piątek, 22 marca 2013

rozdział 38

Patrycji.
Bo nadal mnie wspierasz.
Kocham.
~*~*~*~
Nigdy nie chciałam zobaczyć cię smutnego
Myślałam że chcesz tego samego dla mnie
Bartelone – Kocham
~*~*~*~
Draco znalazł Terrence'a na błoniach. Siedział po drugiej stronie jeziora, tam gdzie wszystko się zaczęło; Malfoy nie mógł o tym wiedzieć, ale to właśnie w tym miejscu Hermiona rozmawiała tydzień temu z przyjacielem. Boże, od tego czasu naprawdę minął tylko tydzień? A wydawałoby się, że cała wieczność.
Blondyn siedział na brzegu jeziora i co jakiś czas wrzucał kamienie do wody. To właśnie on z ich trójki był najbardziej sentymentalny.
Ona pisała o mnie? – zapytał Draco, siadając obok.
Terren nawet na niego nie spojrzał. Nadal w utartym schemacie rzucał kamykami.
Tak.
Jak...
Jak długo wiem o tym, że cię kocha? – wpadł mu w słowo Terren.
Coś tak jakby.
Podejrzewałem to od dawna. Ona też to wiedziała od jakiegoś czasu, ale nie chciała się do tego przyznać. Nawet przed samą sobą. Podświadome czuła to, od kiedy się pokłóciliście po tym artykule.
A świadomie? – zapytał cicho Smok.
Nie wiem – powiedział Terren – nie wiem wszystkiego, ale wydaje mi się, że po tym, jak nam o wszystkim powiedziałeś.
Czasami mam ochotę cię zabić – mruknął Draco.
Terren obrócił głowę w jego stronę.  Jego zielone oczy były smutne.
Wybacz jej.
Malfoy westchnął ciężko.
Wiem, że zrobiłem ci najgorsze świństwo i mnie nienawidzisz, ale wybacz przynajmniej jej.
Właśnie to jest to, Terry.
Higgs skrzywił się. Nienawidził tej odmiany swojego imienia.
Co? – zapytał.
Jej nie umiem wybaczyć – mruknął ledwie słyszalnie. – Tobie tak.
Czemu? – zdziwił się przyjaciel.
Wiesz, że nie lubię się dzielić – zaczął cicho – właściwe nie byłem z nią nigdy, ale sama myśl, że ona jest z innym facetem, doprowadzała mnie do szału. Jednak gdybym był na twoim miejscu... zrobiłbym to samo.
A to o kobietach mówią, że to słaba płeć – mruknął tylko Terren.
Prefekt uśmiechnął się lekko.
Milczeli chwilę. Terren wiedział, że Draco chce go o wiele zapytać, ale boi się odpowiedzi.
Widziałeś się z nią od tego czasu? – zapytał w końcu.
Tylko raz – odpowiedział szczerze Terren – na korytarzu, w przelocie.
Kim ona dla ciebie jest?
Gdy kazałeś mi jej pilnować.... myślałem o niej, jak o twojej kolejnej dziewczynie, ale wiedziałem, że ci na niej zależy. Z czasem polubiłem ją. Stwierdzenie, że jesteśmy przyjaciółmi, jest w tej sytuacji trochę ryzykowne. Potem zaczęła do mnie przychodzić, kiedy była na ciebie wściekła, a to się często zdarzało.
Oboje uśmiechnęli się; oczy Draco pozostały jednak smutne.
I ta kretyńska sytuacja – Terren pokręcił głową. – Nigdy nie myślałem o niej w tej kategorii... Ale jak mnie pocałowała... wybacz, stary – dodał, widząc grymas Malfoya.
Mów dalej, chcę znać prawdę – mruknął tylko szukający.
Wiesz, jak ona działa na facetów – rzucił tylko Terren. – Niby nigdy nic, ale jak czegoś pragnie, to potrafi. Nie chciałem tego – dodał szczerze. – Owszem, uświadomiłem sobie, że jej pragnę, ale nie chciałem wylądować z nią w łóżku przez wzgląd na ciebie.
Oszczędź mi szczegółów – odezwał się prefekt.
Terrence skinął głową.
Ale stało się. Dopiero na drugi dzień zrozumiałem, co nią kierowało. Pragnęła ciebie, Draco. A że nie mogła cię mieć, to przyszła do mnie. Zawsze jej cię przypominałem. Mówiła, że jesteśmy podobni z wyglądu, te same funkcje, zainteresowania. Podświadomie myślała o takim rozwiązaniu. Skłóciła naszą trójkę, by nigdy nie narazić ciebie.
Na co? – prychnął Draco.
Ona wie, że chcesz mieć kiedyś dzieci. Hyperion ci to uniemożliwił, jeśli chodzi o nią.
Mów dalej.
Więc stwierdziła, że przyjdzie do mnie – mówił cicho Terren, wpatrując się w ciemną toń jeziora – lubi mnie, przypominam jej ciebie, łatwo jej było myśleć, że jest z tobą. Nie pomyślała tylko o tym, że będziesz wściekły na mnie. Tego akurat nie planowała. Wiedziała, że jej tego nie wybaczysz. Zna cię. Wiedziała, że jeśli się pogodzicie, żadne z was nie utrzyma rąk przy sobie i narazi ciebie.
A ona? Przecież będzie cierpieć.
To ani razu nie przemknęło jej przez głowę. Skupiła się tylko na tobie.
Powiedziała ci to?
Nie.
To skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz? – zapytał prosto z mostu Draco.
A po co miałbym kłamać? Chcę żebyście się pogodzili. Jak chcesz, to mogę ci pozwolić wejść do mojego umysłu. Zobaczysz, że mówię prawdę.
Draco skinął głową, zgadzając się z nim.
Tylko – zachichotał cicho Terren – nigdy nie pomyślała, że się w tobie zakocha.
Przez twarz Dracona przemknął lekki uśmiech. A więc myślała o nim. Tylko o nim. Skupiła się na tym, żeby nigdy nie musiał przez nią cierpieć w przyszłości. Założyła, że nie zależy mu tak mocno i się z tego otrząśnie, znajdzie inną kobietę, która będzie go godna. A to, że sama coś straci...
Nie myślała, że straci – powiedział cicho Higgs. – Nie dopuszczała do siebie tej myśli. Chciała, żebyś nie był narażony na Klątwę.
Daj mi pomyśleć w spokoju – ochrzanił go Draco.
Siedzieli w milczeniu. Draco udawał, że myślał, a Terrence dał mu spokój i w milczeniu wyłapywał jego myśli.
Obserwował spokojnie jezioro. Co jakiś czas na powierzchni pojawiała się macka wielkiej kałamarnicy. Najwidoczniej ktoś powrzucał do jeziora kawałki chleba i kałamarnica zbierała je.
Terren nie potrzebował oklumencji, by wyłapać niektóre myśli przyjaciela. Najpierw w jego głowie panował wielki chaos, potem się uspokajało. Gdy Draco zaczął myśleć o Hermionie, Terry zaczął nucić pod nosem, żeby zagłuszyć jego myśli.
Zamknij się, próbuje myśleć.
To myśl ciszej – odciął się kumpel.
Malfoy, mrucząc pod nosem dał mu spokój, a Terren śpiewał głośniej.
– I used to think that I could not go on, and life was nothing but an awful song...– Czy ty musisz słuchać takich śmieci?
Zamknij się, to klasyka. Wybijasz mnie z rytmu. But now I know the meaning of true love, I'm leaning on the Everlasting Arms. *
Terren, kurwa! Zmień repertuar!
No dobra, nie denerwuj się tak. Ostatnio zrobiłeś się jakiś drażliwy...  You can't tell me it's not worth dying for, You know it's true...*– Boże mój – jęknął Draco  szturchnął go w ramię. –  To już Kelly jest lepszy!
  – Nie znasz się – podsumował go z godnością przyjaciel. – Everything I do, I do it for you.
  – I tak ci nie wierzę – syknął.
   Terrence zaczął chichotać, ale śpiewał dalej.
  – Look into you heart…
  – Za jakie grzechy...
  – You will find, there's nothing left to hide.
  – Przestań! – warknął Draco, ale kąciki ust mu drgały, a oczy zaczynały błyszczeć od powstrzymywanego śmiechu.
  – Mama zawsze mówiła, że ładnie śpiewam. Take me as I am - take my life.
  – Pięknie – mruknął prefekt bez sarkazmu – ale zamknij się.
   Higgs uśmiechnął się przekornie i śpiewał dalej.
   Szukający z niechęcią musiał przyznać, że Terren umie śpiewać, wczuwał się w piosenkę. Malfoy, pomimo że narzekał na to, czego słucha przyjaciel, znał tą piosenkę i wiedział do czego porównać jego wykonanie. Terrence nieźle udawał Briana Adamsa.
  – I would give it all I would sacrifice. Don't tell my it's not worth fighting for.  I can't help it there' s nothing I want more. You know it's true. Everything I do, I do it for you.
  – Myślałeś kiedyś o muzyce jak o rozwiązaniu na przyszłość? – zapytał całkiem poważnie Draco.
   Terren zaśmiał się.
  – Daj spokój – powiedział tylko – powiedz lepiej, do czego doszedłeś.
  – Nie dałeś mi myśleć! – wytknął mu prefekt.
   Przyjaciel wywrócił oczami.
  – A co innego umiesz? – zapytał Draco, zmieniając temat.
  – Co mam umieć?
  – Śpiewać.
   Terren wzruszył ramionami. Czuł, że nad przepaścią jaka ich dzieliła, zaczyna się pojawiać cienki most i on chciał go za wszelką cenę utrzymać. Nie mógł pozwolić, by ta pajęcza sieć się zerwała.
  – A co byś chciał?
  – Coś nastrojowego. Jakiegoś typowego smenta.
   Poszukał w pamięci czegoś na specjalnie okazje.
  – I've been meaning to tell you...* znasz to?
  – Tak, ale znajdź coś innego.
  – Młodsze, starsze?
  – Obojętnie.
   Musiał więc znów szperać w pamięci i szukać zamulających piosenek.
  – Okej, a to... Someone told me long ago, there's a calm before the storm, I know it's been coming for some time..*
  – Nie to – narzekał Draco.
  – Zdecyduj się, człowieku, to nie granie na życzenie. Okej, a to... Every breath you take, and every move you make, every bond you break every step you take...*
  – Nie, ten facet miał nie po kolei w głowie.
  – Kurwa, to czego TY słuchasz? Chopina?!
  – No znajdź coś, bo nie mogę myśleć – mruknął Draco.
   Coś w tym było. Na próbie z Lucasem i Dominique zauważył, że lepiej mu się myśli
o Granger przy muzyce.
   Terren znów zamyślił się na chwilę i zaczął inną piosenkę.
  – Over and over I look in your eyes. You are all  desire... Pasuje ci?
  – Latin? Dawaj - uśmiechnął się Draco.
   Właściwie już przemyślał wszystko, ale chciał usłyszeć, jak śpiewa Terren. Bo, na Merlina, ma facet talent.
  – You have captured me. I want to hold you,  I want be to close to you. I never want to let go.
I wish that this night would never end.  need to know.
Could I hold you for a lifetime
Could I look into your eyes
Could I have this night to share this night together
Could I hold you close beside me
Could I hold I have this kiss forever
Could I hold I have this kiss forever, forever.

