odwzajemniła uśmiech, tonąc w objęciach męża.
-Co w pracy? - zapytał Harry, nie wypuszczając jej z objęć.
-Jak zwykle, tylko Draco nie był – mruknęła niespokojnie Pansy.
-Dlaczego? - zmarszczył brwi Harry.
-Nie mam pojęcia – usiadła na fotelu – wysłałam mu Patronusa, ale nie odpowiedział. No i jeśli o Patronusach mowa, to mama zaprasza nas na obiad w niedzielę.
Harry uśmiechnął się, siadając koło Pansy.
Nigdy nie sądził, że ożeni się z tą kobietą i będzie szczęśliwy. Po tym jak zniknęła Hermiona, szukał jej pól roku i nie mógł znaleźć, w tym czasie była przy nim Pansy. W czasie gdy on szlajał się po całym świecie i wracał do domu zmęczony jak po wojnie, ona czekała na niego. Zawsze potrafiła wyczuć kiedy wróci. I wtedy czekała na niego z gorącą kolacja i kąpielą. Zjadała z nim, słuchając relacji z poszukiwań i później wyganiała go spać, żeby na drugi dzień pilnować, by nie zaspał do pracy.
Gdy któregoś razu nie zastał jej po powrocie, uświadomił sobie jak bardzo się do niej przywiązał.
Teleportował się do jej domu w środku nocy i walił w drzwi tak długo aż nie otworzyła mu zaspana, w samym szlafroku.

# wspomnienie#
-Czego? -warknęła otwierając drzwi, jej głos i wzrok złagodniał gdy zobaczyła kto przyszedł – Harry.
-Nie było Cię – powiedział tylko Harry – nie było Cię.
-Nie wiedziałam, że wrócisz – wytłumaczyła się Pansy, wpuszczając go do środka.
-Twoi rodzice są?
-Nie, pojechali do Francji – mruknęła, prowadząc go do kuchni – jadłeś coś?
-Od wczoraj nie – przyznał szczerze Harry.
Bez słowa postawiła przed nim sałatkę i sok z dyni.
-Czemu przyszedłeś? - zapytała dopiero wtedy, gdy skończył jeść.
-Przyzwyczaiłem się, że jesteś – mruknął, nie patrząc jej w oczy.
-Przecież jestem – powiedziała łagodnie Pansy.
-Nie było cię w moim domu – sprostował Harry, bawiąc się szklanką soku.
-No właśnie – powiedziała Pansy – to twój dom.
-Nienawidzę go, jest pusty – mruknął Potter.
-Zamiast Granger, powinieneś szukać dziewczyny – zaśmiała się Pansy.
-Nie zrezygnuję z niej - powiedział twardo Harry – tak jak ona nigdy nie zrezygnowała ze mnie. A kobieta, która mi się podoba, traktuje mnie jak przyjaciela.
-Zrezygnowała z CIEBIE teraz – powiedziała z naciskiem Pansy -tak jak z nas wszystkich.
Milczeli kila minut.
-Pansy? - zapytał niepewnie Harry.
-Tak?
-Ja... no bo... - Harry urwał.
-Potter, co się stało? - na jej wargach błąkał się lekki uśmiech.
Harry spuścił głowę.
-Przygarniesz mnie dzisiaj?
Zaskoczenie w oczach brunetki zniknęło bardzo szybko.
-Oczywiście. Czego się nie robi dla przyjaciół – powiedziała chłodno i wyszła z kuchni.
Potter pobiegł za nią i złapał za ramiona.
-Nie to miałem na myśli!
-Po tym co się działo w Hogarcie nie raczyłeś ze mną porozmawiać, tylko wymagasz ode mnie wierności.
-Nie wymagam jej – zaprzeczył Harry – ja o nią proszę.
-Co takiego? -zdziwiła się Pansy, obracając się, by na niego spojrzeć.
Harry wahał się tylko chwilę. Puścił dziewczynę i uklęknął przed nią.
-Wyjdź za mnie, Pansy – powiedział patrząc jej prosto w oczy.
#koniec#

