wtorek, 20 października 2015

Miniaturka VII cz.2 - w życiu nie ma happy endów...

Gdy ktoś odchodzi na zawsze, odchodzi bez pożegnania...


XxXxXx




Czekając aż się zjawi, obróciła się tyłem do drzwi, by opanować swoje emocje. Bywała w tym domu setki razy i znała go jak własny. Towarzyszyły jej mieszane uczucia, gdy stała przed nim i gdy wiedziała, że nie jest tu już mile widziana.
-Miona? - usłyszała zachrypnięty głos za swoimi plecami.
Znieruchomiała na chwilę, odetchnęła głęboko i obróciła się w jego stronę.
Spojrzała w szaro-zielone tęczówki, mężczyzny który kiedyś był centrum jej życia. Zalały ją uczucia, które tłumiła w sobie od roku. Poczucie niesprawiedliwości, gniewu i rozgoryczenia. Pozwolił jej odejść, w rocznicę ich związku przygotowała kolację, jego ulubione spaghetti, wino, świece. Ubrała się w najlepsze ciuchy. Specjalnie założyła koronki, wstążeczki i szpilki tak jak lubił.
Czekała cztery godziny.
Zgasiła świece.
Wino wypiła sama.
Poprawiła wódką.
Sama ściągnęła koronki i wstążeczki, sama położyła się spać.
Sama również się obudziła.
Po dwóch tygodniach zrozumiała, że nie wróci.
Że została sama. Że nie będzie drugiej rocznicy, że nie będzie więcej czułych słówek ani jego.
Zapadł się pod ziemię.
Chodziła po mieście, ale nigdy na niego nie wpadła.
Ściągnęła łańcuszek od niego, kolczyki i wszystkie pamiątki schowała głęboko w szafie.
Ale nie zapomniała.
Nie zapomniała przez rok, nie zapomniała nawet wtedy, gdy oświadczył się jej ktoś inny.
I teraz stojąc przed nim, zrozumiała, że nie zmieniło się nic.
Nie zapomniała.
Nadal kochała.
Jego ciało nadal ją przyciągało, a tęczówki nadal były najpiękniejszymi na świecie.
Nadal był najważniejszy.
-Hermiona? - powiedział, gdy milczała.
Rzadko używał jej pełnego imienia.
-Draco - powiedziała w końcu.
-Co Cię sprowadza? - zapytał.
-Potrzebuję od Ciebie zgody - powiedziała.
-Zgody? Na to? - zapytał, nie rozumiejąc.
Wzięła głęboki oddech.
-Może wejdziesz? - zapytał widząc, że zapowiada się na dłuższą rozmowę.
-Nie - zaprzeczyła gwałtownie - posłuchaj, wychodzę za mąż i...
-Wychodzisz za mąż? - przerwał jej ostro - za kogo?
Spojrzała mu w oczy jakby chciała go przeprosić.
-Terrence Higgs.
- Terren? - Draco zabrakło słów.
Jego przyjaciel, jego były najlepszy przyjaciel.
-Tak - powiedziała łagodnie - Terren. Nie lubię do tego wracać, ale potrzebuje od Ciebie zgody.
-Jakiej zgody? - warknął - podjęłaś decyzję.
Hermina zignorowała jego prowokację. Zawsze tak robił jak chciał coś ugrać. Tym razem mu się nie uda.
-Dałam Ci swojego czasu łańcuszek...
-Chcesz go z powrotem? - zapytał jakby brzydził się tym, że po roku chce zwrotu błyskotki.
-Gdybym ją chciała, przyszłabym wcześniej - warknęła - rzuciłam na nią zaklęcie. Zaklęcie Wierności, które nie pozwala mi podpisać aktu małżeństwa.
-Wierności? - prychnął Draco - spodziewałaś się zdrady?
-Nie - powiedziała cicho, patrząc mu w oczy - dałam Ci ten łańcuszek razem z przysięgą wierności.
Draco dawno nie widział jej brązowych oczu. Dopiero teraz zobaczył w nich rozpacz i niesprawiedliwość. Po chwili wszystko znikło. Jakieś światełko w nich zgasło.
-Proszę, daj mi go na chwilę i już mnie nie ma. Tylko po to tu przyszłam - powiedziała unikając jego wzroku.
Patrzył na nią jakby widział ją pierwszy raz w życiu. Jej oczy były ciemniejsze niż zawsze. Włosy wróciły do dawnej długości. Sięgały prawie bioder. Była chudsza niż kiedyś, ale figurę nadal miała piękną.
-Hermiona... - zaczął - ja...
-Draco, nie chcę do tego wracać - powiedziała stanowczo - daj mi ten łańcuszek i mnie nie ma.
Westchnął cicho i sięgnął do karku.
Spod bluzy wyciągnął srebrny łańcuszek z mieniącą się zawieszką w kształcie litery "M".
Hermiona natychmiastowe poznała ten łańcuszek. Sama mu go dała.
Nadal go nosił.
Jakaś struna w jej sercu, o której nie miała pojęcia, że jeszcze żyje, drgnęła mocno, powodując ból. Wspomnienia napłynęły tak szybko...


