piątek, 3 maja 2013

rozdział 44


Jeśli boisz się sparzyć, nigdy się nie ogrzejesz
Tylko jeśli próbujesz, możesz mieć nadzieję
Możesz żyć smutkiem, albo przeżyć smutek
Możesz się pogrążać, lecz jaki będzie skutek
Piję zdrowie tych, którzy nie mają szczęścia
Piję za to by przestali się zadręczać
Pije za Ciebie, za Twoją przyszłość
Grupa Operacyjna - Północ

Dominique i Lucas weszli zagadani do sali, w której mieli odbyć próbę i zastali niespodziewany widok. Hermiona siedziała na parapecie okna i obejmowała za szyję Draco, który stał do nich tyłem i całowali się bez opamiętania.
Nikki spojrzała rozbawiona na Lucasa, który również z trudem zachowywał powagę.
-Nie przeszkadzamy? - zapytała Nikki bardzo dobrze naśladując głos dyrektorki, gdy była bardzo niezadowolona.
Draco nie odskoczył od Hermiony tak jak się tego spodziewali tylko znieruchomiał. Usłyszeli jak przeklina pod nosem. Potem obrócił się spokojnie w ich stronę ze słowami :
-No dobra, kiedyś i tak musiało się wydać, przynajmniej mamy to z głowy.
Jednak mina Dracona, gdy zorientował się, że to Nikki, a nie McGonagall zrekompensowała im wszystko.
-Cholera, Nikki! - powiedział z ulgą – nie rób tak więcej!
Lucas uśmiechnął się lekko.
-Długo to trwa? - zapytał.
-Jakiś czas – wzruszyła ramionami Hermiona zeskakując na ziemię i stając koło Draco, który objął ją mogłoby się wydawać odruchowo i całkiem obojętnie.
Jednak błysk w jego szarych oczach i lekko uśmieszek satysfakcji dawał do myślenia o wiele więcej niż słowa.
Hermiona była jego na 99 procent i on nie mógł się z tego nie cieszyć.
Szczerze to do końca nie rozumiał co się stało.
-Już wiem – szepnęła Nikki patrząc na nich w zamyśleniu.
-Co?
-Wtedy, na pierwszej próbie, byliście pokłóceni, prawda? - zapytała z roziskrzonym wzrokiem.
Hermiona i Draco rzucili sobie szybkie spojrzenia.
-Tak, pokłóciliśmy się, jakie to ma znaczenie? - zapytała Hermiona.
-Duże - gdy spojrzeli na nią zmieszani, przewróciła oczami – no wiecie, pamiętacie jak wam mówiłam, że w zależności od tego jakie uczucia łączą partnerów, to w tańcu zawsze to wyjdzie?
-No tak – przytknęła Hermiona.
-Właśnie. Wy byliście pokłóceni, ale nadal do siebie coś czuliście, jednak ukrywaliście to na tyle dobrze, że na to nie wpadliśmy. Myślałam, że skoro jesteście z innych domów i się nie lubicie to trudno będzie się wam dogadać i to zatańczyć. Jednak teraz wszystko staje się prostsze...
-Dlaczego? - zapytał Draco.
-Długo jesteście razem? - zapytała bez ogródek Nikki.
-Jakieś... półtora miesiąca – Hermiona naciągnęła prawdę, ale nie czuła się winna.
To wszystko co się stało wpłynęło na nich bardzo mocno.
-Okej, Nikki, bo to przeciągasz – powiedział Lucas – chodzi o to, że skoro jesteście razem to wszystko ułatwia. Teraz kilka prostych pytań i możemy zaczynać. Draco, zapytam prosto z mostu, pragniesz jej?
-Tak – odpowiedział arogancko blondyn.
-A ty, Hermiona, nie myślisz o tym jaki jest Draco?
Hermiona wzruszyła ramionami.
-Daj spokój, to normalne, jeśli jesteście razem – uśmiechnęła się Nikki.
-Nie – powiedział szybko arystokrata – Nikki, to nie tak... my po prostu... nie było okazji.
-Chcesz mi powiedzieć, że nie kochaliście się? - zapytała zupełnie innym tonem Nikki.
-Tak i to nie dlatego, że nie chcemy, tylko rodzina, tradycja i w ogóle...
-Okej, to jeszcze lepiej – ożywił się Lucas – Draco, jesteś dobrym aktorem, pokaż to, że jej pragniesz, tylko, że w tańcu.
-Spróbuję – mruknął nie przekonany blondyn.
-Jesteśmy tu po to żeby wam to ułatwić, a nie przeszkadzać, więc Draco jak zerwiesz z niej ubranie to nikt się o tym nie dowie – powiedział Lucas poważnie, ale jego oczy śmiały się.
-Zaczynajcie, a ty Hermiona, pozwól mu na to – dodała Nikki.
Uczniowie wyszli na środek sali, a Nikki włączyła muzykę. Draco zamknął na chwilę oczy żeby wsłuchać się w utwór i dopiero wtedy zaczęli tańczyć pod uważnym okiem Nikki i Lucasa.
Ślizgon był naprawdę dobrym aktorem, poza tym naprawdę pragnął Hermiony, no i wiedział, że ona czuje to samo. Dlatego każdy ich ruch był zmysłowy i seksowny. Sposób w jaki dotykał jej ciała, jak łapał ją i jak na nią patrzył mówił sam za siebie. Hermiona nie była gorsza. Uciekała mu, kusiła i wabiła.
Gdy Nikki wyłączyła muzykę, oboje mieli problem z zachowaniem zdrowego rozsądku.
-Spokojnie – szepnął Hermionie do ucha Draco widząc, że ma w oczach łzy bezradności - musisz to wytrzymać, wiesz, że inaczej niczego nie osiągniesz. Jesteś silna, poradzisz sobie.
Hermiona skinęła głową.
-Wszystko okej? - zapytała łagodnie Nikki.
-Tak, już tak – powiedziała Gryfonka.
Obrócili się w stronę swoich nauczycieli i zobaczyli w oczach podziw.
-Co? - zapytała zmieszana dziewczyna.
-Nic, po prostu, jestem w szoku. Jak mogliście to wszystko tak szybko ogarnąć no i te emocje... bezbłędne.
-Hermiona, zapisz się na jakiś kurs tańca – powiedział Lucas – przyda ci się to. Naprawdę, jeśli chcesz mogę cię sam uczyć.
-Nie, dzięki, a przynajmniej na razie – mruknęła Hermiona.
-Dobrze, jak chcesz. Jest parę małych niedociągnięć – powiedział Lucas – Hermiona, chodź, coś ci pokaże.
Gryfonka zastosowała się do polecenia. Gdy Lucas dotknął jej ramienia, ledwie co powstrzymała dreszcze przechodzący jej po ciele. Jego dłonie były ciepłe i łagodne i nie miały nic wspólnego z chłodnymi i ostatnio niecierpliwymi palcami Draco.
Otrząsnęła się z tego i zaczęła uważnie słuchać Lucasa. W ciągu dwóch godzin poprawili wszystkie usterki i nie dociągnięcia. Pomagał w tym najbardziej Lucas, bo to Hermiona zapominała o paru szczegółach. Szybko wyrobili sobie pewien schemat. Lucas pokazywał jakie są niedociągnięcia, przećwiczył je z Hermioną, a później ona z Draconem. Jak wszystko szło dobrze, to przechodzili do następnej części.
Gryfonka była na skraju wytrzymałości. Draco musiał jej dotykać i to w nie wybredny sposób.
-Okej – powiedziała Nikki zerkając na zegarek – jest dziewiąta. Przećwiczcie to jeszcze parę razy przed balem i będzie idealnie, teraz możecie się zmywać.
Draco uśmiechnął się do nich i wyszedł ciągnąc za sobą Hermionę.

