sobota, 13 kwietnia 2013

rozdział 41

Bo to co kiedyś było ważne, zawsze musi się zestarzeć
i obrócić w proch przeszłości i obojętności...
Nox

Parvati obudziła się z przekonaniem, że ten dzień będzie niezwykły.
Słońce już dawno wstało i promienie wlewały się do jej dormitorium. Odbijały się od lustra i szklanych powierzchni. Mimo że było kilka minut po siódmej rano, już panował skwar.
Uczniowie siódmej klasy mieli na głowie OWTM- y od poniedziałku, a piątej SUM - y. Wszyscy chodzili zdenerwowani, przekonani, że nic nie umieją i każdą wolną minutę spędzali nad książkami.
Gryfonka usiadła na łóżku i przeciągnęła się. Ziewając poszła do łazienki. Spojrzała w lustro, mrużąc oczy.
Włosy miała rozczochrane, oczy lekko podkrążone. Skutki siedzenia nad książkami do późna.
Myjąc zęby, przypomniała sobie, że miała iść do Hermiony, żeby przemówić jej do rozsądku.
Ze szczoteczką w ustach wyszła z dormitorium i zapukała do Hermiony.
-Szeromina, wstawaj! - zawołała niewyraźnie - mszymy pogadać!
Jednak Hermiona nie pojawiła się.
-Miona! - zawołała Parvati - wyłaź! Nie udawaj, że śpisz!
Zła, że przyjaciółka jej nie otwiera, wróciła do łazienki. Umyła do końca zęby i nadal w piżamie, znów zaczęła się dobijać do Hermiony.
Po dziesięciu minutach dała sobie spokój.
Już naprawdę wkurzona, wyszła z sypialni, przeszła przez opustoszały Pokój Wspólny. Otworzyła drzwi do pomieszczenia, w którym jeszcze nigdy nie była. Sypialni chłopców z siódmego roku.
Harry, Ron, Neville, Seamus i Dean spali spokojnie w łóżkach.
Parvati, oddychając głęboko, podeszła do łóżka Harry' ego i ostrożnie przyłożyła mu dłoń do ust, w tym samym momencie potrząsając go za ramię.
Harry szarpnął się i zaczął wyrywać, ale nie odezwał się. W czasie wojny nauczył się, że w chwili zagrożenia lepiej zachować ciszę.
-Harry - szepnęła mu do ucha Parvati - cicho, bo ich obudzisz, to ja.
Wybraniec przestał się szarpać i otworzył oczy.
-Masz - szepnęła dziewczyna, podając mu okulary.
-Co się dzieje? - zapytał Gryfon.
-Musimy znaleźć Hermionę, chodź.
-Hermionę? - zapytał szeptem Harry.
-Zniknęła – mruknęła Parvati.
Harry bez dalszych pytań zsunął się z łóżka. Miał na sobie jedynie spodnie od dresu. Złapał tylko bluzę i skinął na Gryfonkę. Wyszli cicho z sypialni.
-Jak to zniknęła? - zapytał Harry już w pustym salonie Gryfonów.
-Chciałam z nią pogadać – powiedziała Parvati, siadając na kanapie koło okna – pamiętasz, tak jak ustaliliśmy z Blaisem – gdy Harry kiwnął głową, mówiła dalej – no i poszłam do niej przed chwilą, ale jej nie było. Wczoraj wieczorem też u niej byłam. Sprawdzałam czy jest parę razy i nic. Wiem, że zawsze do późna siedzi w bibliotece, ale byłam u niej po pierwszej i też jej nie było...
Wybraniec skinął głową.
-No dobrze – powiedział z rozdrażnieniem – poszukajmy jej.
Wyciągnął z kieszeni bluzy Mapę i wymruczał cicho zaklęcie.
Parvati obserwowała jak przeczesuje wzrokiem Mapę, zirytowany.
-Pomóż mi, a nie tak siedzisz – powiedział tylko, widząc jej wzrok.
Parvati pochyliła się nad Mapą i szukali razem.
-Ona jest czasami niemożliwa – mruczał Harry pod nosem – kocham ją jak siostrę, ale kiedyś była bardziej odpowiedzialna. To, że Voldemort nie żyje nic nie znaczy. Nawet teraz trzeba być ostrożnym. I teraz sama znika, ona, która zawsze mi powtarzała, że mam na siebie uważać!
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, słuchając narzekania Wybrańca.
-Ona jest tylko człowiekiem – powiedziała.
-Zawsze była ponad nami ze swoją inteligencją – mruknął Harry – ale czasami jest taka jak wszyscy...
Umilkli, szukając jej na Mapie dobre dziesięć minut.
-Gdzie ona jest? - warknął w końcu Harry, już trochę zaniepokojony.
Po kolejnych siedmiu minutach zrezygnowali z szukania.
Spojrzeli na siebie, oboje z niepokojem w oczach.
I wtedy Pokój Wspólny rozjaśnił się. Przez otwarte okno, do środka wskoczyło zwierzę i otarło się o nogę Parvati. Gryfonka drgnęła zaskoczona, ale nie odezwała się.
Pantera obeszła kanapę, na której siedzieli i przemówiła.
-Nie szukaj Hermiony. Jest zmęczona, ale bezpieczna i bardzo szczęśliwa. Prosi, żebyś na nią poczekała pod Wielką Salą. Jeśli spotkasz Pottera, to niech przyjdzie z tobą.
Pantera pochyliła się delikatnie przed Parvati i zniknęła.
Przez kilka minut panowała cisza.
Potem Harry zerknął na Parvati, która nadal wpatrywała się w miejsce, w którym zniknęła pantera.
-To był Patronus Blaise' a, nie? - powiedział niepewnie.
Dziewczyna z kamienną miną pokiwała głową.