~*~*~*~*~*~


Hermiona siedziała na ławce w parku. Ściągała właśnie łańcuszek z literką "D". Schowała go do srebrnego pudełeczka. Ściągnęła również pierścionek z palca serdecznego i również włożyła do pudełeczka. Wyciągnęła takie samo z torebki i uśmiechnęła się.
Teraz może czekać na Draco.
Zjawił się chwilę później i usiadł koło niej na ławce.
Hermiona nawet na niego nie spojrzała.
-Miona? - zapytał zaniepokojony.
Pokazała mu nagi dekolt, nie ozdobiony niczym. Potem machnęła ręką bez obrączki.
-Miona, co się stało?
Sięgnęła do torebki i dała mu srebrne pudełeczko.
Draco wziął je niepewnie do ręki. Znał je. Sam kupił je dla Hermiony.
-Dlaczego? - zapytał pobladły.
-Otwórz - powiedziała chłodno, patrząc na niego z ukosa.
Spojrzał na nią, a potem otworzył.
Przez chwilę nie wiedział na co patrzy.
Hermiona roześmiała się i spojrzała na niego.
-Wszystkiego najlepszego, Słoneczko - powiedziała z uśmiechem, przytulając go.
Oszołomiony Draco, przytulił dziewczynę, patrząc na zawieszkę w kształcie literki "M".
-Kocham Cię - szepnęła mu do ucha.
-Dziewczyno, dostałem zawału!
Hermiona tylko się roześmiała.


"Czasem graniczę ktoś przekracza, a w życiu? nie ma powrotów,
czas przecież nigdy nie zawraca..."




~*~*~*~*~*~


-Masz - powiedział oschle Draco - czaruj.
Hermiona ocknęła się ze wspomnień.
Draco już nie jest jej...
Wyciągnęła różdżkę i złapała błyskotkę.
-Też musisz go trzymać - powiedziała cicho.
Draco złapał za misterny łańcuszek.
Poczuł jak przez srebro przechodzi magia. Przez chwilę miał wrażenie, że Hermiona znów jest jego. Przez jego ciało przeszło uczucie ciepła i czułości, które nie towarzyszyły mu od roku.
Potem wszystko zniknęło.
Hermiona schowała różdżkę i puściła łańcuszek.
-Dziękuję- powiedziała Hermiona.
Odwróciła się i wyszła na dwór.
-Miona!
Spojrzała na niego przez ramię.
Patrzył na nią uważnie. Tak jak kiedyś.
-Wyzdrowiałaś?
Hermiona podniosła brew.
-Anemia? Kręgosłup?
-Kręgosłup w porządku. A anemia nawraca. Żyje - wzruszyła ramionami.
-Jesteś szczęśliwa? -zapytał cicho.
Uśmiechnęła się.
-Pytasz czy jestem tak szczęśliwa jak z Tobą?
Draco zawahał się przez chwilę, a potem kiwnął głową.
-Nie będę was porównywać.
-Ale...
-Draco- przerwała mu - odszedłeś. Czekałam na Ciebie. Bardzo długo czekałam. Ale którego dnia zrozumiałam, że nie wrócisz. Kochałam Cie. Sam wiesz jak bardzo. Ale jest ktoś kogo kocham bardziej.
-On? - głos Draco przeciął powietrze jak nóż.
-Nie - pokręciła głową - ja sama. Kocham siebie bardziej. Nie chcę więcej cierpieć i czekać aż wrócisz. Byłam z Tobą szczęśliwa, ale nie będę czekać na coś co już nie wróci.
Odwróciła się i odeszła.
Draco nie zawołał za nią.
Nie spodziewała się tego.
Nigdy nie wołał.
Nigdy nie prosił, żeby wróciła.
A ona zrozumiała, że czas nie goi ran, że nic się nie zmieniło, że mimo iż była zaręczona, Draco nie opuścił jej serca.
Dalej należało do niego.