***

Weszli do ciemnego dormitorium Dracona. Właściciel podszedł do okna by je otworzyć, a Hermiona od razu z westchnieniem ulgi padła na jego łózko.
Ślizgon otworzył okiennice i pochylił głowę wdychając głęboko powietrze.
-To jest trudniejsze niż myślałam – dobiegł go szept Hermiony od strony łóżka.
-Da się przyzwyczaić – powiedział spokojnie, próbując do tego przekonać samego siebie – masz siłę pogadać?
-Tak, ale najpierw chcę wziąć prysznic.
-Okej, przyjdź do mnie, ja też skorzystam z okazji.
Hermiona uśmiechnęła się do niego blado i wyszła.
Draco zorientował się, że wstrzymuje oddech, więc teraz odetchnął z ulgą.
Zostawił otwarte okno i poszedł do łazienki zabierając po drodze czyste ciuchy i Eliksir Spokoju.

***

Harry z ulgą pożegnał ostatnią ścigającą wychodzącą z szatni po wyczerpującym treningu. Tydzień przed końcem roku mieli grać o puchar ze Ślizgonami.
Z tego co wiedział to ich przeciwnicy nie zaczęli jeszcze grać. Mieli jednak bardziej zorganizowaną drużynę niż Gryfoni i tu był ich przysłowiowy as w rękawie. Taktykę kapitan pokazywał im kilka dni przed meczem. Ogarniali to zawsze bardzo szybko. Co jak co, ale kapitan Ślizgonów, którym był Draco, miał łeb do taktyki. Zawsze zaskakiwał przeciwnika czymś innym i dlatego był taki groźny. Ich drużyna była zdyscyplinowana, miała dobre miotły i niezłych zawodników.
Szukający Draco Malfoy, niezawodnym obrońcą okazał się Teodor Nott, który nie puścił ani jednego gola w tym roku. Pałkarze w postaci Adriana Pucey' a i kuzyn jednego z lepszych graczy w Hogwarcie, Flinta, Josh.
Na pozycji ścigających była Astoria Greengrass, określana jako ta lepsza z sióstr Greengrass. Na co dzień laleczka barbie, ale w czasie gry była nie do pokonania. Terren, który kiedyś był szukającym zmienił pozycję i okazał się na niej jeszcze lepszy. No i najgroźniejszy zawodnik Ślizgonów. Blaise Zabini. Grał ostro, ale fair.
Drużyna Gryfonów nigdy nie wróciła do czasów świetności, gdy byli w niej rudzi bliźniacy, Wood i trzy niesamowite ścigające, lub gdy szukającym był jeszcze Charlie Weasley lub James Potter.
Teraz skład nie był najgorszy, zawodnicy pochodzili z rodzin, które miały smykałkę do gry, ale to nie były szczyty. Szukający Harry Potter, obrońca Ron Weasley, który znów miał problemy z wiarą w siebie. Pałkarze Jack Sloper i Ritchie Coote. Ścigające Ginny Weasley, Demelza Robins i o dziwo Dennis Creevey, który był naprawdę dobry i w strzelaniu goli jak i w unikaniu tłuczków.
Harry uparł się, że wygrają w tym roku i chciał tego dokonać choćby nie wiem co.
Usiadł na ławce i schował twarz w dłoniach.
Nie wiedział już jak przekonać drużynę, że wygrają.
-Harry – usłyszał cichy głos.
Podniósł gwałtownie głowę.
W drzwiach szatni stała Ginny z niepewną miną.
-Cześć – uśmiechnął się Harry, siląc się na naturalność – myślałem, że już poszłaś.
-Chciałam pogadać, a u nas teraz to nie możliwe.
-Racja – Harry wstał i schował szaty od quidditcha do torby - o co chodzi?
-Nie zauważyłeś, że coś się zepsuło? - zapytała cicho rudowłosa.
-Tak, wiem i przepraszam – westchnął Wybraniec opierając się o szafkę – ale to napięcie jest nie do zniesienia, mam egzaminy i w ogóle.
-Wiem, Harry, ale nie podoba mi się to, że spędzasz tyle czasu z Granger.
Złote Dziecko spięło się. Hermiona to był temat tabu.
-Ginny, proszę nie zaczynaj – powiedział łagodnie – wiesz, że Hermiona to mojaprzyjaciółka i jej nie zostawię.
-Harry, ona jest z Malfoyem, jest dla nasz wszystkim zagrożeniem!
-Gin, wojna się skończyła, a Hermiona zawsze była po naszej stronie. Zostaw to, proszę.
Ruda spojrzała na niego ze złością.
-Dlaczego tak bardzo ci na niej zależy? Pieprzy się z połową Slytherinu, a ty dalej jesteś po jej stronie. Ona robi z nas pośmiewisko!
-Ginny, nie przesadzaj – powiedział ostrzej Harry – nie mów tak o niej...
-Mnie byś tak nie bronił! - wrzasnęła mu w twarz dziewczyna.
-Bo nie musiałem. Ginny, nie każ mi wybierać. Wiesz, że i tak mi trudno, bo Ron i Hermiona nie rozmawiają ze sobą. Mam dość dzielenia czasu między ich dwoje, a co dopiero troje.
-Harry, jestem twoją dziewczyną i proszę przestań z nią rozmawiać.
-Nie. Pogadamy jak to wszystko przemyślisz, Ginny – Wybraniec wziął torbę i skierował się do wyjścia.
-Jeśli teraz wyjdziesz, to z nimi koniec – powiedziała zimno Ginny.
Harry zamarł w drzwiach, ale nie spojrzał w jej stronę.
-Może tak będzie lepiej – powiedział w końcu i wyszedł nie oglądając się na nic.
Zostawił za sobą Ginny ze łzami spływającymi jej po policzkach.]

