sobota, 9 marca 2013

rozdział 36

Proszę wybacz mi - nie wiem co mam robić
Nie zaprzeczaj mi - ten ból wciąż trwa
Proszę wybacz mi - jeśli potrzebujesz mnie tak jak ja ciebie

Bryan Adams - Please forgive me

Była środa. W poniedziałek miały się zacząć egzaminy i każdy chodził roztrzęsiony jak przed wojną. Nagle biblioteka zaczęła przeżywać swój renesans. Była najbardziej obleganym miejscem w cały zamku, gromadzili się w niej najczęściej uczniowie piątego i siódmego roku i na gwałt wypożyczali wszystkie księgi jakie były i mogłyby się im przydać.
Zegar wybił osiemnastą.
Draco czekał pod salką koło Wielkiej Sali ze znudzeniem, zastanawiając się,  kiedy pojawi się łaskawie Granger.
Jego zegarek pokazywał trzy minuty po pełnej godzinie i Malfoy zaczął się zastanawiać,  czy Granger nie zrobiła z niego idioty, gdy usłyszał raźnie kroki dwóch osób.
Na korytarzu pojawiła się dwójka osób. Sądząc po wyglądzie mogli mieć jakieś 25 lat na karku.
Kobieta była piękna i przyznać to musiał nawet Draco. Lśniące czarne włosy sięgały jej do łopatek i były naturalnie skręcone w drobne loczki. Miała prawie czarne oczy i pełne czerwone usta. Ciało o wymiarach modelki. Szła, kołysząc lekko biodrami. Lekki makijaż dodawał jej tylko uroku. Uśmiechała się serdecznie, a jej oczy błyszczały wewnętrznym ciepłem. Była ubrana w niebieską szatę i miała na nogach pięciocentymetrowe sandałki. Poruszała się z wdziękiem.
Mężczyzna też nie był byle jaki. Draco stwierdził, że chciałby tak wyglądać w jego wieku. Był szeroki w barach, jednak nie był mocno umięśniony, tylko wytrenowany i na pewno silny, ale na pierwszy rzut oka nie było tego widać. Brązowe włosy były ścięte krótko. Piwne oczy patrzyły na świat z lekką ironią, widać było, że miał burzliwą przeszłość, bo jego nos wyglądał jakby był kiedyś złamany. Był wysoki i szedł wyprostowany. Spowijała go granatowa szata.
Niezwykła dwójka podeszła do Draco, który przygadał się im bez zażenowania, za to z lekkim uśmieszkiem.
-Witam – odezwała się kobieta melodyjnym głosem.
-Cześć – powiedział nonszalancko Draco i jego uśmiech objął całą twarz.
-Jak sądzę to ciebie wybrała McGonagall na Prefekta Naczelnego i otwierającego Bal? - zapytał mężczyzna.
-Tak – odpowiedział krótko Draco
-I nazywasz się jak? - zapytał mężczyzna.
-Draco Malfoy – powiedział i wyciągnął w jego stronę rękę.
-Lucas Norton - odpowiedział swobodnie mężczyzna i uścisnął jego dłoń.
-Dominique Worth – dodała kobieta i również podała mu rękę.
-Gdzie twoja partnerka? - zapytał Lucas.
Draco nie zmienił swojej pozycji, dalej opierał się o ścianę, wzruszył tylko ramionami.
-Spóźnia się – odpowiedział tylko.
Dominique uśmiechnęła się.
-Podoba mi się – powiedziała, zerkając na Lucasa.
Ten pokręcił głową z rozbawieniem.
Wtedy pojawiła się lekko zadyszana Granger, która wiązała właśnie włosy w koka.
-Wybaczcie – wychrypiała, nie patrząc na Draco – ale zasiedziałam się przy książkach.
-Nic się nie stało – zbył jej przeprosiny Lucas – Luke Norton, a to Dominique. Wasi nauczyciele.
-Cześć. Hermiona Granger – uśmiechnęła się lekko Gryfonka.
-Okej, wejdźmy do tej klasy i dogadajmy się – powiedziała Dominique.
Lucas pchnął drzwi i ich oczom ukazała się wcale nie taka mała salka. Miała dobrze 20 metrów długości i 30 szerokości. W rogu stał mały stolik, a na nim gramofon. Koło stolika stało kilka ławek i kosz na śmieci. Nic więcej nie było w sali, oprócz kurzu.
-No cóż, nienajlepiej – mruknęła Dominique.
-Damy radę - mruknęła Hermiona i machnęła różdżką.
Kurz zniknął i salkę oświetliło kilka lamp. Okazało się, że sala jest bardzo dobrze dobrana do spełnienia swojej roli. Akustyka była idealna. Zero pogłosu czy echa.
Usiedli na ławkach z braku innego miejsca.
-McGonagall wybrała nas na nauczycieli – zaczął Lucas – bo stwierdziła, że w tym roku musicie pokazać klasę.
-Na czym to ma polegać? - zapytała jak zawsze praktyczna Hermiona – powiedziała jedynie, że mamy się tu zjawić i nic więcej.
-Cała sprawa jest prosta – odpowiedziała jej Dominique – Bal odbywa się co dziesięć lat, takie podsumowanie dekady. Wcześniej było ustalone, że Bal otwierali wszyscy Prefekci, ale potem ktoś stwierdził, że jak tańczy jedna para to jest lepszy efekt i tak tańczą tylko Prefekci Naczelni. Co jest jednak co jakiś czas kłopotliwe, bo zazwyczaj Prefektami Naczelnymi zostają Gryfoni albo Ślizgoni co utrudnia współpracę. A właśnie, z jakich domów jesteście?
Na twarzy Dracona pojawił się wredny uśmieszek.
-Slytherin.
-Gryffindor – powiedziała Hermiona.
-No to nam się trafiła para – westchnął Lucas.
-Damy radę – mruknęła Dominique niezrażona - mam nadzieję, że McGonagall powiedziała wam, że macie się ubrać jak wam wygodnie? - zapytała, patrząc na dwóję uczniów w szatach szkolnych.
Pokiwali głowami.
-Słuchajcie, tango nie jest trudne – powiedział Lucas – to tylko kwestia czasu, żeby się go nauczyć, choć jak na moje oko uczenie się czegokolwiek przed OWTM -ami jest bezcelowe, ale... - urwał znacząco.
-Im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy – wtrąciła Dominique i wstała – na początek sprawdzimy, jak wam idzie wczuwanie się w takt muzyki – dodała i podeszła do gramofonu.
-Naprawdę chcecie tańczyć w szatach szkolnych? - upewnił się Lucas.
-A wy chcecie nas uczyć w zwykłych szatach? - zapytał retorycznie Draco – oczywiście, że nie, ale nie cały zamek musi o tym wiedzieć, że mamy się czegoś uczyć. No i z drugiej strony, miałem się ubrać w garnitur trzyczęściowy z muszką, czy jak?
Lucas uśmiechał się lekko i ściągnął szatę. Miał na sobie czarne spodnie z cienkiego materiału i czarną koszulę, w której odpięte były dwa guziki pod szyją.
-No dobra -mruknął lekko rozbawiony Draco i sam ściągnął szatę.
Ciemne dżinsy ledwie trzymały mu się na biodrach. Rękawy białej koszuli od szat szkolnych podwinął tak, żeby lewy rękaw zakrywał Mroczny Znak.
-Może być? - zapytał z ironią, przeczesując włosy palcami – czy mam się iść przebrać?
-Tak jest dobrze – zapewnił go Lucas.
-Ty, Hermiona, też wyskakuj z ciuchów.
-Może ty, Dominique, zrobisz to pierwsza? - odcięła się Hermiona.
-Wolę Nikki – powiedziała odruchowo Dominique – to moi rodzice byli za bardzo pijani ma moim chrzcie i dali mi takie imię, ja sobie go nie wybrałam.
Gryfonka uśmiechnęła się do niej.
-Czemu narzekasz? Tobie rodzice nie dali na imię Hermiona – powiedziała tylko.
-Nie gadaj, Granger, tylko ściągaj ciuchy – powiedział Draco chłodno – albo idź się przebierz.
-Zamilcz, Malfoy – uśmiechnęła się słodko Hermiona i podeszła do Dominique, która nadal grzebała coś przy stosie płyt, które wyciągnęła z torebki.
Szepnęła jej coś do ucha, Dominique odpowiedziała jej z lekkim uśmiechem i pokiwała głową.
-Nikki, musimy zaczynać – powiedział Lucas.
-Wiem – powiedziała na odczep się i nadal rozmawiała cicho z Hermioną, by po chwili ściągnąć szatę, ukazując czarna sukienkę do ud z głębokim dekoltem – zaczynajmy.
Hermiona również ściągnęła szatę i Draco mimo że był na nią wściekły i odrzucało go jej ciało, bo spędziła noc z Terren' em ledwie powstrzymał się od westchnienia pełnego zachwytu.
Krótka czerwona sukienka ledwo co zakrywała jej uda, przez co jej nogi wydawały się dłuższe. Czarne wysokie szpilki potęgowały efekt. Sukienka przyległa do każdego skrawka jej ciała i ograniczała i tak już rozproszoną wyobraźnię Draco, która pracowała na wysokich obrotach. Dekolt był trójkąty ukazujący pełne piersi, których nie krępował stanik, ponieważ sukienka miała wycięcie na plecach. Gryfonka nie zwracała na niego uwagi, bo właśnie rozpuściła włosy, które wymknęły się jej spod gumki i spłynęły jej w lekkich falach na plecy aż do bioder.
Dominique pokiwała głową z uznaniem.
-Dobrze, że nie boisz się pokazywać ciała. Suknia, którą dostaniesz na Bal, może i będzie długa, ale wcięcia i tak będzie miała prawie do bioder, dekolt też nie będzie mały.
-Świetnie -mruknęła Hermiona, znów zbierając włosy w koka.
-I tak dobrze sobie radzisz – pocieszała ją Dominique – większość uczniów z waszych domów warczy na siebie jak tylko się zobaczy, dobrze, że trafił ci się taki Draco.
Gryfonka uśmiechnęła się pod nosem.
Dominique nie mogła się bardziej mylić.
-Ostatnio jesteśmy w obojętnych stosunkach – mruknęła.
-Dobra, koniec gadania! - zawyrokował stanowczo Lucas – najpierw chcę zobaczyć jak idzie wam tańczenie razem. Musicie sobie ufać, choć to będzie trudne. Przynajmniej na te kilka minut wyzbądźcie się negatywnych emocji, okej?
Draco skinął mu lekko głową, a Hermiona spojrzała na niego ze zwątpieniem.
-Miona, mogę tak mówić? - zapytał Lucas i gdy kiwnęła głową mówił dalej – wiem, że to nie łatwe, komuś zaufać, gdy się go nie lubi, ale musisz.
-Postaram się, ale niczego nie obiecuję – mruknęła Gryfonka.
-Dobrze, najpierw zatańczcie, proszę do zwykłej muzyki, potem skoncentrujemy się na tango. Puszczę wam trzy piosenki. To nie jest konkurs tańca, więc się nie bójcie – uśmiechnęła się Dominique – nie zdziwię się, jeśli którąś piosenkę poznacie.
Dominique nastawiła pierwszą płytę i popłynęła szybka muzyka.
Oboje uczniów uniosło brwi. (muzyka ,radzę słuchać)
-Serio? - zapytała zdziwiona Hermiona.
-No już, wiem, że za sobą nie przepadacie, ale chociaż próbujcie, bo McGonagall i tak wam nie odpuści. I jak się uprze, to będzie na każdej próbie.
Hermiona z największą niechęcią na jaką było ją stać podeszła do Dracona. On też nie miał zadowolonej miny.
-Możesz dać to głośniej, Nikki? - zapytał Draco.
Dominique wyciszyła pokój, przygasiła światło, dała głośniej muzykę i puściła piosenkę od początku.
Draco z niechęcią podszedł do Hermiony i zaczął tańczyć. Hermiona również zwaliła wszystko na kolej losu i zaczęła tańczyć. Tańczyli grzecznie, nie było mowy o żadnym dotyku, bo Draco nie mógł się przemóc i dotknąć Gryfonki. Ona wyczuwała jego niechęć i odruchowo się odsuwała.

