poniedziałek, 2 kwietnia 2018

2 - druga wersja


Na dworcu panował wielki zgiełk i chaos. Słychać było rozmowy, pisk hamulców, krzyki, płacz dzieci, śmiech witających się lub płacz żegnających się osób. Jednak ten dworzec różnił się od innych, ponieważ tu kryła się tajemnica tysięcy osób i pokoleń. Tutaj bowiem był peron dziewięć i trzy czwarte. Nikt z zwykłych śmiertelników go nie widział ale podobno są tacy co na nim byli... Tylko zaraz po tym zniknęli w niewyjaśnionych okolicznościach...
Ale peron ten istniał bowiem naprawdę i właśnie dzisiaj zbierali się na nim młodzi czarodzieje by wracać do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Na ten peron spieszyli się między innymi Lily i Syriusz.
-Jezu, już nie mogę się doczekać kiedy zobaczę Jasmin i Rose - jęknęła Lily
-To się pośpiesz to je zobaczysz a nie wleczesz się jak goblin na ścięcie - Syriusz byt niewzruszony i bezlitosny choć on też nie mógł się doczekać spotkania z przyjaciółmi.
Stanęli koło barierki między peronem dziewiątym a dziesiątym i oparli się o nią przechodząc niepostrzeżenie na peron 9 i 3/4.
Tam panował jeszcze większy zgiełk niż na dworcu. Stał tu wielki czerwony pociąg z napisem Express Londyn - Hogwart. Na peronie byli uczniowie Hogwartu witający się z przyjaciółmi po wakacjach, byli wystraszeni pierwszoklasiści żegnający się ze strachem z rodzicami, byli rodzice którzy upominali swoje pociechy że mają być grzeczne i pilnie się uczyć. Syriusz zignorował ich wszystkich. Choć pojawienie się na peronie Syriusza Blacka wywołało jeszcze większy szum. Bożyszcze połowy dziewczyn powróciło do swojego magicznego królestwa.
-Chodź, znajdziemy coś zanim wszystko zajmą - powiedział Syriusz i poszedł wzdłuż pociągu.
Lily z lekkim uśmiechem poszła za nim rozglądając się za przyjaciółmi. Słyszała szepty w koło siebie. No tak, pojawiła się tu z Blackiem, najlepszym przyjacielem Jamesa Pottera, chłopaka który latał za nią od pierwszej klasy. Evans miała to w nosie i z podniesioną głową szła tuż koło niego narażając się kolejnej połowie dziewczyn w Hogwarcie. 50% dziewczyn nienawidziło jej za to że latał za nią James Potter. (Drugi bóg Hogwartu, tylko on mógł dorównać Łapie popularnością, fan clubem, inteligencją i talentem w quidditchu. Taaak, ta dwójka Huncwotów była najpopularniejsza w Hogwarcie od siedmiu lat. Jeszcze nigdy nie było głośniej o innych uczniach od założenia Hogwartu a zapewnił ich o tym sam dyrektor szkoły, Albus Dumbledore. ) Drugie 50 % dziewczyn zaczynało w tym momencie nienawidzić Lily ponieważ śmiała się pokazać w towarzystwie młodego Blacka.
Co ta Evans sobie wyobrażała skoro było ją na to stać?! Takie pytanie zadawała sobie nie jedna dziewczyna w tym momencie.
-Tutaj, Ruda - rzucił Łapa i wskoczył do pociągu nie zwracając uwagi na padające z każdej strony na zmianę słowa powitania
- Cześć, Syriusz!
- Cześć, Syriuszu
- Siema, Łapa!
- Hej, Black!
Pomógł wtaszczyć Lily kufer i wszedł do pustego przedziału zatrzaskując za Lily drzwi. Gwar trochę ucichł a oni opadli na siedzenia.
-Wiesz, że dostarczamy całemu Hogwartowi tematy do rozmów? - zapytała Lily
-Zwisa mi to - prychnął Black - my wiemy swoje a inni mnie nie obchodzą.
-Myślałam, że reputacja jest dla Ciebie ważna - zadrwiła Lily
-Weź się pocałuj... - zaczął Łapa ale urwał widząc, że Lily krztusi się ze śmiechu - no pięknie, Evans - na jego twarzy pojawił się uśmiech do dodało mu tylko uroku i atrakcyjności - przebywanie za mną źle na Ciebie wpłynęło - powiedział jedynie.