To nie tak, że nie umiem żyć bez Ciebie.
Owszem, umiem.
Tylko się boję.
A życie polega przecież na pokonywaniu własnego strachu...


XxXxXx


Podoba się?
Nox

wtorek, 13 października 2015

Miniaturka VII cz.1

Najtrudniej jest pogodzić się z przeszłością, zaakceptować fakt, że to co było nigdy nie wróci.
Nic już nie będzie takie samo.


XxXxXx




Ciemnowłosa kobieta stała przed furtką domu. Spoglądała na niego z napięciem.
Musiał być w domu. Musiał. Ta wizyta nie mogła pójść na marne. Za dużo ją to kosztowało.
Zdecydowanym ruchem odsunęła zasuwę od furtki, która przesunęła się z cichym jękiem. Pchnęła furtkę i weszła na podwórko. Przeszła wyłożoną białą kostką ścieżka do drzwi frontowych. Po dwóch schodkach weszła na ganek. Obrzuciła wzrokiem okna i nieruchome firanki.
Nie ma nikogo? Ten dom zawsze był pełny ludzi.
Odetchnęła dwa razy i zapukała.
Raz Merlinowi śmierć.
Z głębi domu dało się słyszeć szczekanie psa i czyjeś kroki.
Odetchnęła jeszcze raz, gdy rozległ się dźwięk przekręcanego klucz w zamku i szczęk otwieranych drzwi.
W progu stanęła czarnowłosa kobieta w ciemno niebieskiej sukience do połowy ud. Zmrużyła zielono-szare oczy widząc gościa.
-Nie jesteś tu pożądaną osobą - warknęła i odsunęła się z progu, by zamknąć drzwi.
-Nie Twój interes - odparowała ciemnowłosa.
-Jak najbardziej mój, bo to mój kuzyn - uśmiechnęła się ironicznie pani domu.
-Zawołaj go, albo zacznę krzyczeć, nie mam czasu - powiedziała zmęczonym głosem kobieta.
-Po tym co mu zrobiłaś...
-Widać wybielił siebie - weszła jej w słowo ciemnowłosa - a powiedział co zrobi mi? Wątpię - dodała szyderczo.
Pani domu nie odezwała się, mierząc wzrokiem kobietę przed drzwiami.
-On cierpi - powiedziała w końcu.
-Trudno mi w to uwierzyć - prychnęła i oparła się o futrynę - mamy zacząć krzyczeć?
Gdy czarnowłosa nie odpowiedziała, nabrała powietrza i otworzyła usta.
-Zamknij się. Zawołam go - warknęła i trzasnęła drzwiami.
Ciemnowłosa uśmiechnęła się ponuro.
czekała ją najtrudniejsza rozmowa z tym mężczyzną.


~*~*~*~


Chcecie więcej?

niedziela, 11 października 2015

so cold...

Życzę Ci, żebyś patrząc w Zwierciadło Ain Eingarp, nigdy nie zobaczył ludzi, których kochasz...






Nox


poniedziałek, 28 września 2015

...

bierzesz gorącą kąpiel, żeby nie czuć wewnętrznego chłodu...


~*~*~


chcielibyście jeszcze przeczytać coś ode mnie?

sobota, 10 stycznia 2015

Miniaturka VI - Co by było gdyby... część V/ostatnia

Nigdy nie uwolnisz się od przeszłości, ona zawsze wraca.