Wciąż marzę o tym, że
Będę miał to wszystko
Ciągle czekam
Na coś więcej...

Tekst piosenki im nie pomagał.

Nadal pragnę
Mieć cię przy swoim boku
Wiem, że nasza miłość znika
Lecz niedługo znów zabłyśnie

Hermiona zaczęła się zastanawiać czy Harry nie maczał w tym palców, by to oni tańczyli na otwarciu Balu i czy nie wybiera piosenek, choć myśl była absurdalna, to pomogła jej się oderwać od tego, z kim tańczy.

I nie potrafię dostrzec dzisiaj
I nie potrafię dostrzec jutra
Wypalasz moją głowę od wewnątrz
I mój rozum nie funkcjonuje prawidłowo
I będę żył dzisiaj
I będę żył jutro
Nie ważne co zostało powiedziane lub zrobione
Nawet jeśli wszystko idzie źle
Nawet jeśli wszystko idzie źle
Nawet jeśli wszystko idzie źle
Wypalasz moją głowę od wewnątrz

Draco przeklinał dzień, w którym jego rodzice zdecydowali się na to, że ma iść do Hogwartu, on chciał iść do szkoły we Francji jak był mały, jego matka też tego chciała. Czemu nie zmienił szkoły po wojnie?
Oczywiście, za namową matki.
Draco, jaki ma sens przenoszenie się do Francji? Inny program nauczania, inni nauczyciele, no i nikogo nie będziesz znał. Blaise wraca do Hogwartu, idź z nim.”
No i wrócił do Hogwartu, ale teraz przeklinał ten dzień.

Wciąż szukam
Na zawsze w twoich oczach
Będę ostrożny
Lecz niedługo znów zabłyśniemy.

Draco czuł, że piosenka pasuje do tego, co się działo między nim a Granger i wcale mu się to nie podobało.
Sam nie wiedział, co zrobić i nie chciał się katować muzyką, by znaleźć odpowiedź.
Za dużo zostało powiedziane i zrobione, żeby to wszystko było tak jak dawniej, choćbym nie wiadomo jak tego chciał. Chciał wymazać ostatni tydzień ze swojego życia. Wtedy wszystko byłoby inaczej.
Mamił się tym, że może byłby wtedy z Granger...

Nawet jeśli wszystko idzie źle
Wypalasz moją głowę od wewnątrz
I nie potrafię dostrzec dzisiaj
I nie potrafię dostrzec jutra
Wypalasz moją głowę od wewnątrz
I nie potrafię dostrzec dzisiaj
I nie potrafię dostrzec jutra
Wypalasz moją głowę od wewnątrz
I nie potrafię dostrzec dzisiaj
I nie potrafię dostrzec jutra
Wypalasz moją głowę od wewnątrz
I mój rozum nie funkcjonuje prawidłowo
I będę żył dzisiaj
I będę żył jutro
Nie ważne co zostało powiedziane lub zrobione
Nawet jeśli wszystko idzie źle.

Piosenka skończyła się i Hermiona odetchnęła z ulgą.
-Nie cieszcie się – uśmiechnął się lekko Lucas – to dopiero początek.
Dominique puściła kolejną piosenkę i Hermiona jęknęła.
-Nikki!
-Wybacz, skarbie! - uśmiechnęła się ze szczerym współczuciem Dominique.
Draco spojrzał na Hermionę, jakby to była jej wina i objął ją z niechęcią w tali. (muzyka)

Pozwól mi być twoim bohaterem...
Czy zatańczyłabyś, gdybym poprosił cię do tańca?
Czy pobiegłabyś i nigdy nie spojrzała wstecz?
Czy płakałabyś widząc mnie we łzach?
I czy ocaliłabyś moją duszę tej nocy?

Draco przymknął oczy.
Kto do cholery wybrał te piosenki?!
Zabiję nawet jeśli to był Minister Magii.

Czy zadrżałabyś, gdybym dotknął twych ust?
Czy może śmiałabyś się?
Proszę, powiedz mi to..
Czy teraz mogłabyś umrzeć dla tego jedynego, którego kochasz?
Weź mnie w ramiona tej nocy...

No nie!
Granger zawsze drżała, gdy ją całował. Czy naprawę musi tu być i tego słuchać? Pragnął Granger, po mimo wszystko pragnął jej, może właśnie dlatego, że nie mógł jej mieć. Jednak podświadomie czuł, że to, co ich łączy (łączyło) to nie tylko fizyczne pożądanie.

Mogę być twoim bohaterem Kochanie
Mogę całować każde cierpienie
Będę przy tobie na zawsze
Możesz zabrać mi nawet oddech.

Coś w tym jest. Chciał być dla Granger tym, kim by tylko zapragnęła i wszystko runęło jak domek z kart. Nigdy nie myślał o tym, co by było, jakby mu się nie udało zdobyć Granger. Zawsze zakładał, że wygra. Nie dopuszczał do siebie myśli o porażce.

Czy przysięgłabyś
Że zawsze będziesz moja?
A może skłamałabyś?
I uciekłabyś i schowała się?
Czy aż tak ugrzązłem?
Czy straciłem rozum?
Nie dbam o to, jesteś przy mnie tej nocy.

Owszem stary, pomyślał, straciłem rozum i to dawno temu, gdy pomyślałem, że ona może być moja i zacząłem jej pragnąć, choć wiedziałem, że nigdy nie będzie moja. Nigdy nie chodziło tylko o seks.
Pragnę nie tylko ciała Granger, brakowało mi jej, gdy byliśmy pokłóceni. Gdy była koło mnie, miałem wszystko.

Mogę być twoim bohaterem Kochanie
Mogę scałować każde cierpienie
Będę przy tobie na zawsze
Możesz zabrać mi nawet oddech.

Zrozumiał, co go bolało najbardziej.
Myśl, że Granger nigdy nie będzie jego, zaczynała go prześladować i dobijać.
Klątwa Hyperiona miała działać w druga stronę, nie miała zabijać Malfoyów tylko ich partnerów.
Tutaj wszystko przybrało inny obrót.

Chcę cię tylko przytulić,
Chcę cię tylko przytulić,
Czy aż tak ugrzązłem?
Czy straciłem rozum?
Nie dbam o to, jesteś przy mnie tej nocy.

Właśnie.
Potrzebował Granger, rozpaczliwie pragnął jej nieobecności.
Nieświadomie przysunął się bliżej niej.
Gdy drgnęła, czując jego ciało tuż koło siebie, coś zakuło go w sercu.
Czy wolałaby, żeby był tu teraz Terren?

Mogę być twoim bohaterem Kochanie
Mogę całować każde cierpienie
Będę przy tobie na zawsze
Możesz zabrać mi nawet oddech

Mogę być twoim bohaterem Kochanie
Mogę całować każde cierpienie
Będę przy tobie na zawsze
Możesz zabrać mi nawet oddech
Możesz zabrać mi nawet oddech
Mogę być twoim bohaterem...