-A co na to Twój najlepszy kumpel? Na pewno dotrą do niego te plotki - zauważyła Ruda
-Będę się martwił jak dotrą - Black wzruszył ramionami - po co martwić się tym czego nie ma. Wyluzuj, będzie dobrze.
Lily nie zdążyła odpowiedzieć bo drzwi przedziału się rozsunęły i usłyszała wrzaski.
-Lily!
-Lily! Lily, tęskniłam!
-Czemu się nie odzywałaś?!
-Sowy wracały z listami.
-Co się z Tobą działo?!
Lily roześmiała się.
-Jesteście tylko dwie a robicie tyle szumu. Może byście się chociaż przywitały? - zapytała na co dwie Gryfonki rzuciły się jej na szyję.
Syriusz patrzył na to z lekkim rozbawieniem. Jedna z dziewczyn była średniego wzrostu szatynką o miękkich falach opadających na plecy i piwnych oczach. Była dość cichą dziewczyną ale inteligentną i potrafiła naprawdę nieźle zamieszać co nie raz udowadniała. Miała ciało modeli, smukłe w odcieniu mlecznych pereł słodkowodnych. Rosalie Boleyn w której żyłach płynęła błękitna krew angielskich królów. Rose naprawdę była pełna godności. On i Rose nie raz żartowali z tego, że są książętami ponieważ oboje mieli w swoim drzewie genealogicznym władców. Rose, Henryka XVII przez jego żonę Annę Boleyn, która była praprababcią Rose a Syriusz był Blackiem co u czarodziejów oznaczało przynależność do głównej magicznej elity. Oboje nie raz to wykorzystywali. Druga z dziewczyn była wyższa od Rosie i Lily. Była piękną blondynka z masą loków sięgających prawie pasa i co dziwo czarnymi pełnymi blasku oczami z śródziemnomorskimi rysami. Jej karnacja przypominała miód ale to nie odzwierciedlało jej charakteru ponieważ blondynka nie było słodka jak miód, choć taka też potrafiła być. Najczęściej była impulsywna i roztrzepana z masą szalonych pomysłów. Jasmin Cammer była trzecią z dziewczyn którą w Hogwarcie nazywano potocznie Huncwotkami ponieważ trzymały się blisko nich.
-Na Merlina, udusicie mnie - wychrypiała Lily na co obie natychmiast się odsunęły. Dziewczyny witały się bardzo długo aż w końcu Łapa stwierdził, że powinien się wtrącić.
-Nie chciałbym przeszkadzać w tym powitaniu ale... - nie skończył.
-Syriusz!!! - Rose z wrzaskiem rzuciła mu się na szyję.
Black jedynie się roześmiał się i przytulił mocno dziewczynę do siebie.
-Siemasz, Rosie, księżniczko? - zapytał ze śmiechem.
-Świetnie, książę. A Ty, jak się trzymasz? - zapytała Rose
-Dobrze, nie jest źle - powiedział Łapa i mocniej przytulił dziewczynę.
-Ej, ja tez chcę - powiedziała Jasmin co wywołało śmiech reszty ale zaraz wpadła w ramiona Syriusza popchnięta w nie przez dziewczyny.
-Cześć, Łapa! - powiedziała wesoło
-Hej, hej Cammer. Gotowa rozwalać Hogwart?
-Jak zawsze w gotowości - powiedziała z uśmiechem Jasmin.
W końcu usiedli i zaczęli rozmawiać o wakacjach. Dziewczyny nie zdążyły wiele wyciągnąć z Lily ponieważ, pojawili się kolejni Huncwoci i dziewczyny rzuciły im się na szyję piszcząc.
Remus Lupin i Jared Ford przyjęli takie powitanie ze spokojem ponieważ byli taki witani od kilku lat za każdym gdy wracali z wakacji, ferii, Bożego Narodzenia i Wielkanocy do Hogwartu i żegnani równie emocjonalnie. Nie mogli powiedzieć nic złego na ten temat, cieszyli się z takiego powitania.