Kiedy leżysz obok mnie
Wszystko jest bez skazy
Zanim trafię do rzeczywistości
I stracę to wszystko...*

***

Hermiona odliczyła w duchu do trzech i weszła do dormitorium Draco.
Blondyn siedział na parapecie okna i wyglądał na błonia. W pierwszej chwili nie mogła zrozumieć co się zmieniło w jego osobie, a potem załapała. Miał na sobie dżinsy i bokserkę. Widziała na jego ramieniu Mroczny Znak. Po raz pierwszy świadomie pozwolił jej go zobaczyć. Nawet teraz, prawie dwa lata po wojnie, robiło to na niej wrażenie.
-Jesteś jeszcze w tym wszechświecie? - zapytała cicho.
Drgnął zaskoczony i obejrzał się na nią.
-Tak – na jego usta wpłynął powoli lekki uśmiech – jeszcze tak.
Hermiona usiadła w fotelu koło okna.
Musnęła dłonią jego ramię, na którym został wypalony Mroczny Znak.
-Bolało? - zapytała cicho.
-Zemdlałem z bólu – powiedział krótko – jak każdy. Jednak większy ślad niż na skórze zostawił w sercu. Nawet nie masz pojęcia jakbym chciał się go pozbyć. Nazwisko Malfoy otwierało przede mną każde drzwi, a ten pieprzony hieroglif znów je zamyka.
-Nie miałeś wyboru – wyszeptała cicho.
-Zawsze jest wybór – powiedział szorstko – widać ja wybrałem źle.
Hermiona widząc smutek w jego oczach, podniosła się i objęła go, całując jego jasne włosy.
-Może jestem uzależniony, ale Ty jesteś jedynym powodem, dla którego jeszcze próbuję... - wyszeptał jej do ucha, przekręcając słowa ulubionej piosenki Hermiony*
Gryfonka uśmiechnęła się lekko.
-On jest lekiem na całe zło tego świata.
-Granger, co my zrobimy? - zapytał zrozpaczony – co my zrobimy?
-Uciekanie przed sobą już nie ma sensu – zgodziła się Gryfonka.
-Co chcesz zrobić?
-Nie wiem, Draco, ale nie chcę się już kłócić – Hermiona wtuliła twarz w jego szyję, szukając u niego pocieszenia.
Była tak samo bezradna wobec Klątwy jak on. Nie mogli przed nią uciec, ani jej obejść. Coś ich do siebie przyciągało i nawet zaczynali nieśmiało to nazywać, ale to jeszcze nic nie oznaczało.
-Nie chcę zaczynać tej poważnej rozmowy przez duże P – mruknął Draco.
Zaśmiała się cicho.
-Zawsze możemy milczeć.
-I zostać w punkcie wyjścia? O nie, dziękuję. Dobra, Granger – powiedział i odsunął ją na długość ramienia – jak nie teraz to nigdy... zależy ci na mnie?
Hermiona uciekła wzrokiem w bok.
-Inaczej niczego nie załatwimy – powiedział cicho, bo dotknęło go jej milczenie.
-Wiesz, że mi zależy – wyszeptała – ufam ci. Czasami przeraża mnie to jak mocno ci ufam i jak bardzo chcę twojej obecności.
-Okej, ten punkt mamy za sobą – powiedział na pozór obojętnie, ale gdy dotknął jej policzka żeby spojrzała mu w oczy, jego dłoń była delikatna – chcesz... - zawahał się na moment - chcesz ciągnąć ten, z braku innej nazwy związek?
-A ty chcesz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Gryfonka – nie powiedziałeś czy ci zależy, czy mi ufasz... nic.
-Powiedziałem, że ci ufam w Łazience Prefektów i dzisiaj rano, szanuję cię, to też wiesz, a gdyby mi nie zależało, to nie byłoby mnie tutaj.
Hermiona odwróciła wzrok. Blondyn westchnął cicho i przyciągnął ją do siebie. Zebrał wszystką silną wolę jaką miał i pochylił głowę by pocałować namiętnie Gryfonkę. Panował na sobą, bo wiedział jak to się może skończyć. Jak to się skończy dla niej. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek, trochę zaskoczona. Draco postarał się by zapamiętała tą chwilę do końca życia. Nie dotykał jej, objął ją tylko w talii i całował.
-Jakby mi nie zależało, nie zrobiłbym tego – odezwał się po naprawdę długiej chwili, lekko zachrypniętym tonem.
-Okej, teraz ci wierzę – powiedziała Gryfonka, kradnąc mu krótkiego całusa.
-Co teraz, Granger? - zapytał cicho.
Nie odpowiedziała, tylko wspięła się na szeroki parapet okna i usiadła przed nim tak, że opierała się o jego klatkę piersiową plecami. Draco objął ją, spuszczając jedną nogę poza parapet.
-Teraz możesz mnie zabić, a umrę szczęśliwa – powiedziała cicho.
Uśmiechnął się lekko.
-Nie chcesz kończyć tej rozmowy, nie? - bardziej zgadł niż zapytał.
-Nie.
-I nie chcesz tego, bo...
-Bo nie chcę żeby coś się skończyło.
-No dobra – skinął głową Draco – to co powiesz na imprezę?
-Co? - zapytała, nie rozumiejąc o co mu chodzi.
-Poza Hogwartem, weźmiemy moich i twoich kumpli i jedziemy daleko stąd. Odpocząć.
Hermiona milczała przez chwilę, myśląc o tym jakie to niesie korzyści, a jakie ma minusy. Jednak plusów tej propozycji znalazło się więcej.
-A jak skończy się tak jak ostatnio? - zapytała cicho.
-Nie skończy się, bo teraz nie ograniczymy się do Londynu, tylko skoczymy do USA albo gdzieś...
W oczach Hermiony pojawiły się szatańskie iskierki.
-No to zaczynamy – zeskoczyła na podłogę.
-Czekaj – powiedział i popchnął ją na łóżko.
-Co?
-Jak mamy gdzieś się wybrać, to chcę dokończyć tę rozmowę – powiedział poważnie Draco, a w jego oczach pojawił się upór.
-Ale dlaczego?
-Bo jak jakiś facet się zacznie do ciebie przystawiać, to nie wiem czy mam prawo dać mu w pysk i być zazdrosnym.
Hermiona dotknęła jego policzka, uśmiechając się lekko.
-Masz prawo, w końcu to co nas łączy jest... - zaśmiała się cicho – dziwne, ale nie chcę tego kończyć.
-No bądź tu mądry człowieku i pisz wiersze – mruknął Draco i opadł na poduszki ciągnąc za sobą Hermionę.
Leżeli milcząc, ciesząc się własnym towarzystwem.
W końcu odezwał się Draco.
-Granger... bądź ze mną – wyszeptał jej do ucha.
Hermiona zerwała się jak oparzona.
-Jak ty to sobie wyobrażasz?
-Tygrysico, nie chcesz niczego kończyć, ja też nie, a nie widzę innego wyjścia. Nie oświadczam ci się, tylko chcę żebyśmy spróbowali. No rozumiesz, jakiś tydzień i potem zobaczymy, przecież nic na tym nie stracisz.
-Ale Draco... - Hermiona była nieprzekonana.
-Skoro nie chcesz, to okej - wycofał się z propozycji Draco - chodź, poszukamy reszty – ześlizgnął się z łóżka nie pokazując jak tak naprawdę zabolała go jej odmowa.
-Draco to nie tak – powiedziała szybko i złapała go za ramię.
Zatrzymał się, a Hermiona spojrzała mu w oczy, w których majaczyły resztki bólu.
-Dlaczego?
-A co będzie jak się ten tydzień skończy? - wybuchnęła jak beczka z prochem Hermiona - no co? Stwierdzisz, że to nie to. A jak ci się nie znudzi to do końca szkoły zostaje miesiąc, a potem co? Znikniesz.
Ślizgon westchnął.
-Granger, posłuchaj, bo więcej tego nie powtórzę. Wariuję jak cię nie ma. Wiesz, że jestem o ciebie zazdrosny. Po co miałby to w ogóle zaczynać skoro chciałbym to zaraz zakończyć? Granger, męczyłem się z tym przez tyle czasu.
-Męczyłeś? Dzięki – mruknęła.
-Wiesz o co mi chodzi. W mojej koncepcji decyzję podejmiemy wspólnie. Ale rozumiem, jeśli nie chcesz. W końcu kim dla ciebie jestem? Pieprzonym Śmierciożercą – mruknął Draco.
-Nie mów tak – powiedziała ostro Hermiona – zaskoczyłeś mnie tym. Czy to takie trudne?
Blondyn usiadł na łóżku i pochylił głowę.
-Widzisz, Granger? Zaczynamy się kłócić, a ja już staje się nienormalny – powiedział cicho.
Hermiona popchnęła go na poduszki.
-Granger – westchnął lekko zirytowany, ale gdy zobaczył, że siada mu na brzuchu to umilkł.
Nieświadomie położył jej dłonie na biodrach.
Pochyliła się nad nim z uśmiechem, ale w jej oczach był smutek.
-Zgadzam się.
-Nie musisz – zaoponował Draco, błędnie interpretując smutek w jej oczach.
-Ale chcę.
-To dlaczego jesteś smutna?
-Bo wiem co się stanie jak się nie zgodzę.
Blondyn uniósł brew.
-Wyjdziesz stąd i jutro pojawisz się w Wielkiej Sali z jakąś blondynką u boku, udając, że nigdy nic nas nie łączyło i będziesz udawał jak to jesteś szczęśliwy, raniąc przy okazji i mnie i siebie.
-A podobno to ja jestem przenikliwy – stwierdził jedynie Draco.
-Po prostu trochę cię znam – wzruszyła ramionami Hermiona i pocałowała go.
Draco przewrócił ją na plecy i wpił się namiętnie w jej usta. Panował na sobą, a przynajmniej próbował i nawet dobrze mu szło. Hermiona za to wszystko postawiła na jedną kartę. Miała gdzieś czy będzie ją wszystko bolało czy nie, chciała mieć Draco. Jednak potem w jej myślach pojawiła się ostrzegawcza kontrolka.
Draco stanie się bezpłodny”
Nie, na to nie można pozwolić, nie zrobi mu takiego świństwa, dla własnej (nie)przyjemności.
Dlatego zaczęła panować nad sobą, choć była naprawdę wściekła na Hyperiona za tą jego przeklętą Klątwę.
-To będzie związek czysto platoniczny – zachichotała Hermiona przerywając pocałunek.
Draco uśmiechnął się.
-Prawie platoniczny.
Pocałował ją jeszcze raz, krótko i zerwał się z łóżka.
-Idziemy, USA czeka – powiedział i pomógł jej wstać.