-Dobrze, Draco – pochwaliła go Dominique cicho – pozbądź się tego...
Popłynął kolejny kawałek, nastrojowy i smutny. (muzyka)

Rozdzieleni oceanem, dzień po dniu
A ja powoli wariuję
Słyszę twój głos przez telefon
Ale to nie koi bólu
Jeśli prawie nigdy cię nie widziałem
Jak możemy mówić "na zawsze"

Draco spojrzał dziewczynie prosto w oczy i objął ją w talii. Westchnęła, ale pozwoliła mu na to. Nie miała innego wyjścia. Spojrzenie Draco było jednoznaczne.
To twoja wina, że nic nie jest na zawsze, ty to zepsułaś”

Dokądkolwiek pójdziesz
Cokolwiek zrobisz
Ja będę tutaj czekać na ciebie
Cokolwiek to znaczy
Lub jak bardzo złamie się moje serce
Ja tu będę czekać na ciebie

Dokładnie Granger.
Wiesz, że mnie zraniłaś. Zrobiłaś to świadomie. Czy aż tak bolało to, że chciałem być blisko?
Zastanów się, co straciłaś.

Uważałem za pewne, że za każdym razem
Gdy myślałem, że jakoś to przetrwam
Słysze śmiech, czuję łzy
Ale nie mogę być teraz blisko Ciebie
Skarbie, czy nie widzisz,
Że doprowadzasz mnie do szaleństwa
Zastanawiam się jak możemy ocalić
ten romans

Więcej straciliśmy niż zyskaliśmy Granger. Wiesz o tym tak samo dobrze jak ja. Też dobrze się przy mnie czujesz, ale teraz boisz się, że już nigdy się do ciebie nie odezwę. Boli cię moje milczenie i unikanie cię. Porównujesz to, co jest dzisiaj z tym, co było kilka dni temu i wiesz, że wtedy mieliśmy wszystko.

ale jeśli w końcu będę z tobą

Zaryzykuję

Myślałem, że każda kłótnia wnosi coś nowego, że to umacnia to, co było między nami. Ty jednak myślisz inaczej. Szaleństwem jest to, że oboje się pragniemy, ale nie możemy się mieć. Czy nie poszłaś do Terren' a, bo jest podobny do mnie i chciałaś się przekonać, czy będę zazdrosny, ale nie pomyślałaś w jakiej sytuacji stawia to jego? Nie pomyślałaś, że stracisz to wszystko?
Gdy piosenka się skończyła, Draco odsunął się od niej i dużo go kosztowało zachowanie obojętnego wyrazu twarzy.
-Szczerze? To myślałem, że będzie gorzej – powiedział z uśmiechem Lucas.
-Ja tak samo, póki jeszcze na siebie nie warczycie, zatańczcie to – poprosiła Dominique i puściła kolejną piosenkę. (muzyka)
-Nie – powiedział stanowczo – Nikki, nie!
-Proszę – uśmiechnęła się słodko – nie myśl o tym, że tu jesteśmy.
Draco nie zauważył tego, ale skinęła głową na Hermionę, która podeszła do niego krokiem, który zmącił mu zmysły. Każdy jej krok był pełen zmysłowości i pewności siebie.

Latający chłopak yeah racja.
Hej mama oni wołają na mnie "Chrapliwy".
Ja mam kieszenie pełne powodów dla których powinnaś być ze mną.
Kochanie ja mogę mówić "na zdrowie" nawet kiedy nie kichasz.
Ja będę twoim ratunkiem, nawet jeśli nie będziesz mnie potrzebować.
Mogę cię mieć marzącą, również kiedy śpisz
Ja pomogę wyrwać ci się np na weekend.
Ty powiedziałaś co byś chciała zrobić z nowym Enrique.
Ja wkładam płytę i włączam piosenkę na powtórne odtwarzanie.
I potem Ona popierała to jak powtórną rozgrywkę.

Mimo woli patrzył na jej uśmiech, uśmiech jakim mogła go obdarzyć jedynie Granger sprzed tygodnia, gdyby chciała coś osiągnąć. Uśmiech pełen obietnic i czegoś zakazanego. Gdy dotknęła jego torsu i ich ciała prawie zlały się w jedno, myślał, że oszaleje.

Kiedy mnie potrzebujesz.
Dziewczynko ja próbuję to ukryć.
Ale nie potrafię uciec przed tym kochanie.
Proszę wybacz mi.
Kiedy myślę o tobie moje myśli są bardzo erotyczne
Och kochanie!

Ta dziewczyna robiła to specjalnie. Uwodziła go samym tańcem. Nie zaważył kiedy, ale rozpuściła włosy i teraz wirowały razem z nią, gdy obróciła się do niego tyłem i zaczęła tańczyć sama, ale wiedział, że tańczy dla niego. Każdy ruch jej ciała był dla niego. Niemymi przeprosinami za to, co zrobiła i jak go zraniła.

Kochanie nie będę potępiać..
Ja wiem, że ty z nikim nie romansowałaś - intuicja och och.
I twoje oczy nie kłamią.
Ja wiem, że ty chcesz iść (być) ze mną dzisiejszej nocy.
Zobaczę cię prawdziwą (nagą)
Ale najpierw TY musisz....

Przestał myśleć i objął ja w talii, obracają ją w swoją stronę.
Nie wysunęła się z jego objęć, tylko uśmiechnęła się i odrzuciła głowę do tyłu.
Wiesz, że cię pragnę, Granger i nie ułatwiasz mi tego w żaden sposób.

...Pchać, pchać do tyłu i wprzód...
Spraw, abym uwierzył, że naprawdę tego pragniesz.
Pchaj, pchaj do tyłu i wprzód.
Wiem, ja nie potrafię ponaglić pragnienia.
Pchaj, pchaj, do tyłu i wprzód.
Idą naprzód, leżą jedno na drugim - Nie przestawaj!
Nie przestawaj przed świtem!
Tylko utrzymuj popychanie od tyłu...

Granger spojrzała mu w oczy, zmuszając go, by zaczął tańczyć, razem z nią. Zrobił to.
Pragnął jej od dawna. Gryfonka wiedziała o tym od dawna. Jeśli nie chciała jego zainteresowania, to nie tańczyłaby tak wyzywająco jak teraz.  Nie poruszałaby biodrami tak blisko niego w tak zmysłowy sposób, nie pozwoliłaby mu się dotknąć, nie przy tej piosence. Sugestia był aż za bardzo widoczna.

Pragniesz mnie? (Ty to wiesz).
Potrzebujesz mnie? (Ty to wiesz).
Będziesz mnie błagać? (Ty to wiesz).
Będziesz się ze mną drażnić? (Ty to wiesz).
Kochanie, ja...
Ja jestem swego rodzaju chłopcem,
Który nie doznał jeszcze prawdziwego podniecenia.
Kiedy masz,
Kiedy masz swoją prywatną imprezę
Mam nadzieje że jestem zaproszony.

Wydawało mu się, że światła przygasły jeszcze bardziej. To Lucas stwarzał nastrój, by zaczął tańczyć swobodniej. A on powoli tracił opanowanie...

Kochanie nie będę potępiać (przeklinać).
Ja wiem, że ty z nikim nie romansowałaś- intuicja och och.
I twoje oczy nie kłamią.
Ja wiem, że ty chcesz iść (być) ze mną dzisiejszej nocy.
Zobaczę cię prawdziwą (nagą)
Ale najpierw TY musisz....

Nie myśl o tym, że tu jesteśmy.
Głupota.
Gdyby wiedział, że nikogo tu nie ma, to już rozbierałby Granger, nie myśląc o niczym innym.

...Pchać, pchać do tyłu i wprzód...
Spraw, abym uwierzył, że naprawdę tego pragniesz.
Pchaj, pchaj do tyłu i wprzód.
Wiem, ja nie potrafię ponaglić pragnienia.
Pchaj, pchaj, do tyłu i wprzód.
Idą naprzód, leżą jedno na drugim- Nie przestawaj !
Nie przestawaj przed świtem!
Tylko utrzymuj popychanie od tyłu...

Przypomniała mu się chwila, gdy Gryfonka obiecała, że nigdy nie będzie tańczyć dla niego. Złamała to słowo, bo odeszła od niego i zaczęła tańczyć sama kilka kroków dalej z kocim uśmiechem na twarzy. Położyła mu dłoń na torsie i kazała cofnąć się kilka kroków. Niespodziewanie trafił na ścianę. Tam Lucas nie mógł wypatrzyć, co robią.

Teraz po tym jak tu wróciłaś po prostu przestań.
Teraz rzuć to jakby było gorące i wystrzel jak z broni...
I powstrzymaj to niczym strażnik, teraz porusz to jak w zegarku.
Twoje ciało krzyczy i twoja zdobycz jest wybuchem.
Ona chce to robić, robić to bez zwlekania.
Powiedziałem Jej, że mogę posuwać to, posuwać to po prostu niczym w sztafecie.
Ponieważ jestem bombowy, niczym wietrzny szlak.
Teraz pchaj to niczym sól i pieprz.

-Zatańcz ze mną – wymruczała mu do ucha i otarła się o niego biodrami.
Tak nie będzie, skarbie.
Odsunął się od ściany i zmusił ją tym samym, żeby również odeszła. Podszedł do niej i zaczął tańczyć jak nauczył go tego Blaise, który przyciągnął to z Kuby. Nie tylko kobieta mogła uwodzić w czasie tańca, on też to potrafił i teraz to robił. Widział, jak oczy dziewczyny rozszerzają się lekko. Wygrywał.