***

Następnego dnia pierwsza obudziła się Hermiona.
Obudziła się, ale nie otworzyła oczu. Nie chciała, by uczucie jakie ją ogarniało zniknęło. Śniła w nocy. I to był dobry sen. Był w nim Draco, rozmawiał z nią. Jego oczy były pełne troski, a nie pogardy tak jak ostatnio.
Czemu tak nie może być naprawdę? Zadała sobie to pytanie, wiedząc, że nie pozna na nie odpowiedzi.  
Otrząsnęła się ze snu, żałując, że już nic nie będzie tak jak dawniej.
Nie otwierając oczu, chciała się, tak jak zawsze, przeciągnąć. Zamarła jednak, gdy uświadomiła sobie, że ktoś ją obejmuje.
Odetchnęła głęboko, próbując ogarnąć sytuacje.
Obejmował ją ktoś silny i wysoki. Sądząc po budowie ciała, chłopak. Chyba spał, bo oddychał bardzo spokojnie.
Odetchnęła jeszcze raz i poczuła znajomy zapach, ale mogła go z niczym połączyć. Przypominał jej jedynie bezpieczeństwo.
Otworzyła oczy i zobaczyła jasne włosy. Jasne? Nie, one były prawie białe.
A więc to nie był sen.
Draco był tuż koło niej.
Podniosła się ostrożnie na łokciu i spojrzała na niego.
Miał zamknięte oczy. Kilka kosmyków opadało mu na powieki. Oddychał spokojnie. Rysy jego twarzy były wygładzone. Nie odbijały się na niej żadne uczucia. Zniknęła wieczna arogancja i złość, która tak często gościła na jego twarzy.
Hermiona z uśmiechem odsunęła mu włosy z oczu.
Drgnął, obejmując ją mocniej w talii, ale nie obudził się.
Musnęła jego usta, ale nie zareagował.
Znów go pocałowała, tym razem mocniej.
Obudził się, na półprzytomnie odwzajemniając pocałunek , ale nie otworzył oczu nawet wtedy, gdy Hermiona przerwała pocałunek.
-Cześć, Draco – szepnęła mu do ucha.
-Uff – odetchnął z ulgą i objął ją jeszcze mocniej – a myślałem, że to któraś z Greengrass wpakowała mi się do łóżka. Jednak nikt nie potrafi całować tak jak ty. Cześć, Granger.
Hermiona uśmiechnęła się lekko.
Draco musnął jej ramie ustami.
-Jak się czujesz? - zapytał.
-Dobrze.
-Na pewno?
-Tak.
-Granger?
-Yhm?
-Pamiętasz wszystko, co się działo? - zapytał cicho Draco.
-Chyba tak. Dlaczego pytasz?
-Granger...posłuchaj – zaczął Draco – nie chcę, żebyś odeszła. Nie chcę. To głupota wiem, ale...
-Nie mów teraz o tym – przerwała mu Hermiona – poczekaj jak to przetrawisz.
-Najpierw mi mówisz, że mam nie mówić nic, czego mogę potem żałować, teraz, że mam poczekać, aż to przetrawię. Granger, jeśli masz mnie gdzieś, to mi to powiedz.
-To nie tak, Draco – powiedziała spokojnie Hermiona – zrozum, ja chcę być pewna, że dobrze to przemyślałeś. Chcę mieć stuprocentową pewność, że jesteś pewny swojej decyzji.
-Masz rację – mruknął Draco – załatwmy to po lekcjach, teraz musimy się zbierać.
-Draco, nie wkurzaj się – powiedziała Gryfonka – uwielbiam cię i też nie chcę cię stracić, ale zaufania nie można kupić w każdym sklepie.
-Zawiodłem cię kiedyś? - zapytał urażony Draco.
-Nie i dalej ci ufam, jednak moje głupie serce zawiodło mnie ostatnio kilka razy, dlatego proszę cię, przemyśl to dobrze.
-No okej – westchnął blondyn – skoro tego chcesz.
Gryfonka nie do końca zadowolona z obrotu sprawy, wtuliła się w Draco, szukając u niego nieświadomie pocieszenia.
Draco podniósł jej głowę i pocałował ją w usta.
Całowali się powoli i namiętnie.
Byli sami, mogli robić, co chcieli.
-Brakowało mi tego – uśmiechnął się Draco, przewracając ją na plecy.
To było silniejsze niż on. Musiał mieć tę dziewczynę blisko siebie.
Pragnął jej obecności i dotyku.
I właśnie dlatego pochylił się nad nią z wieloznacznym uśmiechem. Jego dłoń powędrowała na jej biodro. Nie dlatego, że Draco chciał ją rozebrać czy posunąć się dalej w swoich czynach. Nie, chciał mieć ją po prostu blisko siebie. I nic więcej.
-Granger? - zapytał, bo coś wpadło mu do głowy.
-Tak?
-Mogę cię o coś poprosić?
-Wiesz, że tak.
Draco wahał się sekundę, a potem pochylił się nad nią jeszcze niżej.
-Pocałuj mnie, Granger. Tak jak wtedy w „Studio”.
Hermiona, zaskoczona, znieruchomiała.
Naprawdę chciał tylko tego?
Taki facet, jak on, chciał tylko jednego głupiego pocałunku?
No i po drugie, pamiętał jak całowała go kilka tygodni temu?
Ślizgon, widząc jej wahanie, uśmiechnął się, kryjąc tym samym czający się w oczach smutek.
-To była jedynie prośba, a nie rozkaz – powiedział – jeśli nie chcesz...
Dziewczyna położyła mu palec na ustach.
-To nie tak – uśmiechnęła się – zaskoczyłeś mnie – dodała i złapała go za włosy, przyciągając do siebie.
Blondyn spoglądał jej wyzywająco w oczy.
-Jesteś tylko mój, rozumiesz? - wyszeptała, patrząc mu twardo w oczy, wytrzymując jego spojrzenie – nikt i nic mi ciebie nie zabierze, bo jesteś tylko mój.
Uśmiechnął się powoli.
-Musisz na to zasłużyć, skarbie.
Teraz to jej twarz rozjaśnił uśmiech.
-Już zasłużyłam.
Pocałowała go namiętnie, tak jak chciał.
Draconowi jak żywa stanęła scena ze „Studio”. Granger ubrana w krótką spódniczkę, seksowne szpilki i kusą bluzeczkę całuje go. Pierwszy raz, z własnej nieprzymuszonej woli.
Teraz było podobnie.
Tylko, że czuł jej ciało pod swoim i wiedział, że może teraz umrzeć i umrze szczęśliwy. Nic innego się nie liczyło.
Zakochał się w niej. I to już dawno temu.
-Granger – powiedział, przerywając gwałtownie pocałunek.
-Co?
-Jesteś moja – wyszeptał rozpaczliwie – moja i tylko moja, nikogo więcej. Już zawsze.
-Skoro tego właśnie chcesz – powiedziała ostrożnie Hermiona.
Nie chciała sobie robić nadziei na coś, czego nie ma.
Draco mógł teraz powiedzieć wszystko, bo tak mu pasowało, a potem wszystkiemu zaprzeczyć.
-Nie sądzisz, że powinniśmy to obgadać na spokojnie? - dodała na próbę.
Chłopak spojrzał na nią swoimi niezwykłymi szarymi oczami. Spojrzenie było nieprzeniknione i tajemnicze.
-Masz rację – zgodził się - oboje musimy to przemyśleć.
Uśmiechnęła się do niego.
-Chodź, spóźnimy się na lekcje.
Draco westchnął z rozdrażnieniem.
-Nie możemy olać lekcji? - zapytał ze znikomą nadzieją.
-Nie, a poza tym, muszę czymś zająć myśli.
Ślizgon znów westchnął.
-Sekunda, okej?
Hermiona przytuliła się do niego, chwilę po tym jak przewrócił się na plecy.
-Granger, chcę, żebyś wiedziała jedno.
-Czyli?
-Nie chodzi mi tylko o seks.
Gryfonka zamilkła tylko na chwilę.
-Co masz na myśli?
-To nie chodzi tylko o to, że ja nie mogę cię mieć ze względu na Klątwę. Chcę, żebyś była blisko, bo inaczej nie wytrzymam.
-Draco, proszę, porozmawiajmy o tym za kilka godzin, teraz oboje musimy na to spojrzeć z dystansu.
-Okej, okej, już się zamykam... - westchnął Draco – ale chodź tutaj – dodał z miną upartego dziecka, przyciągając ją bliżej siebie.
Gryfonka pozwoliła się objąć
Leżeli tak kilka minut, milcząc.
Każde myślało o czymś innym.
Hermiona o tym, żeby przekonać Draco, że mają iść na lekcje.
Draco o tym, żeby zatrzymać Granger jak najdłużej blisko siebie.
-Granger?
-Hmm?
-Mam dla ciebie wiadomość...
-Zamieniam się w słuch – mruknęła Gryfonka.
Draco już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął.
-Albo nie – uśmiechnął się lekko, jakby do własnych myśli – chcę zobaczyć twoją reakcję.
-Reakcje? Ale na co? - zapytała zaintrygowana Hermiona, podnoszą głowę.
-Wstawaj – powiedział i pocałował ją w skroń – mam dla ciebie prezent i myślę, że ci się spodoba.
-No ale...
Hermiona przez kilka minut próbowała wyciągnąć coś ze Ślizgona, ale jej się nie udało.
Z naburmuszoną miną szła do łazienki, słysząc słowa Dracona :
-Nie próbuj iść do siebie, bo cię znajdę, Tygrysico i nie będziesz miała niespodzianki.
Nie pozostało jej nic innego, jak go posłuchać.