Remus Lupin był brunetem o prostych włosach i oczach w kolorze syropu klonowego. Był jak zawsze blady ale to wiązało się z tym, że kilka dni temu była pełnia a on był wilkołakiem o czym wiedzieli jedynie Huncwoci i Lily. Choć teraz jego cera była ciemniejsza ponieważ był przez parę dni na Kubie. Był zmęczony po przemianie ale cieszył się ze spotkania z przyjaciółmi szczególnie po takim powitaniu ze strony dziewczyn.
Jared Ford był wysokim blondynem o prawie białych włosach i ciemno błękitnych oczach. Był impulsywny i w gorącej wodzie kąpany. Był specjalistą od środków wybuchowych i niebezpiecznych eksperymentów. Działał na dziewczyny jak magnes ponieważ miał wyczucie taktu i chwili i zawsze wiedział co powiedzieć obojętnie od sytuacji i jak się zachować choć bardzo często tracił cierpliwość.
Gdy dziewczyny w końcu ich puściły, Huncwoci zaczęli się witać, ściskając sobie dłonie i klepiąc po plecach.
Znów usiedli i zaczęli rozmawiać.
-Lily, czemu nie odpisywałaś na listy? - zapytała w końcu Jasmin na co Lily wcisnęła jej kit, że rodzice zabrali ją na całe wakacje do Australii i zapomniała wsiąść sowy a każda jak przylatywała to zaraz leciała z powrotem i nic nie mogła zrobić a bała się ujawnić w Australii, że jest czarownicą. Dziewczyny uwierzyły jej i zaczęli znów gadać o wszystkim i niczym jak to dziewczyny mają w zwyczaju.
Pociąg w końcu ruszył ale wciąż nie było jednej osoby z ich paczki, której szczerze mówiąc Lily nie chciała nigdy więcej widzieć.
Nigdy w życiu.
Ale niestety nie wszystkie marzenia się spełniają i w końcu ta niewyczekiwana przez Lily osoba się pojawiła.
-Siema, ludzie! - powiedział gdy tylko otworzył drzwi przedziału.
Nie zdążył nawet do niego wejść gdy dwie dziewczyny rzuciły mu się na szyję krzycząc coś niezrozumiale.
- Jass, Rosie - wydyszał gdy dziewczyny nie chciały się od niego odsunąć - ja też was kocham ale nie mogę oddychać.
Dziewczyny odsunęły się i oczom reszty ukazał się przystojny kruczowłosy chłopak z orzechowymi oczami. Ciepły brąz w jego oczach topił się jak zawsze gdy widział przyjaciół i płonął pięknym blaskiem. Czarne włosy opadały mu w wielkim nieładzie na oczy i kręciły się lekko na karku. Piękny uśmiech rozjaśniał twarz o złotobrązowej karnacji.
Jasmin znów rzuciła mu się na szyję.
-Rogacz, cholera już myślałam, że nie zdążyłeś na pociąg!
-Male problemy techniczne - powiedział lekko Rogacz i uścisnął dziewczynę mocno po czym pocałował ją w policzek.
Tak samo było z Rosie.
- Co się stało? - zapytała Rose gdy go w końcu puściła.
-Wiesz, jacy są rodzice - powiedział James Potter i podszedł przywitać się z Huncwotami.
-Siema, Stary - Jared i James mocno uścisnęli sobie dłonie i uścisnęli.
-Wszystko dobrze? - zapytał jedynie Remus patrząc na niego uważnie.
-Tak, wszystko okej - zapewnił James i uścisnął go jak brata.
-Łapa! Nie dawałeś znaku życia przez całe wakacje - powiedział Potter z lekkim wyrzutem.
-Rodzinka - zbył go Łapa i spojrzał szybko na resztę i znów na Jamesa.
Chłopak zrozumiał i tylko skinął lekko głową.
Mogli wracać do Hogwartu.
Byli wszyscy razem i byli szczęśliwi.
Ale Lily była w szoku, ponieważ James Potter nie zwrócił na nią uwagi po raz pierwszy od kilku lat i zachowywał się tak jak by nie istniała. Nie żeby jej to przeszkadzało ale co najmniej zdziwiło.
No bo do cholery co tu się dzieje?!
Zawsze ale to zawsze James było koło Lily i zatruwał jej powietrze samą obecnością a teraz po prostu ją ignorował.
Nie obraził się chyba za to, że dostał po zakończeniu tamtego roku na peronie w twarz, ponieważ próbował ją pocałować?

