http://dracohermionaundomyheart.blogspot.com/
polecam :)
pozdrawiam
N.
ps. w lipcu notka nie pojawi sie.
wybaczcie, ale wena jest psotna...
piątek, 25 lipca 2014
sobota, 5 lipca 2014
Rozdział 8
Oszukać
los to tylko blef...
Ich
Troje
Nox
Draco
był w stanie lekkiego oszołomienia.
Przed
chwilą z jego mieszkania, a także łóżka wyszła kobieta, z którą
spędził niesamowitą noc. I to nie była byle jaka kobieta tylko
Hermiona Granger. Jego marzenie i przekleństwo od dwóch lat. To co
mu powiedziała wywróciło jego poukładany świat do góry nogami.
Zawsze
uważał, że odeszła z własnej woli, że jej się znudził, że go
nie kochała, że był tylko jej zabawką. Nie mógł uwierzyć, że
dał się tak nabrać. Tak podejść zwykłej bezbronnej Gryfonce. I
to dwa razy! Raz za czasów Hogwartu, gdy się w niej zakochał.
Jednego dnia była mu obojętna, a następnego... nie umiał się bez
niej obejść. I drugi raz, gdy odeszła łamiąc mu serce i wracając
po dwóch latach, piękna i wybuchowa, z prawdą na ustach.
Nie
chciał jej słuchać, ranił ją i to świadomie, broniąc swojego
serca, żeby znów się nie rozpadło. Jednak ona jak zawsze dopięła
swego, powiedziała mu co miała do powiedzenia, zrobiła to z klasą,
siedząc półnaga na nim i znów zniknęła, nie wiadomo gdzie.
Blondyn
wstał i udał się do kuchni w poszukiwaniu eliksiru na kaca.
Znalazł go, wypił dwie dawki i poczuł się jak młody bóg. Potem
poczłapał do łazienki, żeby wziąć prysznic.
Gdy
gorące strumienie wody spływały po jego ciele, myślał nad tym co
usłyszał.
Czy
naprawdę nie odeszła z własnej woli?
Czy
jej też to złamało serce?
Przed
oczami stanęły mu dowody, że uczestniczyła w ich życiu z daleka.
Jajo, kwiaty, spotkania...
Może
i ona tęskniła?
Nie
potrafiła wytrzymać odległości i to skłaniało ją do szybkich
wizyt u przyjaciół. Rozpaczliwe próby, żeby o niej nie
zapomnieli, żeby się rozejrzeli.
Zniknęła
znów.
Jeśli
znał ją tak dobrze jak mu się wydawało, to wróci, nigdy nie
odpuszczała, gdy jej na czymś zależało.
Wróci
do niego, bo jak sama powiedziała kochała go.
Uśmiechnął
się lekko do siebie.
Czy
naprawdę miał prawo w to wierzyć?
Naprawdę
do niego wróci?
Nagle
uderzyła go myśl, tak gwałtownie, że uniósł głowę, pozwalając
by woda zalała mu oczy.
Przecież
nie działała sama!
Te
podchody Terren'a....
Toast
na baletach... te rozmowy z Blaise', pełne insynuacji...
Terren
jak zawsze działał bez jego zgody, ale dla jego dobra.
-No
Terry, czeka nas dzisiaj poważna rozmowa... - mruknął sam do
siebie, szczerząc zęby.
~*~*~*~
Kobiety
czasami posuwają się bardzo daleko i poświęcają wiele wysiłku,
by
zaspokoić pragnienie zemsty.
Agatha
Christie
Hermiona
po wyjściu od Dracona, udała się do siebie, żeby wziąć
prysznic, zjeść śniadanie i ubrać się przyzwoicie.
Kończyła
kawę i myślała o tym, że powinna porozmawiać z Harry'm. Odkąd
Ron nie żył minęło kilka dni, w których odbył się pogrzeb.
Ginny musiała się domyślać, że Klątwa osłabła. Musiała być
wściekła, ale i rozbita. Taki przeciwnik zawsze jest groźny, nie
zawsze panuje do sobą.
Już,
już miała wychodzić, gdy pojawił się Prorok Codzienny.
Stwierdziła,
że może poświęcić kilka minut na przeczytanie prasy.
I
dobrze zrobiła.
Na
pierwszej stronie widniało zdjęcie niesionej trumny z tłustym
napisem „POGRZEB RONALDA WEASLEY'A”, a pod tym mniejszą czcionką
„wywiad z Ginerwą Weasley na str. 3”
-No
nie wierzę – mruknęła Hermiona, otwierając gazetę.
Ronald
Weasley, wieloletni przyjaciel Harry'ego Pottera, zdobywca Orderu
Merlina Pierwszej Klasy, bohater Wojny o Hogwart, zmarł 25 maja, w
niewyjaśnionych od tej pory okolicznościach. Pogrzeb odbył się 27
maja. Żegnały go tłumy.
Nadal
nie wiadomo co przekreśliło życie tego wspaniałego człowieka.
Przypomnijmy, że został znaleziony martwy wczesnym wieczorem na
terenie posiadłości jego brata, George' a, (23 lata). Aurorzy,
którzy natychmiast pojawili się na miejscu zaalarmowali przez
George' a zabezpieczyli miejsce, jednak nie otrzymali żadnych
wskazówek ani śladów przestępstwa.
„Naszym
zdaniem został tu podrzucony” powiedział nam Ernie
McMillan,zastępca szefa Biura Aurorów „nie ma żadnych śladów,
tropu zabójcy, nic. Ośmielam się powiedzieć, że to zbrodnia
doskonała”
Śmierć
Rona sprawiła, że w żałobie pogrążone jest całe nasze
społeczeństwo, nikt nie może uwierzyć w to, że odszedł. Jego
rodzina nie wypowiada się na ten temat. Udało nam się ustalić, że
Bill Weasley osobiście zajął się sprawą śmierci brata. Jedynie
siostra ofiary zgodziła się z nami porozmawiać. Zob str. 3.
Nie
udało nam się również porozmawiać z Harry'm Potterem. Nie
odpowiedział również na naszą sowę.
Do
sprawy wrócimy.
-Cuchnie
mi to Ritą – stwierdziła Hermiona, przewracając stronę, aby
przeczytać wywiad z Ginny.
„Spotykamy
się w skromnym domu Ginerwy Weasley, który pogrążony jest w
żałobie. W salonie na kominku stoi zdjęcie Ronalda, a przed nim
czarna świeca.
PC
– skąd ten symbol? - pytam siadając na wskazanym fotelu, przede
mną stoi filiżanka kawy i ciasteczka.
GW
– tylko tyle mogę dla niego zrobić.
PC
– kiedy dowiedziała się pani o śmierci brata?
GW
– dostałam Patronusa od brata, że znaleźli Rona na jego posesji.
Myślałam, że to żart. On tak ma. (Georeg Weasley prowadzi sklep z
magicznymi dowcipami przyp. Red.) Jednak gdy pojawiłam się u niego,
zobaczyłam grupę Aurorów, znam ich bardzo dobrze, dlatego
wpuszczono mnie na miejsce zbrodni.