***

Wyszła z łazienki w samym ręczniku z mokrymi włosami.
-Powiesz mi, w co mam się ubrać? - zapytała, próbując zamaskować lekkie zmieszanie swoim ubiorem, złością.
Draco, który już wstał obejrzał się na nią i obrzucił ją powolnym i przeciągłym spojrzeniem, uśmiechając się.
-Jasne – rzucił lekkim tonem – najlepiej, żebyś się nie ubierała w nic, ale skoro mamy wyjść do ludzi... - machnął ręką w stronę szaty leżącej na łóżku – to może ci się przydać.
Potem zrobił coś, czego Hermiona nigdy w życiu się po nim nie spodziewała.
Podszedł do niej spokojnym krokiem, wyglądając, jak model na sesji zdjęciowej (pamiętajmy, że Draco jest w samych bokserkach :)) i stanął tuż przed nią. Pogłaskał ją po policzku, uśmiechając się łagodnie, ale jakoś smutnie.
-Jesteś piękna, Granger – szepnął jej do ucha – żałuję, że zmarnowałem tyle czasu na kłótnie.
Zanim otrząsnęła się z szoku wywołanego jego słowami i zapytała, o co mu dokładnie chodzi, pochylił się nad nią, całując ją w policzek i zniknął w łazience.

***

Hermiona, nadal oszołomiona, podeszła do łóżka i spojrzała na szatę, która na nim leżała. Jej szata, z motywami Gryfindoru. Co ona tu robiła?
Koło niej leżała bielizna, jak podejrzewała kolejne prezenty dla Pansy. Miała ochotę złapać Parkinson i wypytać, dlaczego dostaje od Draco taką bieliznę. No bo czy nie było w tym podtekstów?
-Granger! - głos blondyna, który zajmował jej myśli, wyrwał ją z zamyślenia.
-Co?
-Przebrałaś się?! Nie mamy dużo czasu!
Hermiona odruchowo spojrzała na zegarek. Miał racje. Niedługo jest śniadanie, po tym lekcje i próba, na której ma być Dominique i Lucas.
-Czekaj chwilę.
Szybko przebrała się w rzeczy zostawione przez Dracona.
-Już! - krzyknęła w stronę łazienki, susząc włosy zaklęciem.
Ślizgon wszedł do dormitorium w samych bokserkach.
Hermiona miała trudności z oderwaniem od niego wzroku.
Był tak cholernie przystojny i miał w sobie tą nonszalancję, o której nawet nie miał pojęcia. Mógł mieć każdą, co do jednej. Widział o tym doskonale, więc dlaczego zainteresował się właśnie nią? A może była jego kolejną zabawką, tylko wymagała więcej czasu niż się spodziewał?
Na samą myśl o tym czuła się źle.
Draco podszedł do szafy, wyciągnął z niej ciemne dżinsy i założył je, potem zaczął grzebać w koszulach.
Wyciągnął kilka i przyjrzał się im uważnie, potem odrzucił parę, potem jeszcze jedną aż w końcu wybrał tę w kolorze zimnego błękitu, która podkreślała idealną szarość jego oczu.
Zapinając koszulę, podszedł do Gryfonki z uśmiechem.
-Granger, nie pożeraj mnie wzrokiem – powiedział z naganą w głosie, ale jego oczy się śmiały – wiem, że jestem przystojny, ale ten wzrok mi nie pomaga nad sobą panować tak jakbym chciał...
Hermiona spojrzała w bok. Transmutowała jego pióro w szczotkę do włosów i zaczęła je rozczesywać w milczeniu.
Draco uniósł brew, widząc jej zachowanie, ale powstrzymał się od komentarza.
Gryfonka metodycznie czesała włosy aż doprowadziła je do porządku, potem odczarowała pióro i podeszła do Draco, który usiadł na fotelu. Władowała mu się na kolana i przytuliła do niego.
Ślizgon bądź co bądź zdziwiony jej zachowaniem, zrobił to, co nakazywała mu intuicja, czyli objął ją.
Czuł, że dziewczyna jest smutna i szuka u niego bezpieczeństwa.
-Co się stało, słońce? - zapytał cicho.
Pokręciła głową, nie odpowiadając.
Draco zaczął się zastanawiać, czemu jest taka smutna. Przecież nic nie mogło się stać w przeciągu tych kilku minut, gdy był w łazience.
-Draco, odpowiesz mi na jedno pytanie? - zapytała stłumionym głosem, bo ukrywała twarz w zagłębieniu jego szyi i nie chciała mu spojrzeć w oczy.
-Jeśli znam odpowiedź, to tak.
-Dlaczego mi to wszystko wybaczyłeś?
Tego pytanie się nie spodziewał.
Sam nie znał na nie odpowiedzi, oprócz tego, że miał dość dni bez niej, ale wiedział, że to jej nie wystarczy.
-To długa historia – odpowiedział spokojnie.
Usłyszał jej westchnienie.
-Opowiem ci to po lekcjach, okej? Bo jak się stąd nie ruszymy, to się spóźnimy.
Unikając jego spojrzenia, wstała i wzięła swoją torbę, którą Draco tu wczoraj przyniósł.
-Tygrysico – westchnął, zatrzymując ją przy drzwiach – musisz zrozumieć, że nie jest mi z tym wszystkim łatwo... ale, no cóż, mam dość tego, że cię nie ma...
Skinęła głową i wypuściła powietrze z płuc.
Ślizgon spojrzał na nią uważnie i stwierdził, że Gryfonka nadal nie jest zadowolona z życia.
-Granger – powiedział cicho – uwielbiam cię, to powinno ci na razie wystarczyć.
Zanim zdążyła coś odpowiedzieć, zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem.
Hermiona objęła go za szyję, opierając się plecami o drzwi jego dormitorium. Miała gdzieś to, że może się spóźnić na lekcje, teraz liczył się tylko Draco.
On był jej lekiem na całe zło tego świata. Jak mogła się go dobrowolnie wyrzec?