Podróż mijała spokojnie. Rozmawiali o wakacjach, OWTM -ach, i o tym kim będzie ich następny nauczyciel obrony przed czarną magią. Dyskusja trwała w najlepsze.
Tylko Lily nie brała w niej udziału. Siedziała wpatrzona w okno. Nikt jej nie przeszkadzał tylko Syriusz co jakiś czas rzucał w jej stronę zaniepokojone spojrzenia. A James zachowywał się tak jakby Lily w ogóle nie istniała. Śmiał się z Rose, Jasmin i Huncwotami.
Gdy koło południa pojawiła się czarownica ze słodyczami wszyscy wstali i zaczęli zamawiać słodkości.
-Ej, czekajcie, czekajcie! - zawołał James - poproszę... - wyrecytował z pamięci wszystko co chcieli.
Czarownica podła mu to w kilku ratach. James beztrosko podał to Huncwotom a potem sięgnął do kieszeni.
-Rogacz, nie możesz ze to płacić sam - powiedziała Rose i sama wsunęła rękę do kieszeni.
-Właśnie, że mogę - powiedział James i dał czarownicy kilka monet
-Ale, James...
-Pozwól mu - szepnął jej do ucha Remus.
Znał Rogacza na tyle że, wiedział że James jak się uprze to sam za to zapłaci.
Rose umilkła ale nie miała zadowolonej miny.

Lily drgnęła gdy poczuła zapach czekolady. Koło niej siedział Jared z wyczarowanym przez siebie kubkiem czekolady.
-Dzięki - mruknęła Lily
-Co jest, Ruda? - zapytał Jared zaglądając jej w oczy.
Lily pokręciła głową.
-Rozumiesz, że jedziemy do Hogwartu ostatni raz? - szepnęła po chwili
W przedziale zrobiło się cicho.
Każdy zasmucił się słysząc słowa Lily. Jadą tam ostatni raz. Następnym razem będą już wracać do domów na zawsze... Już więcej pierwszego września nie wsiądą do pociągu i nie odjadą w siną dal. Teraz czaka ich poważne życie.
-Lily, mamy przed sobą cały rok - szepnęła Jasmin
-Czasami rok to za mało - mruknął Remus a każdy przyznał mu racje.
-To straszne, że więcej nie zobaczymy ich wszystkich... - rzuciła cicho Rose
-Rosie, przecież będziemy się spotykać - zapewnił ją James obejmując dziewczynę ramieniem.
-No tak - rzuciła cicho Rose - ale wszyscy inni, pary, znajomi z innych domów? Ich już nie spotkamy... wszystkie duchy, nauczyciele, cały zamek... już go nie zobaczymy...
Jasmin jak zawsze uczuciowa pociągnęła nosem.
-No, ej, tu nie może być ponuro - powiedział głośniej Syriusz - dajcie spokój, mówicie jakby ktoś umarł. Jedziemy do Hogwartu! Znowu! To ostatni rok i musimy zacząć działać tak żeby długo nas nie zapomnieli, chłopaki. Lily, skarbie nie patrz tak na mnie. Spokojnie, będziemy mieli Puchar Domów i Quidditcha. Muszą nas pamiętać również w pozytywny sposób - zakończył z szatańskim uśmiechem Łapa.
Huncwoci wybuchnęli śmiechem.
-Taaak - rzuciła ze sarkazmem Lily ale jej oczy się śmiały - wrócił stary wredny Syriusz Black...
- Wróciła stara przestrzegająca prawa pani Prefekt - rzucił tym samym tonem Łapa
- I wszystko po staremu - rzuciła wesoło Jasmin
Zaczęli wspominać ich cały pobyt w Hogwarcie. Co i raz padało
'' A pamiętacie...'' , ''Nie zapomnę... '' , ''A tamto...'' , '' A jak zrobiłeś to...'' Nawet Lily się ożywiła i włączyła się w dyskusje. Cały czas śmiali się z wspomnień. A to zabawy na śniegu, a to jakiś dowcip Huncwotów, a to jakaś zabawa przemowa Dumbledore' a, a to jak próbowali oszukiwać na teście na transmutacji i zostali przyłapani, wszystkie imprezy po meczach i po egzaminach. Wspominali wszystko co się działo.