PC
– to na pewno był dla pani cios.
GW
– myślałam, że to już koniec koszmaru, że po śmierci
Voldemorta już nigdy nie będę musiała patrzeć na śmierć kogoś
bliskiego...
PC
– wie pani kto to mógł zrobić?
GW
– Ron nie miał wrogów, był szanowany w naszym społeczeństwie,
ludzie go uwielbiali, uratował tyle istnień, mało kto mógł go
pokonać w walce. Zabójca na pewno nie stanął z nim twarzą w
twarz.
PC
– A więc nie wie pani kto jest sprawcą?
GW
– nie mam pojęcia kto mógł to zrobić, miał się niedługo
ożenić...
PC
– To dla świata nowa informacja, kto był jego wybranką?
GW
– oczywiście, że nowa. Ron nie lubił się chwalić swoimi
planami. Jego narzeczona jest załamana. Kochała go tak bardzo...
PC
– Pani brat przysiągł, że znajdzie mordercę, co pani na to?
GW
– znajdzie go, a ja mu w tym pomogę.
PC
– samosąd?
GW
– samosąd był działką Śmierciożerców, my zaprowadzimy go
przed Ministra i będziemy się domagali najwyższej kary.
PC
– Dożywocie w Azkabanie?
GW
– Pocałunek Dementora.
-No
błagam – zaśmiała się Hermiona, odrzucają gazetę.
Jednak
to naświetliło jej sprawę, Ginny ma podejrzanego i chce go
znaleźć, więc w jej sprawy nie będzie się mieszać.
Lepiej
dla mnie pomyślała Hermiona.
Czas
na odwiedziny u Harry'ego.
~*~*~*~
Jak
wielkie musi mieć serce,
jeśli
to właśnie dla nas poświęca swoje szczęście.
-Terren!
Blondyn
poderwał się jak oparzony.
W
drzwiach jego tarasu stał Draco.
-Merlinie,
musisz mnie straszyć? - mruknął Terren, znów układając się w
hamaku.
-Musimy
pogadać – powiedział stanowczo Malfoy.
-No
okej, siadaj – Higgs odepchnął się nogą od drzewa i hamak
zaczął się bujać.
-To
raczej ważne – syknął Draco, siadając w fotelu i częstując
się Ognistą.
-Słucham
– powiedział poważnie Terren, przewracając stronę książki
„Jak wytresować smoka?”
Jeden
ruch różdżką jego gościa i książka wylądowała w oczku
wodnym.
Gospodarz
westchnął i spojrzał na Dracona.
-Czego?
-Widziałeś
się z Granger?
Terren
zmarszczył brwi.
-Zależy
co masz na myśli.
-Pytam
– wycedził przez zęby Draco – czy widziałeś się z Granger w
tym miesiącu?
-Nooo
– zaczął wolno Terren przeczesując włosy palcami – w sumie
tak.
Serce
Malfoya zabiło mocniej. Nie wiedział czy ze złości czy napięcia.
-Po
co? I jakim cudem?
Terren
przez dłuższą chwilę nie odzywał się, potem wstał z hamaka i
usiadł naprzeciw przyjaciela, nalewając sobie Ognistej.
-Tak,
widziałem się z nią – powiedział nie patrząc mu w oczy –
rozmawiałem kilka razy. Zaplanowałem kilka waszych spotkań.
-Po
co? - zapytał z naciskiem Draco.
-Chciała
tego. Spotkałem ją jakiś tydzień temu nad Tamizą, wyglądała
inaczej niż zawsze, ale dzięki moim zdolnościom, poznałem ją i
nakłoniłem, żeby ze mną porozmawiała. Powiedziała mi prawdę –
Terren spojrzał na niego – sądzę, że tobie też.
-Tak
– potwierdził Draco.
-Właśnie
– skinął głową blondyn – prosiłabym pomógł jej wrócić.
Pomogłem. Reszta zależy od ciebie, co z tym zrobisz.
-Nie
wiem – mruknął Malfoy – mam mętlik w głowie.
-Nie
dziwie się. Jak powiedziała ci prawdę?
-
Złapała mnie u Nate'a. Upiła mnie i zaciągnęła do łóżka, a
dzisiaj rano powiedziała mi prawdę i znów zniknęła.
-Wróci
– powiedział krótko Terren.
-Tak
myślałem - uśmiechnął się Draco.
-Co
z tym zrobisz?
-To
co powiedziała brzmi absurdalnie, ale wierzę jej.
-Mówi
prawdę.
-Wiesz
gdzie jest? - zapytał cicho Draco.
-Rozejrzyj
się, Draco – uśmiechnął się lekko Terren – jak mogła
przewidzieć każdy twój ruch, nie będąc blisko. Poza tym daj i
sobie i jej czas. Wróci jak uzna to za słuszne.
-Nie
wiesz co się z nią działo? - zapytał zamyślony były szukający.
-Nie
wiem, wiem tylko, że była cały czas w Anglii.
-W
takim razie źle szukaliśmy.
-Draco,
ona uciekała przez rok przed Czarnym Panem i jej nie znaleźli.
-I
to mnie martwi – mruknął Draco.
Terren
tylko się uśmiechnął.
~*~*~*~
Prawdziwych
przyjaciół na palcach jednej ręki zliczę,
to
oni gdy umrę zapalą mi znicze.
Hermiona
stanęła przed drzwiami Harry'ego i nacisnęła dzwonek.
Denerwowała
się tym spotkaniem, ale wiedziała, że musi to zrobić. Poza tym
tęskniła za nim.
Drzwi
otworzył się i stanęła w nich Pansy w samym szlafroku.
-Kurwa
– wyrwało się Hermionie.
Tego
się nie spodziewała.
-A
więc to prawda – powiedziała jak zawsze opanowana Pansy.
-Cześć
– powiedziała cicho Hermiona.
Pansy
zmierzyła ją spojrzeniem, nadal trzymając gościa w progu.
-Zadam
ci tylko jedno pytanie i jeśli źle na nie odpowiesz nie pozwolę ci
pogadać z Harry'm.
-Słucham
– powiedziała spokojnie Hermiona.
Wiedziała,
że Pansy jej tak szybko nie odpuści tych dwóch lat.
-
Draco wie, że wróciłaś?
-Tak
– powiedziała z czystym sumieniem – wyszłam od niego godzinę
temu.
-Masz
szczęście – mruknęła Pansy z nikłym uśmiechem – właź.
Poprowadziła
ją korytarzem w głąb domu.
-Harry!
- zawołała głośno pani Potter – Harry!
-Co?
- krzyknął zaspany głos z piętra.
-Chodź,
mamy gości!
-Kto?
- rozległ się jęk.
-Powiedz
– mruknęła cicho Pansy w stronę Hermiony, otwierając lodówkę.
-Cześć,
Harry! - zawołała cicho Gryfonka.