...Pchać, pchać do tyłu i wprzód...
Spraw, abym uwierzył, że naprawdę tego pragniesz.
Pchaj, pchaj do tyłu i wprzód.
Wiem, ja nie potrafię ponaglić pragnienia.
Pchaj, pchaj, do tyłu i wprzód.
Idą naprzód, leżą jedno na drugim- Nie przestawaj !
Nie przestawaj przed świtem!
Tylko utrzymuj popychanie od tyłu...
Pchaj, pchaj (dziewczynko)
Pcha, pchaj (dziewczynko)
Pchaj, pchaj (dziewczynko)
Pchaj, pchaj

Skończyli tańczyć.
Hermiona obejmowała go ramionami, a jego dłonie były na jej pośladkach.
Oddychali szybko i niespokojnie. Na obojgu taniec zrobił niesamowite wrażenie. Wiele wyjaśnił.
-Idealnie – usłyszeli głos Dominique i znów zapaliły się światła.
Draco odsunął się od Hermiony.
-Idealnie? - prychnął.
Lucas podał im butelki z wodą. Mieli prawo być zmęczeni. Tańczyli bite piętnaście minut. A szczególnie ostanie kilka minut było bardzo wyczerpujące.
-Już ci tłumaczę – zaczęła Dominique – wybrałam trzy piosenki i trzy gatunki. Trance, z którym wam nie szło. Pop latin, który do was pasuje. Pop-rock, co dało niezły efekt. Trzecia piosenka dała mi do myślenia. Na tym polega tango, na dotyku i uczuciach, nie muszą być pozytywne tylko silne i najlepiej gwałtowne. Specjaliści oceniają, że tango dobrze idzie, gdy para się nie lubi. Najlepiej jednak wychodzi parą, między którymi jest chemia. Wy musicie się naprawdę nie lubić, co?
-Trochę – przyznała Hermiona – a ostatnia piosenka?
-To dla testu – uśmiechnął się Lucas – potraficie zapomnieć o tym, że się nie lubicie i zagrać, że pragniecie swojego dotyku, choć, Hermiona, to zagranie na początku był nie fair.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
-Nie fair? - zapytała słodko – nie zauważyłam.
-Super – mruknął z ironią Draco – po prostu wczułaś się w piosenkę.
-Dokładnie.
-Okej – powiedziała Dominique – teraz już na poważnie. Draco, świetnie się wczuwasz w rytm i muzykę. A co do zagrań nie fair. Nie myśl, że nie widzieliśmy ostatniej piosenki. Pod koniec naprawdę pokazałeś, na co cię stać. Podejrzewam, że jeśli nas by tu nie było, to tańczylibyście o wiele lepiej.
-Poczekaj – przerwał jej Draco – lepiej, to znaczy co? Miałem zacząć ją rozbierać? - był na tyle bezczelny, że nawet nie udawał zawstydzonego po słowach Nikki – wtedy byłabyś zadowolona?
-Już jestem zadowolona – uśmiechnęła się Dominique – ale tango jest właśnie takie, Draco. Pop też.
-No dobra, fanatyczko – mruknął – co dalej?
-Umiesz się ruszać – powiedziała prosto z mostu Dominique – świetne ruchy i wyczucie partnera. A ty, Hermiona, nieźle ruszasz biodrami. Myślałaś o tym, żeby ćwiczyć taniec brzucha?
-Nie, dzięki – zaśmiała się Gryfonka.
-Poważnie. To dobre. Umiesz zmusić partnera do tańca, uwodzisz samym tańcem, choć Draco się szczególnie nie opierał...
-Ej! - warknął Ślizgon – to tylko taniec! Miałem tańczyć, jakby was tu nie było i to zrobiłem.
-Dobra, Dominique – odezwał się Lucas – bo zaczną się wkurzać. Miona, chodź, pokażę ci podstawy – dodał i podał rękę dziewczynie.
-Właśnie, Draco, ruszaj się.
Blondyn pokręcił głową i zeskoczył z ławki. Podszedł do Dominique.
-Najpierw musisz ogarnąć kroki. Pierwsze jest mocne, drugie słabe, mocne i słabe, do czterech.
-Jasne – mruknął nieprzejęty Draco, odgarniając włosy z czoła.
-Kumasz? Rytmicznie to jest tak wolno, szybko, szybko, wolno.
-Co dalej? - zapytał obojętnie, kątem oka obserwując, jak Lucas tłumaczy to samo Hermionie.
Tyle, że ona w przeciwieństwie do niego słuchała tego, co mówił Luke.
-Draco - syknęła Dominique – skup się.
-Najpierw każesz mi tańczyć z Granger i zmuszasz mnie, żebym zaczął ją prawie rozbierać, a teraz każesz mi się skupić na jakichś nudnych krokach do tanga. Jak ja mam to zrobić?
Wiele osób na miejscu Dominique byłoby oburzone jego bezpośredniością jak i arogancją. Ale ona tylko się roześmiała.
-Nieźle, a teraz słuchaj. Lewa noga w przód, prawa w tył, prawa w przód, lewa w tył, lewa w bok, prawa w bok, do lewej, dostaw do prawej. Zapamiętałeś, czy mam powtórzyć?
-Co? - zapytał roztargniony Draco, bardziej skupiony na obserwowaniu Lucasa i Granger niż na krokach tanga. - tak, jasne, wszystko pamiętam.
-No dobra – powiedziała Dominique, a w jej oczach błyszczały ironiczne błyski – przyciągasz mnie do siebie prawą rękę i kładziesz ją mi na plecach, a ja tobie na ramieniu. Twarz wysoko i w lewo, blisko mnie ciało. Draco! No już.
Blondyn z westchnieniem posłuchał jej i zrobił, co mu kazała.
Objął ją w talii i przyciągnął blisko do siebie. Miał poważną minę i unosił głowę arogancko w lewo, patrząc na Nikki z wyższością.
-Okej, wolno, szybko, szybko, wolno. W przód i do tyłu.
Draco wykonał polecenie bezbłędnie. Gdy Dominique chciała mu udzielić następnych instrukcji, to westchnął i wyprzedził jej słowa.
-Daruj sobie tę gadkę – mruknął i zaczął prowadzić w tańcu.
Dominique nie zdobyła się nawet na to, żeby otworzyć usta ze zdziwienia.
Dała się poprowadzić, by Draco zatańczył bez jej pomocy idealne tango, nie myląc ani jednego kroku. Była w tak ciężkim szoku, że odezwała się dopiero wtedy, gdy skończyli tańczyć.
-Umiesz tango? - wykrztusiła.
-Szybko się uczę – uśmiechnął się rozbrajająco.
-Luke!
-Widziałem – rozległ się słaby głos.
Lucas stał niedaleko nich z miną pełną niedowierzania. Hermiona za to spoglądała na Draco ze złością.
-Draco, przyszedłeś tu na darmo. Masz to w małym palcu.
Chłopak wzruszył ramionami, nieprzejęty.
-Czekajcie! - powiedziała Dominique i wybiegła z Sali.
Wróciła po czterech minutach, prowadząc dyrektorkę.
-Nie, pani profesor, proszę się nie denerwować, to nic groźnego – usłyszeli jej spokojny głos – nic nie nabroili. Mamy tylko pewną sytuację do przemyślenia – weszły obydwie do sali.
-Norton, co tu się dzieje? - zapytała od razu McGonagall.
-No cóż, pani profesor, Draco przyszedł tu na próżno.
-A niby dlaczego? Jest prefektem i to tradycja szkoły, że musi tańczyć! Czyżby odmówił?
-Nie, pani profesor – powiedziała szybko Dominique – chodzi o to, że Draco umie tango. Nie ma po co przychodzić uczyć się od nas.
-A panna Granger? - zapytała McGonagall.
-Hermiona musi zostać – powiedział Lucas.
-Mogę zobaczyć umiejętności pana Malfoya? -zapytała McGonagall.
-Oczywiście – powiedziała natychmiast Dominique – Draco, chodź. Luke, puść muzykę proszę.
Ślizgon i Dominique wyszli na środek sali, a Lucas machnął od niechcenia różdżką i znikąd popłynęła muzyka.
Teraz Hermiona miała okazję zobaczyć, co potrafi Dracon.
A potrafił dużo. Myślała, że w „Studio” pokazał, na co go stać, ale porównując tamten taniec do tego to pikuś.
Pomimo tego że był w zwykłych dżinsach, poruszał się jak pan i władca świata.
Gryfonka zaczęła się zastanawiać jak Czarny Pan wytrzymywał z takim zachowaniem Draco. Nawet gdy tańczył, biła od niego arogancja i bunt. Prowadził Dominique szybko i pewnie. Urokiem osobistym nie dorównywał żadnemu modelowi i aktorowi jakiego znała Hermiona (a miała do wyboru Leonardo DiCaprio, Brada Pitta, Davida Beckhama czy Enrique Iglesiasa – którego ja uwielbiam, nie tylko za jego głos :p).
Każdy jego ruch był perfekcyjny i wytrenowany do ostatniej minuty.
Gdy skończyli tańczyć, Hermiona zerknęła na swoją opiekunkę. Chyba właśnie zabrakło jej słów.
-Nie wierzę, że tańczy pan tango po raz pierwszy – powiedziała sucho dyrektorka.
-I ma pani rację – powiedział spokojnie z lekkim ironicznym uśmieszkiem.
Przy McGonagall zawsze się hamował, bo nawet teraz po tylu latach nauki czuł wobec niej respekt.
Jednak na usta cisnęło mu się „bo to był drugi raz”.
-Masz rację, Dominique – powiedziała spokojnie nauczycielka – lekcje dla pana Malfoya są zbędne. Jednak Lucas musi zostać, żeby uczyć pannę Granger.
-Myślałam o czymś innym – zaczęła ostrożnie Nikki.