Over and over I've dreamed of this night
Now you` re here by my side
You are next to me
I want to hold you and touch you and taste you
And make you want no one but me
I wish that this kiss could never end
Oh baby please

Could I hold you for a lifetime
Could I look into your eyes
Could I have this night to share this night together
Could I hold you close beside me
Could I hold you for all time
Could I could I have this kiss forever
Could I could I have this kiss forever, forever

I don’t want any night to go by
Without you by my side
I just want all my days
Spent being next to you
Lived for just loving you
And baby, oh by the way

Could I hold you for a lifetime
Could I look into your eyes
Could I have this night to share this night together
Could I hold you close beside me
Could I hold you for all time
Could I could I have this kiss forever
Could I could I have this kiss forever, forever *


   Gdy skończył śpiewać, milczeli jakiś czas.
   Draco, bo myślał nad słowami piosenki. Terren, bo gardło mu wysiadało. Dawno nie śpiewał.
  – Żałujesz?
  – Czego? – zapytał lekko zachrypniętym głosem Terrence.
  – Tamtej nocy.
  – Tak – powiedział cicho – jeśli czytałeś to co napisałem....
  – Czytałem – wtrącił Draco
  – To wiesz – ciągnął Higgs, jakby mu nikt nie przerwał – że oboje czuliśmy się z tym paskudnie. Nie wiem, kto był po tym bardziej rozgoryczony...
  – Czemu? – zapytał od razu Draco – za słaba dla ciebie? – dodał trochę złośliwie, ale ponuro.
  – Nie – pokręcił głową kumpel – jest niezła, ale...
  – Dokończ.
  – To świństwo – mruknął lekko zawstydzony.
  – Poświecę się.
  – Okej, sam chciałeś. Jak się kochaliśmy... w czasie orgazmu to twoje imię krzyczała... – powiedział Terren i spojrzał Draconowi prosto w oczy – nie wzywała Boga tak, jak wiele kobiet, czy tego, z kim się kochała, tylko ciebie.
   Malfoy odwrócił wzrok.
  – Jaka jest? – zapytał cicho.
   Czuł się podle. Nigdy nie sądził, że będzie musiał o to pytać kumpla. Był pewien, że może mieć każdą.
  – Namiętna – powiedział Terren – ale serio, jeżeli mam ci opisywać każdy cal jej ciała, to wybacz, ale nie.
  – Nie, dzięki.
  – Wkurzony, że to nie ciebie wybrała? – zapytał kilka minut później prefekt.
  – Nie – wzruszył ramionami Terrence – no dobra, może trochę – dodał, widząc kpiące spojrzenie Draco – ale wolę, żeby była z tobą. I odpowiadając na twoje pytanie, chcę tego, bo ona tego chce.
   Znów zapadło milczeniu. Ale to było inne milczenie, niż dotychczas. Nie było w nim niezręczności czy napięcia.
  – Wybaczysz jej? – zapytał w końcu Terren.
  – Cały czas pytasz o nią, nie interesuje cię, czy tobie odpuszczę?
  – Szczerze, to mniej mi na tym zależy. Ona ma być szczęśliwa – powiedział cicho.
  – Czemu ci tak na niej zależy? – zapytał lekko zdenerwowany Draco.
  – Smoku, zrozum – westchnął jego rozmówca – gdyby to do ciebie przychodziła codziennie, zawsze  w rozsypce, co byś zrobił? Ona cały czas płakała i mówiła o tobie. Teraz wolałbym, żeby była szczęśliwa.
   Draco westchnął.
  – Właśnie to jest ironia losu – mruknął.
  – Co masz na myśli?
  – Tobie mogę wybaczyć. Jestem na najlepszej drodze do tego – zaśmiał się ponuro – ale ona... Nawet mi nie powiedziała, że tego żałuje.
  – A te listy ci nie wystarczą?
  – Nie wiem – mruknął prefekt – dają do myślenia, ale... zobaczę, co będzie. A z drugiej strony...
  – Co?
  – Wybaczyłem ci – powiedział.
   Terren skinął lekko głową.
   Draco uśmiechnął się słabo. Zawsze zapominał, że Terren jest arystokratą, ale teraz to było widać, ta skłonność do niechęci, by podziękować, aroganckie spojrzenie, czy uniesiona wysoko głowa. Arystokrata w każdym calu.
  – Nic dziwnego, że wybrała ciebie – mruknął cicho, tak cicho, że przyjaciel tego nie usłyszał. – Ale – dodał głośniej – wybaczyłem ci, lecz nie zapomniałem. Nigdy nie zapomnę.
   Terren w żaden sposób nie skomentował jego wypowiedzi. Nie patrząc na niego powiedział tylko jedno:
  – Dziękuję.
   Milczeli długo, oboje pogrążeni w myślach.
  – Chodź, Terry – mruknął w końcu Draco. –  Nie ma co tu siedzieć.
   Chłopak skinął głową i wstał.
   Poszli do zamku, już pogodzeni.

***


fragmenty piosenek :
R.Kelly – I believe I can fly
Bryan Adams – Everything I do
Hungry eyes - Eric Carmen - Dirty Dancing
Creedence Clearwater Revival – Have You Ever Seen Rain
The Police – Every Breath you take
Enrique Iglesias ft. Whitney Houston - Could I Could I Have This Kiss Forever


***
Wkurzajcie się ile chcecie, ale jestem chora i mam dość. Mam bałagan w życiu i muszę to ogarnąć.
Krótko, bo krótko, ale jest. Mam również małe problemy techniczne.
Obiecałam, że będzie? I jest.


Do piątku.
Nox.

piątek, 15 marca 2013

rozdział 37

~*~*~*~
Z dedykacją dla Patrycji. Za to, że jesteś. Za wszystko :*
~*~*~*~

On był w każdym jej śnie, pojawiał się nocą, gdy zamykała oczy. Czuła jego obecność jakby stał obok niej, czuła go w sercu. *
Blaise siedział koło Pansy w Pokoju Wspólnym i czekał niecierpliwie na Draco. Smok mówił, że nie wychodzi na długo, ale jego nieobecność trwała już dobrą godzinę. Był czwartek i Diabeł był umówiony.
– No i gdzie on się szlaja?! – syknął, po raz kolejny tracąc cierpliwość.
– Udaje, że myśli – powiedziała spokojnie Pansy.
Przyzwyczaiła się do czekania. Draco, tak jak koty, chadzał własnym ścieżkami i nikt nie wiedział do końca, co dzieje się w głowie młodego Malfoya.
– To niech myśli tutaj! – warknął Diabeł. – Zna ten zamek na pamięć, jak chciał pozwiedzać zabytki, to mógł mi powiedzieć, pomógłbym mu trafić do Munga!
– Blaise – westchnęła Pansy – spokojnie, wiesz jaki on jest.
– Wiem i to mnie najbardziej wkurza; to, że jest taki...
– Hej! – usłyszeli koło siebie znajomy głos. – Kogo obgadujecie?
Na oparciu jego fotela przysiadł właśnie Draco Malfoy.
– W końcu, Smoku! – wykrzyknął Diabeł, powstrzymując się przed jadowitą gadką. – Mam ci to oddać.
– Co? – zainteresował się Malfoy Junior.
– To od Terry’ego – powiedziała Pansy i wywróciła oczami, widząc grymas na twarzy blondyna.
– Prosił, żebyśmy ci to dali – wtrącił Blaise.
Pansy wyciągnęła w jego stronę kilka kopert.
– Nie wiemy, co to jest – rzuciła mu na kolana plik listów. – Powiedział jedynie, że masz czytać tak, jak są poukładane.
– Co to jest za szopka? – zapytał z lekkim prychnięciem Draco i dotknął długimi palcami pliku kartek.
– Nie wiem – pokręciła głową Pansy.
– Powiedział jedynie, że jeśli po tym nie będziesz chciał go znać, to to zrozumie, ale chciał żebyś z nim pogadał, jak to przeczytasz. Chyba naprawdę mu na tym zależy – dodał Diabeł
i wstał. – Zwijam się, bo i tak jestem spóźniony. Pansy, nie pozwól im się pozabijać, jak coś, to daj znać, wrócę.
Skinął im głową i zniknął za drzwiami Pokoju Wspólnego.
Dwójka Ślizgonów siedziała przez chwilę w milczeniu.
– Pansy?
– Co?
– Czemu wszyscy chcą, żebyśmy się pogodzili? – zapytał cicho Draco.
– Może dlatego, że teraz nie jesteście sobą? – zapytała nieco zimno Pansy i odeszła bez słowa do swojego dormitorium.
Młody Malfoy z niechęcią rozwiązał pakiecik, obwiązany zieloną wstążką. Listów było osiem.
– Co to jest? – mruknął do siebie Draco.
Jednym sprawnym ruchem ręki otworzył pierwszą kopertę i wyciągnął z niej pergamin. Kartka była złożona na pół. Rozłożył ją. Ktoś musiał pisać list w pośpiechu. Dopiero po chwili rozpoznał charakter pisma.