Hermiona zamarła z ręką na klamce.
Miała zamknięte oczy.
Przed oczami stanął jej Andre
Znała swojego syna jak nikt inny na świecie i gdyby miała zdolności plastyczne umiałaby go narysować w pamięci.
Jej jedyny syn miał blond włosy, ale przecież to nic nie znaczy. Miał również niebieskie oczy, ale to nic nie znaczy. Klasyczne rysy, zawsze myślała, że mężczyzna, który oddał nasienie, musiał być bardzo przystojny. Bo czego, jak czego, ale urody nie można było Draconowi odmówić.
Dopóki nie spotkała Alessandro, marzyła czasami, że pozna dawcę, ale nigdy nie myślała, że pozna go w ten sposób...
-Granger? - do jej podświadomości wbił się jego cichy głos.
Nie odpowiedziała.
Odwróciła się powoli i wróciła do fotela, który przed chwilą opuściła. Usiadła w nim i ukryła twarz w dłoniach.
Po chwili usłyszała jak Malfoy siada w drugim fotelu. Usłyszała szczęk szkła i jego głos.
-Wypij, Granger.
Podniosła głowę.
Stawiał przed nią szklankę Ognistej.
Hermiona, która jak zawsze nie przepadała za tym trunkiem, teraz sięgnęła po szklankę z wdzięcznością.
Upiła łyk i skrzywiła się lekko.
Nigdy by nie pomyślała, że Malfoy może być ojcem jej dziecka.
Zastanawiała się nad charakterem Andre i coraz bardziej widziała w nim blondyna siedzącego koło niej.
Andre był uparty, miał to po niej, ale czy na pewno?
Ten upór i pewność w jego ruchach, gracja i wdzięk nawet w wieku jedenastu lat. Takie coś nie zdarzało się często. Cechowało to arystokrację, do której z pewnością należał Draco Malfoy.
-Nigdy bym się nie spodziewała... - mruknęła.
-Nikt by się nie spodziewał - powiedział trzeźwo Draco – przypadki chodzą po ludziach.
-Malfoy - syknęła Hermiona – chciałam mieć dziecko, ale nie chciałam go z tobą, gdybym spotkała Alessandra trzy lata wcześniej on byłby ojcem Andre, a nie przypadkowy facet.
-Ale nim nie jest - uciął Draco. - Trzeba sprawdzić czy mam rację i Andre jest moim synem czy nie.
-A jeśli nim jest? - zapytała Hermiona. – To co wtedy?
Draco nie odpowiedział od razu.
- Jeśli tak... to jest ostatnim Malfoyem, a to zobowiązuje.
-Do czego?
-Na pewno do zmiany nazwiska.
-Na pewno nie – powiedziała stanowczo Hermiona, krzyżując ramiona na piersi – nazywa się Granger-Vigneron i tak zostanie.
-Jeśli zostanie przy tym nazwisku nie przejmie po mnie spadku – odciął się Draco.
-Jestem zdolna utrzymać dziecko i zapewnić mu życie na poziomie – warknęła Hermiona. - Obejdzie się bez twoich pieniędzy.
-Spadek to nie tylko pieniądze, ale również Malfoy Manor i parę innych posiadłości, i pełen skarbiec Gringotta biżuterii i dzieł sztuki.
-A jeśli tego nie przejmie?
-Zakładasz, że to mój syn? - zapytał Draco, spoglądając na nią.
-Pytam, bo chcę wiedzieć jakie mamy możliwości.
-Jeśli tego nie przejmie to wszystko przepadnie. Fortuna może przejść tylko na Malfoya, nie mogę tego przepisać komuś innemu.
-Przepadnie? - podjęła Hermiona, odstawiając szklankę na dębowy stolik.
-Ministerstwo.
-Czemu nie zatroszczysz się o następcę?
Draco skrzywił się i dolał sobie Ognistej.
-Jestem bezpłodny od ośmiu lat – mruknął cicho.
-Jak? - zapytała delikatnie Hermiona.
-Skutek klątwy Voldemorta, gdy wykryli ją w moim organizmie było za późno na szukanie antidotum, które jak myślę nigdy nie istniało.
Hermiona spojrzała w ognień.
Przez dłuższą chwilę panowała cisza.
-Andre to twoja ostatnia nadzieja? - zapytała w końcu.
Draco wstał i podszedł do okna. Spojrzał na błonia i sięgnął pamięcią do lat szkolnych, gdy przemierzał je niezliczoną ilość razy.
-Nie wiem, co o mnie myślisz, Granger – powiedział, nie patrząc na nią – mogę się jedynie domyślać, ale gdy skończyła się wojna chciałem założyć normalną w miarę szczęśliwą rodzinę. Miałem do tego możliwości, ale najpierw chciałem wyjść na prostą, dlatego zacząłem grać. Chciałem się uspokoić. Gdy byłem na badaniach do drużyny wykryli zaklęcie i dowiedziałem się o skutkach. Byłem wtedy zaręczony...
-Nie wiedziałam – powiedziała cicho Hermiona.
-Mało kto wiedział – przyznał jej rację Draco. – Astoria była idealną kandydatką, piękna, bogata arystokratka. Nas było coraz mniej. Chciałem być wobec niej szczery, dlatego powiedziałem jej, że jestem bezpłodny. Odeszła. Jak każda rodzina czystej krwi nie może pozwolić sobie na to, aby pozostać bez dziedzica. Tłumaczyła mi to, potrafiłem ją zrozumieć. Zawsze potrafiliśmy się dogadać. Była płytka, ale życie nauczyło ją współczucia i empatii. Zostałem sam z niczym. Nie mogłem ożenić się z żadną kobietą czystej krwi, a nic innego nie wchodziło w grę. Musiałem myśleć o spadku. Wszystko co zarobiłem i co mogłem przeniosłem na inne konto u Gringotta, ale większość rzeczy musi zostać w skarbcu Malfoyów.
-Co ma do tego Andre? - zapytała Hermiona.
-Andre... musi przejąć nazwisko i spadek – powiedział Draco i wrócił na miejsce koło kominka.
-I nic poza tym?
-Oczywiście chce go poznać prywatnie, żeby z czasem poznał prawdę, kto jest jego ojcem. Dopóki nie będzie mu się działa krzywda nie będę się wtrącał w jego wychowanie, jeśli nasze kontakty ułożą się pomyślnie, drzwi do mojego domu zawsze będą dla niego otwarte.
-A jeśli to nie jest twój syn? - zapytała Hermiona, spoglądając na niego.
Draco zasępił się.
-Nie wiem.