-O czym tak myślisz? - szepnęła mu do ucha Pansy.
-O tym jak ci się oświadczyłem - zaśmiał się Harry, splatając ich dłonie, by złote obrączki zalśniły w słońcu.
-Jak kłóciliśmy się o Granger?
Harry spoważniał.
-Chciałem, żeby wróciła.
-To co opowiada Draco jest nieprawdopodobne – westchnęła Pansy – po co miałaby wracać?
-Musi mieć powód – powiedział cicho Potter – ona nigdy nie robi niczego bez planu.
-Bez planu odeszła – syknęła Pansy.
-Nie wierze, że od nas odeszła z własnej woli – powtórzył uparcie Harry.
Pani Potter pokręciła głową z irytacją.
-Harry, ona odeszła dwa lata temu, słowem się nie odezwała!
-A bukiet? A jajo? Skąd to jest?
-Przyznaję, że to dziwne, ale żeby ona...
-Pany, ja chcę, żeby ona wróciła – przerwał jej Harry – kocham ją.
-A ja nienawidzę! - krzyknęła Pansy, wstając – za to, że zraniła Draco, ciebie i Terren'a! Ludzie, których kocham muszą przez nią cierpieć...
-Jej też nie jest łatwo, Pansy – rozległ się nowy głos.
-Co takiego? -warknęła brunetka.
Teren stał w drzwiach tarasu.
-Ona wróciła, Pansy, naprawdę wróciła.
-Skąd wiesz?
-Widziałem ją – powiedział spokojnie Teren, podchodząc do nich – tak, Harry, wróciła. Chcę przekonać do siebie Dracona, a ja mogę się założyć o moje życie, że to prawda, że nie odeszła z własnej woli.
Harry uśmiechnął się z ulgą.
-Wiedziałem, że nas nie zostawi, nigdy by mi tego nie zrobiła.
Pansy wyszła, trzaskając drzwiami.
Wybraniec westchnął.
-Zasłużyłem na to.

~*~*~*~

Witamy wszystkich, z powodu zbliżającego się końca roku szkolnego, w którym Nox musi ładnie wszystko pozaliczać oraz z powodu zbliżającego się urlopu w Polsce, który niedługo zaczynam, a zamierzam spędzić go z najbliższymi pragniemy obie oficjalnie przeprosić oraz prosić o cierpliwość w pojawieniu się następnego rozdziału. Obiecujemy kolejny rozdział, gdy wszystko zostanie unormowane, a ja wytrzeźwieję :D Mamy nadzieję, że rozumiecie, że są to dla nas priorytetowe sprawy i poczekacie krótką chwilę.

Ja, Nox, od siebie chce Wam tylko powiedzieć, ze przewidujemy przerwę na dwa tygodnie, nie dłużej. Nauka i świat realny jest dla nas ważniejszy niż blog, do którego na pewno wrodzimy.
To mogę Wam obiecać.

pozdrowienia!