Jesteś jedynym powodem,
Taak, jesteś jedynym powodem dla którego próbuję(...)
Nie chcę tego stracić(...)
Próbuję, próbuję(...)
Taak wiesz, że jestem uzależniony,
Wiesz, że jestem uzależniony...*

***

Harry w parszywym nastroju szedł do zamku.
Wiedział, że nie powinien zrywać z Ginny. Jednak poniosły go emocje. Przyparła go do muru. Kazała mu wybierać, a on tego nienawidził. Ron i Hermiona kazali mu wybierać przez siedem lat. I zawsze prowadziło to do kłótni. Teraz jego przyjaźni z Ronem wisiała na włosku, bo rozmawiał z Hermioną, a Ginny, jej była najlepsza przyjaciółka też ją zostawiła przez głupie zabobony.
-Ej, Potter! - usłyszał gdy wszedł do Sali Wejściowej – aż taki zły trening?
Spojrzał wilkiem na Blaise' a, który właśnie go dogonił.
-Jak najlepszy, a wy co? Poddajecie się walkowerem? - syknął.
Diabeł wzruszył ramionami.
-Nie, Draco nadal myśli – jego zwykle pogodne oczy straciły swój blask.
-Super, może zdąży do września.
-Zły humor, Potter? - zapytał Blaise, gdy razem ruszyli w stronę Wielkiej Sali.
-Zerwałem z Ginny – powiedział krótko.
-Nie powiem, że mi przykro, bo nie lubię kłamać. Potter, ona cię zdradzała na każdym kroku, szkoda, że tego nie widziałeś.
-Co ty pieprzysz? - warknął Harry.
-No może nie wiedziałeś? - zapytał Blaise – od pół roku żyła na kocią łapę z Cornerem.
-Tym dupkiem z Ravenclawu? - nie dowierzał Harry.
-Z tym samym – pokiwał głową Ślizgon.
-Super, miałem rogi większe niż mój stary – mruknął pod nosem Wybraniec, tak cicho, że Blaise nie miał prawa go usłyszeć.
-Nie łam się, Potter, nie jesteś pierwszy zdradzony – rzucił spokojnie Diabeł.
-A ty co? Gdzie masz Parvati?
-Obraziła się na mnie – powiedział Blaise i odszedł do stołu Ślizgonów.
Harry stanął jak wryty, nie wierząc w to co usłyszał.
-Ale jak to? - wrzasnął za nim, nie przejmując się tym, że patrzy na niego pół Wielkiej Sali.
-Normalnie – odpowiedział mu obojętnie Diabeł, nawet się nie obracając.
Wybraniec doznał niemiłego wrażenia, że do końca tego roku szkolnego zdarzy się jeszcze wiele nie zawsze przyjemnych rzeczy.