-HERMIONA?!
- rozległ się wrzask i coś odgłos spadania czegoś ciężkiego.
-Spadł
z łóżka? - zapytała z niedowierzaniem Hermiona.
-Zdarza
się najlepszym – mruknęła pani Potter, wyciągając sok
pomarańczowy – pomożesz mi?
-W
czym? - zdziwiła się Hermiona.
Pansy
wyprostowała się i spojrzała na nią krzywo.
-Sniadania
sama mu robić nie będę.
Hermiona
roześmiała się.
-Powiedz
tylko co i zrobię.
-Zawsze
zachwalał twoją jajecznicę – stwierdziła Pansy.
W
tym samym momencie na progu kuchni stanął Harry. Rozczochrany, w
samych bokserkach.
-Hermiona
– powiedział jedynie i przytulił przyjaciółkę – dobrze, że
wróciłaś.
-Nigdzie
nie odchodziłam – powiedziała Gryfonka, uznając, że czas
powiedzieć prawdę.
-Nie
było cię dwa lata.
-Byłam.
Tylko, że Ron...
-Słyszałaś
o jego śmierci? - przerwał Hermionie Harry.
-Tak,
dzięki temu, że nie żyje, ja mogłam wrócić.
-Co
takiego? - zapytała Pansy.
-Mogę
zacząć od początku? - warknęła Hermiona.
-Najlepiej
by było.
-Zniknęłam
zaraz po Balu. Spotkałam się z Ronem, prosił mnie o to na Balu.
Mieliśmy pogadać o naszych relacjach, jednak to była pułapka.
Czekał na mnie razem z Ginny. Rzucili na mnie Klątwę Hery i
Zazdrości.
-Matko...
- szepnęła Pansy i nogi się pod nią ugięły.
Harry
złapał ją w ostatniej chwili
-Nie
mogłam się zbliżać do Draco, nie mogłam do dotykać ani
kontaktować się z nim. Musiałam zniknąć bez słowa. Taki był
ich cel. Przez dwa lata obserwowałam was, nie mogę z wami
rozmawiać, bo na pewno dowiedział by się o tym Draco.
-A
więc to jajo, kwiaty....
-Tak,
to moja robota. Przy okazji, Harry, tak się cieszę, że się
ożeniłeś – szepnęła Hermiona – Pansy, wiem, że nigdy nie
było między nami idealnie....
-Daj
spokój – mruknęła Pansy – było to było.
-Chciałam
wrócić, jedynie myśl, że Draco będzie cierpiał mnie
powstrzymywała. Po tym jak Ron umarł, Klątwa osłabła. Wpadłam
na Terren'a. On pomógł mi wrócić, przekazać prawdę Draco.
Właśnie powiedziałam wszystko Draconowi i uznałam, że wy też
powinniście wiedzieć.
-Co
na to Draco? - zapytał Harry.
-Nie
wiem – wzruszyła ramionami Hermiona – musi nad tym pomysleć.
Pójdę do niego za parę dni, zobaczymy.
-Oby...
-zaczął Wybraniec.
-Draco
to Draco, on zawsze robi po swojemu – wtrąciła się Pansy.
Hermiona
skinęła głową.
Przez
chwilę panowała cisza.
-Wróciłaś
na stałe? - zapytał Harry.
-Raczej
tak – Hermiona przeczesała włosy - wszystko zależy od niego.
-Obojętnie
co on powie, zostań – poprosił Harry.
-Zobaczymy
– powiedziała cicho Hermiona.
~*~*~*~
W
spełniających się marzeniach najpiękniejsze jest to, że są
wyczekane, wytęsknione.
Upragnione.
Minęło
kilka dni od burzliwej rozmowy Hermiony i Dracona.
Hermiona
czekała na odpowiednią chwilę by pokazać się u Dracona.
Pech
albo szczęśliwy traf chciał, że spotkali się zupełnie
przypadkowo nad Tamizą. Oboje stanęli jak sparaliżowani.
Obserwowali się nawzajem. Hermiona nie spodziewała się tego
spotkania i dała się zaskoczyć, dlatego milczała. Draco nie
wiedział co jej powiedzieć, które zdania ze wszystkich kłębiących
się w głowie wybrać jak pierwsze.
Jednak
nie odezwał się.
Przed
oczami stanęły mu wspomnienia z Hogwartu, te wspólne, dobre i złe.
Dwa lata pustki bez niej. Dopiero teraz zrozumiał jak puste było
jego życie. Nie było w nim jej, a ona była całym jego światem.
Nie
wiedział dlaczego to robi, jaki to ma sens i czy wybiera dobrze.
Zrobił
krok w jej stronę i następny, potem jeszcze jeden.
I
objął ją, tak po prostu jakby nigdy nie wypuścił jej z rąk,
jakby to było naturalne.
Wtuliła
się w niego, skrywając twarz na jego ramieniu.
-Wróciłaś
– powiedział w końcu.
-Tak.
Wahał
się zanim zadał pierwsze pytanie.
-Miałaś
kogoś przez ten czas?
-Nie.
-Spotkałaś
się z kimś?
-Nie.
-Przespałaś
się?
-Nie.
-Pocałowałaś
innego?
-Nie.
Gdy
kolejny pytanie nie padło, podniosła głowę i spojrzała w jego
szare oczy.
-Byłeś
tylko ty, Draco. I zawsze będziesz.
~*~*~*~*~*~
Jestem!
Wybaczcie
mi tak długie zniknięcie. Jednak najpierw porwał mnie świat
realny i wszystkie jego zamieszania. Koniec roku, kłótnie, imprezy
i tak dalej. Przyznaję się bez bicia.
Gdy
nadszedł czas by wrócić, uciekła Wena. Stąd tak zwłoka.
Wróciłam
na razie sama, bo Vegas, wredna czarownica siedzi w pracy, a ja
przekonałam się, że jak w końcu usiadłam do rozdziału to Wena
się do mnie uśmiechnęła i powstał rozdział.
Vegas
wróci w następnym rozdziale, który powinien się na pewno jeszcze
w lipcu, choć nie umiem powiedzieć kiedy dokładnie to nastąpi.
Czekam
na Wasze opinie!
Pozdrawiam,
Nox.
niedziela, 25 maja 2014
Rozdział 7
Osoba,
która wraca, nigdy nie jest są samą, która odeszła...
Vegas
Promienie
słoneczne próbowały się przedostać przez zaciągnięte zasłony
w sypialni Dracona. Właściciel mieszkania przebudził się i jęknął
cicho. Wypity wczorajszego dnia alkohol dał się we znaki,
pozostawiając po sobie syndrom dnia poprzedniego. W skrócie mówiąc
arystokrata miał kaca i czuł niesamowitą chęć napicia się
czegokolwiek. Zastanawiał się co jest silniejsze. Jego lenistwo czy
suchość w ustach. Po chwili podniósł się do pozycji siedzącej i
nadal z zamkniętymi oczami na wyczucie znalazł w otwartej
szufladzie eliksir na kaca.