V/N


sobota, 10 maja 2014

rozdział 6

mówiła, że będzie zawsze - suka, kłamała.
Tmk – siadała w oknie

Vegas

-Wyjaśnij mi do kurwy nędzy o co w tym wszystkim chodzi! – Draco wpadł do domu Terrena bez zbędnego pukania.
W salonie mężczyzny siedział Blaise i Harry.
- Mi również miło Ciebie widzieć. Napijesz się z nami? – powiedział Zabini z uśmiechem na ustach i szklanką whisky w dłoni.
- Daruj sobie.
- Draco o czym Ty mówisz? – Terren świetnie udawał że nic nie wie.
- Ty jesteś ograniczony czy za długo z Potterem przebywasz? – Malfoy w tej chwili nie należał do najmilszych osób. Każdy wiedział, że wkurwiony Draco to nie miły Draco. Ale kiedy on był miły?
- Ej! Mnie w to nie mieszaj. Ja tylko na whisky przyszedłem. – odezwał się wspomniany mężczyzna, ale blondyn nawet nie zwracał na niego uwagi.
Patrzył jedynie na Terrena i oczekiwał wyjaśnień.
- Jeśli mógłbyś powiedzieć mi o co Ci chodzi to z chęcią to wyjaśnię. – spokojny ton gospodarza rozwścieczył jedynie Malfoya.
- Granger. – jedno nazwisko, a wszystko stało się jasne.
- Jest to nasza szanowna koleżanka z Gryffindoru. Jak sam pamiętasz… - zaczął Higgs, jednak Draco przerwał mu brutalnie.
- Przypierdolę Ci za chwilę, obiecuję! Słuchaj, bo ja już nie mam sił na to. A wiem, że masz coś z tym wspólnego. Wpadła na mnie na imprezie, potem kilka razy widziałem ją na mieście, zjawiła się u mnie w domu, a teraz dziwnym trafem dostaję jej podanie o wolontariat w Mungu na moim oddziale. Nie wierzę w takie zbiegi okoliczności i nie będziecie ze mnie więcej robić kretyna. – Draco powiedział wszystko co leżało mu na sercu.
- Smoku, siadaj. To jest dłuższa historia. – głos Harrego odbił się echem od ścian.
- No tak. Wszyscy dookoła wiedzą co się dzieje, ale nie ja. Tak jakby ta sprawa mnie nie dotyczyła. Skoro macie kontakt z księżniczką Gryffindoru to przekażcie jej ode mnie, że nie chce jej więcej widzieć. – Draco nie zwracał już na nic uwagi.
Wyszedł z domu Terrena trzaskając głośno drzwiami. Nie mógł znieść myśli, że jest okłamywany przez najbliższych przyjaciół, że wszystko jest grą. On jest w niej głównym pionkiem, a nie zna zasad.

~*~*~*~

Gdybym mogła podarować Ci tylko jedną rzecz tego świata, chciałabym dać Ci umiejętność patrzenia moimi oczami. Wtedy zauważyłbyś, jak ważny dla mnie jesteś.