***
Pięć pocałunków później Hermiona i Draco szli lochami w stronę Wielkiej Sali.
-Pamiętasz o mojej niespodziance? - zapytał nieoczekiwanie Draco.
-Tak, a co z nią? - odparła zaskoczona.
-Jest tutaj niedaleko – uśmiechnął się.
Skręcili w kolejny korytarz i ich oczom ukazał się korytarz, w którym było wejście do Pokoju Wspólnego Ślizgonów.
W niszy, w której kiedyś stał jakiś pomnik, ktoś siedział.
Draco złapał Hermionę za rękę i poprowadził w tamtą stronę. Stali stosunkowo daleko od wejścia do Pokoju Wspólnego, przez które co jakiś czas wychodził jakiś uczeń.
-O co chodzi, Draco? - mruknęła pod nosem Hermiona, nie wiedząc, o co chodzi.
Nie odpowiedział, bo stanęli koło osoby, która siedziała w niszy.
-Cześć, Draco – usłyszeli znajomy głos – trochę ci zeszło. I... cześć, Miona – dodał niepewnie.
-Cześć, Terren – szepnęła Hermiona cicho.
Draco uśmiechnął się lekko.
-To jest moja niespodzianka, Tygrysico – powiedział, obejmując ją w talii, choć Hermiona wiedziała, że robi to tylko dla pokreślenia, że ona jest tutaj z nim.
-Co masz na myśli? - zapytała, unikając patrzenia na Terrena.
Tęskniła za nim. Terren zawsze miał w sobie to coś, że każdy go lubił. A Hermionie zależało na nim i nie chciała dla niego źle, a to właśnie zrobiła, zrujnowała mu życie, gdy spowodowała to, że pokłócił się z Draconem.
-Jakby ci to powiedzieć.... pogodziłem się z Terrenem – powiedział Draco.
Hermiona spojrzała na niego w totalnym szoku.
-Co?
-Pogodziliśmy się – powiedział spokojnie Draco.
Gryfonka spojrzała na Terrence' a, potem na Draco i jeszcze raz.
Draco uśmiechnął się do niej cierpko.
-Myślałem, że się bardziej ucieszysz.
Wtedy w Hermionie coś pękło.
Rzuciła się blondynowi na szyję.
-Terren!
Zaskoczony Ślizgon objął ją, spoglądając przepraszająco na Draco, który nie był zadowolony z reakcji Gryfonki. Owszem, miał nadzieję, że dziewczyna rzuci się komuś na szyję, ale w jego wyobraźni to on był tym szczęśliwcem.

***

Hermiona rzuciła mu się na szyję, nie myśląc o konsekwencjach swojego czynu.
Cieszyła się po prostu, że Terren pogodził się z Draconem.
Mimo że sytuacja między nią a Draco chyba jeszcze nigdy nie była tak chwiejna, to wiedziała, że z Draco szybciej się pogodzi niż z Terrenem.
-Miona, pogadamy później – szepnął jej do ucha Terren.
Gryfonka puściła go, spoglądając na młodego Malfoya, który nie miał zadowolonej miny.
-Jeśli chcecie pogadać, to zrozumiem – powiedział, nie do końca ukrywając złość.
-Nie – powiedzieli oboje.
-Pogadamy później – dodała szybko Hermiona – teraz musimy iść na lekcje. Terren, idziesz z nami, czy...
Sytuacja stała się niezręczna. Hermiona chciała pogadać na osobności z Draco, a on był zły na nią. Jeśli Terren pójdzie z nimi to nie zdążą pogadać, a głupio wyjdzie, jeśli pójdą osobno.
-Nie – powiedział Terren, rozładowując atmosferę – idźcie, obiecałem Blaise' owi, że na niego poczekam.
Draco skinął głową, a Hermiona uśmiechnęła się do Terrence' a lekko.
-To widzimy się później.
-Tak, do zobaczenia – powiedział zamyślony Terren.
Gdy Hermiona obejrzała się jak szli z Draco korytarzem, to Terren nadal stał koło wejścia do Pokoju Wspólnego, błądząc gdzieś daleko myślami.

***

-Zastanawiam się, czy nie zacząć żałować, że mu wybaczyłem – mruknął Draco.
-Draco, proszę, przestań, Terren nie jest winny.
Ślizgon nie odpowiedział.
Broniła go, jak zawsze.
Gryfonka zerknęła na niego i zobaczyła, że chłopak zaciska szczęki z ponurą miną.
Zatrzymała się i pociągnęła go za rękaw, zmuszając do tego samego.
Zbliżyła się do niego tak, że ich ciała zlały się pawie w jedno i stanęła na palcach. Draco unikał jej wzroku, patrząc w bok.
-Draco, przepraszam – powiedziała cicho.
Hermiona pocałował go.
Draco nie odwzajemnił pocałunku, jakby nagle zmienił się w posąg z marmuru.
Jednak gdy Gryfonka popchnęła go na ścianę i zaczęła mu rozpinać koszulę, by dotknąć jego nagiej skóry, poruszył się.
Nie odepchnął jej, nic jej nie powiedział, tylko złapał ją za nadgarstki i nie pozwolił się ruszyć.
Oparł czoło o jej, ich oddechy zmieszały się. Jej płytki i urywany, w którym czaił się płacz, jego spokojny i głęboki.
-Miałaś być tylko moja, tylko dla mnie – powiedział.
Nie krzyczał, nie denerwował się.
Stwierdził fakt, ale Hermiona czuła, że się na niej zawiódł.
-Co mam zrobić, żebyś mi uwierzył, że to prawda?
-Wierzę ci, ale nie zapominam co się działo. Mogłem wybaczyć wam obojgu, ale nie zapomniałem.
Hermiona wyrwała mu się i uderzyła go w pierś.
-Wiesz dlaczego, gdybym miała wybierać między wami, to wybrałabym ciebie? - zapytała, ocierając łzy.
Wzruszył ramionami.
-Przez niego nigdy nie płakałam, nigdy. Nigdy mnie nie zranił, bo nie zależy mi na nim tak jak na tobie. Jak mam ci to udowodnić? A może naprawdę chcesz, żebym była z nim?
-Wiesz, że nie – warknął Draco, poprawiając włosy.
Hermiona podeszła do niego i złapała za włosy.
-Jeśli chcesz, żebym naprawdę z nim była, to mi to powiedz prosto w oczy – powiedziała wyzywająco – no dalej, jesteś Ślizgonem, stać cię na to.
Draco zmrużył oczy i otworzył usta.
Hermiona wykorzystała to i pocałowała go. Nie opierał się.
Odwzajemnił pocałunek namiętnie, wręcz brutalnie.
-Jestem twoja i chcę być nadal – powiedziała prosto w jego usta – ale jeśli mi na to nie pozwolisz, zobaczysz bardzo wyraźnie, co straciłeś, obiecuję ci to.
-Obiecałaś, że nie odejdziesz – powiedział Draco, obejmując ją mocniej.
-Obiecałam, ale nie zostanę, jeśli nie będziesz tego chciał.
Draco ukrył twarz w jej włosach, wdychając ich zapach.
-Zostań Granger, do cholery, zostań, bo mam dość tej niepewności, co będzie jutro.
-Draco, jestem tylko człowiekiem – powiedziała cicho - jednak jeśli tego chcesz, to nie wypominaj mi co chwilę czegoś, czego będę żałować do końca życia.
-Obiecaj, że nie odejdziesz – szepnął jej we włosy.
-Obiecuję – uśmiechnęła się, całując go w szyję.
Draco westchnął i spojrzał jej w oczy.
-Życie ze mną nie jest łatwe – ostrzegł.
Uśmiechnęła się.
-Zamknij się i mnie pocałuj.
Ślizgon pokręcił głową, ale spełnił jej prośbę.
Całowali się, nie zwracając uwagi na przechodzących koło nich uczniów. Dracona świerzbiły palce, żeby rozpiąć Gryfonce szatę i zacząć ją pieścić, ale powstrzymał się. Byli na korytarzu i musiał nad sobą panować.
Walczyły w nim sprzeczne uczucia.
Radość, bo Granger była blisko i nic nie zapowiadało, że chce odejść.
Strach, czy umie nad sobą panować.
Musiał to jakoś pogodzić razem z zazdrością i nieustannym pragnieniem.
Sam nie miał pojęcia jak tego dokona.