Gdy
otworzył oczy, ujrzał siedzącą na fotelu w jego koszuli Granger,
która przy otwartym oknie paliła papierosa. Myślał, że jego
umysł nadal płata mu figle, spowodowane nadmierną ilością
alkoholu ostatniego wieczora. Jednak, gdy dotarł do niego zapach
tytoniu pomieszany z mocnymi perfumami, których od lat używała
dawna gryfonka wiedział, że to jednak nie jego wybujała
wyobraźnia.
-
Co ty tu robisz? – spytał z delikatną chrypą, która spowodowała
pojawienie się dreszczy u Hermiony.
-
Siedzę. – odpowiedziała nad wyraz pewnie, zważając na sytuację
w jakiej się znalazła.
-
A myślałem, że kankana tańczysz. – odrzekł z ironią. –
Wiesz o co pytam.
-
O to czy faktycznie byłam tak głupia, że po wspólnej nocy
zostałam do rana i nadal tu jestem?
-
10 punktów dla Gryffindoru, panno Granger.
-
Nie pasuje ci ten ton, Malfoy.
-
Skąd ty możesz wiedzieć co mi teraz pasuje, a co nie?
-
Mówiłam, że wiem więcej niż ci się zdaje. – atmosfera robiła
się coraz bardziej napięta.
-
A ja wspominałem, że gówno mnie to obchodzi. Ubierz się grzecznie
i spierdalaj tam gdzie byłaś przez dwa lata. – starał się mówić
spokojnie, ale w jego głosie był wyczuwalny żal.
Widziała,
że te słowa i dla niego nie są proste do wypowiedzenia.
-
Teraz, gdy klątwa minęła możesz mnie cmoknąć. Wysłuchasz mnie
czy ci się to podoba czy nie. – Hermiona nadal nie poruszyła się
nawet o centymetr.
Była
pewna swego i zamierzała doprowadzić swój plan do końca. Mimo
wszystko.
-
Czy ty głucha jesteś kobieto?! Wypierdalaj! – Draco nie panował
nad sobą.
Nie
pozwoli znów się zabawić swoimi uczuciami. Raz go zraniła, a
drugi raz on sobie z tym nie poradzi.
-
Nie tym razem, kotku - rzekła z uśmiechem na ustach Granger.
Osoba
postronna mogłaby stwierdzić, że jest wariatką i to niespełna
rozumu. Malfoy powoli tracił cierpliwość i już chciał podnieść
się z łóżka, aby wytłumaczyć jej gdzie dokładnie są drzwi,
ale nie zwrócił uwagi na jedną rzecz. Hermiona trzymała w dłoni
różdżkę. Dowiedział się o tym dopiero, gdy machnęła w jego
stronę, a on został przywiązany do drewnianego zagłówka łóżka.
-
Ty jesteś normalna?! Rozwiąż mnie! – krzyknął wyprowadzony z
równowagi.
To
nie było tak, że nie podobała mu się ta wizja, z chęcią by z
niej skorzystał, gdyby sytuacja była inna i jakby to ona była
związana.
-
Nie krzycz, bo cię zaknebluje. A wiesz, że nie żartuję. Grzecznie
posłuchasz co mam ci do powiedzenia i cię rozwiąże. –
powiedziała spokojnym głosem, jakby nie słyszała co mówił do
niej blondyn.
Wstała
ze skórzanego fotela i podeszła do łóżka wolnym krokiem. Blondyn
przyglądał się jej z wściekłością i zainteresowaniem. Był
ciekawy do czego się posunie, aby wyznać mu prawdę.
-
Zemszczę się, zobaczysz.
-
Mam nadzieję, że w równie ciekawy sposób. – powiedziała z
uśmiechem, siadając na nim.
Była
pewna swego. Pewna tego, że gdy on pozna prawdę, wszystko się
odmieni.
-
Mów. Masz minutę.
-
Jak widzisz i czujesz to nie ja jestem związana, więc nie ty
ustalasz warunki.
-
Przez te dwa lata polubiłaś ostry seks? Wiązania? A może jakieś
pejcze do tego?
-
Nie miałam okazji sprawdzić, bo nie nauczyłeś mnie za wiele. –
odpowiedziała pewnie, a widział w jej oczach, że mówi prawdę.
Ona
nie potrafiła kłamać. Wszystko było zawarte w jej oczach. Draco
postanowił wrócić do głównego tematu.
-
Po co ten cyrk? Przypadkowe spotkania? Wolontariat?
-
Możesz nazwać to jak chcesz. Cyrk? – prychnęła oburzona. – Ja
bym to nazwała próbą zwrócenia twojej uwagi. Nie przerywaj mi. –
warknęła zła, gdy ten otwierał już usta, aby rzucić zapewne
jakimś uszczypliwym komentarzem. – Tak, odeszłam. A wiesz
dlaczego? Bo kochałam i nadal kocham. Bo nie chciałam, aby moja
obecność sprawiała ci ból. Wróciłam, gdy w końcu Klątwa
została złamana, gdy osoba, która ją rzuciła zmarła.
-
Ćpałaś jak spałem? – spytał z niedowierzaniem Draco. O czym
ona do kurwy nędzy mówiła?!
-
Nie. Pamiętasz jak po balu wyszłam sama? Ron poprosił mnie wtedy o
spotkanie. Uwierzyłam, że chce się pogodzić, że chce naprawić
naszą przyjaźń. Czekał na mnie razem z Ginny. Nie wiedziałam o
co chodzi, ale okazało się, że to zemsta. Za wszystko. Rzucił na
mnie wtedy Klątwę, że nie mogłam się do C\ciebie zbliżyć.
Zmusili do odejścia. Nawet nie wiesz ile kosztowało mnie życie w
ukryciu. Ile łez, smutku, rozpaczy. Gdy widziałam jak ty spadasz na
dno. Nie masz pojęcia, ile razy dziękowałam Merlinowi za
przyjaciół, którzy ci pomogli. To były dwa najgorsze lata mego
życia. Uwierz, że nigdy tak bardzo nie cierpiałam. Ostatnio, gdy
przeczytałam o śmierci Weasleya pojawiła się dla mnie nadzieja.
Być może złudna. Nie wiem. Jednak to ona popchnęła mnie do tego,
aby o ciebie zawalczyć. Wiem, że wszystko zniszczyłam, że jesteś
teraz rozbity. Jednak jestem pewna jak niczego, że nigdy nie
przestałam cię kochać. – nie hamowała już płynących łez.
Tyle czasu czekała aby móc mu to powiedzieć. – Teraz, gdy znasz
już prawdę, nie pozostaje mi nic innego jak zostawienie cię
samego. To jest twoja decyzja co z tym zrobisz.
Po
czym nie czekając na jego reakcję jednym machnięciem różdżki
zlikwidowała magiczne więzy i teleportowała się z cichym
trzaskiem. Draco sam nie umiał powiedzieć co się wydarzyło przed
chwilą. Po Hermionie w jego sypialni została tylko sukienka,
szpilki i zapach jej perfum.