***

Po długiej rozmowie, paru oburzonych prychnięciach Hermiony, krzywieniu się Nikki na swoje pełne imię wymawiane przez McGonagall i łagodzeniu sporów ze strony Lucasa, ustalili wszystko.
Stanęło na tym, że Draco będzie uczył Hermionę. Lucas stwierdził, że jest do tego odpowiednio przygotowany. Dominique i Lucas przyjadą za dwa tygodnie, żeby zobaczyć jak im idzie i za miesiąc, żeby wszystko dopracować. A blondyn z szatynką, chcąc nie chcąc, musieli się na to zgodzić.
Nie miał jedynie pojęcia, że żadne z nich nie ma na to  najmniejszej ochoty.
-Jedno pytanie panie Malfoy – odezwała się McGonagall, gdy wychodzili z klasy – dlaczego nie powiedział pan, że te lekcje są zbędne w pana przypadku?
-Pani profesor – powiedział Draco, a w jego głosie pobrzmiewało ledwie zauważalne rozdrażnienie – kazała pani, żeby to Granger mi o tym powiedziała. Z całym szacunkiem, czy gdybym przyszedł do pani powiedzieć, że nie mam zamiaru uczestniczyć w tych próbach, to by coś dało? Stwierdziłaby pani, że nie chcę mieć nic wspólnego z Granger, odjęła punkty, kazała wyjść i stawić się na próbie. Nie mam racji?
-Nie do końca, z tego co wiem, to w miarę się dogadujecie. Śmiałabym twierdzić, że bardzo dobrze – powiedziała dyrektorka, nawiązując do tego nieszczęsnego artykułu.
-To się pani myli – powiedział chłodno Draco, skinął jej głową i odszedł.
Hermiona również pożegnała się pospiesznie z nauczycielką i poszła za nim.
-Malfoy! - zawołała, gdy miał już zniknąć w lochach.
-Co? - zapytał ozięble, obracając się w jej stronę.
-Czemu nie powiedziałeś mi, że umiesz tańczyć tango?
Draco uniósł ironicznie brew.
-A pytałaś? - zapytał i zniknął w ciemnościach.

***

wybaczcie, że tak późno, ale Muscardinus sprawdzała to na szybko i chwilę to zajęło.
Camme nadal jest poza zasięgiem, ale niedługo wróci.

poza tym Wszystkiego Najlepszego, dziewczyny. Trochę spóźniona, ale szczera.

Czekam na komentarze (znów "agresywna prośba o komentarz [...], na który trzeba zasłużyć")

spokojnego albo szalonego weekendu

Pozdrawiam,
Nox

piątek, 1 marca 2013

rozdział 35

Trudno jest mówić o szczęściu, gdy jesteśmy niezadowoleni z dzisiaj, zatroskani o jutro i rozżaleni decyzjami podjętymi wczoraj.

Andrzej Niewinny Dobrowolski


-Wszystko okej? - zapytała cicho.
-Tak – mruknął z trudem Harry.
Pansy jednym ruchem podniosła się i podała rękę Harry' emu.
-Niezły byłeś – uśmiechnęła się Pansy.
Skinął głową, przyjmując gratulacje.
-Jednak jak widać, są lepsi ode mnie – westchnął i zerknął w stronę Marco i tłumu wokół niego, który gratulował mu. Byli tam również Hermiona i Draco, stali od siebie w pewnej odległości.
Harry' emu przypomniała się lekcja zielarstwa sprzed kilku dni, w tym krótkim czasie, gdy Hermiona nie kłóciła się z Draco. Co właściwie było dziwne. Odkąd się pogodzili w tym roku, to większość czasu i tak spędzali na kłótniach, choć Wybraniec wiedział, że starcia męczą ich oboje.

(wspomnienie)
Byli na zielarstwie.
Profesor Sprout tłumaczyła im jak się rozsadza trzepioziele. Była to dziwna roślinka, która miała działanie podobne jak skrzeloziele. Tylko, że pozwalała na jakiś czas unosić się kilka stóp nad ziemią. Profesor Sprout powiedziała im, że ta roślinka była znana już w średniowieczu i ludzie, którzy chcieli wywołać szum w oku siebie, połykali kilka listków trzepioziela i unosili się w górę. Potem najczęściej zostali powieszeni, bo zostali oskarżeni o czary, ale swoje pięć minut mieli. Wtedy Hermiona wyjątkowo nie zgłosiła się do odpowiedzi. Na zielarstwie zawsze pozwalała błyszczeć Neville' owi.
Harry obrócił się, szukając jej wzrokiem. Draco był bardzo blisko niej na końcu cieplarni. Stał za Gryfonką, gdy nauczycielka tłumaczyła im co będą robić. Harry zauważył, że w pewnym momencie Draco położył dłonie na biodrach Hermiony i przysunął się do niej tak blisko, że ich ciała prawie stopiły się w jedno. Nie zaprotestowała, uśmiechnęła się tylko i zaplotła sobie jego dłonie na brzuchu. Gdy Harry spojrzał na nich kilak minut później, Draco stał z obojętną miną koło Hermiony, jakby nigdy nic. Jednak rękawy ich szat były długie i Wybraniec podejrzewał, że trzymali się za ręce.
Gdy dostali instrukcje co mają robić, Harry odruchowo podszedł do Luny. Chodziła z nimi na zielarstwo i całkiem nieźle sobie radziła. Dziewczyna powitała go uśmiechem i zabrała się za zbieranie liści. Zazwyczaj Harry był w patrze z Luną, bo lubił ją za rozbrajającą szczerość, choć czasem było to irytujące i krępujące.
W pewnej chwili odgarnął włosy z oczu i kątem oka zobaczył, że Draco próbuje namówić Hermionę żeby zjadła trochę liści, ale stawiała zaciekły opór. Jednak na ustach blondyna błąkał się lekki uśmiech, gdy posuwał Hermionie pod nos zieleninę. Gryfonka za to trzepnęła go w rękę i wrzuciła jego prezent do miski, do której miały trafić.
Potem Harry napotkał spojrzenie Pansy. Była w parze z Blaise' m. Zerknęła na Draco, który ukradkiem schował do kieszeni kilka liści, zapewne po to żeby później wkurzać Hermionę.
Ślizgonka wywróciła oczami i uśmiechnęła się.
Harry pokręcił głową z politowaniem i puścił jej oczko, wracając do swojej latającej roślinki.
(koniec wspomnienia)

-Ej, Potter, wszystko dobrze?
-Tak, zamyśliłem się – powiedział Wybraniec – pamiętasz tą lekcję zielarstwa, jak uczyliśmy się o trzepizielu?
-Jak mogłabym zapomnieć – mruknęła Pansy – Draco wziął to cholerstwo do dormitorium i razem z Terren' em próbowali to w siebie wmusić. Potem oboje lewitowali kilka cali nad ziemią, przez dwie godziny.
-Szkoda, że znów się do siebie nie odzywają – westchnął Harry.
-Racja, choć może i lepiej. Ostatnio Draco latał cały w skowronkach i piał jaka to Granger jest wspaniała – Pansy miała zrezygnowaną minę – wiem, że ją lubisz, Potter, ale wybacz, nie będę pisać ody pod jej adresem, Draco wystarczy.
Harry uśmiechnął się roztargniony.
-Szkoda– powiedział tylko – a tak z drugiej strony, Parkinson, czemu nie jesteś wściekła na Draco?
-Za co? - zdziwiła się Ślizgonka.
-No wiesz, że jest zakochany w kim innym...
-Oj, Potter! - roześmiała się – Draco to przeszłość. A jeśli naprawdę Cię to interesuje, to ostatnio zaczął mi się podobać ktoś inny.
-No, przykro mi – Harry rzucił jej lekko złośliwy uśmiech – to gdzie jest ten książę z bajki?
-Jest bliżej niż myślisz – uśmiechnęła się Pansy.
Harry spojrzał w stronę najbliższego drzewa.
-Jak myślisz? Jak je pocałujesz, to zmieni się o północy w księcia, czy raczej w żabę?
-Nie błaznuj, Potter, czy dalej Cię głowa boli?
-Tak, nadwyrężyłem mózg myśląc, jak pogodzić tym buraków – westchnął Harry i poczochrał swoje włosy, przejął ten zwyczaj po swoim ojcu.
-Nie Ty jeden, Wybrańcu, ale to nic nie da – mruknęła ponuro Pansy i ruszyła za resztą klasy w stronę zamku, bo lekcja dobiegała końca – oni są zbyt uparci i tak samo wredni.
-Chyba pierwszy raz się z Tobą zgodzę.
-Wiesz o wszystkim? - obejrzała się na niego dziewczyna, bo szedł kilka kroków za nią.
-Masz na myśli jej małe sam na sam z Terren' em? - powiedział cicho Harry – nie znam wszystkich szczegółów tej nocy i wcale nie chcę, ale jestem zorientowany w obecnej sytuacji.
-To tak jak ja.
-Jakieś pomysły?
-Na wyczerpaniu. Masz teraz lekcje? - zmieniła temat Pansy.
-Nie, koniec na dzisiaj. A Ty?
-Też. Jak myślisz, dasz radę jeszcze myśleć dzisiaj?
-Jeśli nie wymagasz ode mnie walczenia z numerologią, eliksirami czy smokiem, to tak.
-Świetnie, idziemy do kuchni, jestem głodna.
-Wykorzystujesz mnie, prawda? - mruknął Harry.
-Dlaczego tak myślisz?
-Bo sama nie sięgniesz do tej gruszki i tylko do tego jestem Ci potrzebny.
-Niestety – uśmiechnęła się lekko Pansy – ale na nic lepszego nie zasłużyłeś.