Siedział w loży obserwując parkiet i bawiących się ludzi. W tle leciała piosenka, której zawsze słuchał w samochodzie jak wracał z pracy. Uśmiech wykwitł na jego wargach. Tego było mu potrzeba. Muzyka, odrobina alkoholu. Bo tym razem nie zamierzał upijać się, jak robił to ostatnim czasem. Gdy dwa dni temu wyszedł z domu Higgsa postanowił jedno. Nie da się zmanipulować. On rezygnuje z gry i po prostu pasuje. Jednak jego plany uległy zmianie, gdy przy tym samym stoliku naprzeciw niego usiadła Granger. Uśmiechnięta, z drinkiem w jednej dłoni, a papierosem w drugiej. W jej oczach był ten blask co kiedyś, ale było jeszcze coś. Ogromna tęsknota, za tym co było. Umiał z niej czytać jak z otwartej księgi.
- Masz ogień? – odezwała się wreszcie przysuwając się bliżej, aby doskonale ją słyszał.
- Głupszego tekstu na rozpoczęcie rozmowy nie było? – spytał i spojrzał na nią spod przymrużonych oczu.
- Zawsze mogłam zacząć mówić o pogodzie.
- Od kiedy Ty palisz?
- Od chwili, gdy musiałam odejść. – powiedziała ze smutkiem w głosie.
Chciała, aby w końcu ją zrozumiał.
- Nic nie musiałaś, to była Twoja decyzja. Nie wiem po co chcesz do tego wracać, po co znów to zaczynasz, po co chcesz ciągnąć tą farsę.
- Uwierz, że jakby to miała być moja decyzja, to w tej chwili nie siedzielibyśmy w tym klubie, tylko wspólnie siedzieli przy kominku, wtuleni w siebie, a na górze, obok naszej sypialni spał by nasz syn.
- Wyobraźnię masz niczego sobie skarbie, ale chyba za bardzo Cię poniosła. - Jak zawsze masz swoje zdanie i nie chcesz nikogo słuchać. Zresztą po co. Myślałam, że ufasz mi.
- Ufałem Ci. Chciałem z Tobą iść na koniec świata i jeszcze dalej. Gdybyś kazała mi skoczyć w ogień to nie zawahałbym się nawet przez moment. Zapragnęłabyś gwiazdki z nieba, a dostałabyś ją opakowaną w czerwony papier. Ale teraz? Gdy zniszczyłaś mnie od środka, gdy nie było Cię w najtrudniejszym dla mnie momencie, gdy po prostu odeszłaś zostawiając jakąś głupią karteczkę Ty nadal masz nadzieję? Na co? Na to, że znów dam Ci się nabrać na Twoje gierki? Wybacz, ale straciłaś swoją szansę. – gdy to mówił, widział jak zaszkliły jej się oczy.
Jemu samemu było trudno wypowiedzieć te słowa. Ale wolał teraz, niż potem znów zostać samemu. Stwierdził, że nie ma czego tu szukać i wstał z zamiarem odejścia. Jednak poczuł uścisk na swoim nadgarstku.
- Ostatni raz napij się i zatańcz ze mną. Tak jak kiedyś.
Jej dotyk nadal wywoływał przyjemne dreszcze, jej oczy hipnotyzowały, a jego ciało nie mogło się oprzeć tej kobiecie. Gdy uśmiechnął się wiedziała, że wygrała kilka chwil z nim. Tak jak za dawnych czasów. Skinęła na kelnera, który już po chwili przyniósł im dwie szklanki whisky.