~*~*~*~
Inne
cele w życiu, inne plany i pragnienia
Muszę wszystko pozmieniać, tak jak czas wszystko zmienia
To co było nie wróci, wiem, choć czasem mam nadzieję
Po co mam więc pamiętać, ktoś by powiedział "stare dzieje"
Muszę wszystko pozmieniać, tak jak czas wszystko zmienia
To co było nie wróci, wiem, choć czasem mam nadzieję
Po co mam więc pamiętać, ktoś by powiedział "stare dzieje"
Jeden
Osiem L – Jak zapomnieć
Nox
Harry
siedział na tarasie swojego domu. Słońce świeciło mu prosto w
oczy, ale brunet nie przymknął powiek, pozwalając by ostre
promienie słońca wpadały mu w źrenice i kaleczyły jego oczy.
Zawsze, gdy zbyt długo patrzył w słońce, wracał do wspomnień.
Teraz
poświęcał swój czas na myślenie o swojej przyjaciółce. Nie
widział jej od dwóch lat.
Zniknęła,
zniknęła tak po prostu. Musiał przyznać nieskromnie, że znał ją
lepiej niż Draco. Był przekonany od początku, że Hermiona
zniknęła, bo miała ważny powód. To był desperacki krok z jej
strony. Harry czuł to. Gdyby chciała, żeby ją znaleźć,
pozwoliłaby na to. Tak samo było w czasie szukania horkrusków.
Wtedy Hermiona ich ochraniała i dlatego nigdy nie zostali
odnalezieni.
Hermiona
chciała zniknąć, choć nie wiedział dlaczego. Na Balu była taka
radosna i wesoła, tak szczęśliwa...
Co
ją skłoniło do ucieczki?
Przez
jakiś czas myślał, że to Draco, ale blondyn zarzekał się, że
niczym jej nie uraził. I Wybraniec mu wierzył. Draco szukał jej i
dalej ją kochał.
Wydarzenia
ostatniego czasu były nie zrozumiałe dla nikogo.
Harry
rozumiał, że Hermiona pojawiła się znów w ich życiu, pojawiła
się w życiu Dracona, czyli niedługo wróci. Znał ją przecież
tak dobrze...
Te
kilka spotkań, o których mówił Draco nie były przypadkowe, ona
musiała mieć w tym swój cel.
Hermiona
niczego nie robiła bez planu
-Harry!
Harry! - rozległ się głos w głębi domu i trzasnęły drzwi
frontowe.
-Taras!
- krzyknął brunet i oderwał wzrok od klującego w oczy słońca.
W
drzwiach na taras stała jego żona, Pansy Potter.
Długie
ciemne włosy opadały jej na ramiona i plecy, zielone oczy patrzyły
chłodno na świat, jednak autoironia dodawała jej uroku. Ubrana w
czarne spodnie i jedwabną zieloną bluzkę, kobieta spełniona
zawodowo, właśnie wróciła z pracy.
-Cześć
– uśmiechnął się Harry, wstając by ja przytulić.
-Cześć
– odwzajemniła uśmiech, tonąc w objęciach męża.
-Co
w pracy? - zapytał Harry, nie wypuszczając jej z objęć.
-Jak
zwykle, tylko Draco nie był – mruknęła niespokojnie Pansy.
-Dlaczego?
- zmarszczył brwi Harry.
-Nie
mam pojęcia – usiadła na fotelu – wysłałam mu Patronusa, ale
nie odpowiedział. No i jeśli o Patronusach mowa, to mama zaprasza
nas na obiad w niedzielę.
Harry
uśmiechnął się, siadając koło Pansy.
Nigdy
nie sądził, że ożeni się z tą kobietą i będzie szczęśliwy.
Po tym jak zniknęła Hermiona, szukał jej pól roku i nie mógł
znaleźć, w tym czasie była przy nim Pansy. W czasie gdy on szlajał
się po całym świecie i wracał do domu zmęczony jak po wojnie,
ona czekała na niego. Zawsze potrafiła wyczuć kiedy wróci. I
wtedy czekała na niego z gorącą kolacja i kąpielą. Zjadała z
nim, słuchając relacji z poszukiwań i później wyganiała go
spać, żeby na drugi dzień pilnować, by nie zaspał do pracy.
Gdy
któregoś razu nie zastał jej po powrocie, uświadomił sobie jak
bardzo się do niej przywiązał.
Teleportował
się do jej domu w środku nocy i walił w drzwi tak długo aż nie
otworzyła mu zaspana, w samym szlafroku.
#
wspomnienie#
-Czego?
-warknęła otwierając drzwi, jej głos i wzrok złagodniał gdy
zobaczyła kto przyszedł – Harry.
-Nie
było Cię – powiedział tylko Harry – nie było Cię.
-Nie
wiedziałam, że wrócisz – wytłumaczyła się Pansy, wpuszczając
go do środka.
-Twoi
rodzice są?
-Nie,
pojechali do Francji – mruknęła, prowadząc go do kuchni –
jadłeś coś?
-Od
wczoraj nie – przyznał szczerze Harry.
Bez
słowa postawiła przed nim sałatkę i sok z dyni.
-Czemu
przyszedłeś? - zapytała dopiero wtedy, gdy skończył jeść.
-Przyzwyczaiłem
się, że jesteś – mruknął, nie patrząc jej w oczy.
-Przecież
jestem – powiedziała łagodnie Pansy.
-Nie
było cię w moim domu – sprostował Harry, bawiąc się szklanką
soku.
-No
właśnie – powiedziała Pansy – to twój dom.
-Nienawidzę
go, jest pusty – mruknął Potter.
-Zamiast
Granger, powinieneś szukać dziewczyny – zaśmiała się Pansy.
-Nie
zrezygnuję z niej - powiedział twardo Harry – tak jak ona nigdy
nie zrezygnowała ze mnie. A kobieta, która mi się podoba, traktuje
mnie jak przyjaciela.
-Zrezygnowała
z CIEBIE teraz – powiedziała z naciskiem Pansy -tak jak z nas
wszystkich.
Milczeli
kila minut.
-Pansy?
- zapytał niepewnie Harry.
-Tak?
-Ja...
no bo... - Harry urwał.
-Potter,
co się stało? - na jej wargach błąkał się lekki uśmiech.
Harry
spuścił głowę.
-Przygarniesz
mnie dzisiaj?
Zaskoczenie
w oczach brunetki zniknęło bardzo szybko.
-Oczywiście.
Czego się nie robi dla przyjaciół – powiedziała chłodno i
wyszła z kuchni.
Potter
pobiegł za nią i złapał za ramiona.
-Nie
to miałem na myśli!
-Po
tym co się działo w Hogarcie nie raczyłeś ze mną porozmawiać,
tylko wymagasz ode mnie wierności.
-Nie
wymagam jej – zaprzeczył Harry – ja o nią proszę.