***

Ustalili, że się rozdzielą i zaczną szukać we własnych domach. I w miarę dobrze im poszło. Hermiona wyciągnęła z dormitorium Parvati i kazała na siebie czekać w swoich komnatach.
Za to trudniej jej poszło z Harry' m.
Przeszukała pół zamku, zanim go znalazła w Wielkiej Sali. Zauważyła, że jest tutaj też Draco, który dosiadł się do Pansy i zaczął z nią o czymś rozmawiać. Gdy zobaczył jej wzrok, na jego przystojnej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Potem powrócił do Pansy.
A do Hermiony dopiero teraz dotarło, na co się zgodziła.
Jest z nim. Draco Malfoy, najbardziej rozchwytywany chłopak w całym zamku jest jej. Uśmiechnęła się lekko i w podskokach podeszła do Harry' ego. Serce rozpierała jej radość.
Był jej, zgodził się na to, sam jej to zaproponował, cieszył się z tego. Był jej.
Nie wiedziała jak jeszcze to określić.
-Harry – powiedziała siadając koło niego.
-Hermiona – rzucił Wybraniec bez entuzjazmu – cześć.
-Stało się coś? - zapytała cicho Hermiona.
-Zerwałem z Ginny – mruknął Harry.
-Och – powiedziała zaskoczona Gryfonka – przykro mi, Harry. Nie sądziłam, że to się tak potoczy.
-Nienawidziłaś jej – powiedział Harry widząc w jej oczach autentyczny smutek.
Pokiwała powoli głową.
-Ale ty kochałeś.
Harry odłożył sztućce.
-Hermiona, to wszystko jest popaprane – pokręcił głową – niedawno wszystko było dobrze, miałem przyjaciół, dziewczynę, upragniony spokój, a teraz wszystko się pieprzy.
-Przepraszam – Hermiona wbiła wzrok w jego puchar z sokiem pomarańczowym – to po części moja wina.
-Nie – zaprzeczył Wybraniec – to ja nie dbałem o nią. A poza tym – zawahał się – zdradzała mnie.
Gryfonka spojrzała na niego otwierając usta, ale zaraz je zamknęła, spuszczając wzrok.
-Wiedziałaś? - zapytał z niedowierzaniem Wybraniec.
-Tak.
-Super – prychnął Harry – długo?
-Harry, chciałam ci powiedzieć, ale bałam się – Hermiona spojrzała na niego ze smutkiem.
-Długo? - powtórzył Gryfon.
-Dwa tygodnie.
-Jak się dowiedziałaś?
-Nie ważne.
-Od kogo? -naciskał Harry.
Gryfonka mimowolnie spojrzała na blondyna, który właśnie wychodził z Wielkiej Sali w towarzystwie Pansy Parkinson i Blaise' a Zabiniego. Obejrzał się i gdy zobaczył jej spojrzenie, uśmiechnął się lekko ironicznie i zniknął za drzwiami.
-Malfoy? - zapytał zrezygnowany Harry, podążając za jej spojrzeniem.
-Jakoś tak wyszło. Draco mi powiedział, a Terren to potwierdził, Harry nie chciałam ci o tym mówić, nie chciałam cię ranić...
-Wiem, Hermiona – przerwał jej chłopak – zawsze chciałaś dla mnie jak najlepiej. Po prostu... czuję, że coś się skończyło...
Hermiona położyła mu dłoń na ramieniu.
-Kochałeś ją. Teraz wszystko się zmieni – powiedziała cicho.
-Skąd wiesz?
Spojrzała w bok.
-No tak – westchnął – ty prawie straciłaś swojego księcia z bajki.
Hermiona uśmiechnęła się lekko.
-Mój książę z bajki wpadł na fajny pomysł – powiedziała cicho.
-No słucham?
-Chodź – powiedziała Gryfonka i pociągnęła go do wyjścia - nie pożałujesz.
W drzwiach minęli Ginny, która szła w towarzystwie swojego brata. Nie zaszczyciła ich nawet spojrzeniem.
Jednak jej policzki nosiły ślady łez.
Harry również minął ją obojętnie.
-Obojętnie co wymyślił twój książę z bajki, zgadzam się – powiedział, gdy wspinali się po schodach.
Wzrok miał smutny, ale minę zaciętą.
-Wszystko będzie dobrze, Harry – uśmiechnęła się do niego Hermiona.

~*~*~*~
*-Addicted – Enrique Iglesias

Komentujcie, pytajcie, róbcie co chcecie

A niedługo koniec...

pozdrawiam,
Nox


środa, 1 maja 2013

Miniaturka nr 4 - (Nie)dotrzymana obietnica

Fenomen - Powiedz
Powiedz ile życie ludzkie warte jest
Powiedz ile jeszcze spadnie słonych łez
Powiedz ile jeszcze będzie tak jak jest
Wiesz - to powiedz ile, powiedz, powiedz. (...)
Ty powiedz ile wart jest człowiek
Śmierć nie wybiera życie czasem krótkie i ulotne (...)