***

Parvati wstała z fotela, na którym do tej pory siedziała i odeszła w stronę dormitorium.
-Harry, jak będziesz szedł do Wielkiej Sali, to poczekaj na mnie, dobrze? - zapytała, nie obracając się.
-Jasne – odpowiedział Wybraniec, starając się, żeby jego głos brzmiał normalnie.

***

Blaise siedział zniecierpliwiony w Pokoju Wspólnym.
Co i raz zerkał na zegarek z myślą, że wskazówki zmówiły się przeciwko niemu i stoją praktycznie w miejscu.
-Dafne! - krzyknął zirytowany, widząc dziewczynę z jego roku koło wyjścia z salonu.
Ciemnowłosa dziewczyna obróciła się i na jej ustach pojawił się piękny uśmiech, gdy zobaczyła, kto ją woła.
-Tak, Blaise? - podniosła delikatnie głos, odrzucając włosy na plecy.
Diabeł powstrzymał się od wywrócenia oczami.
-Masz godzinę, złotko? - zapytał krótko.
-Dla ciebie? Zawsze – dziewczyna przystanęła, świadoma tego, że każdy, kto jest w Pokoju przysłuchuje się ich rozmowie.
Czerpała z tego niemałą przyjemność. Blaise był jednym z najbardziej pożądanych chłopaków w zamku. To, że był zajęty nie miało dla niej żadnego znaczenia. W końcu ona zawsze wygra, a szczególnie z takim beztalenciem jak Patil. Choć trzeba przyznać, że Diabeł jest z nią niepokojąco długo. Cóż, pewnie jest niezła w łóżku, a Diabełek nie chce marnować czasu na bajerowanie innych i dlatego dalej jest z nią. Niedługo z nią zerwie, jak zobaczy jaki klejnot ma koło siebie.
Jedno jej trzeba przyznać.
Umiała naginać prawdę do swoich potrzeb.
W zwykłym „cześć” dopatrywała się podtekstu i zaproszenia na randkę.
-Pytam o tą na zegarku, a nie wolną – rzucił sztywno Blaise.
Dafne skrzywiła się brzydko, ale zaraz opanowała.
-Szczęśliwi czasu nie liczą, skarbie, ale skoro to dla ciebie takie ważne... - spojrzała z nonszalancją na swój złoty zegarek wysadzany małymi brylancikami – jest dokładnie siódma trzydzieści osiem i cztery sekundy.
-Dzięki – Blaise, który znał się na mowie ciała jak nikt inny, usiadł bokiem do niej i odwrócił głowę w drugą stronę.
Każdy arystokrata był uczony mowy ciała i Dafne widziała, co to oznacza.
Wypad” w krótkim i kulturalnym tłumaczeniu.
Nie pozostało jej nic innego jak z grają obrócić się i wyjść.
Blaise odetchnął z ulgą, gdy kątem oka zobaczył, że wyszła.
Spojrzał z niechęcią na zegarek.
Dafne miała rację.
Siódma trzydzieści osiem.
Gdzie jest ten pieprzony Terren?!
Miał wyjść tylko na chwilę, bo miał „coś bardzo pilnego do zrobienia” i „to nie cierpi zwłoki”.
Mieli iść razem do Wielkiej Sali, zabierając ze sobą Pansy. Gdy Blaise wrzeszczał do niej, stojąc u stóp schodów do jej dormitorium, obiecała, że zaraz zejdzie i Zabini miał przeczucie, że dziewczyna zjawi się szybciej niż jego kumpel z jego „sprawą niecierpiącą zwłoki”.
Blaise był podwójnie zirytowany, bo Draco nie wrócił na noc do dormitorium i jedyną wiadomością do niego była krótka karteczka:

Diabeł,
czekaj na mnie przed WS razem z Terrym, Pansy i Gryfonami.
To pilne. Powiadom Gryfiaków. Granger jest zmęczona,
ale bezpieczna i szczęśliwa.
Draco”

Wszystko wyjaśnia, prawda?
Chyba miał prawdo być poddenerwowany.
Wszystko szło nie tak.
Pansy nie było. Terren się spóźniał.
Blaise miał przeczucie, że ten dzień nie będzie wcale tak piękny, jakby się wydawało.

***

-Granger, czy jak się o coś poproszę, to to zrobisz? - zapytał Draco, gdy byli przed Wielką Salą.
-Zależy co.
Gryfonka uniosła brew, widząc, że chłopak jest lekko zdenerwowany.
-Musimy tu poczekać – powiedział tylko.
-Na co?
-Na cud.

***

Trójka Ślizgonów spieszyła w stronę Wielkiej Sali. Wszyscy wkurzeni.
Pansy była wkurzona, bo nie wiedziała, o co chodzi.
Blaise, bo wszystko szło nie tak i miał „przeczucie”, a to nigdy nie kończyło się dobrze.
Terren, bo wyczuwał myśli przyjaciół i swoje też go nie pocieszały.

***

Harry stał pod wyjściem z Pokoju Wspólnego i czekał na Parvati.
Odkąd zniknęła w dormitorium minęło dwadzieścia minut.
Zdążył wziąć prysznic, ubrać się i spakować, a jej nadal nie było.
Jednak żyjąc jakiś czas pod jednym dachem z Ginny i Hermioną, widział, że to zawsze zajmuje trochę czasu.
Uczniowie wychodzący na śniadanie pozdrawiali go i witali.
Najpierw Dean i Seamus, jak zawsze zagadani, tylko skinęli mu głowami.
Potem Neville, jak zawsze roztrzepany, z książkami pod pachą, rzucił mu tylko szybkie „Hej, Harry!” i już go nie było.
Chwilę później mijał go Dennis Creevey. Jego „cześć, Harry” był radosne jak zawsze.
Cześć, Harry” olśniewający uśmiech Romildy Vane.
-Czekałeś na mnie, Harry? Jakie to słodkie – usłyszał w swoim uchu.
-Nie, na Parvati, umówiliśmy się – odpowiedział, zanim zdążył się ugryźć w język.
Policzek w wykonaniu.... Ginny.
Wybraniec potarł bolące miejsce z westchnieniem. Czekała go trudna rozmowa.
-Hej, Harry – niepewny głos – wybacz, że pieprzę ci związek.
Koło niego stała Parvati z przepraszającym uśmiechem.
-Jasne – westchnął ciężko – czego się nie robi dla przyjaciół.

***

Pansy pierwsza zobaczyła Dracona i Hermionę.
Stali niedaleko wejścia do Wielkiej Sali, pogrążeni w cichej rozmowie.
-Ej, to oni – powiedziała, szturchając Blaise' a.
Zabini podążył za jej wzrokiem i skinął głową.
Ruszyli w ich stronę, ciągnąc za sobą Terrena, który nie miał zadowolonej miny.