         
   Terren,
        wiem, że nie powinnam do Ciebie pisać, ale to jest
    silniejsze do mnie. Harry ma na pieńku z Ginny i nie chcę
    go w to znów plątać. Parvati jest zajęta Blaisem. Draco
    mnie nienawidzi, a ja muszę z kimś pogadać.
        Po tym wszystkim co się stało, ma prawo być na
    mnie wściekły, więc nie jestem na niego zła. Żałuję dwóch
     rzeczy.
        Po pierwsze: zabrał mi Ciebie; pilnuje Cię i nie
    mogę z Tobą nawet pogadać… ale może to i dobrze, bo nie
    wiem, czy utrzymałabym ręce przy sobie.
        Po drugie: żałuję ze względu na niego, Ty chyba
    tak samo, prawda?
    Możesz się już więcej do mnie nie odezwać, ale wiesz
    dlatego to zrobiłam, prawda? Jesteś synem Uberto, musisz
    wiedzieć. Wiedziałeś to już wtedy, gdy opatrywałam Ci
    rany. Wiesz, że kochałam się z Tobą między innymi
    dlatego, że bardzo mi go przypominasz.
        Zabij mnie za to, ale to mnie do tego przekonało.
    Jesteście do siebie tak podobni z charakteru, że nie mogłam
    się powstrzymać.
        Musiałam to komuś powiedzieć. Cieszę się, że
    odważyłam się to powiedzieć Tobie.
    Kocham Cię, ale wiesz, że jesteś dla mnie najlepszym
    przyjacielem.
    Proszę Cię, odpisz mi, bo nie chcę stracić Was obu.
            Hermiona
        P.S. Co z nim?


Draco powoli odłożył list na stolik.
Jego podejrzenia był słuszne. Zrobiła to, bo są podobni. Mimo, że w liście tylko raz padło jego imię, to wiedział, że Granger pisała o nim. Prawie mechanicznie sięgnął po następny list.

            Terren,
        wiedziałam, że to zrozumiesz.
    Byłeś tego pewien i dlatego do tego dopuściliśmy.
    Pamiętasz, jak mówiłam, że jesteś moim Aniołem?
    Zrobiłeś to, chociaż wiedziałeś, że będzie na Ciebie
    wściekły. Zawsze będziemy przyjaciółmi, nawet
    jeśli on tego nie chce.
    Męczy mnie tylko jedno.
    Dlaczego? Co Tobą kierowało? On jest dla Ciebie
    ważny, to Twój przyjaciel. Czemu to dla mnie
    zrobiłeś? Przecież mogłeś go stracić!
    Nie wyrzucam Ci tego, po prostu dopiero teraz
    zaczynam rozumieć, co zrobiłam. Co straciłam.
    Bo straciłam, prawda?
        Mówił mi to już dawno, ale wtedy nie
    wiedziałam, co jest dla mnie najważniejsze.
        Terren, wiesz, że bardzo mi na Tobie
    zależy, ale  on... przeraża mnie to co czuję.    
    To się nie nadaje do tego, żeby umieścić to w liście
Opowiem Ci, jak w końcu będziesz mógł ze mną
porozmawiać.
        Trzymaj się, on Ci wybaczy.
            Hermiona.


Blondyn przeczytał ten list dwa razy. Dłonie trzęsły mu się z emocji.
Co miała na myśli, pisząc "Bo straciłam, prawda?" Co straciła? Czego jej brakowało? Co czuła?
Przypomniał sobie, jak kiedyś jej to powiedział.

(wspomnienie)
Nadal dotykając jej twarzy, podał jej pergamin.
– Nie wiesz co straciłaś, Granger – powiedział cicho zimnym tonem i odwrócił się.
– Malfoy!
Zatrzymał się, ale nie obrócił się w jej stronę. Nawet na nią nie spojrzał.
– Ślizgoni się zmieniają, ale nie ty. Zawsze będziesz wrednym i bezczelnym ignorantem. Jak twój ojciec.
Poznała go na tyle, że wiedziała, iż tą ostatnią uwagą go zrani.
– Bo ja się nie zmieniam. Dla nikogo – powiedział chłodno – a już na pewno nie dla ciebie – dodał jeszcze zimniej i trzasnął drzwiami.
(koniec wspomnienia)

No dobra, ale czy naprawdę wzięła to sobie do serca? Czy chodziło jej o to, że przez noc
z Terrencem straciła jego, Dracona?
Dość trudno w to uwierzyć.
Niepewnie sięgnął po trzeci list.

            Terren,
        to mogłoby się wydawać śmieszne, gdyby
    nie  było straszne.
     On mi się nawet śni, a znasz mnie i wiesz, że to
     nie są grzeczne sny. Ani trochę. Budzę się w
     środku nocy i myślę o nim. Jaki jest naprawdę,
     co umie...
        Wiem, że to się robi żałosne, bo piszę o tym
     do Ciebie, ale nie wiem, co z tym zrobić. Nikt
     tego nie zrozumie.
        On pewnie by mi pomógł, ale nie chce nawet
     na mnie patrzeć. To boli, Terren. Niby to ja
     zrobiłam świństwo jemu. Znaczy, nigdy nie byliśmy
     razem, ani nic, ale wiem, co do mnie czuł. A przynajmniej
     podejrzewam.
        Co mam robić, Terren?
    On pojawia się w każdym moim śnie, wszystko mi
     o nim przypomina. Prawie cały czas myślę, co by było
     gdybym się z nim nie pokłóciła. Albo gdybym nie
     zaczęła z nim rozmawiać. Nie poznałabym wtedy Ciebie,
    ani nie czułabym tego, co teraz czuję. Nie byłabym sobą.
        Może jestem niewsypana i dlatego piszę takie
    bzdury, ale nie potrafię tego znieść.
    Jaką stratę poniosę teraz?
    Wcześniej utraciłam Ginny i Rona, czy teraz ceną
    będzie on?
    Szczerze, przeraża mnie to...
        Kocham,
            Hermiona.

O mało się nie uśmiechnął, gdy skończył czytać.
Zobaczył na pergaminie ślady małych kropelek. Łzy. Płakała, pisząc to. Bała się o przyszłość.
Przyszłość, w której mogła więcej nie spotkać właśnie jego.
Granger, co ty ukrywasz? Czy oboje byliśmy aż takim ślepi i nie widzieliśmy, zdaje się, oczywistego?
Rozerwał czwartą kopertę. Na prawie całej powierzchni było widać ślady łez.

          
  Terren,
        ja chcę go zobaczyć. Nic mnie nie obchodzi
     cały świat. Pewnie się z tego nie spowiadał, ale miałam
     małe starcie z Ronem. Pomógł mi, choć w ogóle nie powinien.
     Objął mnie przy nim, jakby to było dla niego codziennością.
     Był świetny w tym, co robił. Cholera, chcę żeby tak było już
    zawsze! Czemu marzenia się nie spełniają, Terren?
        Pomógł mi o wiele bardziej, niż na to zasługiwałam.
    Dopiekł Ronowi tak, że ten o mało co nie wyskoczył ze skóry.
    Żeby go jeszcze bardziej wkurzyć, zaczął mnie całować
    i rozbierać na jego oczach. Odpłynęłam, Terren.
    Teraz wiem, że to jest to.
    Pragnę go i żaden sen tego nie ukoi. Nigdy nie będę go
    mieć. Na pewno wiesz o Klątwie Hyperiona i wiesz jak
    się zachowywały  kobiety, które kochały potomków Blacka.
    Mnie też zaczyna przerastać opcja, że on nigdy nie będzie
    mój, w żaden sposób.
    Nie chce ze mną rozmawiać, nie chce mnie widzieć, nie
    chce mnie wysłuchać. Mogę na niego tylko patrzeć, ale to
    nic nie daje.
        Zniosłabym to o wiele lepiej, gdybyśmy chociaż
    rozmawiali. Nadzieja matką głupich....
    Terren, zwal to wszystko na mnie, pogódźcie się, muszę
    się z Tobą zobaczyć, inaczej oszaleję.
        Odzywa się chociaż do Ciebie?   
            Hermiona


List upadł mu na kolana, ale nawet tego nie zauważył.
Boże, Granger, jak mogliśmy być tak ślepi? Czemu nie mogliśmy o tym pogadać? Dobra, kłóciliśmy się, ale bez przesady. Powiedziałem ci, że cię pragnę. Czemu nie zrobiłaś tego samego?
Powiedziałaś kiedyś, że nie chcesz się we mnie zakochać, ale czy pożądanie jest lepsze?
Prawie się uśmiechnął. Hermiona Granger, księżniczka Gryffindoru, najbardziej chłonny umysł od czasów Wielkiej Czwórki, przyjaciółka Harry’ego Pottera i jedna z trójki, która pokonała Czarnego Pana pragnęła właśnie jego, Dracona Malfoya największego Casanovę Hogwartu od czasów Syriusza Blacka, wrednego i pozbawionego sumienia Ślizgona
z paskudą przeszłością, syna śmierciożercy. Czy to nie ironiczne?
Sięgnął po kolejny list. Pismo było ledwie czytelne. Musiała być roztrzęsiona, pisząc to. Cały był we łzach.

            Terren,
        co mam robić?
    On mnie nienawidzi. Brzydzi się mną. Nie chce nawet
    na mnie spojrzeć. Moja wina, ale ja nie wytrzymuję tego
    wszystkiego. Mam dość. Chcę, żeby był przy mnie.
    Cały czas o nim myślę. Jak mam się z nim pogodzić?
    Co zrobić, żeby zobaczył, że żałuję tego wszystkiego?!
    Przecież wiesz, że on jest najważniejszy. Myślałam, że   
    to Harry był dla mnie wszystkim, ale Wybraniec blednie
    w porównaniu z nim. Wszystko jest inne, niż było. On
    jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko.
    Każda dziewczyna, która do niego podejdzie...
    Nienawidzę ich.
        Mówił, że zawsze mogę do niego przyjść, jeśli coś
    będzie nie tak, jednak teraz nie chce mnie widzieć. Jego
    stosunek do mnie jest jeszcze gorszy, niż przez te
    pieprzone sześć lat szkoły.
    A śmiem myśleć, że byłam dla niego ważna....
    Zdrada to najgorsze, co może być. Boli najbardziej.
    Chyba lepiej by było, gdybym nigdy nie zaczęła z nim
    rozmawiać. Nikt by nie cierpiał tak, jak teraz.
        Pomóż mi, Terren.
            Hermiona.