1979, Kuba

Był kolejny upalny dzień. W południowej części wyspy w cieniu palm wznosił się piękny domek. Pomalowany był kremową farbą żeby nie przyciągał słońca. Na parterze była mała kuchnia utrzymana w kolorach złota i bieli. Wnętrze było przytulne, dwie szafki, zlew, blat kuchenny, koło niego stało jedno krzesło, jakby ktoś je tu postawił przez przypadek. Na szafce stało stare i małe radio. Kredens stojący po drugiej stronie lśnił czystością. Stała na nim misa z owocami.
Z kuchni można było przejść jedynymi drzwiami do małego saloniku. Jego ściany był niebieskie w odcieniu oceanu. Podłoga była wykonana z ciężkich dębowych belek, które błyszczały od polerowania. Na środku stała niska ława z przezroczystym blatem, również dębowa. Koło niej były dwa błękitne fotele i wygodna perłowoszara sofa. Biblioteczka w rogu była zapełniona grubymi i cienkimi pozycjami literatury pięknej. Okna, w których były szafirowe firanki wychodziły na ocean. Mały kominek był czarny. Na nim stało kilak ruchomych zdjęć. Z saloniku wchodziło się trzy stopnie na podest, na którym był drzwi do toalety i schody prowadzące na górę. Całość była utrzymana w ciemnych kolorach.
Na piętrze miesiły się dwie mały sypialnie. Pierwsza, utrzymana w tonacji zieleni i z akcentami brązu. Duże wygodne łóżko, szafa, mała toaletka, koło niej pufa. Meble i podłoga były brązowe. Pościel na łóżku była zielona. Ściany również. Firanki w oknach miały odcień wyblakłego chryzolitu. Drzwi do łazienki były brązowe. Łazienka tym razem w kolorach bieli i purpury. Lustro oprawione w srebro, biała umywalka, a nad nią półka zawalona kosmetykami, wanna. Purpurowo-białe płytki. Ciemnoczerwony dywanik na podłodze.
Druga sypialnia miała taki sam wystrój jak pierwsza tylko, że tutaj dominował kolor bursztynowy i każdy jego odcień. Łazienka była biało czarna.
Na tyłach domu na piętrze był mały taras, na nim dwa bujane fotele i stolik z parasolem.
Właściciel domu był w tym momencie na tarasie i pił właśnie spokojnie Ognistą.
Był to wysoki młody mężczyzna o przydługich czarnych włosach. Były rozczochrane, opadały mu na oczy i kręciły się trochę na karku. Orzechowe oczy z przebłyskami płynnej czekolady, co jakiś czas przesłaniał wachlarz czarnych niesamowicie długich jak na mężczyznę rzęs. Był opalony na ciemny brąz.
Silne ramiona i płaski wysportowany brzuch były nagie. Mężczyzna miał na sobie tylko jasne bermudy. Prawą rękę wyciągnął swobodnie na stoliku i trzymał w niej szklankę.
Wypatrywał się w ogromne liście palm, rozmyślając o swoim życiu.
Co z niego miał.
Od ponad roku siedział na tej wyspie, żyjąc z odsetek. Wyjeżdżał z niej bardzo rzadko. Uwielbiał ją, ale wiedział, że musi wrócić do życia, które toczyło się poza jego azylem. Skończył Hogwart rok i 4 miesiące temu. Gdy opuszczał mury szkoły wiedział, że chce zostać aurorem, ale teraz przestało mu na tym zależeć. To przez tę wyspę. Tutaj zapominał o wszystkim co było dla niego ważne. Tutaj nikt nie mówił mu co ma robić i kiedy. A tego szczerze nienawidził. A z każdym dniem powrót był trudniejszy. Jego rodzice dali mu wolna rękę. To był jego dom, miał swoje pieniądze, które dostał w spadku po prababce ze strony ojca. Było ich od groma, a on miał to gdzieś. Był pełnoletni i mógł robić co chciał. Tak powiedzieli mu rodzice. Dlatego odremontował ten dom, przerobił tak jak mu się podobało. Tylko bursztynową sypialnię pozwolił urządzić swojej siostrze. Tam był jej mały raj i mogła w nim robić co chce.
On sam był przybity od jakiegoś czasu.
Pod koniec roku stracił najlepszego kumpla.
Znali się od 8 lat i nagle wszystko znikło z jednej chwili.
On zawsze kochał ryzyko.
Przez siedem lat szkoły byli nierozłączni.
Od pierwszego dnia.
Do teraz miał przed oczami obraz kumpla.
Czarne włosy sięgające ramion i szare figlarne oczy. Wysoka wysportowana postać i cięty dowcip z masą niesamowitych pomysłów
Przyrzekli sobie, że nigdy nie będę mieli przed sobą tajemnic, że żaden nigdy nie zostawi drugiego. Marzyli, że skończą szkołę ramię w ramię.
Ale ten dzień nie był taki jak planowali.
Bo Syriusz Black nigdy go nie dożył.
Ostatniego dnia szkoły byli osobno, po raz pierwszy od siedmiu lat.
Dwa dni przed końcem roku jego ambicje i szaleństwo wygrały z nim.
Syriusz Black nigdy nie umiał usiedzieć w miejscu.
Dwa dni przed końcem roku Syriusz Black wyszedł ze swojego dormitorium i nigdy do niego nie wrócił. Wyszedł ubrany w szaty od quidditcha z miotłą w ręku. Sezon się zakończył, wygrali ostatni mecz, ale Syriusz Black chciał jeszcze raz dosiąść miotły jako Gryfon.
Dosiadł i gdy wykonywał jedną z szaleńczo trudnych blokad spadł z miotły.
Syriusz Black nigdy więcej nie otworzył swoich szarych oczu.
Życie które tak kochał, a jednocześnie przeklinał strasznie się na nim odegrało. Jego przyjaciele nie znali nikogo równie szalonego i tak igrającego z ogniem jak on. Tylko on potrafił tak korzystać z życia. Brał je garściami, zachłystywał się nim i oddawał samego siebie w zamian, niczego za to nie oczekując.

Wiatr – Pih ft. Trzeci Wymiar
Każdą chwilę z ludźmi których kochasz - szanuj
Zapomnij o jutrze, Bóg drwi z naszych planów(...)
Wspomnieniami sprzed kilku lat.

Zostawił po sobie smutek i wiele pytań bez odpowiedzi. I cholerną tęsknotę.
James westchnął cicho i upił łyk Ognistej.
Rodzice dali mu po części spokój, żeby doszedł do siebie po tej stracie. Syriusz zawsze był dla niego jak brat, którego nie miał. Mieszkali razem przez 7 lat w dormitorium. Znali się od podszewki. Swoje słabości i lęki. Jeden uzupełniał drugiego. Byli najsilniejsi razem.
Gdy dowiedział się o śmierci Syriusza myślał, że to głupi żart. Ale nigdy w życiu nie widział Jareda Forda tak poważnego jak tego przeklętego dnia, a Remusa Lupina tak przygnębionego.
Nie chciał uwierzyć nawet wtedy jak zobaczył ciało.
Nie chciał uwierzyć nawet wtedy jak nie usłyszał bicia jego serca.
Nie chciał uwierzyć nawet wtedy jak zobaczył, że Syriusz nie reaguje na prośby ani płacz jego ukochanej Jasmin, dla której zrobiłby wszystko.
Uwierzył dopiero wtedy, gdy zobaczył swoją siostrę, która nigdy w życiu go nie okłamała.
Uwierzył dopiero wtedy, gdy zobaczył w jej oczach taką pustkę jak jeszcze nigdy w życiu.
Uwierzył dopiero wtedy, gdy zobaczył jak zaciska pięści żeby nie płakać i żeby go pocieszyć.
A on wtedy zaczął przeklinać Syriusza, że go zostawił.

Ich Troje – Dla Ciebie
Oszukać los – to tylko blef

Krzyczał, wrzeszczał, groził, błagał i obiecywał rzeczy niemożliwe, a Syriusz nie reagował.
Leżał tylko z rozłożonymi ramionami z lekkim uśmiechem na ustach i martwymi oczami wpatrującymi się w niebo. Dla każdego pozostało zagadką o kim myślał w ostatniej chwili i jakie tajemnica zabrał ze sobą na drugą stronę.
Wtedy podeszła do niego jego Lily, którą kochał i popatrzyła mu w oczy, które błyszczały od łez.
Złapała go za ramiona i powiedziała te cholerne słowa:
James, proszę, pozwól mu odejść”
Głos jej przy tym nie drżał ale wiedział, że ona też cierpi.
Wtedy po prostu usiadł koło ciała Syriusza i zaczął płakać.
Miał gdzieś wszystkich.
Jego brat odszedł, świat się skończył.
Ale świat się nie zawalił.
Trwał dalej jakby nic się nie stało.
A przecież osoba, która najbardziej kochała życie odeszła, więc czemu Ziemia nie przestała się kręcić, a Słońce nie zgasło?
Czemu wszyscy dalej istnieli, a on nie?
Potem kolejne dwa dni pamiętał jak przez mgłę.
Zabranie ciała przy którym siedział cały czas... wyjście na błonia... szloch fanek Syriusza... płaczącą Jasmin, która chciała wejść za Syriuszem do trumny... lekki uśmiech na ustach Syriusza... Lily stojącą koło niego... Dianę na kolanach koło otwartej jeszcze trumny z włosami zasłaniającymi twarz... Rose z łzami na policzkach próbującą pocieszać Jasmin... Remusa który nie był w stanie nic powiedzieć.... otępiałego i przerażonego Jareda....Nicka z łzami w oczach... Dorcas padająca na kolana przed ciałem o oczami pełnymi łez... Ann szepczącą przez łzy nad trumną „nawet się nie pożegnałeś, chamie”... ukrywającą w dłoniach twarz McGonagall... Hagrida całego we łzach...