XXX

Hermiona wróciła do domu kilka godzin później, po gruntowym przemyśleniu sprawy.
Andre miałby przed sobą wiele możliwości jeśli byłby Malfoyem. Wiele drzwi otwierało się przed nim na nowo w świecie magii, a tego pragnęła dla niego najbardziej.
-Hermiona? - zapytał Alessandro. – Co się stało?
Oparła się o framugę drzwi w salonie i spojrzała na męża.
Alessandro był jej mężem, partnerem i przyjacielem od dziesięciu lat, uważała go za ojca Andre i kochała go jak nikogo na tym świecie.
Jak przyjmie wiadomość, że być może Andre znalazł ojca? Że być może ktoś zastąpi jego miejsce?
-Andre coś nawywijał? - zapytał Alessandro, podchodząc do niej.
W jego zielonych oczach pojawił się niepokój.
-Nie, z nim wszystko dobrze – powiedziała automatycznie.
-Więc? - dopytywał się.
-Chyba znalazłam ojca Andre – powiedziała niepewnie Hermiona, uważnie obserwując męża.
Jego rysy stężały.
-Jak to?
-Malfoy wpadł na trop – powiedziała cicho – ale to jeszcze nie jest pewne, trzeba zrobić badania DNA...
-Znasz go? - zapytał Alessandro.
-Znam, ale nigdy za nim nie przepadałam – Hermiona spojrzała mu w oczy – Alessandro... nigdy nikt nie zajmie twojego miejsca w moim życiu. Andre pewnie myśli tak samo.
Skinął powoli głową i rozluźnił się trochę.
-Opowiedz mi wszystko – poprosił.

XXX

Dwa tygodnie później Hermiona czekała pod szpitalem na Malfoya.
Próbki do badań wzięła od Andre trzy dni po rozmowie z Draco.
Ustalili z Alessandro, że jeśli badania potwierdzą ich przypuszczenia Andre przejmie spadek Malfoya i jeśli się zaprzyjaźnią, za parę lat powiedzą mu prawdę. Potem wszystko będzie zależało od Andre. Jego decyzją będzie czy uzna ojca czy nie.
-Cześć – usłyszała za plecami.
Obróciła się i zobaczyła Dracona w zwykłych dżinsach i kurtce.
-Cześć - powiedziała.
Musieli zachowywać się jak dorośli ludzie, jeśli mieli załatwić to w miarę spokojnie.
-Stres? - zapytał Draco, otwierając przed nią drzwi kliniki.
-Ogromny – mruknęła Hermiona – nie mów, że jesteś spokojny.
-Nie jestem - przyznał Draco, kierując się w stronę recepcji.
-Nie tutaj – powiedziała Hermiona – idziemy od razu do doktora Skettla, umówiłam nas.
-Im szybciej tym lepiej.
Szli długim korytarzem, aż stanęli przed drzwiami z tabliczką "doktor Lukas Skettel'
Spojrzeli na siebie.
Hermiona odetchnęła głęboko i zapukała do drzwi.