Nawet nie myśląc, sięgnął po szósty list.

            Terren,
        nienawidzę go! Nienawidzę go za to, co czuję
    do niego. Mam dość! Nie mogę już znieść jego
    śmiechu w moich snach, ani milczenia w rzeczywistości.   
    Boje się, że on już nigdy się do mnie nie odzewie. Wiesz,
    jak mnie to przeraża? Wtedy już nic nie będzie ważne!
    Tylko on.
        Zachowuję się jak histeryczka, co? Niestety, on
    cały czas siedzi mi w głowie! Nie mogę się uczyć! Cały
    czas o nim myślę! Do płaczu doprowadza mnie każda
    myśl o nim. Dzisiaj w Wielkiej Sali spojrzał na mnie jakbym
    była niczym. Wcześniej to była obojętność lub drwina,
    a teraz nic, zupełnie nic. Tak, jak zawsze mogłam czytać w jego
    oczach, to teraz nie widzę w nich nic. Znów ma tą przeklętą
    maskę, za którą zawsze się chowa! Nie wiem, czy jest na mnie
    zły, czy się mną brzydzi, czy może zaczyna chcieć usłyszeć
    chociaż wyjaśnienia.
        Wolałabym, żeby zaczął znów się ze mną kłócić.
    Żeby znów mnie nienawidził. To wszystko jest lepsze
    od obojętności!
        Terren, Ty wiesz co czuję, prawda?
    Wiesz. Od jakiegoś czasu to podejrzewasz.
    Słyszałeś o tym powiedzeniu?
    "Dążymy zawsze do tego, co zabronione i pragniemy
      tego, co zakazane"
    Czemu ci pieprzeni Grecy mieli zawsze rację?!   
        Terren, on... co z nim? Napisz, co się z nim
    dzieje, bo inaczej oszaleję.   
            Miona.



Oj, Granger, a myślałem, że tylko ja nie wiem co robić. Ale ty jesteś w jeszcze większym dołku.
Draco przeczesał włosy. Skoro w niecały tydzień po tym, jak się pokłócili, Granger czuje się tak podle, to co teraz z nią się dzieje?
Z drżeniem rąk sięgnął po siódmy list.

            
Terren,
        ktoś musi to usłyszeć. Ktoś musi wiedzieć, co
    czuję, zanim oszaleję. Ktoś musi znać prawdę. Zachowaj
    ten list. Jak już zwariuję, to będzie niezły dowód.
        Okej, a teraz słuchaj i zapamiętaj to.
    Kocham go. I nic ani nikt tego nie zmieni.
    Żadne świństwo, jakie bym o nim usłyszała tego nie
    zmieni. Wiem o nim takie rzeczy, za które zabiłby
    każdy. Znam jego tajemnice. Wiem o nim prawie wszystko.
        A on mnie nienawidzi. Czy mogłam zrobić coś
    głupszego, niż wybaczyć wrogowi wszystkie łzy, cały ból
    i żal i na dodatek się w nim zakochać?
        Nie wiem, gdzie jest szczyt głupoty, ale chyba
    jestem blisko niego.
    Kocham tego cholernego drania, rozumiesz? Harry
    by mnie zabił, gdyby się o tym dowiedział. Nie chcę
    myśleć, co by zrobiła większość dziewczyn w szkole
    na wieść o tym.   
    Moja mama mówiła, że kocha się pomimo czegoś.   
    A ja go kocham za to, że istnieje. Że jest taki jaki jest,
    że ma gdzieś zasady, za wszystko i za nic.
    To się szybko nie zmieni. Jeśli on się do mnie nie
    odezwie do końca szkoły, to dostanę szału.
    Bo potem już nigdy go nie zobaczę, on sam o to
    zadba najlepiej.
        Terren, boje się, że on już nigdy się do
    mnie nawet nie uśmiechnie. Kocham go...
            Miona

    

Gdy skończył czytać, serce waliło mu jak oszalałe. Owszem, powiedział kiedyś Granger, że nie pozwoli na to, żeby wylądowali w łóżku, bo nie chce jej sprawiać bólu, jednak chyba jeszcze nie było takiej sytuacji, że Klątwa Hyperiona więziła i potomka Blacków i ich partnerów.
On sam cierpiał, bo nie mógł mieć Granger. Doprowadzało go to do szału. Jednakże nigdy nie poświęcił ani jednej myśli na to, że Gryfonka może czuć to samo.
Sytuacja bez wyjścia. Szach mat.
Mógł mieć Granger, gdyby był pozbawionym wszystkich uczuć sukinsynem, ale nie chciał tego, sama myśl o tym odrzucała go.
Granger go kochała. Kochała go, nadal kocha. Dlatego ani razu nie próbowała mu niczego wyjaśniać ani nie wchodziła mu w drogę. Wiedziała, że on też cierpi. Nie chciała mu jeszcze więcej dokładać i to dlatego uciekła do Terrena.
Uratowała ich oboje.
Gdyby zaczęła go uwodzić, uległby jej bardzo szybko, a wtedy obydwoje byliby skazani na ból. On, bo mimo wszystko zawsze chciał mieć dzieci, a ona, bo już nigdy nie czerpałaby przyjemności z seksu. Jej ruch był desperacki, ale w gruncie rzeczy dobry.
Gdyby się nie pokłócili i nie spędziłaby nocy z Terrencem, to już dawno by jej uległ. Przestałby się kontrolować w czasie niewinnego pocałunku i kochaliby się.
– Granger – westchnął nieświadomie i sięgnął po ostatni list.

            Draco,
        przeczytaj to.   
    Możesz być na mnie wściekły, że pokazałem Ci
    te listy, ale zrozum, ona jest dla mnie ważna.
    Nigdy nie chciałem Ci jej odebrać ani walczyć
    z Tobą. Była przybita, gdy się pokłóciliście.
    Wszyscy popełnialiśmy błędy, nie sądzisz?
    Ja nie powinienem jej ulegać, ona mogła tego
    nie zaczynać, a Ty porozmawiać z nią
    wcześniej.
        Smoku, ona Cię kocha. Czy to się
    już w ogóle nie liczy? Wiem, że nie jest Ci
    obojętna. Jednak jeśli tylko się nią bawiłeś
    i sprawdzałeś swoją silną wolę, to rozwalę Ci
    ten pusty łeb.
    Zraniliśmy Cię oboje, Miona i ja.
    Mnie możesz mieć gdzieś i nawet mnie zabić,
    ale pogadaj z nią. Te listy Cię nie ruszają?
    Gdy je dostawałem, był środek nocy, a papier był
    cały mokry od jej łez. Większość z nich wylała
    na Ciebie, nie na mnie.
    Kocham ją, nie będę tego ukrywał, ale kocham
    ją jak siostrę. Trochę wredne i ironiczne.
    Spałem z nią i siostra? Ale tak jest, Smoku.
        Zawsze na pierwszym miejscu stawiała
    Ciebie. Zawsze o Ciebie pytała, gdy byliście
    pokłóceni.
    Oboje tego żałujemy, ale ją to męczy za bardzo.
    Pogadaj z nią. Wiem, że jej zdrada boli. Cholernie
    boli, ale sam mówiłeś, że jest kobietą Twojego życia.
        Czy teraz przestała nią być, tylko dlatego, że przespała
    się ze mną? Draco, nie żyjemy w średniowieczu i nie
    odebrałem jej dziewictwa. Zresztą, sam mówiłeś, że
    nawet nie chcesz dziewic.
        Ona zasługuje na więcej. Nie chciała mnie,
    nie chciała Pottera, Kruma, Wiewióra, czy wielu
    innych. Żadnemu z nas nie powiedziała, że nas
    kocha, a przyznała się do tego, że kocha Ciebie.
         Zabij mnie i znienawidź do końca życia,
    ale jej wybacz. Błagam Cię o to przez wzgląd na
    to, co było i naszą zachwianą już i tak przyjaźń.
            Terren.
   P.S. Jestem na błoniach, jeśli będziesz chciał
    pogadać.

***

* - z internetu, nie pytajcie skąd, bo nie mam pojęcia.

No więc tak... :D
zabijcie mnie, ale musicie czekać do piątku na kontynuację.
Dziękuję za kolejne nominacje. Odpowiedzi szukajcie w notce o Liebster Award.
Dziękuję Roni, za przypominanie kiedy są nowe notki.
Dziękuję Alex za wszystkie rozmowy na gg.

Już z Beta :) Dziękuję, Camme.

Owszem, uwielbiam Enrique.
Zaufanie to coś czego nie można kupić w sklepie, ale jesteśmy na najlepszej drodze do pogodzenia się. ;p a to tak co do komentarzy.

Zapraszam do komentowania!