-Co
takiego? -zdziwiła się Pansy, obracając się, by na niego
spojrzeć.
Harry
wahał się tylko chwilę. Puścił dziewczynę i uklęknął przed
nią.
-Wyjdź
za mnie, Pansy – powiedział patrząc jej prosto w oczy.
#koniec#
-O
czym tak myślisz? - szepnęła mu do ucha Pansy.
-O
tym jak ci się oświadczyłem - zaśmiał się Harry, splatając ich
dłonie, by złote obrączki zalśniły w słońcu.
-Jak
kłóciliśmy się o Granger?
Harry
spoważniał.
-Chciałem,
żeby wróciła.
-To
co opowiada Draco jest nieprawdopodobne – westchnęła Pansy – po
co miałaby wracać?
-Musi
mieć powód – powiedział cicho Potter – ona nigdy nie robi
niczego bez planu.
-Bez
planu odeszła – syknęła Pansy.
-Nie
wierze, że od nas odeszła z własnej woli – powtórzył uparcie
Harry.
Pani
Potter pokręciła głową z irytacją.
-Harry,
ona odeszła dwa lata temu, słowem się nie odezwała!
-A
bukiet? A jajo? Skąd to jest?
-Przyznaję,
że to dziwne, ale żeby ona...
-Pany,
ja chcę, żeby ona wróciła – przerwał jej Harry – kocham ją.
-A
ja nienawidzę! - krzyknęła Pansy, wstając – za to, że zraniła
Draco, ciebie i Terren'a! Ludzie, których kocham muszą przez nią
cierpieć...
-Jej
też nie jest łatwo, Pansy – rozległ się nowy głos.
-Co
takiego? -warknęła brunetka.
Teren
stał w drzwiach tarasu.
-Ona
wróciła, Pansy, naprawdę wróciła.
-Skąd
wiesz?
-Widziałem
ją – powiedział spokojnie Teren, podchodząc do nich – tak,
Harry, wróciła. Chcę przekonać do siebie Dracona, a ja mogę się
założyć o moje życie, że to prawda, że nie odeszła z własnej
woli.
Harry
uśmiechnął się z ulgą.
-Wiedziałem,
że nas nie zostawi, nigdy by mi tego nie zrobiła.
Pansy
wyszła, trzaskając drzwiami.
Wybraniec
westchnął.
-Zasłużyłem
na to.
~*~*~*~
Witamy
wszystkich, z powodu zbliżającego się końca roku szkolnego, w
którym Nox musi ładnie wszystko pozaliczać oraz z powodu
zbliżającego się urlopu w Polsce, który niedługo zaczynam, a
zamierzam spędzić go z najbliższymi pragniemy obie oficjalnie
przeprosić oraz prosić o cierpliwość w pojawieniu się następnego
rozdziału. Obiecujemy kolejny rozdział, gdy wszystko zostanie
unormowane, a ja wytrzeźwieję :D Mamy nadzieję, że rozumiecie, że
są to dla nas priorytetowe sprawy i poczekacie krótką chwilę.
Ja,
Nox, od siebie chce Wam tylko powiedzieć, ze przewidujemy przerwę
na dwa tygodnie, nie dłużej. Nauka i świat realny jest dla nas
ważniejszy niż blog, do którego na pewno wrodzimy.
To
mogę Wam obiecać.
pozdrowienia!
V/N
sobota, 10 maja 2014
rozdział 6
mówiła,
że będzie zawsze - suka, kłamała.
Tmk
– siadała w oknie
Vegas
-Wyjaśnij
mi do kurwy nędzy o co w tym wszystkim chodzi! – Draco wpadł do
domu Terrena bez zbędnego pukania.
W
salonie mężczyzny siedział Blaise i Harry.
-
Mi również miło Ciebie widzieć. Napijesz się z nami? –
powiedział Zabini z uśmiechem na ustach i szklanką whisky w dłoni.
-
Daruj sobie.
-
Draco o czym Ty mówisz? – Terren świetnie udawał że nic nie
wie.
-
Ty jesteś ograniczony czy za długo z Potterem przebywasz? –
Malfoy w tej chwili nie należał do najmilszych osób. Każdy
wiedział, że wkurwiony Draco to nie miły Draco. Ale kiedy on był
miły?
-
Ej! Mnie w to nie mieszaj. Ja tylko na whisky przyszedłem. –
odezwał się wspomniany mężczyzna, ale blondyn nawet nie zwracał
na niego uwagi.
Patrzył
jedynie na Terrena i oczekiwał wyjaśnień.
-
Jeśli mógłbyś powiedzieć mi o co Ci chodzi to z chęcią to
wyjaśnię. – spokojny ton gospodarza rozwścieczył jedynie
Malfoya.
-
Granger. – jedno nazwisko, a wszystko stało się jasne.
-
Jest to nasza szanowna koleżanka z Gryffindoru. Jak sam pamiętasz…
- zaczął Higgs, jednak Draco przerwał mu brutalnie.
-
Przypierdolę Ci za chwilę, obiecuję! Słuchaj, bo ja już nie mam
sił na to. A wiem, że masz coś z tym wspólnego. Wpadła na mnie
na imprezie, potem kilka razy widziałem ją na mieście, zjawiła
się u mnie w domu, a teraz dziwnym trafem dostaję jej podanie o
wolontariat w Mungu na moim oddziale. Nie wierzę w takie zbiegi
okoliczności i nie będziecie ze mnie więcej robić kretyna. –
Draco powiedział wszystko co leżało mu na sercu.
-
Smoku, siadaj. To jest dłuższa historia. – głos Harrego odbił
się echem od ścian.
-
No tak. Wszyscy dookoła wiedzą co się dzieje, ale nie ja. Tak
jakby ta sprawa mnie nie dotyczyła. Skoro macie kontakt z
księżniczką Gryffindoru to przekażcie jej ode mnie, że nie chce
jej więcej widzieć. – Draco nie zwracał już na nic uwagi.
Wyszedł
z domu Terrena trzaskając głośno drzwiami. Nie mógł znieść
myśli, że jest okłamywany przez najbliższych przyjaciół, że
wszystko jest grą. On jest w niej głównym pionkiem, a nie zna
zasad.
~*~*~*~
Gdybym
mogła podarować Ci tylko jedną rzecz tego świata, chciałabym dać
Ci umiejętność patrzenia moimi oczami. Wtedy zauważyłbyś, jak
ważny dla mnie jesteś.
Siedział
w loży obserwując parkiet i bawiących się ludzi. W tle leciała
piosenka, której zawsze słuchał w samochodzie jak wracał z pracy.