PeRZet - Rozdroża – ft. Ola, Raca
Stojąc na rozdrożu mówię po cichu pacierz
Ty mów co chcesz, jak cię więcej nie zobaczę(...)
Całe życie jak jeden moment (...)
Do zobaczenia na rozdrożach(...)
Na koniec życia, nad czyimś stanąć grobem
Już się nie miniecie, ten ktoś chciał być przy Tobie

A potem martwa pustka.
Cholerne wspomnienia dni bez Syriusza.
Rozdanie dyplomów w ponurej atmosferze. I dziwna pewność, że jeśli się obróci to zobaczy Syriusza. Zrobił to i natrafił na pustkę.
Została tylko paląca tęsknota. Ostatnia wizyta u niego na grobie. Pożegnanie z Hogwartem. Ostatnia podróż pociągiem. Pierwsza bez Syriusza. Pokój w domu drzwi w drzwi z jego. Słaby zapach perfum. Zdjęcie na szafce nocnej. Oni dwaj, młodzi, weseli i żywi.
Teraz to już niemożliwe.
James westchnął ciężko.
Brakowało mu Syriusza.
Choć miał przyjaciół to to nie to samo co Syriusz.
Miał w końcu Lily, ale ta cześć, która powinna cieszyć się z tego, opłakiwała kumpla.
Lily to wiedziała, ale nadal była.
I choć kochał ją tak mocno jak zawsze to coś w nim również umarło.
Diana mówiła, że musi upłynąć długi czas żeby się z tego otrząsnął.
Ona śmiała się dwa dni po śmierci Syriusza, ale w niej również coś umarło.
I choć wszyscy przez miesiąc nosili żałobę to Diana tego nie zrobiła.
Mówiła, że on by tego nie chciał.
Żyła tak jakby Syriusz nadal żył.
I gdy go wspominali, zawsze wychodziła.
Nikt nie wiedział, że właśnie wtedy gdy oni go wspominają, ona teleportuje się w ulubione miejsce Syriusza na Kubie i płacze. Gdy była noc wpatrywała się w gwiazdy i szeptała cicho do nich tajemnie, których nikt miał nie poznać. W dzień zanosiła kwiaty i kładła koła zdjęcia Syriusza, które sama tam postawiła. Trwałą w bezruchu długie godziny, pogrążona w myślach.
Minęło tyle czasu, a oni nie mogli się pogodzić z jego odejściem.
Jego rozmyślania przerwał krzyk:
-James?!
Ocknął się.
Słońce już prawie zaszło, szklanka była pusta, a on czuł w sercu tą samą pustkę co zawsze.
Nic się nie zmieniło.

Antoine de Saint-Exupéry — Mały Książę (VI)
Wiesz... gdy się jest bardzo smutnym, lubi się zachody słońca...

-Taras! - krzyknął.
Po chwili w drzwiach pojawiła się dziewczyna.
Miała krótkie rude włosy, tylko do ramion i postrzępioną grzywkę.
Wynik zakładu z Syriuszem, którego nie zdążyli rozstrzygnąć.
Lily założyła się z Syriuszem kto będzie miał lepsze wyniki na koniec szkoły.
Nigdy nie poznali wyników Syriusza, ale Lily i tak ścięła włosy, które sięgały jej na siódmym roku aż do ud, a James je uwielbiał.
Miała zielone oczy w tym momencie były w odcieniu szmaragdu.
Czarne spodenki i zielona bluzeczka na ramionach dopełniały obraz dziewczyny, która była dla Jamesa najważniejsza.
-James, musimy pogadać – powiedziała tylko i podeszła do niego wolno.
-Co jest, skarbie? - zapytał James.
-James - zaczęła i przeczesała włosy palcami, a to robiła tylko wtedy, gdy była zdenerwowana.
-Hej, Lily, co jest? - zapytał James pochylając się w jej stronę.
-James, ja tak nie mogę – powiedziała w końcu.
-Że co?
-James, kiedy wyjdziesz z tej wyspy? Kocham ją, ale to już nie jest azyl tylko więzienie. Musisz zacząć od początku.
-Lily... to nie jest takie proste...
-James, proszę – wyszeptała Lily – błagam cię, ja też go kochałam i żyję, ty też musisz.
Zapadło milczenie.
-Lily, ja umarłem razem z nim – powiedział cicho James nie patrząc na nią.
-Nie prawda – zaprotestowała – masz dla kogo żyć! Jasmin cię potrzebuje! Diana cię potrzebuje! Huncwoci cię potrzebują! JA cię potrzebuję! Rozumiesz?! To nie zwróci mu życia!
-Nie mów tak!
-To zacznij przejmować się tymi co jeszcze żyją, bo jemu to nie pomoże!
-O czym ty mówisz? - zapytał James spokojnie.
-Mam dość – powiedziała i wstała.
-Kocham cię i kochałam Syriusza – zaczęła – rozumiem co czujesz, bo byłam w takim samym dołku, ale to co jest teraz mnie przerasta. Dla ciebie jest ważniejszy Syriusz niż ja.
-Lily, błagam, rozmawialiśmy o tym...
-Ale nie skutkowało – powiedziała Lily – jeśli wyjdziesz z tej wyspy to zadzwoń..
-Co?!
-James, dla ciebie jest ważniejszy zmarły przyjaciel niż ja. On zajmuje twoje myśli nie ja. A ja tak nie chcę. Jak się otrząśniesz to daj znać. Zabrzmi to głupio, ale będę na ciebie czekać.
-Lily, jak ty sobie to wyobrażasz?
-Wiesz gdzie mieszam. Będę tam przez najbliższych 5 lat, bo pracuję niedaleko. Jeśli w tym czasie się nie odezwiesz... - pokręciła głową.
-Lily, kocham cię, wiesz o tym – powiedział James.
Pokręciła głową.
-Zaczynam wątpić – szepnęła i zawróciła.
-Lily! - zawołał za nią James.
Nie obróciła się.
Deportowała się tuż przed jego nosem.
James usiadł na podłodze w szoku.
Kolejna osoba, na której mu zależało odeszła.
Lily, która nie płakała gdy mówiła, że ma pozwolić mu odejść.
Lily, która była zawsze, gdy inni odeszli.
Kochał ją był tego pewny jak niczego innego w życiu.
Była jego jednym oparciem.
A teraz odeszła.