XXX

-Otwórz w końcu tę cholerną kopertę – powiedział zdenerwowany Draco sekundę po tym jak wyszli ze szpitala.
-Tu waży się przyszłość Andre.
-Nie tylko jego – syknął Draco – otwórz na Merlina!
Hermiona drżącymi palcami rozdarła białą kopertę i wyciągnęła z niej arkusz papieru.
Draco zaglądał jej przez ramię.
Hermiona czuła, że nogi ma jak z waty i kręci jej się w głowie.
-To nie jest na moje nerwy... - mruknęła, gdy słowa tańczyły jej przed oczami.
-To mój syn – szepnął Draco, który doczytał się prawdy szybciej niż Hermiona – Granger, to mój syn!
Ludzie, którzy przechodzili koło nich spojrzeli zdziwieni.
-A jednak... - powiedziała Hermiona, a potem była już tylko ciemność.

XXX

Draco prowadził jedną z ostatnich lekcji nauki latania. Ślizgoni radzili sobie całkiem nieźle jak na ich wiek. Okiem znawcy mógł zobaczyć, że dwie osoby mają w sobie wrodzony talent. Albus Potter i jego syn, Andre. Chłopcy znali się od kilku lat przez swoich rodziców i teraz rozprawiali o najnowszym modelu Błyskawicy, który wyszedł w tamtym roku.
-Albus! Andre! - krzyknął.
Chłopcy spojrzeli w jego stronę.
Draco był ogólnie lubianym nauczycielem, szczególnie przez chłopców. Wymagającym, ale sprawiedliwym. Na dodatek był opiekunem Slytherinu...
-Zostańcie ze mną, reszta ma wolne – powiedział.
Obserwował jak uczniowie kierują się w stronę zamku, a dwójka jego wychowanków zbliża się do niego.
-Potter, zapewne wiesz, że twój ojciec grał w szkole, prawda? - zapytał, spoglądając na małego chłopca z burzą czarnych włosów.
-Tak, jako szukający.
-Masz zadatki na szukającego tak jako on – uśmiechnął się Draco, na co buzia chłopca poczerwieniała – jeśli dobrze pójdzie w przyszłym roku dołączysz do drużyny.
Albus uśmiechnął się oszołomiony.
-Naprawdę pan tak uważa? - zapytał.
-Jeśli będziesz się bardzo starał i tego chcesz, to oczywiście – zapewnił go. – A ty, Andre, lubisz latać?
-Tak, proszę pana – odpowiedział grzecznie chłopiec – ale nie mam tego po matce.
Draco uśmiechnął się lekko. "Ma to po mnie".
-Mam przyjemność znać twoją matkę i muszę się z tym zgodzić – przyznał mu rację – może po ojcu...
-Nie znam - uciął rozmowę Andre.
-Może kiedyś poznasz – dodał mu otuchy Draco i pozwolił chłopcom odjeść.
Wczoraj Granger napisała mu, że Andre może zmienić nazwisko jak będzie na to gotowy.
Wszystko układało się po jego myśli.

XXX

Siedem lat później.