Uśmiech wykwitł na jego wargach. Tego było mu potrzeba. Muzyka,
odrobina alkoholu. Bo tym razem nie zamierzał upijać się, jak
robił to ostatnim czasem. Gdy dwa dni temu wyszedł z domu Higgsa
postanowił jedno. Nie da się zmanipulować. On rezygnuje z gry i po
prostu pasuje. Jednak jego plany uległy zmianie, gdy przy tym samym
stoliku naprzeciw niego usiadła Granger. Uśmiechnięta, z drinkiem
w jednej dłoni, a papierosem w drugiej. W jej oczach był ten blask
co kiedyś, ale było jeszcze coś. Ogromna tęsknota, za tym co
było. Umiał z niej czytać jak z otwartej księgi.
-
Masz ogień? – odezwała się wreszcie przysuwając się bliżej,
aby doskonale ją słyszał.
-
Głupszego tekstu na rozpoczęcie rozmowy nie było? – spytał i
spojrzał na nią spod przymrużonych oczu.
-
Zawsze mogłam zacząć mówić o pogodzie.
-
Od kiedy Ty palisz?
-
Od chwili, gdy musiałam odejść. – powiedziała ze smutkiem w
głosie.
Chciała,
aby w końcu ją zrozumiał.
-
Nic nie musiałaś, to była Twoja decyzja. Nie wiem po co chcesz do
tego wracać, po co znów to zaczynasz, po co chcesz ciągnąć tą
farsę.
-
Uwierz, że jakby to miała być moja decyzja, to w tej chwili nie
siedzielibyśmy w tym klubie, tylko wspólnie siedzieli przy kominku,
wtuleni w siebie, a na górze, obok naszej sypialni spał by nasz
syn.
-
Wyobraźnię masz niczego sobie skarbie, ale chyba za bardzo Cię
poniosła. - Jak zawsze masz swoje zdanie i nie chcesz nikogo
słuchać. Zresztą po co. Myślałam, że ufasz mi.
-
Ufałem Ci. Chciałem z Tobą iść na koniec świata i jeszcze
dalej. Gdybyś kazała mi skoczyć w ogień to nie zawahałbym się
nawet przez moment. Zapragnęłabyś gwiazdki z nieba, a dostałabyś
ją opakowaną w czerwony papier. Ale teraz? Gdy zniszczyłaś mnie
od środka, gdy nie było Cię w najtrudniejszym dla mnie momencie,
gdy po prostu odeszłaś zostawiając jakąś głupią karteczkę Ty
nadal masz nadzieję? Na co? Na to, że znów dam Ci się nabrać na
Twoje gierki? Wybacz, ale straciłaś swoją szansę. – gdy to
mówił, widział jak zaszkliły jej się oczy.
Jemu
samemu było trudno wypowiedzieć te słowa. Ale wolał teraz, niż
potem znów zostać samemu. Stwierdził, że nie ma czego tu szukać
i wstał z zamiarem odejścia. Jednak poczuł uścisk na swoim
nadgarstku.
-
Ostatni raz napij się i zatańcz ze mną. Tak jak kiedyś.
Jej
dotyk nadal wywoływał przyjemne dreszcze, jej oczy hipnotyzowały,
a jego ciało nie mogło się oprzeć tej kobiecie. Gdy uśmiechnął
się wiedziała, że wygrała kilka chwil z nim. Tak jak za dawnych
czasów. Skinęła na kelnera, który już po chwili przyniósł im
dwie szklanki whisky.
~*~*~*~
Tu
powietrze jest gęste dymem, kokainą, seksem
+18!
-Nie
wiem co mi strzeliło do głowy, że zgodziłem się z Tobą zostać.
- westchnął Draco.
-
Nie wiem co mi strzeliło do głowy, że sama to zaproponowałam.
Zaraz
koło nich pojawił się kelner z kieliszkami, a Hermiona bez
zawahania wypiła całego drinka do dna. Kiedy już kelner chciał
odejść szybko go powstrzymała. - Czy ja powiedziałam koniec? - po
czym chwyciła jeszcze dwie szklanki.
-
Nie za mało? Ja twoich zwłok nie będę ściągał z tego parkietu.
-
Jak mam z Tobą wytrzymać tę noc, to nie zamierzam być trzeźwa,
to by było zbyt wiele.
-
To i ja poproszę drinka - katem oka spojrzał na Granger, która
pochłonęła już następnego – Najmocniejszego.
Tak
mijały kolejne drinki, a dwójka kiedyś bliskich, a teraz obcych
sobie ludzi zaczęła się do siebie ponownie zbliżać. Gdy do ich
uszu doszła piosenka, z którą wiązały się ich wspomnienia,
spojrzeli tylko po sobie, aby wspólnie udać się na parkiet.
Draco
przyciągnął do siebie jak najbliżej kobietę tak, że teraz czuła
jego ciepły oddech na swoim czole. Dłońmi błądził po jej tali,
a biodra kołysały się niebezpiecznie blisko siebie. Oddechy
zaczęły przyśpieszać, a ich ciała dzieliły centymetry. Ich
myśli były pobudzone dużą ilością alkoholu, dawnymi czasami i
wspomnieniami.
-
Zmieniamy lokal?- szepnął Draco do jej ucha.
Dla
niej te słowa brzmiały jak rozkaz, któremu zamierzała się teraz
poddać. Bez namysłu kiwnęła szybko głową, a on skierował się
do wyjścia z klubu. Teleportowali się niedaleko jego mieszkania.
Oboje czuli, że pożądanie jakie w tej chwili odczuwali jest zbyt
wielkie, aby to przerwać. Szli szybko w kierunku klatki schodowej, a
gdy okazało się, że winda nie działa, ciągle trzymając dłoń
kobiety podążyli na górę. Po drodze nie obyło się bez potknięć,
śmiechów i cichych pomrukiwań. Wreszcie mężczyzna przycisnął
ciało kobiety do ściany wtapiając się w jej usta bez pamięci.
Czuła jak jego męskość uciska ją w biodro, a ona jedyne co miała
w tej chwili w głowie to jak najszybsze pozbycie go tej tortury i
pomoc w rozładowaniu napięcia. Odwzajemniła kolejne pocałunki.
Czuła jakie ma miękkie i soczyste usta, które powoli skierowały
się na jej szyje. Skóra zaczęła ją piec, drżeć od tych
muśnięć.
-Chodźmy
do Ciebie...- wymruczała szukając kluczy w jego kieszeniach.
Wreszcie
go znalazła i odsunęła się ruszając dalej korytarzem.
-
Tak chcesz się bawić? - powiedział bardziej do siebie niż do
niej. Rozpiął jeden guzik koszuli i ruszył za nią.
Kobieta
nie zamierzała czekać, szła szybkim krokiem kołysząc biodrami i
zadzierając swoją czarną sukienkę coraz wyżej. Bacznie ją
obserwował. Gdy widział jak odsłania coraz więcej swojego ciała
ledwo był w stanie wytrzymać napięcie. Jego zamglony wzrok
sprawił, że kolejna fala gorąca uderzyła jej ciało. Spojrzała
na drzwi i nie zważając na sąsiadów, oparła się o nie plecami i
nie odrywając wzroku od niego zsunęła koronkowe ramiączko,
ukazując nagie ramię. Większy uśmiech powędrował na jej usta po
czym oblizała zmysłowo usta i przygryzła wargę. Draco
przyśpieszył kroki, jakby bał się że zamknie zaraz za sobą
drzwi od mieszkania. Kobieta roześmiała się i odwróciła się
szybko znikając za drzwiami. Mężczyzna pociągnął zaraz za
klamkę i odetchnął z ulgą czując że drzwi nie są zamknięte.