I hope you find it – Miley Cyrus
I mam nadzieje, że znajdziesz to co szukasz
I mam nadzieje, że to wszystko będzie tym o czym marzyłeś

Usłyszał ciche pyknięcie i ktoś koło niego usiadł.
Dopiero po chwili spojrzał na tą osobę.
Zobaczył czarne oczy pełne bólu i ciemnobrązowe loki spływające na plecy.
-Czy jeszcze kiedyś ją zobaczę? - zapytał.
A w czarnych oczach pojawiły się łzy.
James przeraził się.
Diana nigdy nie płakała.
-Diana, zobaczę ją?
Łzy potoczyły się po policzkach.
Diana widziała ból w oczach Jamesa i serce jej pękało.
-James, przykro mi – wyszeptała a oczy ciemniały jej z bólu – tak mi przykro...
-Dlaczego?
Pokręciła głową, a jej piękne oczy zalśniły łzami.
-Nie wiem – powiedziała – James, ona nie wróci.
James nie odpowiedział.
Diana spuściła głowę i James wiedział, że dopiero teraz zaczęła płakać.
Rok, cztery miesiące, dwadzieścia osiem dni, dwadzieścia dwie godziny, czternaście minut i dwie sekundy nosiła w sobie żal i smutek.
Była za silna by płakać po śmierci jednej osoby.
Ale śmierć brata i siostry to za dużo nawet dla niej.
Wspierała Jasmin, wspierała Rose, Jareda, Remusa i Nicka. Wspierała jego.
A ona nie miała nikogo.
Lily powiedziała żeby dali jej cztery dni.
Spędziła je w domu łkając i zanosząc się płaczem. Opłakiwała śmierć faceta, którego kochała tak mocno.
Diana to wiedziała i dla tego wiedziała, że nawet jeśli James w tej chwili wstał i poszedł do Lily to by jej nie zastał.
Ona sam musiała przestać kochać Syriusza by wrócić.
A to nie minie.
Syriusza kochał każdy kto go znał.
A Lily choć kochała go to nie mogła znieść, że James również kocha Syriusza i nie może pogodzić się z tym, że odszedł.
Dina spojrzała na brata.
-James – powiedziała – James posłuchaj mnie, ona nie wróci.
Pokiwał sztywno głową.
-James – wyszeptała – pozwól mu odejść. To Ty go tu trzymasz. Dla Ciebie nie odchodzi.
-Dlaczego?
-Bo on cię kocha, James. Pozwól mu odejść.
-Jak mam na to pozwolić? - zapytał – to tak jakby zabił samego siebie.
Pokręciła głową.
-Póki go tu trzymasz to Lily nie wróci.
-Dlaczego?
James spojrzał na nią swoimi orzechowymi oczami.
Diana nie chciała tego mówić. Wiedziała, że zrani tym Jamesa bardzo mocno.
-Diana, powiedz.
Po jej policzkach zaczęły płynąć cicho łzy.
-Bo ona też go kocha.
Wybuchnęła płaczem.
Pochyliła głowę, a włosy zakryły jej twarz i łkała.
James zrozumiał coś ważnego.
Nie tylko on coś stracił.
Stracili wszyscy, a powoli tracili również jego, Jamesa, gdy chciał dołączyć do Syriusza.
A najbardziej cierpiała Diana, która wiedziała jaki był tego bliski.
Objął Dianę i tak siedzieli bardzo długo.
W końcu zrobiło się ciemno.
Diana zasnęła mu na kolanach.
A on czekał i czekał i doczekał się.
W końcu na niebie pojawił się on.
Syriusz.
-Nie dotrzymałeś obietnicy – szepnął James z bólem – miałeś tajemnicę, nie ukończyliśmy razem Hogwartu. Zostawiłeś mnie...
Gwiazdy milczały tak jak zawsze.
-Nie pozwoliłeś mi iść wtedy z tobą na to cholerne boisko... chciałeś być sam. A teraz to mnie zostawiłeś... i ja jestem sam...Dlaczego? Do cholery, zawsze latałeś lepiej niż chodziłeś, więc dlaczego spadłeś?
I wtedy usłyszał w uchu cichy szept.
Dalej jestem przy tobie”
-Nie ma cię, stary, nikt nie wymyśla takich kawałów jak ty...
Wracaj do życia, James”
-Nie dotrzymałeś obietnicy...
Jak to nie? Nie miałem tajemnic, wiedziałeś wszystko, na zakończeniu roku stałem tuż koło ciebie, czułeś to i nadal tu jestem. Obietnica dotrzymana”
-Cholernie mi ciebie brakuje...
Im ciebie też.”
-Będziesz tu? Nie zostawisz mnie?
Nigdy, Rogal, ale nie odezwę się. Nie mogę”
-A lusterka?
Nie mogę”
-W takim razie, odejdź.
Właśnie idę. Czekam tu Rogal, na ciebie. Zawsze będę”
-Ja też. Po tej stronie...
-Mówiłeś coś, James? - usłyszał głos zaspanej Diany.
-Śniło ci się.
Patrzyli w milczeniu na gwiazdy, które mrugały do nich tajemniczo. A James znał jedną ich tajemnicę. Tam ktoś na niego czeka.
Patrzyli w milczeniu na gwiazdy, które mrugały do nich tajemniczo. A w przestrzeni unosił się cichy śmiech, który słyszał tylko James.
A potem i on ucichł.
A Syriusz płonął na niebie najjaśniej.

Kołysanka – Sumptuastic
A ja będę Twym aniołem
Będę gwiazdą na Twym niebie
Będę zawsze obok Ciebie...


(04.06.2012/10:20)

~*~*~*~

Hej :D
wiem, że pewnie spodziewaliście się czegoś z Dramione, a tu psikus i jest starsze pokolenie.
Wiem, że wiele rzeczy nie zgadza się z kanonem, ale wierzę, że ogarniecie o co chodzi i kto jest kim ;p.
Miałam tą miniaturkę na kompie od dłuższego czasu (sama data na to wskazuje) i dodaję ją teraz, bo mam taki kaprys. Mam nadzieję, że Was się spodoba.
Jest smutna i naszpikowana cytatami, ale musiałam, no musiałam je tak wrzucić.
Nie jest ona betowana przez nikogo, za co przepraszam.
Nie powiadamiam nikogo, liczę że sami przyjdziecie.
A tych, którzy jeszcze nie czytali zapraszam na 43 rozdział.

Zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam
Nox.

After all this time? Always.

Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...