***

Parvati przepraszała Harry' ego przez całą drogę na śniadanie.
W połowie kajała się dlatego, że czuła się winna, a w połowie, bo nie chciała myśleć o tym, co może zastać pod Wielką Salą.
-Vati, daj sobie na luz, do jakiegoś czasu nam się nie układało.
-Wiem, ale to po części moja wina – powiedziała brunetka z miną winowajcy.
Harry roześmiał się całkiem szczerze.
-Masz u mnie dług – powiedział – kupujesz mi na koniec szkoły prezent.
Parvati uśmiechnęła się.
Potter nie za bardzo przejął się tym policzkiem, a tym bardziej kłótnią jaka go czekała.
A czy to nie oznacza, że ten związek stracił na ważności?

~*~*~*~

przepraszam, że tak późno, ale Camme znów ma problemy techniczne, na szybko sprawdzała to Muscardinus, więc mogą być błędy.

zapraszam do komentowania.

Nox

piątek, 5 kwietnia 2013

rozdział 40

 

Dla Roni. :*
No bo tak :p

~*~*~*~

Życie to kurz, gdy upadło w nim wzruszenie,
Każda prosta sprawa, nadaje mu znaczenie,
Doceniamy gdy tracimy i sprzed oczu nam coś znika,
Dzisiejsza kartka, może być ostatnią z pamiętnika.

Bezimienni – Prości Ludzie

- Draco...
   Blondyn podniósł głowę. Granger nadal spała, zakopana po szyję w kocach.
  - Draco.
   Uśmiechnął się. Śniła o nim.
  - Ćśśś, skarbie – szepnął, pochylając się nad nią. - Spokojnie, wszystko jest dobrze.
  - Przepraszam, Draco - powiedziała całkiem wyraźnie, ale wiedział, że śpi. Miała zamknięte oczy i była rozluźniona.
  - Nie chciałam cię ranić.
  - Wiem, kochanie - wyszeptał, choć nie mogła go słyszeć. - Śpij, wszystko jest dobrze; jestem przy tobie i nie odejdę tak szybko, jakbyś chciała.
   Gryfonka uspokoiła się i zapadła w głębszy sen.
  - Kocham cię, Granger - wymruczał jej do ucha.
   Miał pewność, że jest bezpieczny; nikt nie mógł tego usłyszeć. Nikt.

***

   Hermiona obudziła się, czując, że wszystko ją boli.
   Nie otwierała oczu. Było jej dobrze. Choć zupełnie zesztywniała, to psychicznie czuła się wspaniale.
   Gdzieś w zakamarkach pamięci czaił się cień dobrego snu, który ogarniał całe ciało, a ona chciała jak najdłużej o nim pamiętać i trwać w nim.
   Śniła o kimś wyjątkowym i dlatego nie próbowała się obudzić.
   Bo w prawdziwym świecie ta osoba nie chciała jej znać.
   Zacisnęła oczy i odetchnęła głęboko. Poczuła słaby zapach jego perfum.
   Oj, Draco, dlaczego musiałam być tak głupia i się z tobą pokłócić?  - Tęsknie za tobą, chamie - powiedziała we własne ramię.
  - Śpisz? - usłyszała koło siebie cichy głos i poczuła czyjeś palce na policzkach.
  - Jeśli śnię, to nie chcę się obudzić.
   Zaszumiało powietrze. Ktoś usiadł koło niej. Ręka Dracona... nie, to nie mógł być on. Czyjaś ręka na jej ramieniu.
  - Śpij grzecznie, albo powiedz, jak się czujesz – dobiegł ją lekko rozbawiony głos i poczuła subtelny zapach perfum.
   TYCH perfum.
  - Draco? -  zerwała się do pozycji siedzącej.
   I rzeczywiście: koło niej siedział młody Malfoy.
   Miał rozczochrane włosy, spodnie od dresu i bokserkę. Na jego ustach pojawił się lekko ironiczny uśmieszek.
  - Pracuję na pół etatu jako twój pocieszyciel, pamiętasz? – zapytał,
przychylając głowę na bok.
   Była w takim szoku, że był tuż koło niej, iż nie mogła nic powiedzieć. Patrzyła tylko na niego i szukała w jego oczach nienawiści, bólu czy goryczy; znalazła w nich jednak tylko rozbawienie i troskę.
  - A dzisiaj zatrudniłaś mnie jako swojego Anioła, tego też nie pamiętasz?
  - Nie - mruknęła zamroczona. - Gdzie jesteśmy i co się stało?
  - Mieliśmy próbę i zemdlałaś...
  - Ja nie mdleję - warknęła krótko.
  - Dobrze, straciłaś przytomność - Draco wzruszył ramionami. - Przyniosłem cię tutaj. Miałaś wysoką gorączkę. Dałem ci mieszankę eliksirów i zasnęłaś.
  - Czemu nie zaniosłeś mnie do skrzydła szpitalnego?
   Chłopak zmrużył oczy, słysząc lekki wyrzut w jej głosie.
  - A czemu TY, przedawkowałaś eliksir Bez Apetytu?
  - Ja... skąd wiesz? - wymruczała zaskoczona.
  - Granger, moim wychowawcą był Severus Snape, Mistrz Eliksirów, a ja byłem jego ulubieńcem. Jakim cudem mam tego nie wiedzieć? Czemu przedawkowałaś? - zapytał dobitnie.
  - Nie twój interes - warknęła Hermiona.
  - Jak zawsze - prychnął blondyn - pieprzona ignorancja Gryfonów. Masz pojęcie, jakie są skutki długiego zażywania tego eliksiru?
  - Wiem – syknęła, zła, że ktoś jej wytyka niewiedzę - anoreksja, bulimia, rozregulowanie żołądka, zaburzenia gospodarki hormonalnej, a nawet śmierć.