~*~*~*~

Tu powietrze jest gęste dymem, kokainą, seksem
+18!

-Nie wiem co mi strzeliło do głowy, że zgodziłem się z Tobą zostać. - westchnął Draco.
- Nie wiem co mi strzeliło do głowy, że sama to zaproponowałam.
Zaraz koło nich pojawił się kelner z kieliszkami, a Hermiona bez zawahania wypiła całego drinka do dna. Kiedy już kelner chciał odejść szybko go powstrzymała. - Czy ja powiedziałam koniec? - po czym chwyciła jeszcze dwie szklanki.
- Nie za mało? Ja twoich zwłok nie będę ściągał z tego parkietu.
- Jak mam z Tobą wytrzymać tę noc, to nie zamierzam być trzeźwa, to by było zbyt wiele.
- To i ja poproszę drinka - katem oka spojrzał na Granger, która pochłonęła już następnego – Najmocniejszego.
Tak mijały kolejne drinki, a dwójka kiedyś bliskich, a teraz obcych sobie ludzi zaczęła się do siebie ponownie zbliżać. Gdy do ich uszu doszła piosenka, z którą wiązały się ich wspomnienia, spojrzeli tylko po sobie, aby wspólnie udać się na parkiet.
Draco przyciągnął do siebie jak najbliżej kobietę tak, że teraz czuła jego ciepły oddech na swoim czole. Dłońmi błądził po jej tali, a biodra kołysały się niebezpiecznie blisko siebie. Oddechy zaczęły przyśpieszać, a ich ciała dzieliły centymetry. Ich myśli były pobudzone dużą ilością alkoholu, dawnymi czasami i wspomnieniami.
- Zmieniamy lokal?- szepnął Draco do jej ucha.
Dla niej te słowa brzmiały jak rozkaz, któremu zamierzała się teraz poddać. Bez namysłu kiwnęła szybko głową, a on skierował się do wyjścia z klubu. Teleportowali się niedaleko jego mieszkania. Oboje czuli, że pożądanie jakie w tej chwili odczuwali jest zbyt wielkie, aby to przerwać. Szli szybko w kierunku klatki schodowej, a gdy okazało się, że winda nie działa, ciągle trzymając dłoń kobiety podążyli na górę. Po drodze nie obyło się bez potknięć, śmiechów i cichych pomrukiwań. Wreszcie mężczyzna przycisnął ciało kobiety do ściany wtapiając się w jej usta bez pamięci. Czuła jak jego męskość uciska ją w biodro, a ona jedyne co miała w tej chwili w głowie to jak najszybsze pozbycie go tej tortury i pomoc w rozładowaniu napięcia. Odwzajemniła kolejne pocałunki. Czuła jakie ma miękkie i soczyste usta, które powoli skierowały się na jej szyje. Skóra zaczęła ją piec, drżeć od tych muśnięć.
-Chodźmy do Ciebie...- wymruczała szukając kluczy w jego kieszeniach.
Wreszcie go znalazła i odsunęła się ruszając dalej korytarzem.
- Tak chcesz się bawić? - powiedział bardziej do siebie niż do niej. Rozpiął jeden guzik koszuli i ruszył za nią.
Kobieta nie zamierzała czekać, szła szybkim krokiem kołysząc biodrami i zadzierając swoją czarną sukienkę coraz wyżej. Bacznie ją obserwował. Gdy widział jak odsłania coraz więcej swojego ciała ledwo był w stanie wytrzymać napięcie. Jego zamglony wzrok sprawił, że kolejna fala gorąca uderzyła jej ciało. Spojrzała na drzwi i nie zważając na sąsiadów, oparła się o nie plecami i nie odrywając wzroku od niego zsunęła koronkowe ramiączko, ukazując nagie ramię. Większy uśmiech powędrował na jej usta po czym oblizała zmysłowo usta i przygryzła wargę. Draco przyśpieszył kroki, jakby bał się że zamknie zaraz za sobą drzwi od mieszkania. Kobieta roześmiała się i odwróciła się szybko znikając za drzwiami. Mężczyzna pociągnął zaraz za klamkę i odetchnął z ulgą czując że drzwi nie są zamknięte. Obraz przed jego oczami wirował. Sam nie był pewien czy to z powodu buzującego w żyłach alkoholu czy jednak podniecenia. Widział przed sobą Hermionę bawiącą się ramiączkiem.
- Chyba nie każesz samej mi się bawić?
Nie czekał długo. Podszedł do niej i już chciał się na nią rzucić i zdzierając z niej tą sukienkę z bielizną włącznie.
- Nie tak szybko - wyszeptała mu do ucha i pchnęła na łóżko.