Obraz przed jego oczami wirował. Sam nie był pewien czy to z powodu
buzującego w żyłach alkoholu czy jednak podniecenia. Widział
przed sobą Hermionę bawiącą się ramiączkiem.
-
Chyba nie każesz samej mi się bawić?
Nie
czekał długo. Podszedł do niej i już chciał się na nią rzucić
i zdzierając z niej tą sukienkę z bielizną włącznie.
-
Nie tak szybko - wyszeptała mu do ucha i pchnęła na łóżko.
Mężczyźnie
podobało się to zagranie, więc nie zamierzał opierać się
kobiecie która wyraźnie była nieziemsko pobudzona. Chwyciła gumkę
we włosach i jednym pociągnięciem rozpuściła swoje długie
brązowe włosy, a mężczyźnie wkradł się delikatny uśmiech na
usta. Odwróciła się i włączyła więżę, z głośników
poleciała zmysłowa muzyka, do której kobieta zaczęła się
kołysać i ponowie zaczęła zabawę ze swoim drugim ramiączkiem.
Nie spuszczała z niego swojego wzroku, gdy widziała w jego oczach
to pożądanie z jakim na nią patrzył tak jak przed laty. Same te
myśli sprawiały że już czuła się przed nim naga. Alkohol
pobudził ją do kolejnych ruchów. Czarna mini osunęła się na
ziemię, a kobieta zrobiła krok w bok odwracając się do mężczyzny.
Draco nie mógł wypowiedzieć nawet słowa, gdy zobaczył kobietę w
samym kusych stringach. Tyle czasu czekał, aby ten moment znów
nastąpił.
Nie
zwlekał dłużej i podniósł się z łóżka pociągając kobietę
za sobą. Brązowe loki rozwiały się po pościeli. Poczuła
wilgotne usta na swoim obojczyku, które obdarowywały jej ciało
pocałunkami. Schodził coraz niżej, zatrzymał się na jej prawej
piersi i zaczął drażnić jej sutek. Hermiona wciągnęła
powietrze, czując dreszcze na swoim ciele. Mężczyzna poczuł
dokładnie to samo i nie zamierzał skończyć. Zszedł z pocałunkami
coraz niżej, a drugą dłonią zaczął drażnić jej obie piersi.
Gotowała się w niej krew od dotyku Dracona, jej mężczyzny. Bo
chociaż nie był jej to dla niej na zawsze taki pozostanie.
Podniecenie brało górę, chciała go już poczuć, jak wypełnia
jej ciało, jak napiera na nią. Dłońmi trzymała jego głowę, aby
dotknął jej kobiecości. Ten jednak nadal był oporny, i złożył
pocałunek na wewnętrznej stronie jej uda. Delikatnie, wręcz prawie
jej nie dotykając, przejechał palcem po jej łonie czując jak robi
się mokra.
-
Zrób to .. - wyjęczała.
Sam
miał dość czekania. Podniosła się z łóżka i pozbawiła go
spodni włącznie z bokserkami. Gdy jej oczom ukazał się członek
mężczyzny, oblizała opuszek palca i dotknęła nabrzmiałej główki
penisa. Widziała jego zamglone oczy od podniecenia. Pchnął ją
mocno na łóżko i wszedł w nią szybko. Kobiecy głos wypełnił
pokój, a sam jego dźwięk przyprawiał o dreszcze. Czuła go w
sobie idealnie, świat jej wirował od podniecenia i alkoholu. W
końcu spełniały się jej najskrytsze marzenia. Poruszał się w
niej coraz szybciej. Robił wszystko, aby zapamiętać te chwilę.
Położyła
swoje dłonie na jego pośladkach, a z każdym jego pchnięciem
sunęła coraz wyżej zostawiając ślady swoich paznokci na jego
plecach. Było jej wspaniale. To on był mężczyzną, który
potrafił ją doprowadzić do takiego stanu. Nie chciała nikogo
innego. Tylko jego. On tylko dłonią zaciskał mocniej jej pośladki,
aby głębiej ją penetrować. Było słychać skrzypienie łóżka
pod tą dwójką kochanków. Draco dobrze wiedział czego chciał w
tej chwili i nie tylko teraz. Chciał jej zawsze. Całej. Chciał
widzieć jak wygina się pod nim, chciał słyszeć jej błagania o
więcej, chciał aby krzyczała jego imię, tylko jego. Kropelki potu
omiotły jej czoło. Przycisnął dłonie kobiety tuż nad jej głową
by złożyć kolejny pocałunek na jej pełnych wargach. Szybkie
muśniecie, aby znowu się odsunąć. Kobieta próbowała się
podnieść, wręcz błagała wzrokiem o ponowny pocałunek. Był w
swoim żywiole. Uwielbiał panować nad kobietami, dominować je. A
nad ją szczególnie. Bo Granger była jego. Bezapelacyjnie i na
zawsze. Fala ciepłego nasienia zalała ciało kobiety, a ona wygięła
się w łuk. Doszła z krzykiem na ustach. Mężczyzna opadł na
spocone ciało kobiety, ciężko dysząc. Pocałował namiętnie jej
usta. Nadal smakowała malinami, a całą jego sypialnię wypełniał
zapach seksu i ich ciał. Spragnionych ciał. - To było coś... -
westchnęła kobieta, uspokajając oddech.
-Powtórka?
-Tej
nocy na pewno - po czym wtopiła ponownie swoje usta w wargi
mężczyzny.
~~~~
Witam
wszystkich!
Dzisiaj
macie rozdział stworzony po pracy, przy butelce wina i dobrej
muzyce, czyli wszystko co mnie motywuję do pisania :)
Robaczki,
oczekuję komentarzy, bo to pierwszy rozdział, który pojawił się
na blogu tylko mój :D
Więc
Vegas pozdrawia, zaprasza do czytania i wyrażania opinii, bo jestem
ich cholernie ciekawa.
jak
wyżej :D
ja
nie mam nic wspólnego z tym rozdziałem, choć sikałam z zachwytu
jak Vegas mi to wysłała.
Mam
nadzieje, że Wam spodoba się tak samo jak mi!
Pozdrowienia!
N.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
After all this time? Always.
Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...
-
Diabeł tkwi w szczegółach. ~*~*~*~ Rozdział z dedykacją dla Naaatuuu. Bo jako jedyna rozwiązała Klątwę. ~*~*~*~ Herm...
-
„ Ab ovo” * Horacy ~*~*~*~ Było czwartkowe popołudnie. Lekcje się już skończyły i zmęczeni uczniowie odpoczywali po prawie całym ...
-
Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...