  - Więc po jaką cholerę to brałaś? - warknął Draco. - Aż tak się stresujesz egzaminami, że chcesz odejść na zawał?
  - A co cię to obchodzi? - syknęła dziewczyna. - Podobno życzysz mi szczęścia z Terrenem.
  - Owszem, ale zawsze mogę to szczęście zepsuć, nie? - zapytał retorycznie. - Bo coś mi się wydaje, że gdybyś miała naprawdę wybierać między mną, a Terrenem, to i tak zdecydowałabyś się na mnie - wyszeptał szukający, patrząc jej prosto w oczy. – A wiesz, dlaczego tak myślę? Bo to ja jestem tym draniem, którego potrzebujesz.
  - Nie masz pojęcia, co jest mi potrzebne - warknęła.
  - Do szczęścia? - uśmiechnął się uroczo Draco. - Tylko mnie.
  Pieprzony baran, westchnęła w myślach Miona, zawsze ma rację.
  - Malfoy, chyba nie tylko ja stresuję się egzaminami, tobie też padło na mózg.
  - Oj, Granger, jak zwykle nic nie rozumiesz - westchnął Ślizgon.
   Wstał i zniknął jej z oczu.
   Po chwili wrócił, niosąc małą, ceramiczną miseczkę. Usiadł na krawędzi sofy.
  - Masz, wypij.
  - Co to za trucizna? - spojrzała podejrzliwie Hermiona.
   Blondyn wywrócił oczami.
  - Pij - powtórzył spokojnie.
  - Nie.
  - Granger, rób co mówię - powiedział sucho Draco - inaczej nie wypuszczę cię z dormitorium.
   Gryfonka prychnęła.
  - Nie próbuj mi rozkazywać – powiedziała, mrużąc oczy.
  - To mnie do tego nie zmuszaj - odbił piłeczkę chłopak.
  - Okej, Malfoy, fajnie, że mnie odratowałeś - spróbowała z innej strony Hermiona - ale teraz już żyję i chcę iść do siebie – dodała, próbując wstać.
   Gdy tylko usiadła, zakręciło się jej w głowie. Draco pokiwał głową.
  - Właśnie o to mi chodzi, Granger - mruknął - nawet nie dojdziesz do siebie. Dałem ci antidotum na to świństwo, które brałaś. teraz jedzenie jest ci potrzebne.
  - Zgłupiałeś? - wrzasnęła na niego Hermiona. - Antidotum?  Teraz już nie mogę tego brać, bo wykituję.
  - Dokładnie - powiedział spokojnie Malfoy, nieprzejęty jej wybuchem - a teraz musisz to wypić, bo inaczej padniesz.
   Hermiona skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na Dracona z miną obrażonego dziecka.
  - Nie chcę.
   Ślizgon westchnął z irytacją.
  - Granger, nie lubię cię do niczego zmuszać, ale chyba jeszcze tego nie zrozumiałaś. Wypij to, bo inaczej osłabniesz i nie wstaniesz. Nie robię ci tego na złość, po prostu musisz to zrobić, jeżeli chcesz dożyć do końca roku.
   Dziewczyna straciła trochę ze swojego uporu. Wiedziała, że on ma rację.  Szukający milczał, czekając, aż Granger wszystko przemyśli.
  - Co to jest? - wymruczała po jakimś czasie.
  - Rosół. Tylko trochę rozcieńczony, bo powinnaś zaczynać jeść powoli. Usiądź.
   Gryfonka bez szemrania spełniła polecenie.
  - Uważaj, gorące – mruknął, podając jej miseczkę.
   Dziewczyna zjadła wszystko, jednak nie odbyło się bez grymasów. Gdy poczuła w przełyku rosół, zebrało się jej na wymioty. Przełknęła jednak, bo wiedziała, że musi coś zjeść.
   Ostatnia łyżka zniknęła i Hermiona odetchnęła z ulgą.
  - Grzeczna dziewczynka - mruknął zadowolony Draco.
   „Grzeczna dziewczynka” pokazała mu język.
  - Chcę wziąć prysznic - powiedziała.
  - Idź.
  - A w co mam się twoim zdaniem ubrać? - syknęła.
  - Jak dla mnie, możesz chodzić nago, nie obrażę się - Draco rzucił jej wredny uśmiech.
  - Malfoy – westchnęła, choć Ślizgon spodziewał się raczej wrzasku - wiem, że marzysz o tym, by zobaczyć mnie nago, ale jestem zmęczona i chcę tylko spać. Po za tym jestem za chuda, żebyś na mnie patrzył - dodała trochę złośliwie.
  - Możesz przeczytać wszystkie książki świata, ale i tak mało wiesz - powiedział Draco i podszedł do szafy, ignorując przeklinającą pod nosem dziewczynę. Pogrzebał trochę i wyciągnął pudełko.
  - W zasadzie miałem to dać Pansy, ale równie dobrze możesz zatrzymać to ty - mruknął jakby do siebie.
   Rzucił Hermionie pudełeczko i sięgnął po swoją koszulkę.
  - Masz, nic lepszego nie znajdę.
   Gryfonka otworzyła wieczko i jej oczom ukazał się komplet bielizny Victoria Secret's. Z jednej strony chciała westchnąć, bo wiedziała ile kosztuje taki komplet, a z drugiej poczuła irytację. Czemu Draco daje takie prezenty Parkinson?
  - Będziesz w tym wyglądać lepiej niż Pansy - uśmiechnął się chłpoak.
Hermiona rzuciła mu tylko ponure spojrzenie, z którego nie mógł nic wyczytać, wzięła jego koszulkę i poszła do łazienki, zostawiając go samego.