Mężczyźnie podobało się to zagranie, więc nie zamierzał opierać się kobiecie która wyraźnie była nieziemsko pobudzona. Chwyciła gumkę we włosach i jednym pociągnięciem rozpuściła swoje długie brązowe włosy, a mężczyźnie wkradł się delikatny uśmiech na usta. Odwróciła się i włączyła więżę, z głośników poleciała zmysłowa muzyka, do której kobieta zaczęła się kołysać i ponowie zaczęła zabawę ze swoim drugim ramiączkiem. Nie spuszczała z niego swojego wzroku, gdy widziała w jego oczach to pożądanie z jakim na nią patrzył tak jak przed laty. Same te myśli sprawiały że już czuła się przed nim naga. Alkohol pobudził ją do kolejnych ruchów. Czarna mini osunęła się na ziemię, a kobieta zrobiła krok w bok odwracając się do mężczyzny. Draco nie mógł wypowiedzieć nawet słowa, gdy zobaczył kobietę w samym kusych stringach. Tyle czasu czekał, aby ten moment znów nastąpił.
Nie zwlekał dłużej i podniósł się z łóżka pociągając kobietę za sobą. Brązowe loki rozwiały się po pościeli. Poczuła wilgotne usta na swoim obojczyku, które obdarowywały jej ciało pocałunkami. Schodził coraz niżej, zatrzymał się na jej prawej piersi i zaczął drażnić jej sutek. Hermiona wciągnęła powietrze, czując dreszcze na swoim ciele. Mężczyzna poczuł dokładnie to samo i nie zamierzał skończyć. Zszedł z pocałunkami coraz niżej, a drugą dłonią zaczął drażnić jej obie piersi. Gotowała się w niej krew od dotyku Dracona, jej mężczyzny. Bo chociaż nie był jej to dla niej na zawsze taki pozostanie. Podniecenie brało górę, chciała go już poczuć, jak wypełnia jej ciało, jak napiera na nią. Dłońmi trzymała jego głowę, aby dotknął jej kobiecości. Ten jednak nadal był oporny, i złożył pocałunek na wewnętrznej stronie jej uda. Delikatnie, wręcz prawie jej nie dotykając, przejechał palcem po jej łonie czując jak robi się mokra.
- Zrób to .. - wyjęczała.
Sam miał dość czekania. Podniosła się z łóżka i pozbawiła go spodni włącznie z bokserkami. Gdy jej oczom ukazał się członek mężczyzny, oblizała opuszek palca i dotknęła nabrzmiałej główki penisa. Widziała jego zamglone oczy od podniecenia. Pchnął ją mocno na łóżko i wszedł w nią szybko. Kobiecy głos wypełnił pokój, a sam jego dźwięk przyprawiał o dreszcze. Czuła go w sobie idealnie, świat jej wirował od podniecenia i alkoholu. W końcu spełniały się jej najskrytsze marzenia. Poruszał się w niej coraz szybciej. Robił wszystko, aby zapamiętać te chwilę.
Położyła swoje dłonie na jego pośladkach, a z każdym jego pchnięciem sunęła coraz wyżej zostawiając ślady swoich paznokci na jego plecach. Było jej wspaniale. To on był mężczyzną, który potrafił ją doprowadzić do takiego stanu. Nie chciała nikogo innego. Tylko jego. On tylko dłonią zaciskał mocniej jej pośladki, aby głębiej ją penetrować. Było słychać skrzypienie łóżka pod tą dwójką kochanków. Draco dobrze wiedział czego chciał w tej chwili i nie tylko teraz. Chciał jej zawsze. Całej. Chciał widzieć jak wygina się pod nim, chciał słyszeć jej błagania o więcej, chciał aby krzyczała jego imię, tylko jego. Kropelki potu omiotły jej czoło. Przycisnął dłonie kobiety tuż nad jej głową by złożyć kolejny pocałunek na jej pełnych wargach. Szybkie muśniecie, aby znowu się odsunąć. Kobieta próbowała się podnieść, wręcz błagała wzrokiem o ponowny pocałunek. Był w swoim żywiole. Uwielbiał panować nad kobietami, dominować je. A nad ją szczególnie. Bo Granger była jego. Bezapelacyjnie i na zawsze. Fala ciepłego nasienia zalała ciało kobiety, a ona wygięła się w łuk. Doszła z krzykiem na ustach. Mężczyzna opadł na spocone ciało kobiety, ciężko dysząc. Pocałował namiętnie jej usta. Nadal smakowała malinami, a całą jego sypialnię wypełniał zapach seksu i ich ciał. Spragnionych ciał. - To było coś... - westchnęła kobieta, uspokajając oddech.
-Powtórka?
-Tej nocy na pewno - po czym wtopiła ponownie swoje usta w wargi mężczyzny.

~~~~


Witam wszystkich!
Dzisiaj macie rozdział stworzony po pracy, przy butelce wina i dobrej muzyce, czyli wszystko co mnie motywuję do pisania :)
Robaczki, oczekuję komentarzy, bo to pierwszy rozdział, który pojawił się na blogu tylko mój :D
Więc Vegas pozdrawia, zaprasza do czytania i wyrażania opinii, bo jestem ich cholernie ciekawa.

jak wyżej :D
ja nie mam nic wspólnego z tym rozdziałem, choć sikałam z zachwytu jak Vegas mi to wysłała.
Mam nadzieje, że Wam spodoba się tak samo jak mi!

Pozdrowienia!
N.


After all this time? Always.

Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...