Pozdrawiam,
Nox

sobota, 9 marca 2013

rozdział 36

Proszę wybacz mi - nie wiem co mam robić
Nie zaprzeczaj mi - ten ból wciąż trwa
Proszę wybacz mi - jeśli potrzebujesz mnie tak jak ja ciebie

Bryan Adams - Please forgive me

Była środa. W poniedziałek miały się zacząć egzaminy i każdy chodził roztrzęsiony jak przed wojną. Nagle biblioteka zaczęła przeżywać swój renesans. Była najbardziej obleganym miejscem w cały zamku, gromadzili się w niej najczęściej uczniowie piątego i siódmego roku i na gwałt wypożyczali wszystkie księgi jakie były i mogłyby się im przydać.
Zegar wybił osiemnastą.
Draco czekał pod salką koło Wielkiej Sali ze znudzeniem, zastanawiając się,  kiedy pojawi się łaskawie Granger.
Jego zegarek pokazywał trzy minuty po pełnej godzinie i Malfoy zaczął się zastanawiać,  czy Granger nie zrobiła z niego idioty, gdy usłyszał raźnie kroki dwóch osób.
Na korytarzu pojawiła się dwójka osób. Sądząc po wyglądzie mogli mieć jakieś 25 lat na karku.
Kobieta była piękna i przyznać to musiał nawet Draco. Lśniące czarne włosy sięgały jej do łopatek i były naturalnie skręcone w drobne loczki. Miała prawie czarne oczy i pełne czerwone usta. Ciało o wymiarach modelki. Szła, kołysząc lekko biodrami. Lekki makijaż dodawał jej tylko uroku. Uśmiechała się serdecznie, a jej oczy błyszczały wewnętrznym ciepłem. Była ubrana w niebieską szatę i miała na nogach pięciocentymetrowe sandałki. Poruszała się z wdziękiem.
Mężczyzna też nie był byle jaki. Draco stwierdził, że chciałby tak wyglądać w jego wieku. Był szeroki w barach, jednak nie był mocno umięśniony, tylko wytrenowany i na pewno silny, ale na pierwszy rzut oka nie było tego widać. Brązowe włosy były ścięte krótko. Piwne oczy patrzyły na świat z lekką ironią, widać było, że miał burzliwą przeszłość, bo jego nos wyglądał jakby był kiedyś złamany. Był wysoki i szedł wyprostowany. Spowijała go granatowa szata.
Niezwykła dwójka podeszła do Draco, który przygadał się im bez zażenowania, za to z lekkim uśmieszkiem.
-Witam – odezwała się kobieta melodyjnym głosem.
-Cześć – powiedział nonszalancko Draco i jego uśmiech objął całą twarz.
-Jak sądzę to ciebie wybrała McGonagall na Prefekta Naczelnego i otwierającego Bal? - zapytał mężczyzna.
-Tak – odpowiedział krótko Draco
-I nazywasz się jak? - zapytał mężczyzna.
-Draco Malfoy – powiedział i wyciągnął w jego stronę rękę.
-Lucas Norton - odpowiedział swobodnie mężczyzna i uścisnął jego dłoń.
-Dominique Worth – dodała kobieta i również podała mu rękę.
-Gdzie twoja partnerka? - zapytał Lucas.
Draco nie zmienił swojej pozycji, dalej opierał się o ścianę, wzruszył tylko ramionami.
-Spóźnia się – odpowiedział tylko.
Dominique uśmiechnęła się.
-Podoba mi się – powiedziała, zerkając na Lucasa.
Ten pokręcił głową z rozbawieniem.
Wtedy pojawiła się lekko zadyszana Granger, która wiązała właśnie włosy w koka.
-Wybaczcie – wychrypiała, nie patrząc na Draco – ale zasiedziałam się przy książkach.
-Nic się nie stało – zbył jej przeprosiny Lucas – Luke Norton, a to Dominique. Wasi nauczyciele.
-Cześć. Hermiona Granger – uśmiechnęła się lekko Gryfonka.
-Okej, wejdźmy do tej klasy i dogadajmy się – powiedziała Dominique.
Lucas pchnął drzwi i ich oczom ukazała się wcale nie taka mała salka. Miała dobrze 20 metrów długości i 30 szerokości. W rogu stał mały stolik, a na nim gramofon. Koło stolika stało kilka ławek i kosz na śmieci. Nic więcej nie było w sali, oprócz kurzu.
-No cóż, nienajlepiej – mruknęła Dominique.
-Damy radę - mruknęła Hermiona i machnęła różdżką.
Kurz zniknął i salkę oświetliło kilka lamp. Okazało się, że sala jest bardzo dobrze dobrana do spełnienia swojej roli. Akustyka była idealna. Zero pogłosu czy echa.
Usiedli na ławkach z braku innego miejsca.
-McGonagall wybrała nas na nauczycieli – zaczął Lucas – bo stwierdziła, że w tym roku musicie pokazać klasę.
-Na czym to ma polegać? - zapytała jak zawsze praktyczna Hermiona – powiedziała jedynie, że mamy się tu zjawić i nic więcej.
-Cała sprawa jest prosta – odpowiedziała jej Dominique – Bal odbywa się co dziesięć lat, takie podsumowanie dekady. Wcześniej było ustalone, że Bal otwierali wszyscy Prefekci, ale potem ktoś stwierdził, że jak tańczy jedna para to jest lepszy efekt i tak tańczą tylko Prefekci Naczelni. Co jest jednak co jakiś czas kłopotliwe, bo zazwyczaj Prefektami Naczelnymi zostają Gryfoni albo Ślizgoni co utrudnia współpracę. A właśnie, z jakich domów jesteście?
Na twarzy Dracona pojawił się wredny uśmieszek.
-Slytherin.
-Gryffindor – powiedziała Hermiona.
-No to nam się trafiła para – westchnął Lucas.
-Damy radę – mruknęła Dominique niezrażona - mam nadzieję, że McGonagall powiedziała wam, że macie się ubrać jak wam wygodnie? - zapytała, patrząc na dwóję uczniów w szatach szkolnych.
Pokiwali głowami.
-Słuchajcie, tango nie jest trudne – powiedział Lucas – to tylko kwestia czasu, żeby się go nauczyć, choć jak na moje oko uczenie się czegokolwiek przed OWTM -ami jest bezcelowe, ale... - urwał znacząco.
-Im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy – wtrąciła Dominique i wstała – na początek sprawdzimy, jak wam idzie wczuwanie się w takt muzyki – dodała i podeszła do gramofonu.
-Naprawdę chcecie tańczyć w szatach szkolnych? - upewnił się Lucas.
-A wy chcecie nas uczyć w zwykłych szatach? - zapytał retorycznie Draco – oczywiście, że nie, ale nie cały zamek musi o tym wiedzieć, że mamy się czegoś uczyć. No i z drugiej strony, miałem się ubrać w garnitur trzyczęściowy z muszką, czy jak?
Lucas uśmiechał się lekko i ściągnął szatę. Miał na sobie czarne spodnie z cienkiego materiału i czarną koszulę, w której odpięte były dwa guziki pod szyją.
-No dobra -mruknął lekko rozbawiony Draco i sam ściągnął szatę.
Ciemne dżinsy ledwie trzymały mu się na biodrach. Rękawy białej koszuli od szat szkolnych podwinął tak, żeby lewy rękaw zakrywał Mroczny Znak.
-Może być? - zapytał z ironią, przeczesując włosy palcami – czy mam się iść przebrać?
-Tak jest dobrze – zapewnił go Lucas.
-Ty, Hermiona, też wyskakuj z ciuchów.
-Może ty, Dominique, zrobisz to pierwsza? - odcięła się Hermiona.
-Wolę Nikki – powiedziała odruchowo Dominique – to moi rodzice byli za bardzo pijani ma moim chrzcie i dali mi takie imię, ja sobie go nie wybrałam.
Gryfonka uśmiechnęła się do niej.
-Czemu narzekasz? Tobie rodzice nie dali na imię Hermiona – powiedziała tylko.
-Nie gadaj, Granger, tylko ściągaj ciuchy – powiedział Draco chłodno – albo idź się przebierz.
-Zamilcz, Malfoy – uśmiechnęła się słodko Hermiona i podeszła do Dominique, która nadal grzebała coś przy stosie płyt, które wyciągnęła z torebki.
Szepnęła jej coś do ucha, Dominique odpowiedziała jej z lekkim uśmiechem i pokiwała głową.
-Nikki, musimy zaczynać – powiedział Lucas.
-Wiem – powiedziała na odczep się i nadal rozmawiała cicho z Hermioną, by po chwili ściągnąć szatę, ukazując czarna sukienkę do ud z głębokim dekoltem – zaczynajmy.
Hermiona również ściągnęła szatę i Draco mimo że był na nią wściekły i odrzucało go jej ciało, bo spędziła noc z Terren' em ledwie powstrzymał się od westchnienia pełnego zachwytu.
Krótka czerwona sukienka ledwo co zakrywała jej uda, przez co jej nogi wydawały się dłuższe. Czarne wysokie szpilki potęgowały efekt. Sukienka przyległa do każdego skrawka jej ciała i ograniczała i tak już rozproszoną wyobraźnię Draco, która pracowała na wysokich obrotach. Dekolt był trójkąty ukazujący pełne piersi, których nie krępował stanik, ponieważ sukienka miała wycięcie na plecach. Gryfonka nie zwracała na niego uwagi, bo właśnie rozpuściła włosy, które wymknęły się jej spod gumki i spłynęły jej w lekkich falach na plecy aż do bioder.
Dominique pokiwała głową z uznaniem.
-Dobrze, że nie boisz się pokazywać ciała. Suknia, którą dostaniesz na Bal, może i będzie długa, ale wcięcia i tak będzie miała prawie do bioder, dekolt też nie będzie mały.
-Świetnie -mruknęła Hermiona, znów zbierając włosy w koka.
-I tak dobrze sobie radzisz – pocieszała ją Dominique – większość uczniów z waszych domów warczy na siebie jak tylko się zobaczy, dobrze, że trafił ci się taki Draco.
Gryfonka uśmiechnęła się pod nosem.
Dominique nie mogła się bardziej mylić.
-Ostatnio jesteśmy w obojętnych stosunkach – mruknęła.
-Dobra, koniec gadania! - zawyrokował stanowczo Lucas – najpierw chcę zobaczyć jak idzie wam tańczenie razem. Musicie sobie ufać, choć to będzie trudne. Przynajmniej na te kilka minut wyzbądźcie się negatywnych emocji, okej?
Draco skinął mu lekko głową, a Hermiona spojrzała na niego ze zwątpieniem.
-Miona, mogę tak mówić? - zapytał Lucas i gdy kiwnęła głową mówił dalej – wiem, że to nie łatwe, komuś zaufać, gdy się go nie lubi, ale musisz.
-Postaram się, ale niczego nie obiecuję – mruknęła Gryfonka.
-Dobrze, najpierw zatańczcie, proszę do zwykłej muzyki, potem skoncentrujemy się na tango. Puszczę wam trzy piosenki. To nie jest konkurs tańca, więc się nie bójcie – uśmiechnęła się Dominique – nie zdziwię się, jeśli którąś piosenkę poznacie.
Dominique nastawiła pierwszą płytę i popłynęła szybka muzyka.
Oboje uczniów uniosło brwi. (muzyka ,radzę słuchać)
-Serio? - zapytała zdziwiona Hermiona.
-No już, wiem, że za sobą nie przepadacie, ale chociaż próbujcie, bo McGonagall i tak wam nie odpuści. I jak się uprze, to będzie na każdej próbie.
Hermiona z największą niechęcią na jaką było ją stać podeszła do Dracona. On też nie miał zadowolonej miny.
-Możesz dać to głośniej, Nikki? - zapytał Draco.
Dominique wyciszyła pokój, przygasiła światło, dała głośniej muzykę i puściła piosenkę od początku.
Draco z niechęcią podszedł do Hermiony i zaczął tańczyć. Hermiona również zwaliła wszystko na kolej losu i zaczęła tańczyć. Tańczyli grzecznie, nie było mowy o żadnym dotyku, bo Draco nie mógł się przemóc i dotknąć Gryfonki. Ona wyczuwała jego niechęć i odruchowo się odsuwała.

Wciąż marzę o tym, że
Będę miał to wszystko
Ciągle czekam
Na coś więcej...

Tekst piosenki im nie pomagał.

Nadal pragnę
Mieć cię przy swoim boku
Wiem, że nasza miłość znika
Lecz niedługo znów zabłyśnie

Hermiona zaczęła się zastanawiać czy Harry nie maczał w tym palców, by to oni tańczyli na otwarciu Balu i czy nie wybiera piosenek, choć myśl była absurdalna, to pomogła jej się oderwać od tego, z kim tańczy.

I nie potrafię dostrzec dzisiaj
I nie potrafię dostrzec jutra
Wypalasz moją głowę od wewnątrz
I mój rozum nie funkcjonuje prawidłowo
I będę żył dzisiaj
I będę żył jutro
Nie ważne co zostało powiedziane lub zrobione
Nawet jeśli wszystko idzie źle
Nawet jeśli wszystko idzie źle
Nawet jeśli wszystko idzie źle
Wypalasz moją głowę od wewnątrz

Draco przeklinał dzień, w którym jego rodzice zdecydowali się na to, że ma iść do Hogwartu, on chciał iść do szkoły we Francji jak był mały, jego matka też tego chciała. Czemu nie zmienił szkoły po wojnie?
Oczywiście, za namową matki.
Draco, jaki ma sens przenoszenie się do Francji? Inny program nauczania, inni nauczyciele, no i nikogo nie będziesz znał. Blaise wraca do Hogwartu, idź z nim.”
No i wrócił do Hogwartu, ale teraz przeklinał ten dzień.

Wciąż szukam
Na zawsze w twoich oczach
Będę ostrożny
Lecz niedługo znów zabłyśniemy.

Draco czuł, że piosenka pasuje do tego, co się działo między nim a Granger i wcale mu się to nie podobało.
Sam nie wiedział, co zrobić i nie chciał się katować muzyką, by znaleźć odpowiedź.
Za dużo zostało powiedziane i zrobione, żeby to wszystko było tak jak dawniej, choćbym nie wiadomo jak tego chciał. Chciał wymazać ostatni tydzień ze swojego życia. Wtedy wszystko byłoby inaczej.
Mamił się tym, że może byłby wtedy z Granger...

Nawet jeśli wszystko idzie źle
Wypalasz moją głowę od wewnątrz
I nie potrafię dostrzec dzisiaj
I nie potrafię dostrzec jutra
Wypalasz moją głowę od wewnątrz
I nie potrafię dostrzec dzisiaj
I nie potrafię dostrzec jutra
Wypalasz moją głowę od wewnątrz
I nie potrafię dostrzec dzisiaj
I nie potrafię dostrzec jutra
Wypalasz moją głowę od wewnątrz
I mój rozum nie funkcjonuje prawidłowo
I będę żył dzisiaj
I będę żył jutro
Nie ważne co zostało powiedziane lub zrobione
Nawet jeśli wszystko idzie źle.

Piosenka skończyła się i Hermiona odetchnęła z ulgą.
-Nie cieszcie się – uśmiechnął się lekko Lucas – to dopiero początek.
Dominique puściła kolejną piosenkę i Hermiona jęknęła.
-Nikki!
-Wybacz, skarbie! - uśmiechnęła się ze szczerym współczuciem Dominique.
Draco spojrzał na Hermionę, jakby to była jej wina i objął ją z niechęcią w tali. (muzyka)

Pozwól mi być twoim bohaterem...
Czy zatańczyłabyś, gdybym poprosił cię do tańca?
Czy pobiegłabyś i nigdy nie spojrzała wstecz?
Czy płakałabyś widząc mnie we łzach?
I czy ocaliłabyś moją duszę tej nocy?

Draco przymknął oczy.
Kto do cholery wybrał te piosenki?!
Zabiję nawet jeśli to był Minister Magii.

Czy zadrżałabyś, gdybym dotknął twych ust?
Czy może śmiałabyś się?
Proszę, powiedz mi to..
Czy teraz mogłabyś umrzeć dla tego jedynego, którego kochasz?
Weź mnie w ramiona tej nocy...

No nie!
Granger zawsze drżała, gdy ją całował. Czy naprawę musi tu być i tego słuchać? Pragnął Granger, po mimo wszystko pragnął jej, może właśnie dlatego, że nie mógł jej mieć. Jednak podświadomie czuł, że to, co ich łączy (łączyło) to nie tylko fizyczne pożądanie.

Mogę być twoim bohaterem Kochanie
Mogę całować każde cierpienie
Będę przy tobie na zawsze
Możesz zabrać mi nawet oddech.

Coś w tym jest. Chciał być dla Granger tym, kim by tylko zapragnęła i wszystko runęło jak domek z kart. Nigdy nie myślał o tym, co by było, jakby mu się nie udało zdobyć Granger. Zawsze zakładał, że wygra. Nie dopuszczał do siebie myśli o porażce.

Czy przysięgłabyś
Że zawsze będziesz moja?
A może skłamałabyś?
I uciekłabyś i schowała się?
Czy aż tak ugrzązłem?
Czy straciłem rozum?
Nie dbam o to, jesteś przy mnie tej nocy.

Owszem stary, pomyślał, straciłem rozum i to dawno temu, gdy pomyślałem, że ona może być moja i zacząłem jej pragnąć, choć wiedziałem, że nigdy nie będzie moja. Nigdy nie chodziło tylko o seks.
Pragnę nie tylko ciała Granger, brakowało mi jej, gdy byliśmy pokłóceni. Gdy była koło mnie, miałem wszystko.

Mogę być twoim bohaterem Kochanie
Mogę scałować każde cierpienie
Będę przy tobie na zawsze
Możesz zabrać mi nawet oddech.

Zrozumiał, co go bolało najbardziej.
Myśl, że Granger nigdy nie będzie jego, zaczynała go prześladować i dobijać.
Klątwa Hyperiona miała działać w druga stronę, nie miała zabijać Malfoyów tylko ich partnerów.
Tutaj wszystko przybrało inny obrót.

Chcę cię tylko przytulić,
Chcę cię tylko przytulić,
Czy aż tak ugrzązłem?
Czy straciłem rozum?
Nie dbam o to, jesteś przy mnie tej nocy.

Właśnie.
Potrzebował Granger, rozpaczliwie pragnął jej nieobecności.
Nieświadomie przysunął się bliżej niej.
Gdy drgnęła, czując jego ciało tuż koło siebie, coś zakuło go w sercu.
Czy wolałaby, żeby był tu teraz Terren?

Mogę być twoim bohaterem Kochanie
Mogę całować każde cierpienie
Będę przy tobie na zawsze
Możesz zabrać mi nawet oddech

Mogę być twoim bohaterem Kochanie
Mogę całować każde cierpienie
Będę przy tobie na zawsze
Możesz zabrać mi nawet oddech
Możesz zabrać mi nawet oddech
Mogę być twoim bohaterem...

-Dobrze, Draco – pochwaliła go Dominique cicho – pozbądź się tego...
Popłynął kolejny kawałek, nastrojowy i smutny. (muzyka)

Rozdzieleni oceanem, dzień po dniu
A ja powoli wariuję
Słyszę twój głos przez telefon
Ale to nie koi bólu
Jeśli prawie nigdy cię nie widziałem
Jak możemy mówić "na zawsze"

Draco spojrzał dziewczynie prosto w oczy i objął ją w talii. Westchnęła, ale pozwoliła mu na to. Nie miała innego wyjścia. Spojrzenie Draco było jednoznaczne.
To twoja wina, że nic nie jest na zawsze, ty to zepsułaś”

Dokądkolwiek pójdziesz
Cokolwiek zrobisz
Ja będę tutaj czekać na ciebie
Cokolwiek to znaczy
Lub jak bardzo złamie się moje serce
Ja tu będę czekać na ciebie

Dokładnie Granger.
Wiesz, że mnie zraniłaś. Zrobiłaś to świadomie. Czy aż tak bolało to, że chciałem być blisko?
Zastanów się, co straciłaś.

Uważałem za pewne, że za każdym razem
Gdy myślałem, że jakoś to przetrwam
Słysze śmiech, czuję łzy
Ale nie mogę być teraz blisko Ciebie
Skarbie, czy nie widzisz,
Że doprowadzasz mnie do szaleństwa
Zastanawiam się jak możemy ocalić
ten romans

Więcej straciliśmy niż zyskaliśmy Granger. Wiesz o tym tak samo dobrze jak ja. Też dobrze się przy mnie czujesz, ale teraz boisz się, że już nigdy się do ciebie nie odezwę. Boli cię moje milczenie i unikanie cię. Porównujesz to, co jest dzisiaj z tym, co było kilka dni temu i wiesz, że wtedy mieliśmy wszystko.

ale jeśli w końcu będę z tobą

Zaryzykuję

Myślałem, że każda kłótnia wnosi coś nowego, że to umacnia to, co było między nami. Ty jednak myślisz inaczej. Szaleństwem jest to, że oboje się pragniemy, ale nie możemy się mieć. Czy nie poszłaś do Terren' a, bo jest podobny do mnie i chciałaś się przekonać, czy będę zazdrosny, ale nie pomyślałaś w jakiej sytuacji stawia to jego? Nie pomyślałaś, że stracisz to wszystko?
Gdy piosenka się skończyła, Draco odsunął się od niej i dużo go kosztowało zachowanie obojętnego wyrazu twarzy.
-Szczerze? To myślałem, że będzie gorzej – powiedział z uśmiechem Lucas.
-Ja tak samo, póki jeszcze na siebie nie warczycie, zatańczcie to – poprosiła Dominique i puściła kolejną piosenkę. (muzyka)
-Nie – powiedział stanowczo – Nikki, nie!
-Proszę – uśmiechnęła się słodko – nie myśl o tym, że tu jesteśmy.
Draco nie zauważył tego, ale skinęła głową na Hermionę, która podeszła do niego krokiem, który zmącił mu zmysły. Każdy jej krok był pełen zmysłowości i pewności siebie.

Latający chłopak yeah racja.
Hej mama oni wołają na mnie "Chrapliwy".
Ja mam kieszenie pełne powodów dla których powinnaś być ze mną.
Kochanie ja mogę mówić "na zdrowie" nawet kiedy nie kichasz.
Ja będę twoim ratunkiem, nawet jeśli nie będziesz mnie potrzebować.
Mogę cię mieć marzącą, również kiedy śpisz
Ja pomogę wyrwać ci się np na weekend.
Ty powiedziałaś co byś chciała zrobić z nowym Enrique.
Ja wkładam płytę i włączam piosenkę na powtórne odtwarzanie.
I potem Ona popierała to jak powtórną rozgrywkę.

Mimo woli patrzył na jej uśmiech, uśmiech jakim mogła go obdarzyć jedynie Granger sprzed tygodnia, gdyby chciała coś osiągnąć. Uśmiech pełen obietnic i czegoś zakazanego. Gdy dotknęła jego torsu i ich ciała prawie zlały się w jedno, myślał, że oszaleje.

Kiedy mnie potrzebujesz.
Dziewczynko ja próbuję to ukryć.
Ale nie potrafię uciec przed tym kochanie.
Proszę wybacz mi.
Kiedy myślę o tobie moje myśli są bardzo erotyczne
Och kochanie!

Ta dziewczyna robiła to specjalnie. Uwodziła go samym tańcem. Nie zaważył kiedy, ale rozpuściła włosy i teraz wirowały razem z nią, gdy obróciła się do niego tyłem i zaczęła tańczyć sama, ale wiedział, że tańczy dla niego. Każdy ruch jej ciała był dla niego. Niemymi przeprosinami za to, co zrobiła i jak go zraniła.

Kochanie nie będę potępiać..
Ja wiem, że ty z nikim nie romansowałaś - intuicja och och.
I twoje oczy nie kłamią.
Ja wiem, że ty chcesz iść (być) ze mną dzisiejszej nocy.
Zobaczę cię prawdziwą (nagą)
Ale najpierw TY musisz....

Przestał myśleć i objął ja w talii, obracają ją w swoją stronę.
Nie wysunęła się z jego objęć, tylko uśmiechnęła się i odrzuciła głowę do tyłu.
Wiesz, że cię pragnę, Granger i nie ułatwiasz mi tego w żaden sposób.

...Pchać, pchać do tyłu i wprzód...
Spraw, abym uwierzył, że naprawdę tego pragniesz.
Pchaj, pchaj do tyłu i wprzód.
Wiem, ja nie potrafię ponaglić pragnienia.
Pchaj, pchaj, do tyłu i wprzód.
Idą naprzód, leżą jedno na drugim - Nie przestawaj!
Nie przestawaj przed świtem!
Tylko utrzymuj popychanie od tyłu...

Granger spojrzała mu w oczy, zmuszając go, by zaczął tańczyć, razem z nią. Zrobił to.
Pragnął jej od dawna. Gryfonka wiedziała o tym od dawna. Jeśli nie chciała jego zainteresowania, to nie tańczyłaby tak wyzywająco jak teraz.  Nie poruszałaby biodrami tak blisko niego w tak zmysłowy sposób, nie pozwoliłaby mu się dotknąć, nie przy tej piosence. Sugestia był aż za bardzo widoczna.

Pragniesz mnie? (Ty to wiesz).
Potrzebujesz mnie? (Ty to wiesz).
Będziesz mnie błagać? (Ty to wiesz).
Będziesz się ze mną drażnić? (Ty to wiesz).
Kochanie, ja...
Ja jestem swego rodzaju chłopcem,
Który nie doznał jeszcze prawdziwego podniecenia.
Kiedy masz,
Kiedy masz swoją prywatną imprezę
Mam nadzieje że jestem zaproszony.

Wydawało mu się, że światła przygasły jeszcze bardziej. To Lucas stwarzał nastrój, by zaczął tańczyć swobodniej. A on powoli tracił opanowanie...

Kochanie nie będę potępiać (przeklinać).
Ja wiem, że ty z nikim nie romansowałaś- intuicja och och.
I twoje oczy nie kłamią.
Ja wiem, że ty chcesz iść (być) ze mną dzisiejszej nocy.
Zobaczę cię prawdziwą (nagą)
Ale najpierw TY musisz....

Nie myśl o tym, że tu jesteśmy.
Głupota.
Gdyby wiedział, że nikogo tu nie ma, to już rozbierałby Granger, nie myśląc o niczym innym.

...Pchać, pchać do tyłu i wprzód...
Spraw, abym uwierzył, że naprawdę tego pragniesz.
Pchaj, pchaj do tyłu i wprzód.
Wiem, ja nie potrafię ponaglić pragnienia.
Pchaj, pchaj, do tyłu i wprzód.
Idą naprzód, leżą jedno na drugim- Nie przestawaj !
Nie przestawaj przed świtem!
Tylko utrzymuj popychanie od tyłu...

Przypomniała mu się chwila, gdy Gryfonka obiecała, że nigdy nie będzie tańczyć dla niego. Złamała to słowo, bo odeszła od niego i zaczęła tańczyć sama kilka kroków dalej z kocim uśmiechem na twarzy. Położyła mu dłoń na torsie i kazała cofnąć się kilka kroków. Niespodziewanie trafił na ścianę. Tam Lucas nie mógł wypatrzyć, co robią.

Teraz po tym jak tu wróciłaś po prostu przestań.
Teraz rzuć to jakby było gorące i wystrzel jak z broni...
I powstrzymaj to niczym strażnik, teraz porusz to jak w zegarku.
Twoje ciało krzyczy i twoja zdobycz jest wybuchem.
Ona chce to robić, robić to bez zwlekania.
Powiedziałem Jej, że mogę posuwać to, posuwać to po prostu niczym w sztafecie.
Ponieważ jestem bombowy, niczym wietrzny szlak.
Teraz pchaj to niczym sól i pieprz.

-Zatańcz ze mną – wymruczała mu do ucha i otarła się o niego biodrami.
Tak nie będzie, skarbie.
Odsunął się od ściany i zmusił ją tym samym, żeby również odeszła. Podszedł do niej i zaczął tańczyć jak nauczył go tego Blaise, który przyciągnął to z Kuby. Nie tylko kobieta mogła uwodzić w czasie tańca, on też to potrafił i teraz to robił. Widział, jak oczy dziewczyny rozszerzają się lekko. Wygrywał.

...Pchać, pchać do tyłu i wprzód...
Spraw, abym uwierzył, że naprawdę tego pragniesz.
Pchaj, pchaj do tyłu i wprzód.
Wiem, ja nie potrafię ponaglić pragnienia.
Pchaj, pchaj, do tyłu i wprzód.
Idą naprzód, leżą jedno na drugim- Nie przestawaj !
Nie przestawaj przed świtem!
Tylko utrzymuj popychanie od tyłu...
Pchaj, pchaj (dziewczynko)
Pcha, pchaj (dziewczynko)
Pchaj, pchaj (dziewczynko)
Pchaj, pchaj

Skończyli tańczyć.
Hermiona obejmowała go ramionami, a jego dłonie były na jej pośladkach.
Oddychali szybko i niespokojnie. Na obojgu taniec zrobił niesamowite wrażenie. Wiele wyjaśnił.
-Idealnie – usłyszeli głos Dominique i znów zapaliły się światła.
Draco odsunął się od Hermiony.
-Idealnie? - prychnął.
Lucas podał im butelki z wodą. Mieli prawo być zmęczeni. Tańczyli bite piętnaście minut. A szczególnie ostanie kilka minut było bardzo wyczerpujące.
-Już ci tłumaczę – zaczęła Dominique – wybrałam trzy piosenki i trzy gatunki. Trance, z którym wam nie szło. Pop latin, który do was pasuje. Pop-rock, co dało niezły efekt. Trzecia piosenka dała mi do myślenia. Na tym polega tango, na dotyku i uczuciach, nie muszą być pozytywne tylko silne i najlepiej gwałtowne. Specjaliści oceniają, że tango dobrze idzie, gdy para się nie lubi. Najlepiej jednak wychodzi parą, między którymi jest chemia. Wy musicie się naprawdę nie lubić, co?
-Trochę – przyznała Hermiona – a ostatnia piosenka?
-To dla testu – uśmiechnął się Lucas – potraficie zapomnieć o tym, że się nie lubicie i zagrać, że pragniecie swojego dotyku, choć, Hermiona, to zagranie na początku był nie fair.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
-Nie fair? - zapytała słodko – nie zauważyłam.
-Super – mruknął z ironią Draco – po prostu wczułaś się w piosenkę.
-Dokładnie.
-Okej – powiedziała Dominique – teraz już na poważnie. Draco, świetnie się wczuwasz w rytm i muzykę. A co do zagrań nie fair. Nie myśl, że nie widzieliśmy ostatniej piosenki. Pod koniec naprawdę pokazałeś, na co cię stać. Podejrzewam, że jeśli nas by tu nie było, to tańczylibyście o wiele lepiej.
-Poczekaj – przerwał jej Draco – lepiej, to znaczy co? Miałem zacząć ją rozbierać? - był na tyle bezczelny, że nawet nie udawał zawstydzonego po słowach Nikki – wtedy byłabyś zadowolona?
-Już jestem zadowolona – uśmiechnęła się Dominique – ale tango jest właśnie takie, Draco. Pop też.
-No dobra, fanatyczko – mruknął – co dalej?
-Umiesz się ruszać – powiedziała prosto z mostu Dominique – świetne ruchy i wyczucie partnera. A ty, Hermiona, nieźle ruszasz biodrami. Myślałaś o tym, żeby ćwiczyć taniec brzucha?
-Nie, dzięki – zaśmiała się Gryfonka.
-Poważnie. To dobre. Umiesz zmusić partnera do tańca, uwodzisz samym tańcem, choć Draco się szczególnie nie opierał...
-Ej! - warknął Ślizgon – to tylko taniec! Miałem tańczyć, jakby was tu nie było i to zrobiłem.
-Dobra, Dominique – odezwał się Lucas – bo zaczną się wkurzać. Miona, chodź, pokażę ci podstawy – dodał i podał rękę dziewczynie.
-Właśnie, Draco, ruszaj się.
Blondyn pokręcił głową i zeskoczył z ławki. Podszedł do Dominique.
-Najpierw musisz ogarnąć kroki. Pierwsze jest mocne, drugie słabe, mocne i słabe, do czterech.
-Jasne – mruknął nieprzejęty Draco, odgarniając włosy z czoła.
-Kumasz? Rytmicznie to jest tak wolno, szybko, szybko, wolno.
-Co dalej? - zapytał obojętnie, kątem oka obserwując, jak Lucas tłumaczy to samo Hermionie.
Tyle, że ona w przeciwieństwie do niego słuchała tego, co mówił Luke.
-Draco - syknęła Dominique – skup się.
-Najpierw każesz mi tańczyć z Granger i zmuszasz mnie, żebym zaczął ją prawie rozbierać, a teraz każesz mi się skupić na jakichś nudnych krokach do tanga. Jak ja mam to zrobić?
Wiele osób na miejscu Dominique byłoby oburzone jego bezpośredniością jak i arogancją. Ale ona tylko się roześmiała.
-Nieźle, a teraz słuchaj. Lewa noga w przód, prawa w tył, prawa w przód, lewa w tył, lewa w bok, prawa w bok, do lewej, dostaw do prawej. Zapamiętałeś, czy mam powtórzyć?
-Co? - zapytał roztargniony Draco, bardziej skupiony na obserwowaniu Lucasa i Granger niż na krokach tanga. - tak, jasne, wszystko pamiętam.
-No dobra – powiedziała Dominique, a w jej oczach błyszczały ironiczne błyski – przyciągasz mnie do siebie prawą rękę i kładziesz ją mi na plecach, a ja tobie na ramieniu. Twarz wysoko i w lewo, blisko mnie ciało. Draco! No już.
Blondyn z westchnieniem posłuchał jej i zrobił, co mu kazała.
Objął ją w talii i przyciągnął blisko do siebie. Miał poważną minę i unosił głowę arogancko w lewo, patrząc na Nikki z wyższością.
-Okej, wolno, szybko, szybko, wolno. W przód i do tyłu.
Draco wykonał polecenie bezbłędnie. Gdy Dominique chciała mu udzielić następnych instrukcji, to westchnął i wyprzedził jej słowa.
-Daruj sobie tę gadkę – mruknął i zaczął prowadzić w tańcu.
Dominique nie zdobyła się nawet na to, żeby otworzyć usta ze zdziwienia.
Dała się poprowadzić, by Draco zatańczył bez jej pomocy idealne tango, nie myląc ani jednego kroku. Była w tak ciężkim szoku, że odezwała się dopiero wtedy, gdy skończyli tańczyć.
-Umiesz tango? - wykrztusiła.
-Szybko się uczę – uśmiechnął się rozbrajająco.
-Luke!
-Widziałem – rozległ się słaby głos.
Lucas stał niedaleko nich z miną pełną niedowierzania. Hermiona za to spoglądała na Draco ze złością.
-Draco, przyszedłeś tu na darmo. Masz to w małym palcu.
Chłopak wzruszył ramionami, nieprzejęty.
-Czekajcie! - powiedziała Dominique i wybiegła z Sali.
Wróciła po czterech minutach, prowadząc dyrektorkę.
-Nie, pani profesor, proszę się nie denerwować, to nic groźnego – usłyszeli jej spokojny głos – nic nie nabroili. Mamy tylko pewną sytuację do przemyślenia – weszły obydwie do sali.
-Norton, co tu się dzieje? - zapytała od razu McGonagall.
-No cóż, pani profesor, Draco przyszedł tu na próżno.
-A niby dlaczego? Jest prefektem i to tradycja szkoły, że musi tańczyć! Czyżby odmówił?
-Nie, pani profesor – powiedziała szybko Dominique – chodzi o to, że Draco umie tango. Nie ma po co przychodzić uczyć się od nas.
-A panna Granger? - zapytała McGonagall.
-Hermiona musi zostać – powiedział Lucas.
-Mogę zobaczyć umiejętności pana Malfoya? -zapytała McGonagall.
-Oczywiście – powiedziała natychmiast Dominique – Draco, chodź. Luke, puść muzykę proszę.
Ślizgon i Dominique wyszli na środek sali, a Lucas machnął od niechcenia różdżką i znikąd popłynęła muzyka.
Teraz Hermiona miała okazję zobaczyć, co potrafi Dracon.
A potrafił dużo. Myślała, że w „Studio” pokazał, na co go stać, ale porównując tamten taniec do tego to pikuś.
Pomimo tego że był w zwykłych dżinsach, poruszał się jak pan i władca świata.
Gryfonka zaczęła się zastanawiać jak Czarny Pan wytrzymywał z takim zachowaniem Draco. Nawet gdy tańczył, biła od niego arogancja i bunt. Prowadził Dominique szybko i pewnie. Urokiem osobistym nie dorównywał żadnemu modelowi i aktorowi jakiego znała Hermiona (a miała do wyboru Leonardo DiCaprio, Brada Pitta, Davida Beckhama czy Enrique Iglesiasa – którego ja uwielbiam, nie tylko za jego głos :p).
Każdy jego ruch był perfekcyjny i wytrenowany do ostatniej minuty.
Gdy skończyli tańczyć, Hermiona zerknęła na swoją opiekunkę. Chyba właśnie zabrakło jej słów.
-Nie wierzę, że tańczy pan tango po raz pierwszy – powiedziała sucho dyrektorka.
-I ma pani rację – powiedział spokojnie z lekkim ironicznym uśmieszkiem.
Przy McGonagall zawsze się hamował, bo nawet teraz po tylu latach nauki czuł wobec niej respekt.
Jednak na usta cisnęło mu się „bo to był drugi raz”.
-Masz rację, Dominique – powiedziała spokojnie nauczycielka – lekcje dla pana Malfoya są zbędne. Jednak Lucas musi zostać, żeby uczyć pannę Granger.
-Myślałam o czymś innym – zaczęła ostrożnie Nikki.

***

Po długiej rozmowie, paru oburzonych prychnięciach Hermiony, krzywieniu się Nikki na swoje pełne imię wymawiane przez McGonagall i łagodzeniu sporów ze strony Lucasa, ustalili wszystko.
Stanęło na tym, że Draco będzie uczył Hermionę. Lucas stwierdził, że jest do tego odpowiednio przygotowany. Dominique i Lucas przyjadą za dwa tygodnie, żeby zobaczyć jak im idzie i za miesiąc, żeby wszystko dopracować. A blondyn z szatynką, chcąc nie chcąc, musieli się na to zgodzić.
Nie miał jedynie pojęcia, że żadne z nich nie ma na to  najmniejszej ochoty.
-Jedno pytanie panie Malfoy – odezwała się McGonagall, gdy wychodzili z klasy – dlaczego nie powiedział pan, że te lekcje są zbędne w pana przypadku?
-Pani profesor – powiedział Draco, a w jego głosie pobrzmiewało ledwie zauważalne rozdrażnienie – kazała pani, żeby to Granger mi o tym powiedziała. Z całym szacunkiem, czy gdybym przyszedł do pani powiedzieć, że nie mam zamiaru uczestniczyć w tych próbach, to by coś dało? Stwierdziłaby pani, że nie chcę mieć nic wspólnego z Granger, odjęła punkty, kazała wyjść i stawić się na próbie. Nie mam racji?
-Nie do końca, z tego co wiem, to w miarę się dogadujecie. Śmiałabym twierdzić, że bardzo dobrze – powiedziała dyrektorka, nawiązując do tego nieszczęsnego artykułu.
-To się pani myli – powiedział chłodno Draco, skinął jej głową i odszedł.
Hermiona również pożegnała się pospiesznie z nauczycielką i poszła za nim.
-Malfoy! - zawołała, gdy miał już zniknąć w lochach.
-Co? - zapytał ozięble, obracając się w jej stronę.
-Czemu nie powiedziałeś mi, że umiesz tańczyć tango?
Draco uniósł ironicznie brew.
-A pytałaś? - zapytał i zniknął w ciemnościach.

***

wybaczcie, że tak późno, ale Muscardinus sprawdzała to na szybko i chwilę to zajęło.
Camme nadal jest poza zasięgiem, ale niedługo wróci.

poza tym Wszystkiego Najlepszego, dziewczyny. Trochę spóźniona, ale szczera.

Czekam na komentarze (znów "agresywna prośba o komentarz [...], na który trzeba zasłużyć")

spokojnego albo szalonego weekendu

Pozdrawiam,
Nox

After all this time? Always.

Witajcie. Dawno temu — i myślę, że mało kto to pamięta — napisałam, że jeśli kiedyś znów zakocham się w pisaniu, wrócę. Prawda jest taka, że...