***

   W łazience wyciągnęła zawartość z pudełka. Była to najlepsza bielizna, o jakiej mogła marzyć dziewczyna.
   Cały komplet był czarny. Mocno wycięty stanik z koronki. Majtki, również koronkowe, na pierwszy rzut oka wyglądały na wygodne i pobudzały wyobraźnię każdego faceta; tylko czemu, do cholery, Draco daje je Parkinson?! Podobno nie są razem!
   Hermiona westchnęła i odłożyła komplet. Przesunęła po nim palcami, myśląc, co to za materiał. Uznała, że obojętnie z czego jest zrobiony, to nie dostanie się go za kilka galeonów.
   Pokręciła głową i ściągnęła ciuchy.
  - Chciałabym żebyśmy nie byli pokłóceni – mruknęła, rozwiązując włosy, które spłynęły falami na nagie plecy - żebym mogła z nim o wszystkim pogadać, tak jak kiedyś.
   Smutna, weszła pod prysznic.
   Odkręciła gorącą wodę, tak gorącą, że ledwie mogła znieść jej temperaturę, ale nie zmniejszyła jej. Odpowiadała ona gorączce, jaka trawiła jej ciało. Nie miała jednak nic wspólnego z wysoką temperaturą, a z Draconem. Bardzo wiele, może nawet zbyt wiele.
   Przestała już się wypierać uczuć do Dracona i ich intensywności. Były i już.  Nigdy z nim nie będzie. Koniec, kropka. Musi nauczyć się z tym żyć.
   Sięgnęła po szampon, dla facetów co prawda, ale nie miała innego wyboru.
Szybko umyła się, starając nie myśleć o niczym.  Umysł nie chciał jej słuchać. Cały czas wracała do tego, co było. Do czasu, gdy nie była pokłócona z Draconem i wszystko było dobrze.
   Spędzał z nią wtedy dużo czasu i choć denerwował ją nieustannie, to chciała, żeby to wróciło.
   Gdy myśli stały się zbyt natrętne, zakręciła wodę. Wyszła spod prysznica i szybko się wytarła. Założyła bieliznę od Dracona i jego koszulkę. Włosy wysuszyła jako tako ręcznikiem i odrzuciła na plecy. Wzięła głęboki oddech i z duszą na ramieniu weszła do dormitorium.
   Ślizgon siedział na parapecie i pił coś ze szklanki. Gdy usłyszał otwierane drzwi, spojrzał w jej stronę i uśmiechnął się lekko, czego Hermiona nie mogła zauważyć, bo zaczynało zmierzchać.
  - Zamknij to okno, albo wypuść mnie z tego więzienia - mruknęła Hermiona.
  - Żadna dziewczyna nie narzekała, będąc w mojej sypialni - stwierdził Draco.
  - Więc ja będę pierwsza - syknęła i usiadła przed kominkiem.
   Szukający, obserwując ją, zauważył, że Gryfonka drży delikatnie.
   Z tłumionym westchnieniem zamknął okno.
  - Lepiej połóż się do łóżka – powiedział. - I tak cię stąd nie wypuszczę.
  - A ty? – zapytała, nie ruszając się z miejsca, choć było jej piekielnie zimno.
  - Prześpię się na sofie - wzruszył ramionami blondyn.
   Hermiona wstała i podeszła do łóżka.
  - Jeśli nie będziesz się do mnie dobierał, to możesz spać ze mną – powiedziała, zakopując się pod kołdrą.
   Draco pokręcił głową.
  - Wiesz, że nie mogę się do ciebie zbliżyć - powiedział cicho - i tu nie chodzi tylko o Terrena.
   Hermiona westchnęła.
  - Nie zapomniałam - szepnęła i skuliła się na boku.
  - Śpij, Granger - powiedział Ślizgon. - Tak będzie lepiej dla każdego.
   Nie odpowiedziała mu.
   Blondyn wziął książkę z półki koło łóżka i usiadł przed kominkiem, zaczynając czytać.
   Przez godzinę panowała cisza. Hermiona zasnęła po piętnastu minutach wpatrywania się w Draco. Arystokrata czytał przy świetle kominka, co raz bardziej pogrążony w lekturze. Zapomniał o otaczającym go świecie.
   Nie chciał i nie myślał o prawie nagiej dziewczynie śpiącej w jego łóżku, bo gdyby tylko przemknęło mu to przez myśl, wstałby i poszedł do niej. Każdy wiedział, jak to by się skończyło. Gryfonka by się nie opierarła.
A do tego nie mógł dopuścić.
   Powiedział jej, że nie może jej dotknąć, choć nie chodzi mu o Terrena, co akurat było prawdą. Mimo wszystko pragnął jej i chciał z nią być, a przynajmniej spróbować. Teraz tylko musiał ją do tego przekonać.
  - Draco...
   Zdziwiony, podniósł głowę. Był pewny, że dziewczyna śpi.
  - Obudziłaś się?
  - Zimno mi...
   Malfoy odłożył książkę i podszedł do niej.
   Granger leżała skulona na boku i trzęsła się zimna. Jej usta były sine, a oczy błyszczały. Gdy go zauważyła, spojrzała na niego błagalnie.
  - Zrób coś.
   Blondyn wstał i podszedł do barku. Zmieszał kilka trunków i wziął małą buteleczkę.
  - Masz - mruknął, siadając na skraju łóżka - wypij to.
   Bez szemrania wzięła od niego fiolkę. Wzdrygnęła się, przełykając.
  - Co to jest?
  - Pomoże ci; teraz to - podał jej kieliszek.
  - Śmierdzi wódką - mruknęła.
  - Pij.
   Zrobiła, co jej kazał i oddała mu kieliszek, krztusząc się.
  - Co to za cholerstwo? - wychrypiała.
  - Oj tam, narzekasz - mruknął tylko.
  - Dalej mi zimno. - Zadygotała.
  - Powinno ci pomóc...
   Spojrzała na niego błagalnie.  - Cokolwiek...
  Draco zawahał się.
  - Pewna jesteś?
  - Wszystko, byle nie zimno – powiedziała, szczękając zębami. - Nie może mi być zimno, bo umrę.
  - No, tak źle nie będzie – odezwał się Ślizgon.
  - Będzie. Draco... proszę....
   Widząc jej oczy, które lśniły od gorączki, patrzące na niego błagalnie, poddał się.
  - Przesuń się - powiedział cicho.
  - Co?
  - Przesuń się, Granger - powtórzył i rozebrał się do bokserek.
   Hermiona była na tyle przytomna, że nie mogła oderwać wzroku od jego ciała. Był wysoki, szczupły, ale umięśniony i bardzo, ale to bardzo pociągający.
  - Nie możemy - zaprotestowała słabo.
   Zarówno temperatura, jak i widok ciała Dracona odebrały jej zdolność logicznego myślenia.
  - Wiem - uciął Malfoy i wsunął się pod kołdrę koło niej.
   Gryfonka instynktownie odsunęła się od niego, bliskość była niebezpieczna dla obojga.
  - Ściągaj tą koszulkę - polecił jej Draco, transmutując kieliszek w drugą kołdrę i narzucił ją na dziewczynę.
  - Nie - powiedziała stanowczo.
   Ślizgon zignorował jej protest i przyciągnął ją do siebie. Hermiona zadrżała pod wpływem jego dotyku i ciepła bijącego od niego.
  - A teraz ściągniesz koszulkę? - zapytał.
   Bez słowa zerwała z siebie ciuch i przylgnęła do Dracona całym ciałem.
Chłopak zacisnął zęby. Jej bliskość również na niego działała, jednak jeśli miał wybierać między zdrowiem Gryfonki, a własnym dyskomfortem, to wolał wybrać pierwsze.
  - Lepiej? - zapytał po chwili.
  - Mhm... – wymruczała mu do ucha.
   Ponieważ zimno nie było już tak przeraźliwe, wybrała swoją ulubioną pozycję. Objęła go jedną nogę w talii, rękę położyła na piersi blondyna, a głowę na jego ramieniu. Draco znał tą pozycję. Wiele dziewczyn ją lubiło. Chciał mieć Granger jak najbliżej siebie i już nigdy jej nie wypuścić, a z drugiej strony paraliżował go strach, co będzie, jak nad sobą nie zapanuje.
  - Nie lubisz zimna? - szukający zadał pierwsze pytanie, jakie wpadło mu do głowy.
   Wolał skupić swoją uwagę na czymś innym, niż bliskość prawie nagiej Gryfonki.
  - Jak szukaliśmy z Harrym horkruksów, musieliśmy pełnić warty – zaczęła, dygocząc co jakiś czas. - Zimną też. Harry był chory, musiałam siedzieć przed namiotem. Między innymi żeby się nie zarazić, ale też po to, by czuwać. Niby byłam ubrana w swetry i miałam wyczarowany ogień, ale złe warunki zrobiły swoje. Gdy to całe cholerstwo się skończyło, po tygodniu padłam. Wylądowałam w Mungu i byłam nieprzytomna przez dwa tygodnie. Lekarze mówili, że musiałam po prostu odpocząć, ale również mój organizm osłabł i nigdy nie wrócił do poprzedniej formy. Jestem odporna na małe zarazki jak każdy czarodziej, ale zimno nie jest dla mnie.
   Draco tylko skinął głową i przyciągnął ją bliżej siebie.
  - Śpij, teraz to ci najbardziej pomoże.
   Dziewczyna westchnęła i zamknęła oczy. Jakiś czas później zasnęli.


~*~*~*~

cześć!

to już 40 rozdział... ah, jak ten czas leci...

Camme twierdzi, że zaczynam bawić się w poetę, nie wiem o co jej chodzi... :D
 Pierwszy akapit... wiem, że się podoba, nie dziękujcie, w końcu to Dramione. ;p 

Wiem, że zostałam naście razy nominowana do Liebster Award, jednak nie będę już nikogo nominować, mogę jedynie odpowiedzieć na pytania. Jeśli interesują Was odpowiedzi to zapraszam do notki o tym.

  1. Dziękuję Camme (tak, wróciła do mnie :p) za Betowanie.
  2. Dziękuję za każdy głos w Sondzie.
  3. Dziękuję Alex, Patrycji, Roni i Ciastku, że wysłuchują moich bredni na gg, bo można oszaleć przy tym co wypisuję.
  4. Dziękuję za każde życzenia powrotu do zdrowia, chyba coś dały, bo wyzdrowiałam.

czekam na komentarze, bo wiem, że ta notka powinna Wam się spodobać.

pozdrawiam,
do piątku

Nox

After all this time? Always.

Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...