-Dlaczego po tym jak skończyłem szkolę muszę do niej wracać? - mruczał pod nosem Andre, idąc za matką i ojcem przez błonia.
-Bo musisz się czegoś dowiedzieć – powiedziała łagodnie jego matka.
-Czego?
-Lubisz Malfoya? - zerknęła na niego Hermiona.
-Nauczyciela latania? - uśmiechnął się Andre. – To przez niego tu jesteśmy?
-Tak, prosił nas o spotkanie – zgodziła się Hermiona.
-Żaden nauczyciel nie rozumiał mnie tak jak on – powiedział cicho Andre.
-Masz okazję z nim porozmawiać – uśmiechnął się Alessandro.
-Cześć – usłyszeli głos z oddali.
Na spotkanie wyszedł im nauczyciel latania. Automatycznie udali się na długi spacer po błoniach.
Przez ostatnie siedem lat Draco utrzymywał kontakty z Hermioną i Alessandro. Polubił ich i zaprzyjaźnił się z nimi. Alessandro zaakceptował to, że Draco jest ojcem Andre. Wiedział, że przybrany syn kocha go i to mu wystarczało.
Hermiona za to bała się reakcji Andre, wiedziała, że jest wybuchowy. Po ojcu.
-Dzień dobry, profesorze – uśmiechnął się Andre.
-Cześć, młody – powiedział Draco, spoglądając na niego - Hermiona, Alessandro.
Uśmiechnęli się do niego.
-Andre, mamy ci coś do powiedzenia i do zaproponowania – zaczęła Hermiona.
Chłopak spojrzał na matkę, na jego czole pojawiła się zmarszczka.
-Wiesz, że nie jestem twoim ojcem – powiedział Alessandro.
Andre skinął głową, wiedziało o tym od dawna.
-Dowiedziałam się, kto jest twoim ojcem, zupełnie przypadkiem – dodała Hermiona – gdybym wiedziała wcześniej twoje życie wyglądałoby inaczej.
-Nie bez powodu jest tutaj mój nauczyciel latania, prawda? - zapytał cicho Andre.
-Nie – zgodziła się łagodnie Hermiona - Draco jest twoim ojcem.
-Wiedział pan? - zapytał z przyzwyczajenia Andre.
-Draco - powiedział blondyn. – Tak, wiedziałem. Chcieliśmy żebyś dorósł i dowiedział się o tym po skończeniu szkoły.
-Dlaczego? - zapytał w miarę spokojnie Andre.
-Skandal - powiedział Alessandro. – Draco jest ostatnim dziedzicem Malfoyów i jest bezpłodny.
-To jak...?
-In vitro – powiedziała Hermiona – Alessandro uznał cię za swoje dziecko tuż po naszym ślubie, gdy miałeś trzy lata. Draco jak byłeś w pierwszej klasie wpadał na to, że możesz być jego synem. Sprawdziliśmy to i okazało się, że to prawda.
-Nie traktowałem cię inaczej, nie faworyzowałem – odezwał się Draco. – Chciałem, żebyś mnie poznał jako człowieka, nauczyciela i trenera, a w końcu...
-...przyjaciela – wpadł mu w słowo Andre.
Draco skinął głową i spojrzał ponad jeziorem na Zakazany Las.
-To twoja decyzja, jeśli uznasz Draco za ojca przejmiesz jego spadek i...
-Mamo – przerwał jej Andre – od początku, ze szczegółami.
Usiedli nad jeziorem i Hermiona zaczęła opowiadać synowi jego historię, a co jakiś czas uzupełniali ją Alessandro i Draco.

XXX

Andre rok po ukończeniu szkoły przyjął nazwisko ojca.
"Prorok Codzienny" rozpisywał się o tym tygodniami.
Początki były trudne. Hermiona zawsze była dla niego matką, a Alessandro ojcem. Dlatego do ojca mówił po imieniu. Łączyła ich pasja do quidditcha i zamiłowanie do książek. Co i raz odkrywali jak dużo mają wspólnego. Lubili tę samą kuchnię, kawę, kolory. Mieli te same przyzwyczajenia, które odkryli dopiero wtedy, gdy Andre zamieszkał z ojcem latem. Dzielił swój czas między rodziców a ojca.
Draco cieszył się, że syn nie jest czystej krwi. Przejął jego majątek, ale sam nie musiał martwić się tym, żeby wyjść za maż i nie popełnić mezaliansu.
Blaise Zabini, gdy dowiedział się, że Draco ma syna, zjawił się u niego w domu z butelką Ognistej i słowami "stary, dzięki mnie masz dziedzica".
Andre planował studia medyczne.
Chciał pomagać ludziom, jednak nigdy nie odmawiał ojcu, gdy ten chciał pograć w quidditcha.
Hermiona, widząc syna kłócącego się z Draco o każdy faul w Mistrzostwach Świata dziękowała Merlinowi za spostrzegawczość Draco.
Gdyby nie on, Andre nie znałby ojca...
Gdyby nie przypadek, Draco zostałby sam...
Gdyby...
A tak wszystko jest dobrze.

~*~*~*~

beta : Muscardinus

Witam!

Ostatnia część.
Mam nadzieję, że Was zadowoli.

Pozdrowienia,
Nox

After all this time? Always.

Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...