- Jak teraz na to spojrzeć to prawie cały czas byliśmy razem - rzucił Jared
-Bo zawsze w coś nas wplątaliście! - oburzyła się Rose
-Żałujesz? - zapytał James
-Nie, ale... - Rose nie skończyła
- Ale Jared ma rację - wtrąciła jak zawsze swoje trzy grosze Jasmin - to ostatni rok, zawsze trzymaliśmy się razem i niech teraz też tak będzie. Pokażmy innym że nasza przyjaźń przetrwa wszystko.
-Masz racje, Jass - mruknął Remus - może nie zawsze wszyscy pałali do siebie sympatią ale zawsze mogliśmy na siebie liczyć i ufać sobie.
- On zawsze umie wszystko idealnie podsumować - powiedział Syriusz
Ta podróż mogła być idealna ale niestety nie była. Około czwartej drzwi przedziału otworzył się i pojawiło się kilka osób.
Byli to Ślizgoni z siódmego roku. Lucjusz Malfoy, Greg Crabbe, Severus Snape, Regulus Black, Narcyza Black, Elizabeth Oldwoods i Bellatriks Black.
Wszyscy Gryfoni od razu przybrali poważny wyraz twarzy. Ślizgoni i Gryfoni zazwyczaj się nienawidzili z zasady ale ci Ślizgoni i Gryfoni nienawidzili się mocniej niż przewidziała ustawa.
-Czego? - warknął Syriusz w tej samej chwili gdy Lucjusz Malfoy otwierał usta.
-Co tak ostro, Black? - zapytał Malfoy
-Przyszliśmy się przywitać - dodał szyderczo Snape
-Spadaj Snape, bo wyciągnę szampon - warknęła Rose
Gryfoni parsknęli śmiechem.
-Odwal się, Boleyn -rzucił Snape - księżniczko od siedmiu boleści!
-Sam się wal Snape, bo JA przynajmniej używam szamponu a nie przed nim uciekam tak jak ty niedawno - powiedziała Rose kręcąc głową dzięki czemu w jej włosach odbijały się refleksy światła przy okazji nawiązując do jednego z kawałów Huncwotów w tamtym roku gdy ścigali Snape z fiolką krzycząc, że to Wywar Żywej Śmierci a tak naprawdę był to szampon.
Snape skrzywił się nie wiedząc co powiedzieć ale z pomocą przyszedł mu Lucjusz Malfoy.
-No cóż, my przynajmniej nie uciekamy przed ludźmi z własnej paczki - rzucił zjadliwie
-No cóż -zaczął go naśladować Syriusz - my przynajmniej nie wchodzimy tam gdzie nas nie chcą więc wyjdź stąd dopóki jestem spokojny.
-Spokojnie, Black, spokojnie - powiedział młodszy brat Syriusza, Regulus - nikt się nie chciał kłócić...
-Taaa, jasne - rzuciła z ironią Jasmin - a co może uczyć kilku zaklęć? Daj spokój, Black pamiętasz tą ciekawą lekcje na błoniach gdy też za szybko chwyciłeś za różdżkę przeciw niewłaściwej osobie?
-Cammer, nikt Cię nie pytał o zdanie - warknął młodszy Black
-A Ciebie nikt nie zaprosił do tego przedziału, szlamiaku - odbiła piłeczkę Jasmin
-Dobra, starczy tego - powiedział Jared który do tej pory siedział cicho - czego znowu chcecie?
- Ford, a gdzie twój kołpak? - zaszydziła Narcyza
-Narcyza, a gdzie twoje dziewictwo? - zapytał Łapa wstając
Zrobiło się cicho.
Narcyza zaczerwieniła się.
-Narcyza - mówił dalej Syriusz - gdzie twoje dziecko? Narcyza, gdzie twój mąż? Narcyza, gdzie...
-Moda, psie - warknął Snape
-O jejciu, mamo ratuj, boję się Smarka! - zawołał Łapa - mamo, on mi zrobi coś złego! Wydmucha sobie na mnie nos, bo nic innego nie umie tylko ryje tym orlim kinolem po pergaminie!!
Gryfoni zwijali się ze śmiechu.
- I co Snape? Co na to powiesz? -zapytał cicho Syriusz a z nim było słychać drwiny Gryfonów - że nie masz kataru?