***

Hermiona z ulga uwolniła się od klasy i skręciła w korytarz prowadzący najszybciej do Wieży Gryfonów.
Na jej nieszczęście, a może szczęście przypomniała sobie, że miała iść do McGonagall. W westchnieniem wybrała inną drogę i już kilka minut później pukała do gabinetu opiekunki.
-Proszę!
Gryfonce wpadła do głowy szalona myśl, gdy otwierała drzwi. Ostatnio jak została wezwana do gabinetu dyrektorki, to jej życie zostało postawione na głowie. Zaczęła się cała historia z Malfoyem.
Nie wiedziała, czy wolałaby, żeby to nigdy nie miało miejsca, czy pragnęłaby tylko cofnąć ostatni tydzień, żeby nie pokłóciła się kolejny raz z Draco i żeby nie przespała się z Terren' em.
Mając to wszystko na uwadze z duszą na ramieniu, weszła go gabinetu.
-Dzień dobry, pani profesor.
-Dzień dobry, panno Granger. Proszę usiąść – powiedziała sucho dyrektorka.
-Coś się stało, pani profesor? - zapytała lekko zaniepokojona Hermiona.
-Nie, panno Granger. Chciałam panią o czymś poinformować.
-Słucham?
-Za kilka dni zrobię zabranie prefektów, ale teraz chciałam pani powiedzieć, że mam dla pani jeszcze jedno zadanie.
-Oczywiście, co mam zrobić?
-Jest pani na pewno bardzo zajęta przed egzaminami, ale to zajmie niestety trochę czasu. Wierzę jednak, że da sobie pani radę. Jeśli jednak będzie pani czuła, że nie daje rady, to oczywiście o wszystkim powiadomię Komisję Egzaminacyjną i spojrzą na to trochę inaczej.
-Chyba nie będzie musiała tego pani robić, ale co to takiego, pani profesor? - zapytała już lekko zniecierpliwiona Hermiona.
-Jak podejrzewam, że dotarły do pani pogłoski o Balu Pożegnalnym?
-Tak, coś słyszałam.
-No właśnie, oczywiście miała to być tajemnica i mieliśmy poinformować o tym uczniów dopiero po egzaminach, ale naturalnie skoro to była tajemnica, to wie o tym cała szkoła.
-Mam zająć się organizacją?
-Nie, wystąpi pani na samym początku Balu.
-W charakterze? - zapytała słabo Hermiona.
-Zatańczy pani walca, to tradycja i obowiązek Prefekta.
-Pani profesor – zaczęła wolno Hermiona – walca nie da się zatańczyć samemu, poza tym ja go nie umiem.
-To nie jest problem, panno Granger, dlatego mówię o tym pani tak wcześnie. Za dwa dni w szkole pojawi się dwoje nauczycieli tańca. Jak się dowiedziałam, ma się pani ubrać tak jest pani wygodnie, oni zajmą się resztą. Macie do dyspozycji salkę koło Wielkiej Sali. Będą uczyć panią i pani partnera. Z tego co wiem, to dogaduje się z nim pani w miarę dobrze.
-Kogo ma pani na myśli, pani profesor? - Hermiona bała się odpowiedzi.
McGonagall spojrzała na nią zdziwiona.
-Myślałam, że to oczywiste. Drugiego Prefekta Naczelnego, pana Malfoya.

***

Hermiona wracała do swojej wieży, prawie trzymając się ściany.
Nogi odmawiały jej posłuszeństwa jak tylko pomyślała o tym, że ma coś robić z Malfoyem.
Byli pokłóceni, bardzo pokłóceni, wiele spraw nie zostało wyjaśnionych i każdy miał o co innego pretensje. Jak więc teraz ma znieść próby co drugi dzień po dwie godziny, praktycznie sam na sam ze Ślizgonem?
Na dodatek miała o tym powiadomić Malfoya jak najszybciej. Wspaniale. Zabije ją jak tylko podejdzie do niego na pięć metrów.
Z westchnieniem i zrezygnowaniem usiadła na schodach, ukrywając twarz w dłoniach.
Miała gdzieś, że ktoś może ją tak zobaczyć, choć szansa na to była nikła, bo większość ludzi było w Wielkiej Sali i jadło obiad.
Postawiła torbę koło siebie i położyła głowę na kolanach, obejmując jej ramionami.
Żałowała tego co zrobiła.
Chciała się pogodzić z Draco i dalej się z nim kłócić o głupoty. Chciała nadal móc rozmawiać z Terren' em, ale trzymała się od niego z daleka, bo nie chciała żeby Draco się dalej na niego wkurzał. Mieli się pogodzić, Hermiona nie chciała im w tym przeszkadzać.
Parvati też nie miała czasu.
Za kilka dni zaczynają się egzaminy, a Vati dzieliła czas między naukę, obowiązki Prefekta i Blaise' a, z którym spędzała większość czas.
Harry' ego też nie chciała osaczać, bo Ginny była gotowa zrobić mu kolejną awanturę.
Z kim miała pogadać?
Z Parkinson?
Zaśmiała się gorzko.
Taaak, Parkinson, na pewno ją zrozumie i pomoże.
Pewnie najchętniej zabiłaby ją, bo Draco spędzał z nią ostatnio dużo czasu.
Cholera, jak ja mu o tym powiem? Przecież nie pójdę do niego do dormitorium i nie powiem mu prosto z mostu co ma robić, bo mnie wyśmieje i na pewno nie posłucha.
-Miona? - usłyszała niepewny głos.
Szybko podniosła głowę.
Przed nią klęczała Parvati, a kilka schodów niżej stał Blaise.
-Och, cześć – mruknęła ponuro.
-Stało się coś? - zapytała zaniepokojona Parvati.
-Oprócz tego, że życie mi się wali, mam dość wszystkiego i nic nie umiem do egzaminów, to okej.
W oczach Parvati błysnęło współczucie.
-Hermiona, nie udawaj, co się stało?
Hermiona z westchnieniem zaczęła jej opowiadać, o tym czego się dowiedziała w gabinecie dyrektorki.
Gdy skończyła, Parvati usiadła o schodek niżej niż ona.
-O chusteczka na wacie... - szepnęła tylko.
Blaise usiadł koło Hermiony.
-Daj spokój, Miona – powiedział cicho – mogę o tym powiedzieć Draco.
Dziewczyna potrząsnęła głową, zaskoczona.
Diabeł zawsze trzymał się z boku, gdy była w jego towarzystwie. Skoro nie chciał z nią rozmawiać, to ona przystała na to. Utrzymywała dystans między nimi, bo nie była pewna tego co chodzi po głowie Blaise' owi.
-Muszę to zrobić sama – powiedziała stanowczo.
-Jesteś pewna? - zapytał Blaise.
-Tak, poza tym i tak wydaje mi się, że mnie unikasz...
Blaise roześmiał się cicho.
-To nie tak, Miona – powiedział ciepło.
-A jak? - Hermiona zerknęła na niego.
Siedział koło niej i patrzył w przestrzeń. Parvati siedziała niżej, słuchając ich rozmowy.
-Wiesz, że Cię lubię – zaczął Blaise – ale ktoś musi pilnować Draco, żeby nie zrobił głupoty.
-Przeszkadzam Ci w tym?
-Nie – Diabeł pociągnął ją lekko za włosy – mam Ci to wszystko wytłumaczyć?
-Ulżyłoby mi – mruknęła Hermiona.
-Okej, ale może nie tutaj, bo ktoś się tutaj zaraz zjawi.
-Dobra, chodźmy do mnie. Parvati, chodź z nami, jako przyzwoitka, bo ten tleniony idiota, obrazi się jeszcze na Blaise – powiedziała z ironią Hermiona.
-Okej – uśmiechnęła się Parvati wstając – i ktoś musi pilnować Diabełka.

***

Rozwalili się w dormitorium Hermiony.
Ona sama usiadła na dywanie koło kominka. Blaise usiadł na przeciwko niej, opierając się o nogi Parvati, która siedziała na fotelu. Każde z nich miało w ręce butelkę piwa.
-Chodzi o to, Miona, że Draco i ja znamy się bardzo długo – zaczął Diabeł – praktycznie niedługo minie 15 lat. Terren jest z nami krócej, ale wszyscy troje sobie ufamy. Gdy Draco zaczął się interesować Tobą, powiedział o tym na początku tylko mi. Dałem mu kilka rad i Draco zaczął się z Tobą spotykać na w miarę naturalnym gruncie. Terren dowiedział się o wszystkim stosunkowo późno. Miał Cię tylko pilnować, żebyś nie miała na głowie całej szkoły.
-Jak to miał mnie pilnować? - zapytała Hermiona, marszcząc brwi.
-Draco go o to prosił po tym jak wyszedł ten artykuł. Wiedział, że nie będziesz chciała z nim gadać, to poprosił Terren' a by zawsze przy Tobie był, aby nic Ci się nie stało i w ogóle. Potem zaczął to robić z własnej woli, polubił Cię, nie wiem jak bardzo i nie chcę tego wiedzieć. Terren był zadowolony, Draco był zadowolony i wszystko było okej, trzymałem się z boku, tylko co jakiś czas powstrzymując Draco przed szaleństwami.
-Jakim szaleństwami? - przerwała mu znowu Hermiona.
-Miał głupie pomysły co do Ciebie – uśmiechnął się lekko Blaise – i tak przez dłuższy czas się wszystko utrzymywało. Te wszystkie wasze kłótnie – Zabini pokręcił głową – po nich najczęściej uspokajał go właśnie Terren, bo wiedział o Tobie najwięcej i zawsze mu się udawało. Czasami do akcji wkraczała Pansy. Do czasu tej waszej kłótni o Hyperiona. Wtedy nawet Terren nie umiał go uspokoić. No to zaczęła Pansy, ale po kilku próbach się poddała. W takim przypadku, ja go uspokajałem, najczęściej za pomocą Ognistej lub jakiejś imprezy.
-Wymykaliście się?
-Tak – skinął głowa Blaise – Londyn albo jeszcze dalej. Najczęściej zmienialiśmy postać, żeby nie było szumu. Uspokajało go to.
-Wiem, mówił mi o tym.
-No właśnie. Jak przespałaś się z Terren' em...
Hermiona pochyliła głowę.
-Widać nie tylko Terren tego żałuje – mruknął Diabeł.
-A jak myślisz – mruknęła ponuro Hermiona – Co dalej?
-Szczerze to przed zabiciem Terren' a powstrzymał go Potter.
-Jak to?
-Po tym jak się bili na korytarzu, Potter zdołał go uspokoić. Nie wiem jak, bo Draco mi tego nie powiedział, a Pottera nie pytałem. Od tego czasu, Draco nie odzywa się do Terren' a jak nie musi.
- I co to wszystko ma wspólnego z Tobą? - Hermiona oparła się o sofę i spojrzała na Diabła.
Siedział oparty o nogi Parvati, która masowała jego barki. Był spokojny i opanowany.
Hermiona poczuła lekki ukłucie zazdrości. Ona też tak mogła, ale wszystko runęło jak domek z kart.
-Draco wkurzył się na Terren' a, który od jakiegoś czasu Cię unika, prawda?
-To nie tak, że mnie unika – pokręciła głową Hermiona – sama mówiłam mu, że ma się pogodzić z Draco i nie przejmować mną. Zresztą napisał mi, że chciałby mi pomóc, ale Draco go pilnuje.
-No właśnie, że nie. Draco go zlewa. Nie chcę Ci psuć humoru, ale nie pomyślałaś, że Terren jest na Ciebie zły?
-Nie rozumiesz, Blaise – powiedziała Hermiona – nie raz do mnie pisał i chciał pogadać, ale za każdym razem na horyzoncie pojawiał się Draco. On go pilnuje z daleka.
-Może i tak. Nie chcę się narazić Draco, choć od początku byłem za wami – stwierdził Blaise – lubię Cię i te inne wytarte frazesy, ale ktoś musi pilnować Draco, rozumiesz?
Pokiwała głową.
-To dobrze. On Cię wypatrzył pierwszą i to on ma do Ciebie prawo, choć to brzmi trochę dziwnie. I choć nie raz mam ochotę, przywalić mu w ten pusty łeb, za te jego pomysły, ale to i tak nic nie da.
Hermiona uśmiechnęła się.
-Parvati, pilnuj tego faceta, bo warto.
Gryfonka nie oderwała wzroku od włosów Blaise' a, ale uśmiechnęła się.
-A jak myślisz, czemu ostatnio nie mam dla Ciebie czasu? - zapytała – próbuję go przekonać, żeby nie próbował mnie zdradzić, bo tego pożałuje.
Blaise skrzywił się.
-Dajcie spokój – mruknął – czuje się jakbym był na sprzedaż.
Hermiona tylko wyszczerzyła zęby do Parvati.

***

Gryfonka szła w stronę lochów. Od tego miejsca dzieliły ją co prawda jeszcze dwa piętra, ale i tak z każdym krokiem zwalniała, bo ochoty na wizytę u Malfoya, nie miała najmniejszej.
Malfoy był na nią wściekły i miał za co.
Teraz myślała o tym co mu powiedzieć i w jaki sposób to zrobić.
Z rozdrażnieniem odrzuciła te myśli.
Co ma być to będzie, musi o wszystkim powiedzieć Draco, nie było innej opcji.
Odrzuciła opcję Blaise' a i musiała to zrobić sama, co jej się w ogóle nie podobało.
Z coraz większą niechęcią, zeszła do lochów i zatrzymała się przed obrazem mężczyzny przed biurkiem. Postać podniosła głowę i spojrzała na nią z wyrzutem, jakby znała wszystkie szczegóły jej znajomości z Draco.
Potem nieskończenie wolno mężczyzna wstał i podniósł rękę, niemal w ironicznym geście.
Błagając Malfoya, w myślach, by nie zmienił hasła dotknęła płótna, szepcząc dwa słowa:
-Mal verba.
Uwieczniony mężczyzna z portretu, miał wręcz rozczarowaną minę, gdy musiał ustąpić pod wpływem zaklęcia i ujawnić wejście.
Hermiona odetchnęła głęboko, dodając sobie tym odwagi i weszła w ciemny korytarz, oświetlając go zaklęciem. Przeszła po kilku schodkach i zapukała do drzwi.
-Sekunda! - usłyszała stłumiony głos Draco i coś zacisnęło się na jej sercu, jakaś obręcz, która nie chciała puścić.
Jego głos był obojętny i melodyjny, tak inny od tego tonu, który słyszała z jego ust ostatnio. Chłodny i nieprzyjemny i pozostawiający krwawe linie na jej sumieniu.
Serce biło jej mocno.
Bała się tego spotkania i tego obojętnego spojrzenia, które pewnie zobaczy. Przerażała ją myśl, że Draco może patrzeć na nią wściekły, choć to i tak bolało mniej niż obojętność. Szczególnie, że w pamięci miała jego rozbawione i pełne aprobaty spojrzenia oraz te, gdy jego oczy płonęły prawie granatowym blaskiem pożądania na jej widok.
Drzwi otworzyły się i zobaczyła Draco.
Miał na sobie jedynie szare spodnie od dresu, po jego ciele spływał pot. Wilgotne włosy oblepiały jego czoło i wpadały do oczu. Na jego torsie było widać kropelki potu, spływające na brzuch i wsiąkające w materiał spodni.
Jego oczy tylko na sekundę błysnęły zdziwieniem, którego Hermiona nawet nie zdążyła zauważyć. Potem zastąpiła je obojętność.
-Granger? - zapytał chłodnym tonem – czego chcesz?
-Wiem, że za mną ostatnio nie przepadasz, ale mogę wejść, to chwilę zajmie? - zapytała cicho, bo spodziewała się chłodnego powitania.
-Oczywiście, wejdź – powiedział i odsunął się, by mogła przejść, a jego głos zabarwiła lekka ironia.
Hermiona rozejrzała się szybko po jego dormitorium.
Było czyste i nigdzie nie widziała żadnych butelek. Tylko na biurku i koło kominka zelżało kilka książek.
-Co się stało? - zapytał rzeczowo – bez żadnego powodu byś tu nie przeszła.
-Masz rację – powiedziała spokojnie i podeszła bo biurka, bez patrzenia na pergaminy na nim, obróciła się i spojrzała na niego, opierając się o mebel.
-Więc? - zapytał nadal tym samym obojętnym tonem – Weasley nadal nic nie zrozumiał, że nie jesteś już jego? Mogę mu za to dać w mordę jutro, dzisiaj jestem zajęty.
-Nie o to chodzi – powiedziała cicho, zapamiętując, że nie dodał, iż teraz jest jego. Kiedyś by ją to wkurzyło, a teraz... teraz chyba tego potrzebowała.
Uniósł brew, w tak bardzo znanym jej ironicznym geście.
-To co się stało? Chyba mi nie powiesz, że się stęskniłaś? - jego głos ociekał sarkazmem.
Powstrzymała się od wrzasku typu „ nie masz pojęcia, jak bardzo, Ty wredny i tleniony chamie!”
Draco skrzyżował ramiona na piersi i Hermiona zobaczyła na jego lewej ręce coś o co podejrzewała go już dawno, ale z uporem maniaka to przed nią ukrywał.
Mroczny Znak.
Wąż wypełzający z czaszki.
Teraz już trochę wyblakły tatuaż, ale i tak odznaczał się wyraźnie na mlecznobiałej skórze Draco.
-No, Granger – ponaglił ją – nie ma całego wieczoru wolnego.
-Dostaliśmy zadnie – powiedziała prosto z mostu.
-Od kogo?
-Od McGonagall - odpowiedziała, z trudem odrywając wzrok od jego ramienia.
Jeśli zauważył jej spojrzenie, to nie dał tego po sobie poznać.
-Jakie?
Hermiona odetchnęła głęboko, jakby chciała zaznaczyć, że to dla niej też nie jest łatwe.
-Mamy zatańczyć na Balu na zakończenie roku.
-Tak po prostu mamy wyjść przed całą szkołę i zatańczyć? -zapytał z niedowierzaniem.
-No i tu się zaczynają schody – mruknęła – od jutra mamy próby co dwa dni przez miesiąc, aż do Balu.
Jego spojrzenie nie wyrażało niczego.
-Coś jeszcze?
-Tak. Będą się odbywać w małej salce koło Wielkiej Sali, o 18 przez dwie godziny. Będziemy mieli nauczycieli. McGonagall mówiła, że mamy się ubrać jak chcemy, byle tylko było nam wygodnie tańczyć.
-Wszystko?
-Na dzisiaj tak, tyle wiem od McGonagall.
-Świetnie – powiedział i obrócił się do niej placami – jak sądzę nie mam wyjścia. Nie martw się, pojawię się jutro na tej próbie, w końcu tego ode mnie wymagają. A teraz, wybacz, ale jestem umówiony i szczerze mówiąc, lekko spóźniony.
-Przepraszam – powiedziała odruchowo – nie chciałam Ci przeszkadzać.
Podeszła do drzwi.
-Daj spokój, Granger – rzucił chłodno - idź przez łazienkę, masz bliżej.
-Też jestem umówiona – powiedziała cicho – tędy szybciej dojdę do Sali Wyjściowej.
-Jak chcesz – wzruszył ramionami i więcej na nią nie spojrzał.
A jej nie pozostało nic innego, jak wyjść bez słowa z jego dormitorium i powlec się na czwarte piętro.
I tam oddać się zajęciu, które ostatnio zajmowało jej coraz więcej czasu.
Zamęczanie się i dobijanie jeszcze bardziej do podłogi.
Do tego wszystkiego doszło jeszcze jedno pytanie.
Czy Malfoy naprawdę tak szybko znalazł sobie kogoś innego?

***

Draco nie miał najmniejszej ochoty na te próby. Ani trochę nie podobała mu się opcja tego, że ma spędzać z Granger czas.
Blaise miał rację.
Blondyn zdążył wszystko przemyśleć przez kilka ostatnich dni.
Szczerze mówiąc, to nie był wściekły na Terren' a. Czuł jedynie żal. Kumpel go zdradził. Tego nie da się od tak zapomnieć.
Widział, że Terren tego żałuje. Nie spotykał się z Granger, nic ich nie łączyło, co akurat go lekko zdziwiło, bo był przekonany, że Terren coś do niej czuje. Jednak pewne zdarzenie dało mu dużo do myślenia.

(Wspomnienie)
Tłumy uczniów zalewały korytarze. Każdy chciał się dostać na następną lekcję i nie spóźnić się, wszędzie panował chaos. Draco sam szedł w stronę sali zaklęć. Miał się pod nią spotkać z Pansy i Blaise' m.
Było cztery dni po tym jak Granger przespała się z Terren' em.
Draco unikał jak ognia ich oboje. Nie panował nad sobą gdy widział Terrence' a , nie wiedział jaka będzie jego reakcja gdy zobaczy Gryfonkę i szczerze to nie chciał się przekonać, co się stanie.
Był na nią wściekły i czuł upokorzenie, że wybrała właśnie Terren'a, mimo że właśnie on, Draco, był z nią bliżej i spędzał z nią więcej czasu.
Do klasy zaklęć został mu do pokonania ostatni korytarz, gdy zobaczył w tłumie Granger.
Poczuł, że w jego serce wbija się po raz kolejny nóż z ostrymi ząbkami, lekko zardzewiały i polany kwasem. Ból jak zawsze był ogromy. Zdrada bolała bardzo, gdyby wiedział, że to tak pali żywym ogniem, to nigdy nie zdradziłby Pansy. Nie naradziłby jej na takie cierpienie, jeśli wiedziałby jak bardzo to boli.
Zobaczył koło Granger jasnoblond czuprynę. Terren.
Draco z czystej ciekawości przystanął w cieniu, chcąc zobaczyć co zrobi Terren.
-Och, cześć, Miona – uśmiechnął się Terren, gdy ja zobaczył.
-Cześć – odwzajemniła uśmiech i schyliła się po książkę, która wypadła jej z rąk, gdy wpadła na Terrence' a.
-Jak się czujesz? -zapytał cicho były szukający, ciągnąc ją pod ścianę, by nikt ich nie staranował.
Uśmiechnęła się z wysiłkiem, gdy zobaczyła troskę w oczach przyjaciela.
Draco za to skrzywił się, widząc tą scenę.
-Nie jest najgorzej – powiedziała, siląc się na lekki ton – a Ty? Odzywa się do Ciebie?
-Nie, olewa mnie z góry na dół, ale nie powiem, że na to nie zasłużyłem – westchnął ciężko Terren.
-Nie powinieneś się obwiniać – mruknęła Hermiona.
Draco nawet z odległości kilku metrów, zobaczył w jej oczach ból.
-Nie mów tak, to ja Ci uległem, choć nie mogłem tego zrobić. Draco mi tego nie wybaczy.
-Zostawmy to – powiedziała Gryfonka – co z nim? - zapytała cicho.
Terren westchnął, a Draco zdziwił się. Czemu Granger o niego pyta?
Przyszło mu na myśl, że Granger robi to dla żartu, ale jej oczy były poważne.
-Nie wiem – stwierdził ponuro Terren – nie rozmawia ze mną.
Dziewczyna pokręciła głową, a w jej oczach było niezadowolenie.
-Mówiłam, że masz to zwalić na mnie.
-Hermiona, ja też tam byłem – przypomniał jej blondyn – wybacz, ale zwijam się, bo jak nas razem zobaczy, to nigdy Ci tego nie wybaczy.
-Nie liczę na to, ma o co się wkurzać - mruknęła Hermiona – odezwij się do mnie jak przestanie się na Ciebie boczyć, okej? - poprosiła.
-Obiecuję – przyrzekł Terren i nachylił się nad nią.
Draco zacisnął dłonie, gdy to zobaczył.
Granger mówiła, że nic ich nie łączy, jak wytłumaczy to?
Jednak Terren pocałował ją tylko w policzek.
-Mam nadzieję, że szybko się zobaczymy – uśmiechnął się do niej.
Malfoy myślał, że zobaczy jego uśmiech pełen zadowolenie lub z uwodzicielskim błyskiem, ale on posłał jej trochę smutny uśmiech, w którym kryła się troska i czułość jak do młodszej siostry.
-Ja również – Granger spojrzała na niego z westchnieniem i szybko jakby z wahaniem, objęła go na chwilę i pocałowała w policzek.
-Do zobaczenia, Terren – szepnęła mu do ucha, ale Draco stał na tyle blisko, że to usłyszał - nie chciałam Ci zrujnować życia.
I już jej nie było.
Terren westchnął ciężko i powlókł się na zaklęcia.
Draco poszedł kilka metrów za nim, zastanawiając się co ich naprawdę łączy.

Na zaklęciach Hermiona siedziała koło Parvati ze spuszczoną głową, nawet nie spojrzała na Terrence' a.
Terren również zachowywał się jakby jej nie było w klasie.
Gryfonka podniosła głowę tylko na chwilę gdy, Draco wchodził do klasy. Jak go zobaczyła, w jej oczach zabłysł żal, a potem już więcej na niego nie spojrzała, jakby odgadła jego myśli, że Draco sobie tego nie życzy.
(koniec wspomnienia)

Teraz gdy to wspomniał, siedząc w swoim dormitorium, doszedł do wniosku, że ich naprawdę nic nie łączyło.
Terren uległ jej, bo był tylko facetem takim jak on i wiele innych.
Który normalny facet zastanawiał się długo nad tym czy dziewczyna, która chce go uwieść komuś się podoba i czy tym kimś jest może jego kumpel?
Pewnie jakieś dwa procent na sto.
Czy powinien mieć o co pretensje do Terren' a?
Uważał, że tak.
Terren wiedział, że pragnie Granger oraz, że nie może jej mieć, a mimo to się nie powstrzymał.
Z drugiej strony on i Granger nigdy nie byli razem. Gdy Terren dopuścił się względem niego zdrady, byli pokłóceni i nic nie wskazywało na to, żeby kiedykolwiek mieli się pogodzić. Czy on sam, długo zastanawiałby się, czy przespać się z Granger, czy może nie?
Nie raz zakładali się o jakąś dziewczynę, komu szybciej ulegnie i nie raz Terren wygrywał.
Granger uwielbiała drani, a on nie był jedynym. Terren nie był aniołem pod względem zachowania, mimo zielonych oczu i jasnoblond włosów, którego trochę mu przypominał.
Może Granger wolała anioła z różkami, jakim był Terren niż już upadłego anioła, jakim był on sam?
Doszło do niego, że wybiela Terren' a i złość na niego mu przechodzi.
To Granger była wszystkiemu winna, może dlatego, że jej zdrada go bardziej bolała?
Terren tego żałował, tłumaczył mu się, choć nigdy wcześniej tego nie robił. Gdy rzucił się na kumpla z pięściami, ten oddał mu tylko jeden cios, potem nawet się nie bronił. Czuł, że należy mu się za to co zrobił. Potem, gdy chciał zobaczyć jak bardzo zranił Terren' również widział w jego oczach żal.
Draco westchnął ciężko i przeczesał włosy palcami.
Nie wiedział co robić.
Terrence miał szansę na amnestię u niego.
Ale Granger...
To była gorsza sprawa.
To bolała chyba jeszcze bardziej niż na początku, ten jad rozchodzący się po całym ciele był nie do zniesienia.
Wyrzucał sobie, że nie poprosił Blaise' a żeby pilnował Granger. Może wtedy by do niczego nie doszło, w końcu Blaise był zajęty i szczęśliwy.
Ale sam wiedział, że jak Granger zaczyna uwodzić, to nie ma przebacz.
Chyba tylko umarłyby jej nie uległ.
Czy nie widział tych spojrzeń w „Studio”?
Wiedział, jak patrzył na nią Nathan, który mógł mieć każdą kobietę Anglii, ale zostawił ją, bo była z nim.
Chociaż gdyby wiedział jakie stosunki naprawdę panują między nią, a Gryfonką czy wciąż postąpiłby tak jak postąpił?
Miał lekkie wątpliwości.
Tak więc, kim on był, że oceniał Terrence' a...

~*~*~*~

Po pierwsze dzisiaj bez Bety. Camme jest odcięta od neta i nie miała jak mi przesłać rozdziału, niemniej sprawdziłam go sama, ale cudów to się nie spodziewajcie, jestem tak zmęczona po całym tygodniu, że oczy mi się zamykają, nie mam mocy na nic, więc wybaczcie mi wszystkie błędy.
Możliwe, że zmienię je, jak tylko dostanę poprawki rozdziału, ale nie wiem kiedy to nastąpi.
Wiem również, że jak Muscardinius dotrze do tego rozdziału to zje mnie żywcem, ale co tam... (znów ten przecinek ;p)

Po drugie, jeśli znacie jakieś piosenki, które uwielbiacie napiszcie mi o tym w Spamie, okej? Bo kończy mi się Wena. Potrzebuję Natchnienia.

Trzymajcie się,
pozdrawiam,

Nox 
p.s.Prośba! Jak piszecie komentarz z konta anonimowego, to podpisujecie się!



After all this time? Always.

Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...