-Dzisiaj o 1 w nocy na błoniach, Black, pożałujesz tych słów - warknął z nienawiścią Snape i obrzucił ich pogardliwym spojrzeniem. Jego wzrok zatrzymał się na Lily, wykrzywił usta w grymasie który miał być uśmiechem i powiedział :
- Ładny wisiorek, Evans
Lily otworzyła usta ale odezwał się Jared:
-Wypierdalaj! - warknął a Snape zniknął za szklanymi drzwiami z drwiącym uśmiechem na twarzy.
Przez chwilę panowała cisza.
-Dorwę go - wysyczał Łapa
-Black - powiedziała łagodnie Lily - nie ma sensu
-Ma, dla mnie ma - warknął na nią młody Black i spojrzał tylko krótko na Rogacza, ten skinął głową patrząc mu w oczy.
-O nie! - zawołała Lily - nie, Syriusz przestań!
-Ale co, Ruda?- zapytał Łapa
-Wiem, co chcecie zrobić i nie pozwolę wam!
-Bo co, Evans? - odezwał się do niej po raz pierwszy James
-Bo to Potter, że Syriusz nigdzie nie pójdzie i TY dobrze wiesz czemu - powiedziała ostro Lily nawiązując do ich rozmowy w tamtym raku gdy na sekundę zawiesili topór wojenny.
-Evans, to nie ma znaczenia - prychnął James
-On nigdzie nie idzie - powiedziała przez zęby Lily
-On nie idzie, on tam pobiegnie - wyszczególnił James
-Jesteś tego pewny, Potter?
-Uwierz mi, Evans jestem pewny - powiedział z sarkazmem Potter
-Jesteś tego pewien na sto procent że pójdzie bez względu na wszystkie okoliczności? - upewniła się Ruda
-Evans, nie każ mi się powtarzać - rzucił Rogacz
-Super - rzuciła jedynie Lily
-Co jest w tym takiego wspaniałego? - zapytał zaczepnie James
-A to kretynie, że...
-DOSYĆ!!! - rozległ się w całym przedziale krzyk
-Ale... - zaczęli razem
-DOSYĆ DO DIABŁA!! - ryknął Syriusz wstając
Oboje zamilkli oburzeni.
-Kłócicie się jakby było o co! To ja zdecyduję czy pójdę czy nie a nie wy! Przykro mi, Lily ale tam pójdę razem z Jamesem - zakończył łagodniej Syriusz - Ruda, tak będzie lepiej.
-Dobra - warknęła Lily - dobra ale idę z wami.
Lily zadała im ostateczny cios.
-CO?!! Nie ma mowy!!! - krzyknął James
-Idę albo o wszystkim dowie się dyrektor!!! - wrzasnęła jeszcze głośniej Ruda.
Huncwoci zamilkli.
-Lily... - zaczął ostrożnie Remus
-Nie!! - warknęła Lily
-Ruda...
-NIE!!!
Wszyscy Huncwoci siedzieli cicho nie wiedząc co powiedzieć.
-Evans - powiedział po chwili James - to nie jest najlepszy pomysł...
-Ten pomysł jest banalny... - wtrącił Remus cicho
-Poroniony... -dorzucił Jared
-Idę albo Dumbledore wie o wszystkim - powiedziała Lily - macie wybór.!
-Evans, to żaden wybór... - szepnął Łapa patrząc jej w oczy.
-Właśnie, że jest! - upierała się Lily - albo idę z Wami albo dyrekcja wie o wszystkim!
-Ale...
-Koniec!! - rzuciła ostro Lily – wybieraj!
-Ale Lily to nie jest wybór!! - wydarł się na nią Syriusz – wiesz, że to nie jest sytuacja w której się wybiera!!!
-To co mam pozwolić Ci tam iść nie wiedząc co Ci jest i pozwolić Ci zginąć?!! - wrzasnęła Lily
Serca Jasmin i Jamesa zamarły.


****

z małym poślizgiem, ale zapraszam do czytania i oceniania :)

jeśli ktoś chce być powiadamiany zapraszam do odpowiedniej zakładki.

do zobaczenia za dwa tygodnie i... Wesołych Świąt?

pozdrowienia,
Nox

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz